Proces legislacyjny: w pogoni za wrażeniem gubi się obywatela

Jeśli dobrze rozumiem sytuację, to dopiero wczoraj Rada Ministrów była uprzejma przyjąć Informacja o skutkach obowiązywania ustawy z 25 marca 2011 r. o zmianie niektórych ustaw związanych z funkcjonowaniem systemu ubezpieczeń społecznych. Przed wakacjami, gdy było głośno o "Przeglądzie funkcjonowania systemu emerytalnego", na stronie KPRM napisano, że "Rada Ministrów zapoznała się z dokumentem Przegląd funkcjonowania systemu emerytalnego, przedłożonym przez ministrów pracy i polityki społecznej oraz finansów". A dziś? Dziś nawet nie napisano, że Rada Ministrów przyjęła informację. Opublikowano jedynie jakieś omówienie, nie przedstawiono żadnych dokumentów źródłowych. Nie wiadomo zatem, co zostało przyjęte i jakie z tego wynikają konsekwencje. Sposób prowadzenia serwisu KPRM gubi obywatela. Z mojej perspektywy wygląda to tak, że prezentuje się tam publicystykę bez konkretów. Nie tego spodziewam się po urzędowym publikatorze teleinformatycznym.

Niedawno skończyłem pewien projekt dla Fundacji Batorego. Polegał na przejrzeniu projektów ustaw, które przeszły przez Radę Ministrów w 2012 roku. Jest to zadanie, które - dla skuteczności jego przeprowadzenia - potrzebuje przyjęcia sporej dawki antydepresantów, najlepiej dożylnie. Utkwił mi w pamięci jeden projekt dotyczący urlopów. W Ocenie Skutków Regulacji napisano, że projektowana regulacja będzie wpływała na osoby prawne mające status pracodawców i osoby fizyczne, które mają status pracowników. W tym samym dokumencie, ale kilka stron dalej, napisano, że projektowana regulacja nie będzie wpływała na rynek pracy. Ale to nie jedyne problemy związane z analizą procesu stanowienia prawa na etapie rządowym. W wielu przypadkach brakowało dokumentów dotyczących projektowanych aktów normatywnych...

Te dziwne ruchy, które wykonuje obecnie Rada Ministrów w sprawie finansów publicznych i systemu ubezpieczeń społecznych, są dla sytuacji prawnej obywatela bardzo ważne. Chodzi o bezpieczeństwo emerytalne, chodzi o kondycję państwa. Dlatego obserwowanie tych działań jest takie ważne dla kogoś, kto interesuje się sposobem, w jaki w Polsce przebiega proces legislacyjny. Drugiego lipca "Rada Ministrów zapoznała się z dokumentem Przegląd funkcjonowania systemu emerytalnego". Przy okazji zaś Pan Premier był uprzejmy mówić w mediach, że po tym nastąpią dwa miesiące debaty. Rada Ministrów nie przyjęła wówczas tego raportu, a jedynie się zapoznała z nim. Potem były dwa miesiące wakacji, w ramach których prowadzenie jakiejkolwiek debaty publicznej miało mało sensu. Wszyscy główni aktorzy rozjechali się gdzieś na wakacje, Sejm zamknął sklepik, obywatele moczyli nogi gdzieś na Mazurach lub chowali się przed upałami w lasach. Zresztą cóż to za "debata", jeśli proponujący jakieś rozwiązania nie odnosi się do uwag zgłaszanych przez strony społeczne, a odnieść się nie może, bo i nie ma żadnej cywilizowanej platformy do debaty. Cywilizowanej, to znaczy takiej, w ramach której dostępne byłyby wszystkie dokumenty źródłowe, w której jest ktoś, kto przyjmuje i udostępnia opinii publicznej wszystkie dokumenty i uwagi spływające w ramach takiej debaty, w której każdy ma taką samą wiedzę o pracach i dyskusjach legislacyjnych. W której wiadomo kto kogo reprezentuje. Tego wszystkiego nie ma w Polsce obecnie.

