Cieszmy się z tagów, bo oszczędzimy pieniądze kupując droższe oryginały

Discovery Science w programie "Beyond tomorrow" właśnie niezwykle radośnie przedstawia widzom jakie to ulepszenia ich czekają, gdy w kupowanych produktach będą ukrywane tagi RFID. No, bo konsumenci (całe szczęście nie zapomniano wspomnieć też o firmach) tracą tysiące dolarów kupując "podróbki", a wszystko przez to, że są praktycznie nie do odróżnienia od oryginału. Twórcy programu nie zadali pytania: jak to możliwe, że "oryginały" są tak drogie, że "piratom" opłaca się dużo taniej je "podrabiać". Może chodzi o to, że mafia nie płaci podatków, albo... Wiadomo, że dzisiejsze przedsiębiorstwa globalne minimalizują koszty. W wielu przypadkach jedyne co mają to prawa do "marki". Markowe buty, czapki, torebki czy koszulki szyte są u różnych podwykonawców na całym świecie, często w "rajach kosztowych" bez praw pracowniczych, albo tam, gdzie życie zmusza dzieci do pracy (a prawo na to pozwala). W jednym baraku szyje się produkty konkurujących ze sobą na globalnym rynku marek... Pewnie też tam będzie się wszywało tagi RFID, by zagwarantować słuszne prawa producentów dysponenta marki.

Zagadnienie jest dość skomplikowane, bo potrafię sobie wyobrazić problemy związane z nieprzestrzeganiem rygorystycznych norm bezpieczeństwa produktów wprowadzanych na rynek przez "piratów". Potrafię również wyobrazić sobie, że linie produkcyjne "podrobionych" produktów kontrolowane są przez różnego rodzaju związki przestępcze, że nie płaci się podatków, że produkują te towary ludzie zmuszani do niewolniczej pracy, etc. Problem pojawia się wówczas, gdy w jednym baraku produkowane są zarówno "oryginały" jak i "podróbki", których dodatkowo nie da się odróżnić od siebie, bo są wytworzone prawie tymi samymi rękami, na takich samych maszynach, z dokładnie tych samych materiałów. Jedyne co je odróżnia (w świecie realnym, ocenianym w kategoriach czysto fizycznych), to to, że pieniądze z ich sprzedaży trafiają do różnych kieszeni. Niebawem również to, że jedne będą miały RFID (Radio-frequency identification), a inne nie (chociaż mafia pewnie i z tym sobie poradzi). Tak czy inaczej - RFID odgrywać tu będzie rolę DRM (Digital rights management).

W tym kontekście warto pamiętać o sporej dyskusji, która przetoczyła się w Europie i w Polsce, a która dotyczyła części zamiennych (w Polsce można szukać hasła "widoczne części zamienne" w kontekście np. naprawy samochodów). Producenci markowych, "oryginalnych" części samochodowych wykupowali reklamy na bilbordach (np. bardzo sugestywne zdjęcia łańcucha, którego jedno ogniwo zastąpione było sznurkiem), argumentowali w telewizji, że bezpieczeństwo, że ich oryginalne części są przebadane, lepsze, a przede wszystkim, że zamienniki powstają z naruszeniem praw własności intelektualnej... W mediach spierali się przedstawiciele Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego z Koalicji na Rzecz Wolnego Rynku Samochodowych Części Zamiennych (wraz z Federacją Konsumentów)... W dziedzinie motoryzacji przez Polskę przeszła mała burza lobbingowa dotycząca właśnie praw własności intelektualnej i "podróbek". Finałem zaś było przyjęcie tzw. "klauzuli napraw", która znalazła się w ustawie z 29 czerwca 2007 r. o zmianie ustawy - Prawo własności przemysłowej (Dz.U. nr 136, poz. 958; sięgnij również do materiałów sejmowych, dotyczących Rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy - Prawo własności przemysłowej).

Dodany do wcześniejszej wersji ustawy nowy art. 1061 brzmi:

1. Ochrona z tytułu prawa z rejestracji wzoru nie przysługuje wytworowi, który stanowi część składową wytworu złożonego, używaną do naprawy tego wytworu w taki sposób, by przywrócić mu jego wygląd początkowy.

2. Osoby trzecie mogą korzystać z wytworu, o którym mowa w ust. 1, poprzez jego wytwarzanie, oferowanie, wprowadzanie do obrotu, import, eksport lub używanie wytworu, w którym wzór jest zawarty bądź zastosowany, lub poprzez składowanie takiego wytworu dla takich celów.

