Nie martw się Jarku o mnie

Sejm RPMarszałek Sejmu Ludwik Dorn ogłosił, że trzeba nieco podzielić brać dziennikarską w Sejmie, bo zadają mu pytania o patriotyzm. Tak może się zaczynać zdanie w blogu, od którego nikt nie oczekuje rzetelności (bo to przecież manipulacja z tym patriotyzmem bez wyjaśnienia). Ja pragnę przypomnieć, że w Sejmie dziennikarze już są podzieleni i niektórzy mogą wejść w kulisy alias kuluary, a inni nie mogą. Pewnie podział będzie jeszcze większy, ale od tego się jest dziennikarzem, żeby dziennikarzować, a od tego się jest Marszałkiem Sejmu, żeby marszałkować. No, chyba że przestaną wpuszczać do Hawełki.

Tygodnik Wprost cytuje Marszałka: "Będzie podział na grupy. Tak jak w Rzymie: patrycjusze, ekwici i plebejusze. W zależności od rodzaju akredytacji każda z tych grup miałaby inne uprawnienia, jeśli chodzi o dostęp do polityków i możliwość poruszania się po Sejmie - zapowiada Dorn".

No i dobrze. Marszałek jest od tego, żeby wprowadzać i utrzymywać porządek w Sejmie. Dziennikarze są od tego, by zadawać pytania, zbierać materiał, realizować ważną misję społeczną, itp. Jarek Lipszyc w swoim blogu martwi się, że mnie teraz do Sejmu nie będą wpuszczać, chociaż przesadził trochę pisząc:

Jednym z najważniejszych dziennikarzy pracujących w Sejmie jest Piotr Waglowski z serwisu prawo.vagla.pl. Zajmuje się on na bieżąco raportowaniem postępów prac w kluczowych dla rozwoju społeczeństwa informacyjnego komisjach. I zazwyczaj jest tam jedynym przedstawicielem mediów, bo media tradycyjne rzadko kiedy rozumieją skutki i zasięg zmian w prawie autorskim czy telekomunikacyjnym. Czasem zaś rozumieją bardzo dobrze, ale dotyczy to sytuacji, kiedy są żywotnie zainteresowane pewnymi zmianami, i w obradach komisji uczestniczą jako strona.

To, czego się boję, to sytuacji w której w sejmie pracować będą mogli Krzysztof Leski czy Monika Olejnik, ale już nie Piotr Waglowski.

Czuję się zmieszany, ale przyznam też, że to bardzo miłe, gdy poeta - filar neolingwizmu (tak o Jarku Lipszycu piszą krytycy) w jednym zdaniu wymienia moje nazwisko z nazwiskiem p. Moniki Olejnik czy p. Krzysztofa Leskiego i wszystko to jeszcze w kontekście dziennikarstwa.

Co do dziennikarzy w Sejmie - przypuszczam, że obawy Jarka są przedwczesne. Podziały były i będą (i to podziały formalne, wraz z różnicami na kartach prasowych upoważniających do wejścia w różne miejsca). Nie sądzę, by jeszcze bardziej można było ograniczyć takich jak ja, którzy nikogo o nic nie pytają, a tylko śledzą prace w konkretnych obszarach, a następnie dzielą się zgromadzonymi informacjami z czytelnikami. Tacy jak ja są mało kłopotliwi (chociaż miałem pewne obawy na początku; por. Czy wielopłaszczyznowa samorealizacja jest legalna?). Nie muszą mieć codziennie nagranego materiału (wszystko jedno o czym, byle 5 minut), walczyć o dostęp do wianuszka wokół polityka cedzącego informację, gubić buty w tłumie wokół premiera (por. Kolenda-Zaleska została poturbowana w Sejmie). Każdy rodzaj relacji z miejsca, w którym ucierają się zasady działania państwa (por. dział legislacja w serwisie) jest przydatny społecznie, niektóre wymagają poświęceń i przygotowania większego niż inne...