Wczoraj zaś na stronach KPRM opublikowano tekst Informacja o skutkach obowiązywania ustawy z 25 marca 2011 r. o zmianie niektórych ustaw związanych z funkcjonowaniem systemu ubezpieczeń społecznych wraz z propozycjami zmian, przedłożoną przez ministra pracy i polityki społecznej. Nawet nie napisano w tej notatce, że KPRM przyjęła taką informację. Jak w dowcipie: Bileciki. Trąbka. Jaka trąbka? Jakie bileciki? Gdzie jest treść dokumentu, który wczoraj przyjęła, jeśli przyjęła, Rada Ministrów? Nie omówienia i wizerunkowe zaklęcia, tylko samo gęste, konkretny, przyjęty przez Radę Ministrów dokument?

Jeśli dobrze rozumiem sytuację, to teraz powinny powstać jakieś założenia do projektu ustawy. Takie założenia powinny być wyposażone w Test Regulacyjny, a tam powinny się znaleźć odpowiedzi na szereg pytań. Kto, co, dlaczego, czy istnieje alternatywne rozwiązanie, czy problem można załatwić innymi niż legislacyjnymi metodami. To powinno być potem poddane publicznym konsultacjom, by - jeśli strona społeczna wskaże problemy - przygotowane później założenia, uzasadnienie i dokument Ocena Skutków Regulacji były lepsze. Projekt ustawy (wraz z uzasadnieniem i OSR) też powinien być poddany konsultacjom publicznym. Responsywnym konsultacjom, czyli takim, w których projektodawca odnosi się do zgłoszonych przez stronę społeczną uwag. Oczywiście o ile poważnie traktujemy postulat tworzenia prawa opartego na dowodach (evidence based policy).

Tymczasem cały ten proces legislacyjny toczy się w jakiejś mgle. Być może gdzieś nawet odbywają się jakieś spotkania, ktoś zamawia jakieś ekspertyzy, ale informacji o tym nie ma nigdzie. Serwis KPRM publikuje jakieś mętne komunikaty bez konkretnych dokumentów. Uważam, że w interesie obywateli jest to, by zabiegali o publikowanie w ramach takiego serwisu (przy założeniu, że jest on BIP-em) konkretnych kwitów związanych z decyzjami Rady Ministrów. Ta zasada powinna obowiązywać każdy rząd, niezależnie od tego, z jakich ugrupowań politycznych składa się większość parlamentarna stanowiąca jego zaplecze. To elementarne zasady demokratycznego państwa prawnego, by obywatele mieli dostęp do pełnych, rzetelnych, aktualnych, wiarygodnych informacji na temat prac rządu.

Przeczytaj również: Szanowny Panie Premierze, proszę udostępnić obywatelom umowy o wsparcie rządu w zakresie public relations [długie i z obrazkami] oraz Kwartalny raport z walki z anomią.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Tymczasem

VaGla's picture

Tymczasem czytam 66. stronicową Ekspertyzę Instytutu Allerhanda pt. Konstytucyjnoprawna ocena rekomendacji dotyczących II filara systemu emerytalnego zawartych w rządowym przeglądzie funkcjonowania systemu emerytalnego z dnia 26 czerwca 2013 roku. Nie wiem, czy to, co przyjął wczoraj rząd to jest to samo, z czym się zapoznał 26 czerwca i czy jest sens przygotowywać ekspertyzę na temat raportu, który wcale przez rząd nie został wówczas przyjęty. Nie wiem też, czy rozwiązania, które zaraz zaproponuje rząd, będą konstytucyjne, czy nie, a sporo się właśnie o tym mówi ostatnio w mediach. Wszystko to jest dość przygnębiające.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Założenia do ustawy medialnej MKiDN

Mnie również zainteresowała tematyka mechanizmów stanowienia prawa. Nie tylko w kontekście podjętych niedawno studiów prawniczych, a w tym procesu legislacyjnego. Przede wszystkim z racji rozziewu pomiędzy teorią a praktyką. Obserwuję to na przykładzie zamieszania (chyba to jest odpowiednie słowo) związanego z opłatą abonamentową za używanie odbiorników RTV. Premier Tusk już tak dawno zapowiedział likwidację abonamentu, że już chyba mało kto traktuje jeszcze poważnie te słowa.

