Ilu prawników ma Google?

Zarówno w globalnej Sieci, ale też w niniejszym serwisie, sporo jest doniesień na temat różnych sporów prawnych, których stroną jest Google Inc. Złote dziecko nowego internetowego boomu przeżywa ożywiony wzrost, wartość spółki rośnie, zmienia się też krajobraz otoczenia biznesowego (i społecznego), w którym działają spółki wykorzystujące tzw. "nowe technologie". Pytanie zatem: jak wygląda wsparcie prawne dla przedsiębiorstw tego typu?

Jak wynika z artykułu opublikowanego w the New York Times We’re Google. So Sue Us: dział prawny Google rozrósł się znacznie. W 2001 roku obsługiwał to przedsiębiorstwo jeden prawnik, dziś dział prawny Google liczy sobie stu prawników. Każdy z nich musi się orientować w sprawach tzw. własności intelektualnej, prawie konkurencji, prawie telekomunikacyjnym, etc. Nie znaczy to, że Google nie korzysta z pomocy innych firm prawniczych. Nic dziwnego. Gdy spółka płaci miliony dolarów opłat sądowych, opłat wynikających z ugód z przedsiębiorcami, opłat licencyjnych związanych z wykorzystywanymi technologiami, materiałami, patentami, itp.

Takie przedsiębiorstwa jak Microsoft również korzystają z licznych kancelarii. Tu również jest specjalizacja. Jedni wspierają spółkę przy sporach dotyczących konkurencji (głóśne spory z Komisją Europejską), inne w zakresie prawa własności intelektualnej... Są też takie, które specjalizują się w innych gałęziach prawa - wszak takie przedsiębiorstwo podpisuje np. umowy z rządami państw, na dostawę sprzętu. Są też zamówienia publiczne... Wielu prawników...

A z moich obserwacji wynika, że również rodzimy biznes zaczyna interesować się tym, co prawnicy mają do powiedzenia w sprawach rynku "nowych technologii". Nie chodzi tylko o to, że trwa burzliwa dyskusja na temat przyszłego kształtu poszczególnych aktów prawnych (por. Bulgocze również w polskim kotle własności intelektualnej). Chodzi też o to, że konkurenci są coraz bardziej świadomi. Są świadomi, jednak wciąż prawnika potrzebuje się już post factum. Trafiają się np. takie sytuacje, w których ktoś pyta: co mam zrobić, bo zrobiłem to i to, i teraz dostałem list, w którym ktoś rząda, bym zaprzestał, albo zapłacił... Ale można też zaobserwować również inny trend - większe przedsiębiorstwa inwestują w szkolenia swoich pracowników działów np. marketingu. To oni są odpowiedzialni za konstruowanie oferty. To od nich zależy wykreowanie nowego produktu. Inwestycja w uruchomienie nowego produktu na tym, dość skomplikowanym rynku, może okazać się inwestycją chybioną, gdy nagle posypią się pozwy, kary, żądania opłat licencyjnych... Innymi słowy - lepiej wcześniej przyjrzeć się otoczeniu biznesowemu (w tym - prawu danej dziedziny), niż potem w pośpiechu łatać rozpadający się biznes.

Niedawno miałem przyjemność konwersować z jednym z adwokatów „globalnej” korporacji prawniczej. W trakcie tej rozmowy przewinęła się następująca teza: przedsiębiorstwom działającym globalnie bardzo pomocna jest globalizacja prawa, gdyż na wielu rynkach (w różnych państwach) może ich obsługiwać jedna kancelaria (albo jeden dział prawny). Dziś jest tak, że konieczne jest utrzymywanie własnego sztabu prawników, a także współpraca z prawnikami lokalnymi – co może powiedzieć o polskim prawie prawnik z Brukseli (o ile nie jest to Polak, który wspiął się po szczeblach kariery zawodowej co jądra Europy)? Kierując się racjonalnością biznesową duże korporacje pragną jednolitych zasad prawnych, by niezależnie od tego, czy oferują swoje usługi w Polsce, czy we Francji – mieć jedną ofertę, dostosowaną do globalnego rynku, nie zaś wiele różnych „produktów”, każdy przycięty i dostosowany do konkretnego porządku prawnego.