W ten sposób lobbing producentów niemarkowych części zamiennych do markowych samochodów (ale nie tylko przecież samochodów, bo też sprzętu elektrycznego gospodarstwa domowego, motocykli, zegarów,) okazał się silniejszy od lobbingu producentów części markowych.

Jest kilka ważnych czynników, które warto rozważyć w czasie analizy sytuacji. Wydawać by się mogło, że dyskusja dotyczy Polski i chociaż uczestniczymy w globalnym rynku, to jednak w samej Polsce interesy globalnych graczy nie były tak silnie reprezentowane, jak lokalne interesy producentów rodzimych zamienników. Ale to nie jest prawidłowy ogląd spraw, bo dyskusja na temat "klauzuli napraw" została najpierw zainicjowana "w Europie" (dyskusja dotycząca projektu dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady zmieniającej dyrektywę 98/71/WE w sprawie prawnej ochrony wzorów), a działania prawodawcy polskiego to swoisty epizod. Nasza rodzima, senacka Komisja Spraw Unii Europejskiej w czasie konsultacji nie popierała wniosku dotyczącego dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady zmieniającej dyrektywę 98/71/WE w sprawie prawnej ochrony wzorów, ale np. Komisja Prawna Parlamentu Europejskiego zgodziła się na "uwolnienie konkurencji na szacowanym na 13 mld euro wtórnym rynku części zamiennych, dzięki którym przywracany jest wygląd początkowy produktów złożonych"... Można też zacytować Posła Leonarda Krasulskiego (PiS), który w czasie posiedzenia sejmowej Komisja Gospodarki powiedział:

Chcę powiedzieć, że Komisja Europejska rekomenduje wprowadzenie klauzuli napraw i jest przeciwko licencji przymusowej. Klauzula napraw istnieje już w Wielkiej Brytanii, Holandii, Irlandii, Belgii, Luksemburgu, Hiszpanii, we Włoszech, na Węgrzech i Łotwie. Nie jest więc tak, że jeśli Polska zmieni stanowisko i opowie się za wprowadzeniem klauzuli napraw, to popełni na arenie Unii Europejskiej polityczne faux-pas.

To ciekawe, że prawodawca zastanawia się, czy popełnia faux-pas przyjmując normy prawne, czy tez może nie popełnia. Ale sięgnijmy też do materiału Ministerstwa Gospodarki: Kompleksowa analiza skutków ekonomicznych, prawnych i społecznych w zakresie wyłączenia ochrony wzorów przemysłowych widocznych części zamiennych (6 marca 2007 roku, PDF, 70 stron). Warto tu zwrócić uwagę na "poetykę" wywodu: "W przypadku zastrzeżenia klient decydując się na zakup samochodu, jest zmuszony do kupowania części zamiennych wytworzonych tylko przez producenta samochodu", a w innym miejscu: "Należy mieć także na uwadze, iż w świetle obowiązującego prawa praktyki monopolistyczne są zwalczane przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów". Dobry klient zmuszany do kupowania części u monopolistów. A gdzie "słuszne prawa własności intelektualnej", gdzie konieczność ochrony "nakładów poniesionych przez producentów na opracowanie wzorów", gdzie "ochrona innowacyjności", gdzie "uzasadniony monopol praw wyłącznych" - retoryka pojawiająca się tak często w opracowaniach argumentujących za zaostrzeniem praw własności intelektualnej (a nawet kryminalizujących obrót "fałszywkami")?

Sprawa dotyczy wzorów przemysłowych, a więc tylko jednego z elementów składających się łącznie na byt nazwany "własnością intelektualną". Cóż. Nie dotyczy to tak silnie społeczeństwa informacyjnego jak np. prawo autorskie do utworów, które cyfrowo wyemancypowane z nadającego się do kontrolowania nośnika można dziś technicznie wymieniać np. w sieciach p2p... Fakt pojawienia się "klauzuli napraw" w polskim (i europejskim) systemie prawa własności przemysłowej musi jednak wzbudzić zadumę. No bo dziś na jednej ladzie mogą "legalnie" leżeć "oryginalne" części wraz z ich "zamiennikami". I co na to koalicje antypirackie? Co na to grzmiący z ambon własności intelektualnej ewangeliści legalności?

Patrząc na to, co się stało w kwestii zamienników, można dojść do wniosku, że w prawodawca może przyjąć dowolne prawo, a proces legislacyjny to barometr aktualnej siły przekonywania grup interesów. Prawo dziś nie jest wykute w kamieniu (zwłaszcza w czasach, gdy walczymy o jego powszechną dostępność w wersji elektronicznej). To, co dziś w mediach jest potępiane i nazywane złodziejstwem, jutro może okazać się naturalne, powszechnie akceptowane, a przez media zamiast "piractwem" nazywane "przełamywaniem monopolu" i "uwolnieniem rynku". "Jedno skreślenie pióra normodawcy zmienia tony kodeksów w stertę makulatury". "Żyjemy w świecie paradoksów". "Nic nie jest tylko albo czarne albo białe, są też odcienie szarości"...

