Reklama kontekstowa, światopogląd i polityka biznesowa

Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Księdza Piotra Skargi ogłosiło, że Google odmówiło umieszczenia w swoich wynikach reklamy kontekstowej (AdWords) zamówionej przez stowarzyszenie. "Reklama" w istocie była promocją sprzeciwu wobec przyjęcia w Polsce Karty Praw Podstawowych. W dyskusji publicznej pojawił się zatem problem wyboru przez platformę reklamową przekazów, które chce publikować. Mamy w Polsce zasadę swobody umów i generalnie wyszukiwarka samodzielnie kształtuje tu własną politykę biznesową. W niniejszym serwisie istnieją reklamy kontekstowe Google i przy niektórych tekstach "świeci się" reklama społeczna (np. przy tekście Kupili książkę Hitlera i pewnie przy tym, nowym tekście, też nie będzie komercyjnego przekazu z racji tego odwołania). Taki przyjęto model i mogę się z nim zgodzić albo nie. Raczej nie mówię o cenzurze w tym przypadku. Rola Google w pośredniczeniu w docieraniu do informacji jest jednak coraz większa...

O sprawie pisze "Nasz Dziennik" w dwóch tekstach. Z jednego z nich (Nie podobały im się nasze słowa) dowiadujemy się, żo motywach, jakimi kierowało się Google, zaprzestając wcześniej "świeconej" reklamy. Google miało zablokować ją gdyż - jak relacjonuje Piotr Kucharski, asystent zarządu Stowarzyszenia - "nie akceptują użytych (...) słów i zwrotów, np. laicka Europa". Odniesiono się też do "powiązanych słów aborcja i religia".

W tekście Google cenzuruje "Nasz Dziennik" publikuje szereg wypowiedzi (głównie politycznych), ale też m.in. wypowiedź dr Joanny Taczkowskiej-Olszewskiej:

W opinii dr Joanny Taczkowskiej-Olszewskiej, specjalistki od prawa prasowego, decyzja portalu Google mówi nam tylko o światopoglądzie tej firmy. - Religia katolicka, chrześcijaństwo są wartościami, z którymi prawdopodobnie ona się nie utożsamia - oznajmia. Jak informuje Taczkowska-Olszewska, generalnie jednak portal mógł odmówić zamieszczenia tej reklamy. - Nikt nie może w Polsce być zmuszony do zawierania danego kontraktu, do którego nie jest zobowiązany bezpośrednio na podstawie przepisów ustawowych. Jeżeli nie ma obowiązku ustawowego zamieszczania takich materiałów, wtedy medium może zawsze odmówić publikacji danego materiału - konstatuje.

Na tej zasadzie ja moderuje komentarze publikowane w przez czytelników w tym serwisie. Nie każda z treści, którą chciałby ktoś tu opublikować zostanie przeze mnie zaakceptowana. W przypadku Google problem jest bardziej skomplikowany (chociaż generalna zasada jest podobna) - Google "współpracuje" z wieloma reklamodawcami i wieloma witrynami, na których reklama może być prezentowana. W tekstach "Naszego Dziennika" mowa jest o wynikach wyszukiwania Google, a więc o sytuacji, w której reklama prezentowana jest w ramach witryny Google. Pytanie o relacje dotyczące prezentowania treści na innych witrynach (np. na witrynach uczestniczących w programie partnerskim AdSense) jest w istocie pytaniem o możliwość dysponowania własną infrastrukturą przez Google, z której korzystają osoby trzecie. To coś nieco innego - mam takie wrażenie - niż problem "obowiązku" lub "uprawnienia" publikowania treści. Na razie zasady i reguły, którymi kieruje się Google są dość proste, a - podobnie jak w całym "świecie internetowym" regulaminy raczej opierają się na zasadzie "w każdej chwili możemy zdecydować co puścimy, a ty możesz korzystać z tego co oferujemy albo sobie iść gdzieś indziej". Myślę, że z upływem czasu reguły te będą coraz bardziej skomplikowane. Sądzę też, że dzisiejsi partnerzy (take it or leave it) będą dochodzili stopniowo swoich uprawnień wynikających z istoty umów.

Swoją drogą - weźmy takie konta poczty elektronicznej. Gazeta.pl właśnie rozesłała do wszystkich swoich użytkowników list, w którym informuje, że "Nowa poczta w portalu Gazeta.pl jest przedsięwzięciem wykorzystującym technologię Google Inc.i w partnerstwie z tą wiodącą firmą internetową. W związku z tym zmianie ulegnie "Regulamin konta pocztowego użytkownika Gazeta.pl".Prosimy o zapoznanie się z nowym Regulaminem pod tym adresem...". I dalej: "Agora SA z chwilą dostarczenia niniejszej wiadomości do skrzynek użytkowników i ze skutkiem na dzień15 lutego 2008 roku, wypowiada umowę o świadczenie usługi poczty elektronicznej zawartą pomiędzy nią a każdym z użytkowników, która zawarta została poprzez założenie konta pocztowego w domenie@gazeta.pl. Od dnia 16 lutego 2008 roku, Agora SA będzie jedynie udostępniać użytkownikowi adres poczty elektronicznej w domenie@gazeta.pl, a Google Inc. będzie świadczyć na rzecz użytkownika usługę poczty elektronicznej, na zasadach określonych w stosownych regulaminach Agory SA i Google Inc, pod warunkiem ich zaakceptowania przez użytkownika...". A więc - zmieniło nam się, wypowiadamy albo zmieniamy umowę. A poczta jest czymś bardziej osobistym, niż serwis internetowy (chyba można taką tezę postawić?).

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>