Globalizacja prawa zatem ma silne wsparcie biznesowe. Nie dziwi – w tym kontekście – również obawa lokalnych środowisk prawniczych, które obawiają się możliwości wykonywania zawodu przez „obcego” prawnika na ich terenie (w ich kraju). Przykład? Gazeta Prawna: "przeciwko Polsce zostało wszczęte postępowanie wyjaśniające w sprawie dyskryminacji obywateli Unii Europejskiej w dostępie do zawodu notariusza. Polska ustawa o notariacie stanowi, że zawód ten może wykonywać jedynie polski obywatel. Według Brukseli takie ograniczenia łamią unijne zasady dotyczące swobody przedsiębiorczości przewidziane w traktatach oraz dyrektywę z 1989 roku o wzajemnym uznawaniu dyplomów".

W globalnej wiosce jest miejsce tylko dla jednego kowala? Tak czy inaczej – coraz więcej przedsiębiorców dostrzega, że jakiś kowal jest im potrzebny.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

no tak, ale to wygląda mi

no tak, ale to wygląda mi tak jakby ci wszyscy prawnicy to byli takie pasożyty co włażą wszędzie w każdy najmniejszy zakamarek społeczeństwa...

co będzie jak Google będzie miało zatrudnionych więcej prawników niż programistów , he ?

A co ma być?

VaGla's picture

Przecież nikt Googlowi nie każe zatrudniać kolejnych prawników. Skoro zwiększa zatrudnienie w tym obszarze – widać: ma takie potrzeby. Realizuje swoją politykę zatrudnienia w ramach dość abstrakcyjnie pojmowanej "swobody działalności gospodarczej" (piszę, że abstrakcyjnie pojmowanej, bo wiadomo, że swoboda działalności gospodarczej również ma swoje ograniczenia). Przedsiębiorstwo kieruje się różnymi wskazówkami, ale prawo obowiązuje powszechnie. W ostatecznym rozrachunku może się okazać, że przedsiębiorstwu tego typu opłacać się będzie zatrudnienie większej ilości prawników niż programistów. Co w tym złego? Czy prawnicy są "pasożytami"? Nie musi Pan/Pani korzystać z ich usług. Generalnie (poza np. ściśle określonymi sytuacjami jak np. sprzedaż nieruchomości, czy występowanie przed Sądem Najwyższym) każdy się może obejść bez prawników. Podobnie z księgowymi, ekonomistami, wyższym szczeblem zarządzania, pracownikami recepcji, personelem odpowiedzialnym za sprzątanie, pracownikami komórek odpowiedzialnych za bezpieczeństwo przemysłowe, i tak można wymieniać długo, nie omijając informatyków, którzy wszak nie są do szczęścia potrzebni w każdym przedsiębiorstwie. Wszystko to przedsiębiorca może zrobić sam (łącznie z obroną przed „atakami” ze strony konkurencji, negocjowaniem umów, staraniem się o pozwolenia, koncesje, przygotowaniem ofert w ramach postępowania o udzielenie zamówienia publicznego, odwoływaniem się w takich postępowaniach, konstruowaniem oferty handlowe, etc.). Nikt go nie zmusza, by zatrudniał jakichkolwiek pracowników czy podwykonawców, w tym – prawników.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

@VaGla Tu się nie zgodzę,

@VaGla Tu się nie zgodzę, że nikt ich nie zmusza. Zmusza ich do tego sytuacja, która panuje na rynku gdzie łatwo o jakiś głupi pozew, który na zdrowy rozum jest bezsensu lecz niestety prawnie możliwy. A ktoś te prawo przecież uchwalił czyż nie?
Niestety jak tak dalej pójdzie to niedługo nawet najmniejsza firma będzie musiała zatrudniać prawników i ekspertów od praw patentowych bo wszystko będzie opatentowane albo prawa intelektualne będą tak rozszerzone.
A jeszcze pyta pan co w tym złego. A no bardzo dużo. Niby wszystkie te patenty itp mają chronić innowacyjność, a tak naprawdę chronią tylko pasożyty, które patentują rzeczy, które nie są nie wiadomo jaką wspaniałą myślą techniczną a później żądają (na ogół po wielu latach gdy można już kogoś porządnie "wydoić") kosmicznych odszkodowań.
I jeszcze raz powtórzę, że bardzo dużo w tym złego gdzie firma informatyczna jest zmuszona do zatrudniania więcej prawników niż informatyków.