Nie można się jednak dziwić, że każdy walczy o swoje (przy odrobinie świadomości łatwo to wychwycić w debacie publicznej). W tej walce nowym narzędziem w świecie nieinformacyjnym będą (już są) tagi RFID "ukryte pod podszewką" "markowej" torebki "dla dobra konsumenta". Na razie jednak Discovery Science pokazuje w swoich programach prowadzącego bezrefleksyjnie odczytującego podany mu przez producenta programu tekst. Kanał naukowy, pozornie bezstronny, wprost idealnie nadaje się do prowadzenia walki o "rząd dusz".

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Weźmy przykład firmy

Weźmy przykład firmy (firmy?) Grundig, której znak został sprzedany byle komu. I byle kto wciska byle co, licząc na pamięć użytkowników kultowej kiedyś europejskiej marki.

Przyklad drugi

W branży IT - ściślej mówiąc w segmencie aktywnych urządzeń sieciowych, podsegmencie przełączników soho i low/middle infrastructure bardzo dobrze radziła sobie kiedyś firma 3Com Corporation. Aż tu kiedyś nowy pazerny na zysk Zarząd postanowł sprzedać część marki. Przelaczniki infrastruktury sprzedano do [...] (i w miarę dobrze się stało aczkolwiek nowy właściciel tego kawałka marki ma ego dorównujące chyba Empire State Building), ale urządzenia soho opchnięto chińczykom ([...]). Zlikwidowano kanały dystrybucji - dziś każdy może dziś sprzedawać produkcję chińską. Efekt łatwy do przewidzenia - zastój w rozwoju urządzeń, powszechna taniość, ale coraz większe zbadziewienie.

tommy
_____ http://www.put.poznan.pl/~tommy

Ja konsument

Potrafię również wyobrazić sobie, że linie produkcyjne "podrobionych" produktów kontrolowane są przez różnego rodzaju związki przestępcze, że nie płaci się podatków, że produkują te towary ludzie zmuszani do niewolniczej pracy, etc. Problem pojawia się wówczas, gdy w jednym baraku produkowane są zarówno "oryginały" jak i "podróbki", których dodatkowo nie da się odróżnić od siebie, bo są wytworzone prawie tymi samymi rękami, na takich samych maszynach, z dokładnie tych samych materiałów. Jedyne co je odróżnia (w świecie realnym, ocenianym w kategoriach czysto fizycznych), to to, że pieniądze z ich sprzedaży trafiają do różnych kieszeni.

Masz niezłą wyobraźnie Piotrze. A potrafisz sobie wyobrazić co ja bym zrobił takiemu "podrabiaczowi"? Nie jako prawnik, tylko jako konsument. Opis jest raczej mało cenzuralny, wiec go pomijam. Nie wnikam tez czy RFID to dobra metoda zabezpieczenia.

Retorycznie zapytam. Perfumy "podrabiane" są równie trwałe jak te oryginalne?

Prawna ochrona (cywilna, karna lub administracyjna) marki, znaku towarowego to nie tylko ochrona interesu dysponenta takiego prawa.

Wypowiadam sie jako zwykły, "szary" konsument.

jaki to był film?

Kojarzy mi się z tym film... Malezja lub te okolice i dwóch kumpli. Zarządzają fabryką markowych spodni i przy okazji robią lewe interesy...
Są winni pieniądze większemu mafiosowi, który ich brutalnie zachęca do zwrotu.

Jednocześnie przyjeżdża na kontrolę do fabryki kontrola w osobie ładnej pani (jak to w filmach z Hollywood) zaniepokojona jakością produkowanych jeansów, oraz ilością podróbek na rynku. Co oczywiście się łączy, bo to Ci dwaj sprzedają wyroby z fabryki innym. (ach ta hollywoodzka fikcja ;) )

Chyba grał w nim Nicolas Cage. Ktoś kojarzy?

Rozumiem, że wraz z

ksiewi's picture

Rozumiem, że wraz z rejestracją znaku towarowego, wzoru użytkowego itp. na wyróżnionego przez urząd patentowy przedsiębiorcę spływa z nieba łaska nadzwyczajnej staranności i od tego momentu tylko ten przedsiębiorca jest w stanie wyprodukować Produkt Najwyższej Jakości. Nieposiadanie świadectwa rejestracji jest równoznaczne z niestosowaniem procedur zapewniających jakość produktów.