Co pewien czas jednak pojawiają się pewne informacje, że już niedługo coś się stanie. Przepraszam za to, że tylko powierzchownie przytoczę dwa przykłady. Otóż prawie rok temu minister Bogdan Zdrojewski przestrzegał przed myśleniem, że zmianę w finansowaniu mediów można dokonać w trzy miesiące, a jednocześnie stwierdzał, że nie trzeba będzie czekać aż dwa lata, bo nie planuje angażowania instytucji UE. I rzeczywiście 31 lipca br. polskie media - w ślad za PAP - obiegła informacja, że „Resort kultury zakończył prace nad założeniami do ustawy medialnej”. Komunikat zawierał osobliwe sformułowania:

w radiowych „Sygnałach dnia” Zdrojewski poinformował, że założenia do ustawy przedłożył marszałek Sejmu Ewie Kopacz do wewnętrznej konsultacji, po to, by sprawdzić, czy proponowane rozwiązania są zgodne z prawem

Co mnie osobiście zaintrygowało w tej informacji? Trzy kwestie.
1. Dlaczego minister przedłożył założenia do ustawy marszałek Sejmu?
Projekty ustaw jak najbardziej trafiają do Sejmu. Mogą jednak składać je podmioty, które mają zgodnie z konstytucją upoważnienie do inicjatywy ustawodawczej, czyli posłowie, Senat, Prezydent, Rada Ministrów oraz grupa 100 tys. obywateli – nie ma wśród nich ministra. „Założenia do ustawy” to nie to samo, co „projekt ustawy”. Projekt ustawy musi spełniać szereg wymagań, które wymienia art. 34 Regulaminu Sejmu i formalnie uruchamia proces ustawodawczy. A założenia? Na dobrą sprawę, to nie wiadomo co mogą zawierać. To może mniejszy problem – minister napisał założenia i wpadł na pomysł, żeby je wysłać, i z jakichś powodów wybrał za adresata marszałka Sejmu. Ważniejsze jest, co ma zrobić marszałek Sejmu. Zostawiam jednak ten problem szanownemu adresatowi.
2. Co to są wewnętrzne konsultacje pomiędzy ministrem a marszałkiem Sejmu?
Czy minister może traktować marszałka Sejmu jak wewnętrzną komórkę ministerstwa? Brzmi absurdalnie. A czy może chodzić o więzy zależności w wewnętrznej strukturze partyjnej? To znowu świadczyłoby o fasadowości oficjalnych struktur najwyższych organów państwa.
3. Jakie kompetencje ma marszałek Sejmu do stwierdzania zgodności z prawem rozwiązań składanych przez ministra?
Naiwnie rzecz biorąc ktoś mógłby opacznie zrozumieć art. 95 ust. 2 Konstytucji, mówiący że

Sejm sprawuje kontrolę nad działalnością Rady Ministrów w zakresie określonym przepisami Konstytucji i ustaw

ale podejrzewać o to ministra? Czy minister może nie wiedzieć, że w strukturach rządu funkcjonuje Rządowe Centrum Legislacyjne, którego jednym z zadań jest

opracowywanie stanowisk prawno-legislacyjnych do rządowych projektów aktów prawnych (…) oraz do projektów założeń projektów ustaw

Niezależnie od powyższych problemów nurtuje mnie jeszcze znaczenie takiego komunikatu serwowanego przez ministra, który niekiedy ujawnia kulisy powodując zamieszanie informacyjne. Takie zamieszanie informacyjne, które urządził premier wokół płacenia abonamentu RTV spowodowało doskonale znane perturbacje nie tylko w instytucjach państwowej telewizji i radia, ale nie mniej znane przykre doświadczenia ludzi, którzy pochopnie i opatrznie zrozumieli czcze słowa. Działania tego typy jak wyżej opisałem zbierają też swoje żniwo np. w takiej postaci:

KRRiT informuje, że nie jest autorem pisma, które otrzymują niektórzy abonenci z informacją jakoby od 1 lutego 2013 r. zniesiono konieczność rejestracji odbiorników radiowych i telewizyjnych i opłacania abonamentu, a zastąpiono go opłatą audiowizualną

Pismo jest fałszywe, ale okazuje się, że ktoś podaje w takim piśmie wcale nie fikcyjne konto do wpłaty opłaty audiowizualnej. Czy minister oczekuje, że dostęp do Internetu jest na tyle powszechny, że każdy użytkownik odbiorników RTV otrzymujący takie pismo sprawdzi sobie na stronie KRRiTV, że komunikat prasowy nie oznacza bynajmniej, że zobowiązania prawne zostały zmienione?

