Rewolucje i strzały ze statków

Media poinformowały o sobotniej, społecznej reakcji na zamknięcie serwisu ThePirateBay.com. Na ulicach Sztokholmu i Göteborga pojawili się demonstranci, protestujący internauci zaś przeciążyli serwery serwujące strony rządowe oraz policyjne, w efekcie tych działań władze zmuszone zostały do ich czasowego zamknięcia. Czy to początek rewolucji? Chyba jeszcze nie.

Depeszę ze Sztokholmu publikuje Financial Times na łamach Onetu: "Protest był odpowiedzią na zeszłotygodniowy nalot policji na biura administratora strony zajmującej się udostępnianiem plików, podobnej do Napstera, amerykańskiej witryny muzycznej zamkniętej przez władze USA pod zarzutem łamania praw autorskich. (...) Sobotnia demonstracja dała wyraz rosnącym napięciom pomiędzy społecznością internetową a przemysłem muzycznym i filmowym, który twierdzi, że co roku traci miliardy dolarów w przestępstwach naruszających prawa autorskie."

Porównanie do serwisu Napster jest raczej niefortunne. ThePirateBay.com nie przechowuje żądnych chronionych przez prawo autorskie utworów. Nie udostępnia swojej przestrzeni dyskowej by internauci mogli się za jej pomocą wymieniać przedmiotami prawa autorskiego. Przechowuje i indeksuje torrenty, czyli pliki zawierające meta-informacje na temat tego, gdzie w sieci można pobrać jakiś plik. To jak repozytorium przypisów książkowych.

Wedle komentarzy ruchy społeczne rozpoczęły się po tym, jak media ujawniły, iż szwedzki rząd przeprowadził akcję policyjną na największy torrent trackerski serwis internetowy na świecie tylko dlatego, że "chciały tego amerykańskie władze". Mówi się również o tym, że "podniosły się głosy oburzenia skierowane przeciw szwedzkim kręgom politycznym". "Przestała funkcjonować witryna internetowa szwedzkiego rządu. 45 tys. stron internetowych było niedostępnych w sobotę i niedzielę. Śledztwo prowadzi policja bezpieczeństwa Säpo" - pisze Rzeczpospolita.

Czy to początek rewolucji informacyjnej? W blogu Copyriot znalazł się tekst "Piratbyran's speech at Reboot", stanowiący "reprint" referatu przedstawionego podczas niedawnej konferencji Reboot 8.0 (1-2 czerwca). Tytuł oryginalnego referatu brzmiał "The Grey Commons", a wygłoszony został przez Rasmusa Fleischera z szwedzkiego ruchu "propirackiego". Napisałem w cudzysłowie, gdyż chodzi o - jak to nazwał sam prelegent - szarą strefę wspólnoty (chyba tak można przetłumaczyć, chyba, że również jako "szarą strefę społeczeństwa"). Tytuł nawiązuje do tytułu The Grey Album stworzonego przez DJ'a Danger Mouse, który nie patrząc na prawa autorskie zremiksował ze sobą czarny album (The Black Album) Jay-Z (zremiksowany wokal pochodził z albumu tego wykonawcy), z białym albumem (The White Album) Beatlesów. Dystrybucja tak powstałych utworów mogła mieć miejsce jedynie dzięki systemowi wymiany plików p2p. Co prawda Fleischer we wstępie nawiązuje do niedawnego nalotu na serwis ThePirateBay.com, przeprowadzonego przez szwedzką policję "z inicjatywy MPAA", gdzie stwierdza m.in., że organizacje chroniące prawa autorskie działają we własnej "szarej strefie", jednak referat porusza inne ważniejsze kwestie.

Żyjemy w czasach remiksu. Nikt nie tworzy w próżni. Twórczość taka jak The Grey Album mogła dotrzeć do odbiorców, gdyż przełamany został monopol kanałów dystrybucji, nad którym piecze trzymają najwięksi wydawcy wraz z organizacjami zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. W tej sytuacji "piractwo" stało się ruchem mającym przywrócić równowagę, sprawić, by zaczął działać prawidłowo prawdziwy obieg kultury. W dalszej części omówiono poszczególne projekty Piratbyrån (The Pirate Association or Bureau of Piracy), strategię tej grupy oraz cele, które sobie stawia.

