Kłopoty nauczycielki i wyskakujące okienka z pornografią

W USA gorącą debatę wywołały losy nauczycielki Julie Amero, która została oskarżona o prezentowanie pornografii swoim uczniom w czasie lekcji (Norwich vs. Amero). W zeszłym miesiącu ława przysięgłych uznała ją winną, chociaż wielu ekspertów od bezpieczeństwa systemów IT wyraża wątpliwości, czy istotnie sprawa jest taka oczywista, jak próbuje to przedstawić prokuratura.

Amero twierdzi, że nie zrobiła niczego złego. Nie ma sporu, że uczniowie zobaczyli w komputerze nauczycielki materiały pornograficzne, ale są wątpliwości odnośnie tego, jak do takiej prezentacji mogło dojść. Jak twierdzi zainteresowana - korzystała ona z dość starego sprzętu z nieaktualizowanym oprogramowaniem, bez programów antywirusowych czy chroniących przed różnymi robakami szpiegującymi (malware).

Wszystko odbywało się w październiku 2004 roku. Amero zastępowała wówczas nauczyciela w Kelly Middle School w Norwich. Wedle wersji Amero - przed rozpoczęciem lekcji skorzystała z komputera szkolnego by wysłać list do swojego męża. Komputera nie wyłączyła, gdyż wcześniej dostała polecenie, by nie komputera nie wyłączać. Poszła do toalety, a gdy wróciła przy jej komputerze dwójka dzieci korzystała z internetu, przeglądając jakąś stronę poświęconą fryzurom. Nauczycielka poprosiła dzieci, by przestały korzystać z komputera i rozpoczęła lekcję. W pewnym momencie na ekranie niewyłączonego komputera zaczęły pojawiać się okienka z treściami pornograficznymi (pop-up windows). Dzieci zeznały później, że widziały zdjęcia nagich mężczyzn i kobiet, a nawet scenę seksu oralnego.

Obrona podnosiła, że prawdopodobnym wytłumaczeniem zdarzeń było to, że dzieci oglądając strony internetowe trafiły na taką, która przekierowała je do serwisu wykorzystującego automatyczną reklamę pop-up, przy czym niektóre z otwierających się okienek miały charakter pornograficzny. Przy okazji na komputerze zainstalowały się programy prezentujące reklamy (spyware, adware). Sama nauczycielka widząc pojawiające się okna próbowała je zamykać, jednak nie przyniosło to żadnych efektów. Kolejne okna się pokazywały na ekranie. W czasie przerwy zwróciła się o pomoc do innych nauczycieli. Miał przyjść jakiś technik, jednak nie przyszedł.

To wersja nauczycielki i jej obrońców. Zdaniem prokuratury - nauczycielka sama odwiedzała strony pornograficzne, w następstwie czego pojawiły się na ekranie "nieodpowiednie" treści. Trzeba jednak powiedzieć, że prokuratora nie sprawdziła komputera na okoliczność istnienia w nim szkodliwego oprogramowania. Dodatkowo okazuje się, że ze względu na nieopłacenie abonamentu - nie zaktualizowało się oprogramowanie zabezpieczające (firewall).

Julie Amero twierdzi, że zrobiła wszystko, by dzieci nie oglądały obscenicznych treści na ekranie komputera. Jednak zdaniem Marka Steinmetza, cytowanego przez liczne źródła członka sześcioosobowej ławy przysięgłych: to co powinna była zrobić, to zarzucić na monitor jakiś płaszcz, albo inne ubranie, albo wręcz wyłączyć komputer z sieci.

Na razie nauczycielka została uznana winną przez ławę przysięgłych, zaś wyrok w tej sprawie zapadnie 2 marca. Wówczas dowiemy się jaką karę wyznaczy sędzia z Norwich Superior Court. Chociaż nauczycielce grozi kara pozbawienia wolności do 40 lat, to spekuluje się, że w tym przypadku kara ta może wynieść od roku do 18 miesięcy pozbawienia wolności.

