Są również tacy, którzy sprawdzają ofiary przed próbą szantażu

Szantażyści wykorzystujący internet szczegółowo sprawdzają możliwości finansowe swoich ofiar. Niby nic wielkiego z tego stwierdzenia nie wynika, zwłaszcza w czasach spamu i phishingu, gdzie starający się wykorzystać masowe przesyłanie maili "sieją" szeroko po kim się da. Stwierdzenie jest też dość generalne, bo pewnie są tacy szantażyści co sprawdzają, są pewnie i tacy, którzy nie sprawdzają. Tak to jest z komunikatami (raportami) spółek, które zajmując się bezpieczeństwem Sieci przypominają nam o swoim istnieniu. Tym razem sygnał pochodzi o spółki SecureWorks Inc.

IDG w tekście Internetowi szantażyści atakują (ale przecież nie tylko, bo też światowe IDG w tekście: E-mail scammers to victims: Pay up or die) pisze na temat taktyki szantażystów i rozsyłanych listów elektronicznych: "Ich treść zwykle sugeruje, że nadawca wiadomości jest płatnym zabójcą, który dostał "zlecenie" na adresata. Autor wiadomości informuje "przyszłą ofiarę", iż jest skłonny zrezygnować z zabicia jej - ale pod warunkiem wypłaty sowitego odszkodowania... ".

No i SecureWorks analizował te listy. Jeśli prawdą jest wynik tej analizy (że listy trafiają głównie do lekarzy, prawników oraz właścicieli firm, ale generalnie - ludzi zamożnych), to czytelnicy tego serwisu powinni zapoznać się z ich wynikami.

List od szantażysty nie jest wysyłany masowo (w tym sensie różni się w pewien sposób od spamu w klasycznej wersji, ale trudno mówić, że tego typu przesyłka jest oczekiwana i pożądana przez jej odbiorcę). Nie masowo, ale wiadomo, że wysłano przynajmniej 1000 maili tego typu. Każdy ponoć do konkretnej, wyselekcjonowanej osoby...

W komunikacie FBI ONLINE EXTORTION E-Mail Scam Includes Hit-Man Threat ze stycznia tego roku pokazano jak taki list z pogróżkami może wyglądać. W tym sensie mówi się dziś o "kolejnej fali pogróżek".

No, ale co wynika ze zdania, że "szantażyści wykorzystujący internet szczegółowo sprawdzają możliwości finansowe swoich ofiar"? Internet nie jest już ziemią niczyją i tam też profesjonalni przestępcy funkcjonują? To nic nowego. Są tam profesjonalni i mniej profesjonalni. Są różni, bo coraz więcej ludzi z internetu korzysta. Może wynika z tego zdania to, że skoro wysyła się pogróżki do zamożnych użytkowników internetu i opłaca się włożyć trud, by dana ofiarę prześwietlić, to znaczy, że jednak ktoś płaci? Wniosek może być taki (ale przecież też nie nowy), że ochrona prywatności wobec nowych technik komunikacyjnych jest bezsilna (skoro można zeskanować sytuacje finansową korzystających z poczty elektronicznej, a można to zrobić, przy czym analiza taka nie musi opierać się wyłącznie na danych z internetu...). Co z tego zdania wynika? Może to, że "reklama jest dźwignią handlu"

Czytaj również:

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>