Zwróć uwagę, że urzędy patentowe nie badają jakości rejestrowanych przedmiotów w sensie ich trwałości, wytrzymałości itp. Badają jedynie np. czy znak ma zdolności odróżniające, czy wzór jest nowy i użyteczny. Rejestrację znaku lub wzoru może uzyskać równie dobrze producent bubli jak i producent dbający o jakość produktów.

Tak, tak

VaGla's picture

Na marginesie napiszę, bo chyba to mało precyzyjnie mi wyszło w samym tekście - ja tu nie chcę lobbować za jednym lub drugim rozwiązaniem. Zwracam jedynie uwagę na program w para-naukowym kanale telewizyjnym, którego realizacja lekko mnie poirytowała. Przy okazji dopiero dodałem do tego klauzulę napraw, by pokazać, że sprawa nie jest taka czarno-biała... Chodziło mi o uruchomienie krytycznego myślenia, gdy napotka się na materiał upraszczający zagadnienie, pokazujący je z jednego, dedykowanego punktu widzenia, w istocie manipulacyjny. A oczywiście rejestracja wzoru nie oznacza, że produkuje się super bezpieczne części.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

dokładnie

jak najbardziej się zgadzam. to wszystko nie jest takie czarno białe, że jak podróbka to od razu szkodzi zdrowiu i życiu, a jak jest zarejestrowany znak towarowy to - jak pisze Krzysztof Siewicz powyżej - automatycznie na producenta "spływa z nieba łaska nadzwyczajnej staranności". z tego między innymi powodu, komentując ostatnio u siebie rozpoczęcie przez Stowarzyszenie ProMarka kampanii Uważaj na podróbki, wraz z raportem który powstał przy tej okazji, przekornie na tytuł postu użyłem jednego ze sloganów stosowanych przez organizatorów, tj. "Kupując podróbkę ryzykujesz zdrowie, a nawet życie".

Jeśli się ubierać, to tylko u Prady...

Hmmm... Jako jedną z (nazwijmy to) zalet technologii RFID podaje się umożliwienie rozpoznania i śledzenia towarów z dokładnością do pojedynczego konkretnego egzemplarza (o czym nie można mówić w przypadku symbolik EAN/UPC. które są obecnie standardem w obrocie detalicznym). W rzeczywistości jest to swego rodzaju utrudnienie dla "piratów odzieżowych", gdyż podróbki mogą być dosyć szybko wyłapane jako "niezgodności" w bazie danych. Ktoś będzie mógł np. zauważyć, że został wyprodukowany tylko jeden egzemplarz danego produktu, więc to trochę dziwne, że ma pięć tysięcy tych egzemplarzy na magazynie. Tak więc oficjalne kanały dystrybucji staną się niejako bardziej odporne na podróbki, gdyż "ulegalnienie" podróbki będzie wymagać "włamu" do odpowiedniej bazy danych, a nie jak dotychczas jedynie wydrukowania i naklejenia identycznego kodu kreskowego. Rodzi się tu pytanie, co z mniej oficjalnymi kanałami dystrybucji (targowiska, serwisy typu allegro, sklepy z używaną odzieżą). Oczywiście "wszywanie" tagów w produkt oraz postawienie wymogu, że obecność takiego tagu jest warunkiem ważności gwarancji być może pozwoliłoby lepiej "chronić" klientów korzystających z tych kanałów dystrybucji. (Nie ma się co oszukiwać, jeżeli ktoś jest gotów zapłacić kilkadziesiąt/kilkaset PLN więcej tylko za to, że dany produkt ma określoną ilość pasków, to będzie niepocieszony dowiadując się, że jeden z tych pasków został oderwany/doszyty, no chyba, że świadomie wybiera podróbki.) Jednakże mam wrażenie, iż już obecnie lobby zwolenników prywatności jest na tyle silne, by wszywanie takich tagów bez możliwości łatwego usunięcia na okres użytkowania było nieopłacalne dla danej firmy.

