Bezprzewodowa sieć municypalna i wyzwania przyszłości

Przy okazji uruchamiania sieci WiFi w Warszawie (Sieć bezprzewodowa w Warszawie "for all"?) pojawiła się dyskusja na temat ograniczeń takiego przedsięwzięcia, ocenianych z punktu widzenia konkurencji na rynku operatorów i granic "pomocy publicznej". To ciekawy temat, bo z jednej strony pojawiają się różne pytania: jak daleko państwo (samorząd) może wejść w sferę gospodarczą - dostarczać usługi podobne do tych, które oferują komercyjne podmioty działające na rynku; czy uruchomienie bezpłatnego dostępu do Sieci w miastach może stanowić zagrożenie konkurencji; jakie są oczekiwania mieszkańców w kwestii dostępu do Sieci, etc... Nie trzeba być futurologiem, by wyobrazić sobie trend nasycania dostępem do Sieci w aglomeracjach - być może municypalny dostęp będzie stymulatorem rozwoju usług komercyjnych (obok sieci bezprzewodowej pojawią się grube wiązki komercyjnych światłowodów), być może - analogicznie do sfery transportu - mogą na jednym obszarze funkcjonować usługi dostępowe będące odpowiednikami autobusów, metra, tramwajów, które nie zabijają przedsiębiorstw taksówkowych, nie ograniczają (a dopełniają) prywatny transport (samochody osobowe), nie zastępują działalności wyspecjalizowanych przewoźników. Jest jednak jeszcze coś... Municypalny dostęp staje przed wyzwaniem związanym z nadużyciami Sieci przez "anonimowych użytkowników". Jest też problem finansowania.

Pojawiały się już w tym serwisie doniesienia dotyczące sieci bezprzewodowych. Można odesłać czytelników to takich notatek jak Źli bliźniacy (złoczyńcy stawiają "fałszywe punkty dostępowe" chcąc pozyskać poufne dane), Wi-Fi, niezabezpieczone, nielegalne (tu problem bezpieczeństwa i odpowiedzialności za infrastrukturę), Jak opodatkować Wi-Fi (dwie rzeczy są pewne: śmierć i podatki). Z drugiej strony w inicjatywie eEurope 2005 położono położono nacisk na to, by kraje członkowskie nie tworzyły barier rozwoju dostępu do usług publicznych (stąd pewnie takie, a nie inne ograniczenia w propozycjach regulaminów Rzeszowa, a za nim również warszawskiego Bemowa).

Bariery i ich ewentualny brak, to tylko jedna ze stron "medalu". Załóżmy, że miasto postawi te punkty dostępowe i zaoferuje obywatelom dostęp "do publicznych usług". Od razu pojawia się pytanie, czy dzięki infrastrukturze sprytny użytkownik nie będzie miał szansy na korzystanie z takich usług, które nie były uwzględniane przez "gospodarza dostępu"? Z obiegiem informacji jest trochę jak z wodą, która spływa w najniższe miejsce. Jeśli jest potencjalny dostęp do danych, na pewno znajdzie się ktoś, kto ten potencjalny dostęp wykorzysta w sposób jak najbardziej realny. Jeśli dzięki dostępowi potencjalnie można rozgłaszać informacje - znajdzie się ktoś, kto będzie wykorzystywał taką możliwość.

W ostatnich tygodniach pojawiły się ciekawe doniesienia. Oto czterdziestoletni mężczyzna w USA został skazany na grzywnę, areszt domowy i dozór (three years' probation and six months' home detention) w związku z tym, że wcześniej uznano jego winę związaną z bezprawnym rozsyłaniem za pomocą sieci bezprzewodowej tysięcy reklam pornograficznych serwisów internetowych. Działanie to było możliwe dzięki niezabezpieczonemu dostępowi do internetu (Out-law publikuje na ten temat tekst: A US man who sent out pornographic spam while driving around Venice, California, has escaped imprisonment for his misdeeds.). Od razu można zadać pytanie - jaka jest różnica między wardrivingiem i wyszukiwaniem niezabezpieczonych punktów dostępowych stawianych przez obywateli, instytucje i przedsiębiorstwa, a dostępem municypalnym? Pewnie kilka by się znalazło, jednak problem w tym obszarze jest podobny. Może się mianowicie okazać, że dysponent infrastruktury może być obciążony obowiązkami zabezpieczenia sieci. A więc podnosi się też ryzyko inwestycji (rozwiązania techniczne, monitoring, reagowanie).

W kontekście spamu warto przyjrzeć się propozycjom nowelizacji Prawa telekomunikacyjnego w Polsce (por. Dostępny projekt nowelizacji Prawa telekomunikacyjnego w wersji po Radzie Ministrów). Znalazły się tam np. takie postulaty dotyczące operatorów (poniżej fragment z projektu):

Art. 175g. 1. Dostawca usług telekomunikacyjnych w przypadku ujawnienia masowego przesyłania informacji niezamówionych w ramach dostarczanych usług ustala zakończenie sieci, z którego wysłane zostały informacje niezamówione oraz metodę ich przesyłania.