Komunikat ministra zainteresował mnie tak dalece, że złożyłem wniosek w trybie dostępu do informacji publicznej o treść przedłożonych marszałek Sejmu założeń do ustawy medialnej (pominę już kuriozalne przytoczenie tytułu ustawy). Wniosek wysłałem listem poleconym 2 sierpnia i do dzisiaj nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Nie otrzymałem także odpowiedzi na pytanie o losy listu przesłane 1 września na adres mailowy ministra. Tydzień temu spróbowałem nawet zadać pytanie w sprawie mojego wniosku na prywatnej (?) stronie pana Bogdana Zdrojewskiego. Chyba jednak nie przeszło przez moderację.

Niestety nie jestem właścicielem takiego serwisu, jak Vagla (chociaż zwanego niekiedy niszowym), którego głos „Szanowny Panie Premierze …” dotarłby z taką mocą do adresata. Pozostaje mi zatem tradycyjna droga, czyli złożenie skargi do sądu administracyjnego na bezczynność ministra. Przyjrzałem się w międzyczasie tej ciekawej procedurze. Okazuje się, że kpa i ustawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi mają w tym przypadku ograniczone zastosowanie. Nie potrzeba kierować ponownego wezwania, ani zażalenia do innej instancji, tylko od razu skarga do WSA (oczywiście za pośrednictwem zaskarżanego organu). Jedyną barierą jest wpis 100 zł. Kwota do zniesienia, tym bardziej że podlega zasądzeniu od strony przegranej. A chyba w tym przypadku nie ma szans, aby uznać, że minister nie był bezczynny? To takie dziwne, że minister kompletnie nie reaguje na wniosek o dostęp do informacji publicznej. Czy to może być efektem urazu w związku z wnioskami (nie moimi – dla jasności) w sprawie ACTA? Na stronie MKiDN próżno szukać wskazówek na temat dostępu do informacji publicznej. Czy też może zespół prawny ministerstwa opracował specjalną strategię, aby na drodze orzecznictwa wprowadzić bariery w dostępie do informacji publicznej? Na wszelki wypadek rzuciłem okiem na przykład wyroku z 9 lutego 2012 r., kiedy MKiDN był stroną oskarżoną o bezczynność i okazuje się, że przegrał. Więc przynajmniej do tego czasu „strategia” nie powstała, a zatem szansa na powodzenie skargi jest niemała.

W międzyczasie postanowiłem napisać także wniosek o dostęp do informacji publicznej w zakresie otrzymanych założeń do ustawy do marszałka Sejmu i muszę przyznać, że obsługa internetowa procedury jest na bardzo dobrym poziomie. Mam nadzieję, że nie gorzej będzie z udzieleniem informacji.

Marszałek Sejmu nie odpowiada

Jak wspomniałem wyżej złożyłem wniosek do Marszałek Sejmu za pośrednictwem dedykowanej usługi na stronie internetowej Sejmu 21 września br., tj. w sobotę. Przyjmuję, że data wpłynięcia mojego wniosku może być zarejestrowana w pierwszy dzień roboczy, czyli 23 września. Licząc od tej daty 14 dni termin na udzielenie odpowiedzi upłynął 8 października. Upłynął bezskutecznie.

Jak rozumiem władza publiczna dba nie tylko o to, aby prawo było znane (bo przecież każdy ma obowiązek je znać od dnia ogłoszenia), ale również dba o to, aby nie była to wiedza pozorna. Tak właśnie należy moim zdaniem rozumieć normę art. 2 Konstytucji, iż Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym. Kładę specjalny nacisk na słowo "jest", bo oznacza to aktualizowanie się tego znaczenia w każdym momencie, kiedy obywatel uzna, że powinien postąpić zgodnie z prawem.

Idąc tym tokiem rozumowania dokończyłem formułowanie skargi na bezczynność Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i złożyłem za pośrednictwem elektronicznej Platformy Usług Administracji Publicznej. Zobaczymy, czy tym sposobem uda się wyegzekwować prawo dostępu do informacji publicznej w rzetelnej formie zamiast "ujawniania kulisów".