Nie każdy ma prawo wejść do okalających salę plenarną kuluarów. A i nie każdy musi tam wchodzić - tak sądzę (ja nie mam takiej potrzeby, a do Hawełki na obiad mogę się przebić też podziemiami - nie mam z tym problemu). Mnie wystarczy sobie przykucnąć cichutko w sali obrad komisji kultury i środków przekazu, albo w komisji infrastruktury i wysłuchać toczącej się dyskusji nad kolejną ustawą (przy okazji wszystko nagrywając).

Problem zatem pojawi się, gdy utrudniany będzie udział prasy w obradach komisji i podkomisji. Bo wtedy nie wyczytacie Państwo z poprawionych i zredagowanych stenogramów prawdziwego przebiegu posiedzenia (nota bene - do tej pory nie ma na stronach Sejmu RP stenogramu z publicznego wysłuchania w sprawie noweli prawa autorskiego - por. Kilka luźnych zdań po publicznym wysłuchaniu).

Nie sądzę jednak, by do tego doszło.

A więc nie martw się Jarku, gdyż Marszałek Dorn powiedział również: "Jest grupa profesjonalistów, którzy rzeczywiście interesują się pracami Sejmu, i im tę pracę trzeba ułatwić". I ja sobie myślę, że to było właśnie o takich jak ja. Zobaczymy.

pustki przed kamerami, pustki za kamerami

Ostatecznie może być i tak, jak na powyższej fotografii: nikogo przed kamerą, nikogo za kamerą. Ale przecież niektórym politykom potrzebni są dziennikarze, a niektórym dziennikarzom politycy. Nie można jednak uogólniać.

A miałem zamiast Sejmu widzianego zza krat w charakterze ilustracji wkleić rodzinnego Jastrzębca, ale pomyślałem, że nie ma się co o tych plebejuszy obrażać.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

w Sejmie akredytowano około 1300 dziennikarzy

VaGla's picture

Okazuje się, że w Sejmie akredytowano około 1300 dziennikarzy. Jak miał powiedzieć Marszałek Dorn: „mocno zróżnicowana pod względem wiedzy, kompetencji i profesjonalizmu” (por. w serwisie TVP: Dla dziennikarza w Sejmie dobra galeria). Ja na interesujących mnie komisjach nie widzę nikogo z prasy. No, może ostatnio ktoś się pojawił. Niech będzie nas dwóch, czasem troje. Z galeryjki prasowej w Sali Plenarnej Sejmu RP niestety nie będę mógł przysłuchiwać się obradom komisji, bo komisje spotykają się w różnych salach, ale nie w sali plenarnej. Tak więc gdyby specjalne strefy zostały wprowadzone prawdopodobnie jednak nie będą mógł relacjonować procesu legislacyjnego związanego ze społeczeństwem informacyjnym... bo nie poświęcam się od lat dziennikarstwu politycznemu. Prawdę powiedziawszy - polityka zupełnie mnie nie interesuje.

Nie trzeba by chodzić do Sejmu, gdyby w internecie była transmisja z posiedzenia każdej z komisji Sejmowych. I to najlepiej taka, którą można by archiwizować na własny użytek i potem wracać do niej. Tymczasem stenogramy udostępniane są online ze znacznym opóźnieniem, a do tego są redagowane, więc zupełnie nie oddają klimatu posiedzenia. Galeryjka w sali plenarnej na przykład mi się nie przyda, bo obrady z tej sali są w internecie transmitowane. Lepiej się ogląda z domu. Ale z domu nie ma dostępu do składanych przez różne organizacje opinii i innych pism rozdawanych na komisjach. Nikt ich nie publikuje w internecie, więc dostać się do nich można jedynie będąc na miejscu. Gdyby były publikowane wszystkie, to pewnie mniej ludzi byłoby w Sejmie, a więc i kanały komunikacji byłyby bardziej drożne...

A dziś się okazało, że na serwerze "wyczerapły się zasoby" i trzeba było dołożyć nowe: "Zwiększony ruch na Pana serwisach wymagał dodania dodatkowej pamięci oraz procesora do obsługi Pana wirtuala". Za niedogodności serdecznie czytelników przepraszam.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>