Cóż. W komentarzach podnosi się dziś, że nauczyciele z Connecticut są dziś w pełni uzależnieni od wsparcia technicznego, opiekującego się sprzętem komputerowym. Jeśli sprzęt nie jest poprawnie skonfigurowany - nauczycielowi może grozić kara pozbawienia wolności za - jak w tym przypadku - prezentowanie treści pornograficznych nieletnim. Ja zaś nawiązując do polskiej dyskusji nt. oprogramowania blokującego w szkołach treści "niedopowiednie dla dzieci" (por. Rzecznik Praw Obywatelskich o blokowaniu, Grodzenie Sieci pod hasłem obrony dzieci - globalna dyskusja o przyszłości czy Czarna lista Beniamina) zastanawiam się jak polski sąd w tego typu sprawie by orzekł. Oczywiście jest tu problem stwierdzenia winy. Nadal mam jednak wrażenie, że instalowanie takich programów to tylko społeczna proteza. Wielu nauczycieli nie ma odpowiedniego przygotowania technicznego by korzystać z komputerów w pracy z podopiecznymi w szkole (nie chcę generalizować, bo jest też bardzo wielu, któzy taką wiedzą dysponują). Nauczyciel nie da rady nauczyć dzieci więcej niż sam potrafi. Jeśli więc nie potrafi korzystać z komputera - kuszące wydaje się zablokowanie części funkcji, z którymi opiekun sobie poradzić nie potrafi. Tylko czy tego typu postawa przygotowuje młodzież do stanięcia przed wyzwaniami, jakie niesie dziś obcowanie z nowoczesną techniką komunikacyjną?

Mam cały czas wrażenie, że postulowanie wprowadzenia programów blokujących treści stanowi w rzeczywistości narzędzie ochrony dorosłych, nie zaś dzieci. Zdaję sobie jednak sprawę, że problem nie jest taki zupełnie prosty.

Art. 202 § 2. polskiego Kodeksu karnego: Kto małoletniemu poniżej lat 15 prezentuje treści pornograficzne lub udostępnia mu przedmioty mające taki charakter albo rozpowszechnia treści pornograficzne w sposób umożliwiający takiemu małoletniemu zapoznanie się z nimi, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Na temat sprawy Norwich vs. Amero czytaj również w następujących źródłach:

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

a monitora to już wyłączyć nie można?

A mnie zastanawia czemu ani nauczycielka, ani jej krytycy nie wpadli, że zamiast zasłaniać ekran płaszczem można było zwyczajnie wyłączyć monitor :/ Dziwni jacyś ci Amerykanie.

Polski sąd

Polski sąd nie miałby okazji zajmować się sprawą, bo prokuratura nie wniosłaby aktu oskarżenia. Cytowany art. 202 Kk wymaga, by prezentowanie treści następowało umyślnie, więc konieczne byłoby udowodnienie, że nauczycielka chciała lub godziła się na to, że popupy tej treści się pokazały. Oczywiście nie byłoby to możliwe w takim stanie faktycznym.

Porno

kravietz's picture

"Nadal mam jednak wrażenie, że instalowanie takich programów to tylko społeczna proteza"

Piotrze, jeśli "masz wrażenie" że są one protezą to powinieneś napisać co nią, Twoim zdaniem, nie jest. To znaczy wskazać rozwiązanie skuteczniej i taniej chroniące dzieci w masie statystycznej przed pornografią, a przy tym realne do wdrożenia. I biorąc pod uwagę fakt, że pornografia jest aktywnie wpychana przez wyszukiwarki i np. trojany.

Jak pisałem w CW przy okazji "afery z Beniaminem", bardzo łatwo jest narzekać że to nieskuteczne, że niesłusznie blokuje serwis o medycznych aspektach prezerwatywy, że cenzura itd.

Trudniej jest odpowiedzieć na proste pytanie: co konkretnie zrobić, żeby w grupie 100 dzieci bawiących się na komputerach przynajmniej 90 z nich NIE pokazywały się regularnie różne double anale i hard-core actions, wyświetlane np. w Google po wpisaniu niezwiązanych z pornografią słów kluczowych.

Ja nie wiem. Beniamin od strony technicznej jest programem marnym. Ale ma JAKĄŚ skutecznosć i jest za darmo. Rezygnacja z rozwiązania niedoskonałego na rzecz wiecznego oczekiwania na ideał jest de facto zgodą na double-anale i trzeba mieć tego świadomość.

O szkolnej protetyce kontroli dostępu do Internetu

Najprostsze rozwiązanie to przeanalizowanie czy w ogóle w szkole dostęp do Internetu jest racjonalnie wykorzystywany, czy jest potrzebny tak "w ogólności", a nie tylko do określonych zajęć. Na tym polu panuje hurra-optymizm i mechaniczne powtarzanie ogólników, że trzeba podłączać, że dostęp musi być.

Następna kwestia to autoryzacja i uwierzytelnienie prawa dostępu do komputera/sieci. W której szkole to w ogóle funkcjonuje (pomijając hasełka dostępu do stron dla rodziców zdalnie oglądających wszelkiej maści dzienniki on-line i tym podobne inicjatywy)?!?