Coś drgnęło w temacie. Z

Coś drgnęło w temacie. Z kancelarii Sejmu nadszedł mail (niestety z przekroczeniem dopuszczalnego prawem terminu o dwa tygodnie) zawierający następujące stwierdzenie:

Interesujące Pana materiały nie są przedmiotem prac legislacyjnych Sejmu RP. Są one dokumentem roboczym, który nie stanowi informacji publicznej. Tym samym nie ma możliwości udostępnienia Panu treści przedmiotowego pisma.

Dzięki dobremu mechanizmowi wyszukiwania orzecznictwa sądów administracyjnych ustaliłem, że NSA nie podziela poglądu, że "dokument roboczy" nie stanowi informacji publicznej:
Wyrok NSA z 1.12.2011, sygn. I OSK 1550/11

Naczelny Sąd Administracyjny w obecnym składzie podziela stanowisko, że informację publiczną stanowi całość akt postępowania prowadzonego przez organ administracji publicznej – w tym zarówno dokumenty wytworzone, jak i posiadane przez organ w związku z konkretną sprawą. Wbrew twierdzeniu Sądu pierwszej instancji, ustawa nie ogranicza "prawa do informacji" wyłącznie do dokumentów urzędowych. Co do zasady zatem, udostępnieniu podlegać będzie wszystko, co znajduje się w aktach postępowania, niezależnie od tego, czy będzie to dokument urzędowy, czy prywatny. Bez znaczenia pozostaje również to, czy dokument znajdujący się w aktach ma charakter "wewnętrzny", czy "roboczy".

W każdym razie mail z kancelarii Sejmu potwierdza, że dokument, o który wnioskowałem rzeczywiście istnieje. To już coś, bo z milczenia MKiDN możne zrodzić się przekonanie, że ten cały szum informacyjny, o którym wyżej pisałem (ujawniane co pewien czas "kulisy", itp) jest wytworem może nie działającej do końca w normie wyobraźni.

Wydarzenia nabierają tempa

Post z 2014-01-19 02:28 edytowany:

Martwiłem się brakiem odzewu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego zarówno na wniosek z 1.08.2013, jak i na mail z 1.09.2013 oraz na skargę na bezczynność z 14.10.2013, a także skargę na bezczynność wraz z wnioskiem o wymierzenie grzywny z 19.11.2013. Oczywiście chodzi o projekt założeń do ustawy o opłacie audiowizualnej, który pół roku temu minister przedłożył marszałek Sejmu,

po to, by sprawdzić, czy proponowane rozwiązania są zgodne z prawem

Tymczasem w połowie stycznia posypały się pierwsze kamyki lawiny.

  1. Minister kolejny raz „zareklamował” w rozmowie z PAP projekt założeń, tym razem wskazując, że od pół roku MKiDN nie otrzymało jeszcze opinii Marszałek w tej sprawie.
  2. W Tokfm pojawiła się audycja, w której dr Tomasz Zalasiński tłumaczył, dlaczego nie można zapoznać się z projektem założeń do ustawy o opłacie audiowizualnej?
  3. Poczta doręczyła mi wezwanie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego do podpisania skargi z 14.10.2013.

Doniesienia Ministra poza szumem medialnym nie wniosły nic nowego. Tłumaczenia dr. Zalasińskiego częściowo cenne, ponieważ jego zdaniem marszałek Sejmu powinna odmówić Ministrowi udziału w konsultacjach. Jednak trudno się zgodzić, że mamy do czynienia z bardzo wczesnym etapem prac legislacyjnych. Najciekawsze wszakże są efekty wszczętej procedury administracyjnej.

Niestety sąd nie zamieścił odpowiedzi Ministra na skargę. Udałem się więc do sądu, aby złożyć podpis. Przekonałem się na miejscu, że mój wniosek jednak nie trafił do niszczarki, tylko po prostu utknął. W aktach znalazłem mój wniosek z 1.08.2013 opatrzony pieczęcią z datą 5.08.2013 i numerem wpisu, są trzy dekretacje urzędników, przez których ręce się przewinął, z czego ostatnia z 13.08.2013 i na tym ślad się urywa. Zgodnie z art. 21 ust. 1 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej przekazanie akt i odpowiedzi na skargę następuje w terminie 15 dni od dnia otrzymania skargi, a zatem od 22 sierpnia minister pozostawał w bezczynności. Kiedy zacząłem już analizować możliwości wniesienia kolejnego bezpośredniego wniosku do WSA o nałożenie grzywny na organ za nieprzekazanie skargi, pojawiło się wspomniane wyżej wezwanie.