Jako, że Pan Piotr poświęcił ten artykuł odzieży, technologii RFID oraz zadowoleniu konsumentów, to chciałbym tu niejako zareklamować artykuł "PRADA - moda na miarę RFID" Pana Iwo Nowaka dostępny na stronach 60-61 bieżącego numeru (6/2007) czasopisma "Logistyka", a traktujący o zastosowaniu tagów RFID w sprzedaży detalicznej w firmowym sklepie Prady w Nowym Jorku. Tagi RFID są tam naklejane, a nie wszywane w odzież. Jako, że artykuł ten jest niedostępny w wersji elektronicznej, to pozwolę sobie poniżej zacytować kilka jego fragmentów:

W oparciu o wprowadzone rozwiązania możemy sobie wyobrazić drogę zakupów detalicznych w tym sklepie. Stały klient, mając specjalną kartę, może dokonać zakupów anonimowo lub wręczyć ją sprzedawcy, który zeskanuje wbudowany znacznik RFID. Identyfikacja klienta umożliwia także natychmiastowe sprawdzenie jego gustów.

i dalej

Celem takiego podejścia jest zapewnienie maksymalnie wysokiego poziomu obsługi, który można porównać tylko z obsługą w ramach indywidualnych spotkań, oferowaną przez najeksluzywniejsze placówki

i w podsumowaniu

Technologia RFID mogłaby tu odegrać pewną rolę, gdyż pozwala powiązać określone produkty z konkretnymi klientami, umożliwiając śledzenie nie tyle tego, co ludzie kupili, ale czego kupno rozważali. (...) Ponadto głównym celem nie było tutaj obniżenie kosztów łańcucha dostaw, ale podniesienie poziomu obsługi klienta

Zaznaczam, iż wybrane przeze mnie fragmenty mogą być obarczone moim punktem widzenia i są wyrwane z kontekstu, więc przed ewentualnymi komentarzami proponowałbym jednak dokładną lekturę całości.

Pan Piotr nawiązał tu również do tematyki rozwoju społeczeństwa mobilnego. W istocie, obecnie przedsiębiorstwa motoryzacyjne nie mają (przynajmniej w Europie) zbyt lekkiego życia w porównaniu przedsiębiorstw działających w branży własności intelektualnej. Oprócz wymienionej "klauzuli napraw", do utrudnień stawianych przed producentami pojazdów należy doliczyć jeszcze kolejne regulacje zaostrzające np. dopuszczalne normy zanieczyszczeń emitowanych przez samochody lub normy bezpieczeństwa, które dany samochód musi spełnić, by mógł być sprzedany/użytkowany na terenie UE. Jednakże wsłuchując się w legendy o początkach społeczeństwa mobilnego (motoryzacji) również można usłyszeć kilka ciekawych historii. Że wspomnę np. o historii walki starego z nowym, czyli właścicieli dyliżansów z właścicielami autobusów (omnibusów). Podobno w jednym z pierwszych wypadków z ofiarami śmiertelnymi omnibusa, czynny udział mieli właściciele firm dyliżansowych. Wspomnieć można też o regulacjach prawnych nakładających duże ograniczenia prędkości na poruszające się samochody albo konieczność, by przed każdym samochodem biegł człowiek z chorągiewką w celu "zapewnienia bezpieczeństwa". Niestety jakoś nie mogę w chwili obecnej znaleźć odpowiednich odwołań do literatury, stąd nazwałem to "legendami". Jednakże przynajmniej część problemów rozwoju społeczeństwa informacyjnego nie wydaje się niczym nowym, jeśli weźmie się pod uwagę dawniejsze problemy rozwoju społeczeństwa mobilnego.

Pozdrawiam,

Jeszcze o Pradzie

Jako, że odsyłanie czytelników do trudnodostępnych źródeł niekoniecznie jest wyznacznikiem wysokiej kultury osobistej, to mogę jeszcze odesłać czytelników do dokumentu organizacji RAND: RFID in the Retail Sector, A Methodology for Analysis of Policy Proposals and Their Implications for Privacy, Economic
Efficiency and Security
(plik PDF autorstwa Gordona Bitko), gdzie w ostatnim akapicie na stronie 48 można trochę poczytać o wdrożeniu technologii RFID w Pradzie oraz jego następstwach.

Pozdrawiam,

Jak to ma mnie chronić?

Nadal nie potrafię sobie wyobrazić w jaki sposób wszywane transpondery RFID miałyby mnie chronić jako konsumenta? Jedna wielka baza identyfikatorów spodni wypuszczonych w różnych częściach globu? A co powstrzyma podrabiaczy od wpuszczenia serii z identyfikatorami już znajdującymi się w bazie? Już obecnie transponder RFID można nabyć za niecałe 2 centy USD. Zakładając, że większość podróbek wychodzi z tej samej fabryki, można przyjąć że jeżeli produkty oficjalne z ID od 1 do 100 poszły do USA, to podróbki zostaną w miarę możliwości wywiezione do Europy.

Czyżby przewidywano regionalizację? Digital Pants Management - ochroń swoich klientów przed podróbkami, gdzieś to już widziałem. Większość konsumentów nie potrafi docenić zaangażowania producentów w ochronę ich interesów. A tak na poważnie myślę, że spore powodzenie będą miały przepalarki do tagów RFID.

chodzi o skalę zjawiska

Jedna wielka baza identyfikatorów spodni wypuszczonych w różnych częściach globu?