Nie musi zatrudniać

VaGla's picture

Fakt, że taka firma (przedsiębiorstwo) potencjalnie wyleci z rynku, to inna sprawa. Jest wiele czynników, na które trzeba zwracać uwagę. Na przykład na to, że doba ma 24 godziny i w jej trakcie następuje dzień i noc. Prowadząc jakąkolwiek działalność trzeba pamiętać, że nie można naruszać uprawnień innych graczy rynkowych, a gdy to nastąpi – ktoś może dochodzić roszczeń. Możne się niepokoić tym, że sytuacja jest coraz bardziej skomplikowana i samemu się już jej nie ogarnia, ale przecież to nie wina prawników (to nie prawnicy uchwalają ustawy; to nie jakiś wielki transgraniczny kartel prawników kreuje globalną strategię różnych przedsiębiorstw). To wyzwanie nowych czasów. Można niekorzystać z doradztwa prawników. To właśnie ryzyko gospodarcze. Fakt, że jest ono (ryzyko) coraz większe.

Tak mi przyszło do głowy pytanie: a jaki stosunek prawników do informatyków byłby w przedsiębiorstwie ("informatycznym") dopuszczalny? ;) Co to znaczy, że przedsiębiorstwo jest "informatyczne"? Czy dopuszczalne jest, by w przedsiębiorstwie było więcej "sprzedawców" z działu handlowego, niż informatyków? ;)
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Oczywiste jest, że firma

Oczywiste jest, że firma może zatrudniać pracowników jakich chce i ilu chce ale chyba nasz rozsądek powinien podpowiadać nam, że coś już jest nie tak skoro firmy się boją działać bez wielkiego sztabu prawników. Nawet tak wielkie firmy jak Microsoft i Google nie mogą się czuć bezpieczne i są pozywane.
Ale faktycznie powinniśmy zwrócić uwagę nie na ilość prawników ale na ryzyko jakie niesie ze sobą ich brak. Obecna sytuacja nie służy dobrze ani wielkim firmom ani tym bardziej małym w których faktycznie często do porady prawnej dochodzi już po fakcie (czyli po oskarżeniu).
Małe firmy wchodząc na rynek często nie mogą sobie pozwolić na taki luksus więc ponoszą te ryzyko. Większe inwestują, żeby te ryzyko zmniejszyć.
Z mojego punktu widzenia sytuacja będzie zła dopóki te ryzyko będzie tak duże i ludzie, którzy chcą prowadzić uczciwie interesy nie mogą być pewni czy nagle ich ktoś nie okradnie i to w świetle prawa.
Dzisiejszy system patentowy jest zły i nie chroni wcale uczciwych ani także nie chroni innowacyjności (co niektórzy chcą nam wcisnąć) ale wymusza posiadanie przed nim dobrej obrony.

myśl logicznie - poparcie dla VaGli

Z wypowiedzi przeciwników osoby prawnika w firmie informatycznej aż bije frustracją, której przedmiotem jak sądzę jest zagrożenie ze strony "pozwu". Otóż w miarę jak rozwija sie obrót gospodarczy prawo go regulujące jest coraz bardziej skomplikowane, zbyt dużo jest szczegółów które mogłaby opanować głowa ambitnego informatyka i rodzi to frustrację - na prawo, prawników i najlepiej na osoby to prawo stanowiące. W końcu to pijawki, które czerpią zysk z mojej pracy twórczej, z mojego ciężkiego wysiłku intelektualnego. Tak nastawiony ambitny informatyk zakłada przedsiębiorstwo w którym brak jest prawnika i.... ponosi klęskę. Prawnika w dzisiejszych firmach można porównać zarówno do obronnej tarczy (odpieranie na drodze sądowej wszelkich bezpodstawnych roszczeń), zwiadowcy (nowy produkt wchodzi na rynek - rozpoznanie związanych z tym zagrożeń prawnych) jak i broni zaczepnej (walka o przysługujące nam roszczenia w stosunku do ewentualnej strony przeciwnej). W takiej sytuacji kiedy nasz prawnik dba o bezpieczeństwo i skuteczność funkcjonowania naszej firmy na rynku, nie widzę innej możliwości jak okazanie odrobiny wdzięczności ;)

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>