logo ThePirateBay.com ostrzeliwujące napis HollywoodPo tym, jak serwis ThePirateBay.com powrócił online - zmieniło się nieco jego logo. Dziś statek piracki ostrzeliwuje napis Hollywood. Wraz ze szturmem na serwery szwedzkich władz skojarzyło mi się jakoś dziwnie ze szturmem na Pałac Zimowy i strzałem z Aurory (7 listopada 1917, godz. 21.40). To miał być sygnał. Wydaje się jednak, że poza oczywistymi analogiami statków i rewolucji - sytuacja jest zupełnie inna dziś i wówczas. Nie sądzę, by językiem rewolucji informacyjnej był szwedzki. Aczkolwiek ferment ma miejsce w całym zinternetyzowanym, globalnym świecie (co - wbrew pozorom - nie oznacza w pełni globalnego świata, a tylko tę jego część, która żyje w krajach, a raczej – enklawach - z infrastrukturą pozwalającą na komunikację elektroniczną na taką skalę).

Trudno wyczuć, czy będziemy mieli do czynienia z rewolucją, czy ewolucją informacyjną. Istotnym elementem przemian jest prawo. Z jednej strony wciąż rozszerza się prawa własności intelektualnej, obejmując tą kategorią coraz liczniejsze efekty działania intelektu człowieka (w tym np. tajemnice). Ciężar ochrony praw własności intelektualnej również się systematycznie zmienia. Ze sfery prywatnoprawnej ciężar przenosi się na ochronę publicznoprawną. Kryminalizuje się coraz częściej naruszenia prawa autorskiego, wprowadza się kary za obchodzenie zabezpieczeń (skutecznych, technicznych), etc... Tak więc elementem ewolucji informacyjnej jest legislacja. Obok zaś mamy wymiar sprawiedliwości, który zaczyna wyznaczać na nowo granice praw i wolności jednostek żyjących w czasach preinformacyjnospołecznych (czyli dzisiejszych).

Kultura miksowania trafiła już jakiś czas temu pod rozwagę polskiego wymiaru sprawiedliwości, Mamy na przykład orzeczenie Sądu Najwyższego (Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Karna z dnia 5 marca 2002 r., II KKN 341/99), zgodnie z którym:

Na naruszenie autorskich praw osobistych nie może się powoływać autor utworu zmiksowanego, jeżeli zmiksowanie tego utworu odbyło się w miejscu do tego przeznaczonym (np. dyskoteka, klub), którego właściciel lub osoba wykonująca prawo własności miała ważną umowę licencyjną na publiczne wykonywanie utworów. Do takiego naruszenia dochodzi w przypadku braku takiej umowy licencyjnej lub publikacji zmiksowanych przez disc jockeya utworów.

W uzasadnieniu tego wyroku czytamy m.in:

Zdaniem Sądu Najwyższego, prawo autorskie do zmodyfikowanych techniką miksowania utworów przysługuje twórcy tej modyfikacji, a zatem prawo autorskie do modyfikacji (o cechach opracowania z art. 2 papp) powstaje na rzecz twórcy tej modyfikacji, mimo że już sama czynność modyfikowania stanowi ingerencję w monopol autorski. Dopiero wykorzystanie praw do tego opracowania, tj. rozporządzenie i korzystanie, zależy od zezwolenia podmiotu autorskich praw majątkowych do pierwotnych (wyjściowych) utworów. Tak więc w przypadku prezentacji przez disc jockeya utworów w zmiksowanej formie mamy do czynienia z konstrukcją prawną polegającą na uznaniu disc jockeya za twórcę utworu zależnego...

W Polsce zmieniane są również przepisy prawa autorskiego, a dyskusja dotycząca tych zmian toczy się jedynie w kręgach zainteresowanych - głównie organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Nikt (w tym prawodawca) nie chce utożsamiać się z piractwem. Przecież kraść - to coś złego.

Jednak warto przeczytać prace autorstwa Lva Manovich'a, w szczególności książkę, która właśnie ukazała się na polskim rynku wydawniczym: "Język nowych mediów" (chciałbym się z czytelnikami podzielić w przyszłości refleksjami związanymi z lekturą tej książki), by zorientować się, iż żyjemy w czasach, gdzie "autor umarł". To - tak naprawdę - teza Rolanda Barthesa, który ogłosił ją w eseju "Śmierć Autora" ("Death of the Author", 1968, 1977; wybór dostępny online): "tekst jest tkanką cytatów pochodzących z nieskończenie wielu zakątków kultury"