Ze zdumieniem przyjąłem odpowiedź Ministra na moją skargę z 19 grudnia 2013, którą znalazłem w aktach sprawy.

W ocenie MKiDN projekt założeń do ustawy o opłacie audiowizualnej nie stanowi informacji publicznej w rozumieniu ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. Założenia do ustawy o opłacie audiowizualnej obecnie nie są i nie były przedmiotem prac legislacyjnych. Trudno za informację publiczną uznać roboczy i nieukończony projekt dokumentu, który mógłby w przyszłości – po rozpoczęciu procedury legislacyjnej – stać się informacją publiczną

Niemało można by zarzucić temu stanowisku. Minister publicznie ogłosił 31 lipca 2013, że jego resort zakończył prace nad założeniami, a w odpowiedzi na skargę stwierdził, że nie prowadził w tym przedmiocie prac legislacyjnych. Które stanowisko jest bliższe prawdy? Czy Minister przesłał Marszałek Sejmu nieukończony projekt dokumentu do konsultacji? Trudno sobie wyobrazić, jak marszałek ma stwierdzić zgodność z prawem takiego nieukończonego dokumentu. Bardzo dziwne jest rozumienie procesu legislacyjnego w MKiDN. Tradycyjnie jak mnie uczono uznaje się, że proces legislacyjny jest pojęciem szerszym od procesu ustawodawczego realizowanego w Sejmie. W szczególności proces legislacyjny obejmuje uprawnienie do wniesienia projektu ustawy, a co za tym idzie także i formułowanie tego projektu.

dokumenty "robocze"

niedawno w NSA uzyskałem wyrok w którym wysoki sąd stwierdził, że sam fakt, że coś jest dokumentem roboczym nie jest jeszcze podstawą do stwierdzenia, że nie jest to informacja publiczna.
należy zbadać każdy konkretny dokument i odnieść się do jego treści w celu ustalenia czy podlega udostępnieniu czy nie

sygn. I OSK 1316/13

11 kwietnia zbliża się

11 kwietnia zbliża się nieuchronnie. Nie wiążę z tą datą jakiegoś nadzwyczajnego zdarzenia, ale tak się składa, że na ten właśnie dzień została wyznaczona w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie rozprawa w sprawie wspomnianej w wcześniejszych postach skargi na bezczynność Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Może temat wygląda na już lekko zdezaktualizowany, bo 30 stycznia portal radia Tokfm już ogłosił uprzejmie koncepcję zasad finansowania mediów publicznych, a nawet ja kilka dni później zostałem zaszczycony korespondencją zawierającą ten dokument. Jednak mój wniosek o udzielenie informacji sięgał nieco dalej.

Być może nieco naiwnie zakładałem, że gdy Minister ogłosił, iż skierował założenia do ustawy Marszałek Sejmu (przypomnijmy: by sprawdzić, czy proponowane rozwiązania są zgodne z prawem), to Marszałek otrzyma tę prośbę na piśmie. Z niemałym zdumieniem przeczytałem odpowiedź Ministra załączoną do akt sprawy mówiącą, że poza samą koncepcją pani Marszałek nie otrzymała nic ponadto. To znaczy - może Minister coś przekazał ustnie. Niewykluczone nawet, że jego prośba wyglądała tak, jak została przedstawiona w przekazie radiowym z 31.07.2013. Może jednak zastanawiać, że skoro stanowisko pani Marszałek jest aż tak istotne, że pan Minister uzależnia od tego dalszy przebieg prac, to dlaczego charakter konsultacji jest tak nieformalny. Tak może się przynajmniej sugerować poniższy cytat:

MKiDN oczekuje na opinię Pani Marszałek w zakresie zaproponowanych rozwiązań. Decyzje dotyczące trybu i terminów dalszych prac nad projektem uzależnione są od opinii Pani Marszałek. Dopiero po jej otrzymaniu możliwe będzie przedstawienie harmonogramu dalszych prac nad projektem ustawy o opłacie audiowizualnej, który zostanie poddany szerokiej debacie społecznej

Powyżej jest mowa o harmonogramie dalszych prac… Mam jednak tendencję do czepiania się słów. Otóż zapytałem się właśnie, czy prace nad koncepcją są ewidencjonowane i kiedy powstał ten dokument. W odpowiedzi stwierdzono, że

Prace nad tym dokumentem nie były ewidencjonowane. Przepisy prawa nie nakładają na organy administracji publicznej obowiązku szczegółowego ewidencjonowania prac nad tego typu dokumentami

Z datą powstania dokumentu też jest dziwna sprawa. Według odpowiedzi

prace zostały zakończone w sierpniu 2013.