2. W przypadku zlokalizowania zakończenia sieci, z którego wysłane zostały informacje niezamówione dostawca usług telekomunikacyjnych jest zobowiązany do poinformowania drogą elektroniczną lub za pomocą podobnego środka bezpośredniego porozumiewania się na odległość o tym fakcie abonenta oraz do udostępnienia bezpłatnego oprogramowania oraz jasnej i przejrzystej instrukcji umożliwiających usuniecie stwierdzonych nieprawidłowości.

3. Abonent ma obowiązek usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości w terminie 2 dni od otrzymania informacji, o których mowa w ust. 2.

4. W przypadku uchybienia terminowi wskazanemu w ust. 3 dostawca usług telekomunikacyjnych zawiesza świadczona abonentowi usługę do czasu usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości.

5. Przywrócenie świadczenia usługi po usunięciu nieprawidłowości przez abonenta w terminie, o którym mowa w ust. 3, jest wolne od opłat.

6. Dostawca usług telekomunikacyjnych przesyła niezwłocznie do jednostki organizacyjnej, o której mowa w art. 175d, wszelkie informacje dotyczące zlokalizowanego w ramach świadczonych usług zakończenia sieci, z którego wysyłane były informacje niezamówione, w tym dane osobowe abonenta, oraz informacje dotyczące podjętych przez dostawce działań.

7. Dostawca usług telekomunikacyjnych przesyła niezwłocznie do jednostki organizacyjnej, o której mowa w art. 175d, informacje o przypadkach przesyłania informacji niezamówionych spoza terytorium Rzeczpospolitej Polskiej do swoich abonentów.

W przypadku spamu wysyłanego z municypalnej Sieci przepis taki jest oderwany od rzeczywistości. W obszar dostępu municypalnego będą wchodzili "abonenci" (celowo w cudzysłowie), których maszyny będą niezabezpieczone, będą siali wirusami, spamem, i innego rodzaju komunikatami. Niektórzy będą działali nieświadomie, inni z pełną premedytacją. W jaki sposób zatem konstruować przepisy, by uwzględniały coraz większe możliwości korzystania z dostępu? Czy da się pogodzić anonimowość korzystania z kwestiami bezpieczeństwa?

Amerykańska sprawa wardrivingowego spamera trwała długo. Nie są mi znane kwestie dowodowe w tej sprawie, ale wyobrażam sobie, iż zidentyfikowanie człowieka korzystającego z Sieci bezprzewodowej może stanowić istotny problem (zwłaszcza, gdy człowiek taki wie, co robi).

Zagwarantowanie "bezpieczeństwa" infrastruktury dostępowej może stanowić czynnik blokujący rozwój usług municypalnych. To nie dotyczy jedynie spamu, ale też problemów z naciskami związanymi z ochroną prawa autorskiego, filtrowaniem treści "nieodpowiednich" np. dla dzieci, takich jak pornografia, odpowiedzialności za słowa, problem "niebezpiecznych ideologii" (coraz więcej cudzysłowów) i można tak wymieniać dłużej.

Warto też odnotować niedawny tekst w Forbsie: Frisco's Wi-Fi Fiasco. Warto przywołać doniesienia z Mercury News: How two cities handle wifi oraz Municipal WiFi: A not-so-free lunch. Warto też sięgnąć do komentarza z Good Morning Silicon Valley: Municipal WiFi — no wires, lots of strings... Również w USA trwa dyskusja dotycząca podstaw funkcjonowania bezprzewodowych sieci municypalnych.

Nie wystarczy znaleźć pieniądze na uruchomienie sieci bezprzewodowej, trzeba pomyśleć jeszcze jak jej działanie będzie finansowane w przyszłości (w myśl zasady, że nie ma darmowych obiadów). Warto pomyśleć o problemach związanych z ewentualną szkodliwością (?) nasycenia miasta sygnałami radiowymi. Ja sam nie wiem, jakie niebezpieczeństwa dla zdrowia związane są z takim dostępem. Czy są to realne zagrożenia, czy też pozostają jedynie w sferze niezidentyfikowanych, irracjonalnych obaw? Brakuje mi danych. To wszystko wiąże się z prawem kontraktów - ktoś tę sieć będzie stawiał, ktoś będzie ją obsługiwał. W przyszłości może okazać się, że założenia umowy nie odpowiadają wstępnym oczekiwaniom i nagle pozostanie problem odpowiedzialności kontraktowej - albo miasta, albo wykonawcy...

Tematyka jest skomplikowana. Ciekawy jestem jak to wygląda w Polsce. Czy projektodawcy sieci municypalnej zebrali doświadczenia z innych państw i miast, czy też poszli na żywioł, myśląc sobie: uruchamiamy; co ma być, to będzie, potem się będziemy martwili? Oczekiwałbym, że miasto upubliczni założenia, a także pogłębione analizy związane z uruchamianiem takiego przedsięwzięcia. Upubliczni?

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>