Coś w ten deseń. No może z tą różnicą, że dokładność jest na poziomie konkretnego sklepu.

A co powstrzyma podrabiaczy od wpuszczenia serii z identyfikatorami już znajdującymi się w bazie?

Nic. Jednakże chodzi tutaj o skalę zjawiska, a właściwie o to, żeby maksymalnie utrudnić masowe piracenie. Przynajmniej od momentu produkcji do sprzedaży w autoryzowanym sklepie.

Większość konsumentów nie potrafi docenić zaangażowania producentów w ochronę ich interesów.

IMO wystarczy, żeby konsumenci docenili swoje własne zaangażowanie w ochronę swoich interesów. Na dzień dzisiejszy każdy jest w końcu konsumentem...

skala nic nie zmienia

Coś w ten deseń. No może z tą różnicą, że dokładność jest na poziomie konkretnego sklepu.

Zakładając, że wszystko zostanie wprowadzone bezboleśnie w życie. I pójdę sobie kupić spodnie jeansowe znanej firmy szyte w Turcji czy innej Malezji (oficjalnie i legalnie). I do tego jestem szczęśliwym posiadaczem czytnika RFID. Po odczytaniu taga dostaję numer seryjny. Wysyłam zapytanie o te spodnie do bazy producenta i co dostaję z powrotem? Informację do którego sklepu powinny były trafić? Wątpię, żeby nagle producenci chcieli się chwalić ile spodni dokąd doszło, kto ile zamówił itp. (scraping bazy danych to nie taka trudna rzecz). Jeżeli nawet dostanę informację, że spodnie powinny być w sklepie, w którym je kupiłem, skąd pewność, że właściciel sklepu nie zamówił skrzyni lewych spodni ze zdublowanymi numerami tych już posiadanych? W każdym sklepie będzie siedział certyfikowany agent producenta i skanował sprzedane pary spodni? Analogicznie można te same pytania zadać na każdym etapie dystrybucji. Co ze zwrotami? Jak traktować spodnie, które zostały 10 razy zwrócone i ponownie sprzedane (zakładając, że nie są wadliwe)? Sprzedawcy nie będą mogli wymieniać jednego towaru na drugi równoważny bez interwencji przedstawiciela z góry?

Wszystko pięknie ładnie, ale nigdzie nie znalazłem procedur wyjaśniających moje wątpliwości.

"Większość konsumentów nie potrafi docenić zaangażowania producentów w ochronę ich interesów."

IMO wystarczy, żeby konsumenci docenili swoje własne zaangażowanie w ochronę swoich interesów.

Moje zdanie miało mieć wydźwięk ironiczny. Zysk dla potencjalnego konsumenta z tego typu rozwiązania nadal wydaje mi się stosunkowo niski. Szczególnie, że znów mamy do czynienia z funkcjonalnością uboczną:

  • wydanie kart "stałego klienta" z chipem RFID
  • sprawdzanie który klient spędził ile czasu w której części sklepu
  • kto u kogo co kupuje
  • kto co ma w torbach podróżnych
  • czy warto włamywać się do danego samochodu
  • jakie komplety ubrań są "widywane" najczęściej
  • które ubrania często trafiają do przebieralni, ale nie są kupowane

Wystarczy zapytać się kogoś z firm badających rynek jak im się podoba wizja prowadzenia badań nie na grupie 1000 osób tylko np. po 5000 w każdym większym mieście i to bez honorariów dla badanych (jednorazowy koszt sprzętu).

O ile bardzo bym chciał mieć jednoznaczną informację o tym w której fabryce co zostało wyprodukowane i czy przeszło wszystkie kontrole jakości. To skuteczność RFID w tym zastosowaniu nie różni się niczym od skuteczności naklejek z przydługawym kodem kreskowym (PDF417 albo inny Data Matrix) i właśnie dlatego obawiam się, że RFID jest kolejną fajną technologią, którą ktoś próbuje na siłę wykorzystać. Czym innym jest śledzenie skrzynek w magazynie, a czym innym uwierzytelnianie tych skrzynek. Do tego oczywiście dochodzą problemy z poprawną implementacją i wdrożeniem, ale o tym można poczytać w wywiadach z Lukasem Grunwaldem.

tak, tylko kilka "ale"

Co ze zwrotami? Jak traktować spodnie, które zostały 10 razy zwrócone i ponownie sprzedane (zakładając, że nie są wadliwe)? Sprzedawcy nie będą mogli wymieniać jednego towaru na drugi równoważny bez interwencji przedstawiciela z góry?