Zapewne prace trwały pewien czas, ponieważ zaraz na drugiej stronie jest informacja, że w Finlandii od 2013 roku zniesione zostaną opłaty abonamentowe. To zdaje się świadczyć, że przynajmniej jakaś część dokumentu powstała już trochę przed rokiem 2013. W zamieszczonym powyżej linku znajduje się także materiał wideo, gdzie można wprost usłyszeć słowa Ministra Zdrojewskiego stwierdzającego, że zanim projekt zostanie skierowany do Sejmu musi uzyskać poparcie sił politycznych i dlatego koncepcja trafiła do pani Marszałek (zauważmy na marginesie, że poparcie sił politycznych nie jest tym samym, co stwierdzenie zgodności z prawem). Może to i roztropne stanowisko, ale z drugiej strony może świadczyć o fasadowej roli Sejmu w procedurze ustawodawczej. Według Konstytucji projekt ustawy wraz z uzasadnieniem i projektami podstawowych aktów wykonawczych (opracowane zgodnie z wymogami art. 34 Regulaminu Sejmu) powinna złożyć Rada Ministrów pisemnie na ręce Marszałka Sejmu i dopiero wówczas następuje kolejny etap prac legislacyjnych – etap ustawodawczy. Jeśli bierzemy na poważnie Konstytucję, to zasadnie otrzymałem wcześniej odpowiedź z Kancelarii Sejmu, że koncepcja nie jest przedmiotem prac legislacyjnych Sejmu RP. Tylko czy rzeczywiste działania administracji państwowej nie stoją w poprzek oficjalnym stwierdzeniom i wymaganiom Konstytucji? A może zasada legalizmu jest nadmiernie krępująca?

Wracając do samej koncepcji odnoszę wrażenie, że zakres cząstkowych zagadnień w toku wczesnej fazy procesu legislacyjnego jest niemały. W końcowej części koncepcji jest mowa m.in. o konieczności dostosowania przepisów polskiego prawa do zasad wynikających z prawa unijnego, określonych szczegółowo w Komunikacie Komisji Europejskiej w sprawie zasad pomocy państwa wobec radiofonii i telewizji publicznej (2009/C 257/01), jest także mowa o powołaniu przez Ministra zespołu roboczego w celu przygotowania propozycji mających na celu uwzględnienie wątpliwości Dyrekcji Generalnej ds. Konkurencji KE. W mojej opinii brak harmonogramu przeprowadzenia tego procesu oraz prowadzenie konsultacji w trybie nieformalnym może negatywnie rzutować na wynik prac.

Wszystko zatem wskazuje na to, że prace nad pomysłem zmiany opłaty abonamentowej ogłoszony na początku 2008 roku toczą się swoim rytmem. Tradycyjnie co pół roku można spodziewać się kolejnych „odsłon kulisów”, co według mnie bliższe jest tworzeniu medialnego szumu, którego efektów zbytnio nie widać.

Tymczasem okazało się, że bez drążenia tematu nie odsłoniłbym rąbka kulis, które nie miały być odkryte w reglamentowanym dostępie. W tym przypadku bardzo pomocne okazało się skorzystanie z dostępu do informacji publicznej oraz skierowanie skargi do sądu administracyjnego. Jeśli ktoś chce, to może przyjść na rozprawę 11 kwietnia o godz. 9:20 sala F na pierwszym piętrze lub zapoznać się w dogodnym momencie z aktami sprawy sygn. akt II SAB/Wa 751/13.

Słuszna uwaga. Dziękuję :)

Dostęp do dokumentów z akt sprawy jest możliwy na podstawie ustawy o udostępnianiu informacji publicznej i na określonych tam warunkach.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>