Wydarzenia szwedzkie to jednak nie początek rewolucji. Istniejąca tam Partia Piratów stawia sobie za cel uzyskanie reprezentacji w tamtejszym parlamencie. Być może wygrana taka byłaby początkiem czegoś na kształt "Wiosny Ludów", serii zrywów mających na celu uzyskania udziału w rządach; być może lepszą analogią jest wizja wahadła, które po chwilowym przekroczeniu najniższego punktu równowagi (potencjalne zwycięstwo Piratpartiet byłoby szczytowym momentem braku równowagi, jednak od drugiej niż dziś strony), znów podąży w kierunku ochrony intelektualnej własności. Tak czy inaczej - nie istnieje obecnie - jak sądzę - spójny system ekonomiczny, na podstawie którego można by wymieniać się wytworzonymi przez siebie wtórnymi (bo zremiksowanymi) odpryskami wytworów intelektu. Jeśli miałoby się okazać, że w społeczeństwie informacyjnym informacja nie ma jednak żadnej wartości (przeciwnie do obecnie obserwowanych tendencji), że informacja chce być wolna i jest wolna, a więc każdy ma nieograniczony dostęp do dowolnej informacji, to wymagałoby to zupełnego przewartościowania systemu społecznego. Jednak nie ma alternatywy.

Siłą, która może zmienić cokolwiek, są mający udział we władzy politycy. Jeśli miałaby nastąpić (r)ewolucja – udział w niej mieliby politycy świadomi zmiany społecznej (nawet przy okazji walki przeciwko patentom na oprogramowanie to politycy podnosili ręce, a zarówno jedna jak i druga strona sporu przekonywała ich, docierała, lobbowała, chociaż wielu przekonanych do tej pory nie wie pewnie co jest istotą sporu). Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi w Polsce jedynie jedna z partii zdecydowała się wypełnić i przekazać stowarzyszeniu Internet Society Poland ankietę dotyczącą Internetu i tego, w jaki sposób nadchodzące społeczeństwo informacyjne reprezentowane jest w programie tej partii. Dziś ważniejszym elektoratem są inne grupy społeczne (niekoniecznie korzystające z internetu). Politycy traktują internautów raczej jako taki elektorat, którego co jakiś czas warto łechtać takimi akcjami, jak na przykład "obniżenie VAT-u na internet", czy podobnymi. Również dojrzałe środowisko naukowe nie korzysta raczej zbyt intensywnie z internetu (zdarzają się wyjątki, ale obserwowana rzeczywistość świadczy raczej o fascynacjach komunikacją mailową, nie zaś o korzystaniu w takim znaczeniu, w jakim korzystają z internetu studenci podpisujący się dziś pod listem sprzeciwu wobec planów wprowadzenia w Polsce restrykcyjnych przepisów dotyczących cyfrowych systemów ograniczania dostępu do dóbr kultury). A przecież to te właśnie środowiska stanowić będą spoiwo świadczące o stabilności nowego społeczeństwa.

Jeszcze nie nadszedł czas rewolucji. Stosunki społeczne jednak zmieniają się i coraz częściej będzie dochodzić do takich "potyczek harcowników", jak w przypadku zamknięcia ThePirateBay.com i społecznych akcji odwetowych skierowanych na szwedzkie serwery rządowe (od cyberataków odcięła się Piratbyrån, chociaż ta organizacja była jednym z organizatorów demonstracji ulicznych).

Trudno mi się jednak oprzeć wrażeniu, że - gdy już nastąpi - rewolucja informacyjna może wyglądać tak, jak niedawne wydarzenia w Szwecji. Tyle, że skala tych wydarzeń będzie znacznie większa. Może być również dość niebezpiecznie. Przy okazji chyba każdej rewolucji pojawiają się jednostki korzystające z zamieszania. Nigdy nie wiadomo, jaką infrastrukturę teleinformatyczną zechce "wyłączyć" niekontrolowana tłuszcza. Być może również w trakcie rewolucji informacyjnej ktoś zechce zrobić sobie chuligańską imprezę, połączoną z paleniem, grabieniem i - generalnie - plądrowaniem globalnej wioski.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Amerykańska Partia Piratów

VaGla's picture

W USA powstała The Pirate Party of the United States, która to partia nawiązuje do szwedzkiej Piratpartiet. Głównymi celami obu partii jest gruntowna reforma prawa autorskiego i walka z patentami oraz ochrona prywatności konsumentów społeczeństwa informacyjnego (zagwarantowanie, że ich prawa będą przestrzegane).
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>