Tak, tylko ile takich pirackich spodni dany sprzedawca będzie mógł wprowadzić na rynek nie wzbudzając podejrzeń. No bo, jeżeli jakiś sklep będzie notował zwroty na poziomie powiedzmy 30% przy średniej wynoszącej na danym obszarze powiedzmy 3%, to chyba jest to powód do podejrzeń. Takie obejście systemu jest nawet bardziej skomplikowane na wyższym poziomie łańcucha dostaw (wymaga współpracy pomiędzy nieuczciwymi dostawcą i odbiorcą), a przy działaniach na większą skalę też zauważalne w statystykach. Oczywiście można też próbować wprowadzać fałszywki zupełnie poza systemem. Tylko, że zawsze można kontrolować dany sklep (Zakładając, że technologia RFID ma też w zamierzeniu skrócić czas odczytu (co samo w sobie może być korzystne dla klienta), to ma to wpływ na obniżenie kosztów takiej kontroli. W ostateczności zakładając, że technologia na to pozwoli, to można zatrudnić np. grupkę studentów, których zadaniem będzie po prostu przejście się po sklepie i pooglądanie produktów we własnych sklepach (oraz u konkurencji). Oczywiście z ukrytym czytnikiem RFID za przysłowiową pazuchą. Brzmi to mniej wymagająco od wysyłania ludzi, by chodzili ze standardowymi czytnikami i skanowali poszczególne kody kreskowe. Można też wysłać fikcyjnego klienta, który kupi jak najbardziej rzeczywiste produkty tylko po to, by zobaczyć, czy fakt ich nabycia został odnotowany w bazie).

Zysk dla potencjalnego konsumenta z tego typu rozwiązania nadal wydaje mi się stosunkowo niski.

Oczywiście, przecież nikt z dyskutujących tutaj nie neguje, że technologia ta ma służyć przede wszystkim dostarczycielom dóbr (obniżenie kosztów). Natomiast konsumentów trzeba jedynie "urobić", by nie wyrażali wobec niej większego sprzeciwu. Przecież nawet jeśli uznamy, że np. dzięki RFID możliwe będzie skrócenie czasu oczekiwania klienta w kolejce do kasy, to wcale nie oznacza to, że klienci to odczują (zawsze można zmniejszyć ilość kas). Tak samo z każdą inną potencjalną zaletą RFID. O tym zadecyduje w większym stopniu konkurencja na rynku wymuszająca niejako walkę o klienta.

To skuteczność RFID w tym zastosowaniu nie różni się niczym od skuteczności naklejek z przydługawym kodem kreskowym (PDF417 albo inny Data Matrix) i właśnie dlatego obawiam się, że RFID jest kolejną fajną technologią, którą ktoś próbuje na siłę wykorzystać.

Tak, tylko obie te technologie mają swoje zalety i wady, co oznacza, że RFID może okazać się z punktu widzenia wdrażającego lepsze.

Na koniec chciałbym podziękować za miłą dyskusję
Pozdrawiam,

Do tego jeszcze może "podrobione zwierzęta"

VaGla's picture

Przy okazji omawiania ustawy z dnia 16 lutego 2007 r. o zmianie ustawy o systemie identyfikacji i rejestracji zwierząt oraz ustawy o Inspekcji Weterynaryjnej (Dz. U. z dnia 23 marca 2007 r. Nr 52, poz. 345) Rzeczpospolita opublikowała niedawno tekst Elektroniczny czip zidentyfikuje zwierzę, w którym troche chaotycznie przedstawia sytuacje:

Zmiany wynikają z wejścia w życie przepisów unijnych wprowadzonych w Polsce przez ustawę o systemie identyfikacji i rejestracji zwierząt oraz rozporządzenie w sprawie sposobu oznakowania bydła, owiec i kóz oraz świń, określenia wzorów znaków identyfikacyjnych oraz wymagań i warunków technicznych kolczyków dla zwierząt gospodarskich.

Jak się dowiedzieliśmy w ARiMR, nie jest jednak pewne, czy elektroniczne identyfikatory będą niezbędne od 2008 roku. Unia bowiem zastanawia się, czy nie odsunąć obowiązku znakowania zwierząt czipem jeszcze o dwa lata. Na razie decyzji w tej sprawie nie podjęto.

A niby są przepisy, w których mowa m.in. o:

  • założeniu na prawą małżowinę uszną kolczyka z numerem identyfikacyjnym zwierzęcia gospodarskiego lub duplikatu kolczyka - w przypadku owiec i kóz nieprzeznaczonych do handlu
  • założeniu na prawą małżowinę uszną kolczyka zawierającego identyfikator spełniający wymagania określone w ust. 1 i 3 rozdziału II załącznika do decyzji Komisji 2006/968/WE z dnia 15 grudnia 2006 r. wykonującej rozporządzenie Rady (WE) nr 21/2004 w odniesieniu do wytycznych i procedur elektronicznej identyfikacji i rejestrowania owiec i kóz (Dz. Urz. UE L 401 z 30.12.2006, str. 41), zwanej dalej "decyzją Komisji nr 2006/968" - w przypadku owiec i kóz przeznaczonych do handlu

Temat jest jak najbardziej poważny, chociaż język tej ustawy może powodować uśmiech u niektórych czytelników:

Koniowate, z wyjątkiem koniowatych wolno żyjących, są zaopatrywane w paszport konia albo paszport koniowatego innego niż koń gatunku zgodnie z decyzją Komisji nr 93/623/EWG z dnia 20 października 1993 r. ustanawiającą dokument identyfikacyjny (paszport) towarzyszący zarejestrowanym zwierzętom z rodziny koniowatych (Dz. Urz. WE L 298 z 03.12.1993, str. 45; Dz. Urz. UE Polskie wydanie specjalne, rozdz. 3, t. 15, str. 207) oraz decyzją Komisji nr 2000/68/WE z dnia 22 grudnia 1999 r. zmieniającą decyzję Komisji 93/623/EWG oraz ustanawiającą identyfikację hodowlanych i rzeźnych zwierząt z rodziny koniowatych (Dz. Urz. WE L 23 z 28.01.2000, str. 72; Dz. Urz. UE Polskie wydanie specjalne, rozdz. 3, t. 28, str. 189).

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

nie należy zapominać

Nie należy zapominać, że w przypadku artykułów spożywczych konieczność identyfikacji oraz śledzenia jest w większym stopniu podyktowana chęcią ochrony zdrowia i życia ludzkiego. Chodzi o to, żeby w przypadku wykrycia zagrożenia w postaci np. skażonego mięsa lub chorego zwierzęcia, móc je wyeliminować poprzez np. wycofanie całej partii potencjalnie skażonego mięsa lub szczegółowe badania wszystkich stad, w których dane zwierze przebywało.

Tagi -> prywatność

Mnie w programie zmartwiło coś, o czym tutaj nikt jeszcze nie wspomniał. Mianowicie to, że tagi są czytelne z odległości ok 3m (czyli robiąc bramkę dwustronną pokrywa się aż 6m przestrzeni). Jeżeli producent umieściłby w produkcie unikalny identyfikator (np. numer ekskluzywnego egzemplarza fikuśnego kapelusza) to posiadacza takowego można by dość dokładnie śledzić. Nawet jeżeli identyfikator ograniczyłby się do firmy i produktu, to konkretny zestaw kilku tagów noszonych przez osobę (np buty X, torebka Y, pasek Z, itd) stanowiłby dość jednoznaczny wyróżnik.

Dodatkowo widzę oczyma wyobraźni włamywaczy ze skanerami RFID (gdzie ona schowała to futro?) i - jadąc całkiem po bandzie - sklep "XXX" zachęcający posiadaczy innych marek - "koleś, YYY jest passe, zapraszamy do nas".

Już nie wspominam o takim

Już nie wspominam o takim drobiazgu jak kultura montażu transponderów w markowym sprzęcie. Przypominają się czasy "naprawiania" nowego sprzętu w czasach PRL: Forum elektroda.pl - Hyundai N91S - usunięcie RFID

RFID niczego już nie ochronią.

flamenco108's picture

Trafiłem na tę prezentację przypadkiem. Jeszcze jej do końca nie obejrzałem, ale wróży ona aktualnym zabezpieczeniom RFID dosyć krótki żywot.
Oto link

--
Flamenco108

To tylko Mifare

Na 24tej konferencji CCC pokazano jedynie, że Mifare Standard (popularna karta RFID z zabezpieczeniami), a dokładniej algorytm szyfrujący transmisję został źle zaprojektowany. Do tego dochodzi "security through obscurity" i słaby algorytm jest w powszechnym użyciu (karty komunikacyjne na całym świecie, karty miejskie, ELSki - a może mamy już Mifare DESFire?). W przypadku jej następcy Mifare DES/Prox nie ma już takiego problemu (możliwe, że są inne - np. na etapie ustalania klucza).

Trzeba dodać, że prelegenci nie ujawnili algorytmu szyfrowania zastosowanego w kartach, dokładny algorytm pojawi się za rok na konferencji 25C3.

It's time to migrate!

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>