A jeśli chodzi o Beniamina to spór nie szedł o to czy stosować kulawy program blokujący albo teoretyzować nie stosując nic. Główną linią starcia była jednak różnica poglądów na pryncypium - wolność słowa i dostęp do informacji. Okazało się bowiem, że ten cerber w swej gorliwości wycina nie tylko materiały obsceniczne (a i to robi mocno wybiórczo i raczej powierzchownie, ale bardzo nie lubi też stron o wolności słowa, tolerancji, antykoncepcji i oczywiście ewolucji. Ten sam Beniamin przymyka oko na wątpliwe wychowaczo treści stron organizacji "silnych" ludzi, strony sekt, itp.

tommy
_____ http://www.put.poznan.pl/~tommy

Beniamin

kravietz's picture

"bardzo nie lubi też stron o wolności słowa, tolerancji, antykoncepcji i oczywiście ewolucji"

To akurat bardzo łatwo sprawdzić, bo lista jest publicznie dostępna. Więc nie widzę tam ani haseł o wolności słowa, ani antykoncepcji, ani tolerancji, ani o ewolucji. Czy możesz napisać skąd wziąłeś te słowa kluczowe?

"wolność słowa i dostęp do informacji"

Hasła "wolność słowa i dostęp do informacji" tracą nieco ze swej szlachetnej siły, jeśli mówimy o siedmiolatkach. Mimo to program "Beniamin" oceniano tak, jakby miał służyć do filtrowania Internetu dla dorosłych a nie uczniów podstawówek.

Re: kravietz

tommy może sobie wybrać jakie tylko chce słowa, na liście jest "blog" a ludzie piszą blogi praktycznie na każdy temat. Jeżeli dodasz do tego brak wikipedii na białej liście to masz już komplet ;)

Drogi Beniaminie

Uspokoi mnie tylko równe wycinanie przez Ciebie tak pedofilii jak stron o wątpliwej wartości wychowaczej organizacji wychylonych w prawo poza skalę i tym podobnych. Przestanę sie czepiać kiedy przestaniesz blokować tresci traktujace o prawach człowieka, itd.

Nadto, jeśli mamy "chronić" nasze dzieci przed zarazą zepsucia i deprawacji, to musimy robić to według jasnych, jednoznacznych kryteriów.

tommy
_____ http://www.put.poznan.pl/~tommy

Hard-porno

kravietz's picture

Taką odpowiedź można potraktować jako doszukiwanie się dziury w całym, zwłaszcza jeśli piszesz to w odpowiedzi na pytanie o konkretne przykłady blokowania stron "o wolności słowa i tolerancji" przez Beniamina.

Nie fair jest również pisanie do mnie per "Beniaminie", bo po pierwsze nie mam z tym programem nic wspólnego, a poza tym napisałem wyraźnie że jest to program niedoskonały.

Odnoszę również wrażenie, że masz do tego tematu stosunek kpiąco-lekceważący ("chronić" w cudzysłowie). Chciałbym więc poprosić Cię o jasną i konkretną odpowiedź na następujące pytanie: czy uważasz że zdrowe jest by siedmiolatki w szkole oglądały w Internecie takie strony - wczytaj się uważnie w opisy:

Nastolatki, amatorki
Nastolatki amatorki - galerie erotyczne piękne nastolatki i amatorki.
www.kaczuszki.pl/ - 4k - Kopia - Podobne strony
MŁODZIUTKIE NASTOLATKI
Zobacz co mlode zboczone nastolatki potrafia zrobic swoim kolegom! ... NET - darmowe sex galerie erotyczne i filmy porno, nastolatki, amatorki, nastolatki, ...
mlodziutkie.toplista.pl/ - 54k - Kopia - Podobne strony
Nastolatki Hardcore
Młode dupodajki - po sobotnich dyskotekach zawsze bolą je cipki! Ostre filmy porno wysokiej jakości!
www.nastolatkihardcore.pl/ - 8k - Kopia - Podobne strony
NASTOLATKI - filmy erotyczne, filmy porno, cipki, napalone, dupy
NASTOLATKI filmy erotyczne, filmy porno , darmowe zwiastuny , doskonała jakość filmów ... TYLKO NAJLEPSZE FILMY PORNO, FILMY EROTYCZNE.
nasteczki.pl/ - 3k - Kopia - Podobne strony
Twarzyczka.pl :: Najpiękniejsze Polki tylko u nas :: SzySzka^^
Oceniaj najpiękniejsze polskie dziewczyny. Zdjęcia najwyższej jakosci. Umawiaj się na randki z wybranymi dziewczynami.
www.twarzyczka.pl/ - 10k - Kopia - Podobne strony
Amatorki Nastolatki Studentki Nago i ubrane Fotki prywatne
Nastolatki, amatorki, studentki Prywatne fotki - Amatorki i nastolatki nago i ubrane - fotki domowe, prywatne, zdjęcia z ukrycia, z plaż - topless iw bikini ...
www.girls.sekret.org/ - 4k - Kopia - Podobne strony
Licealistki - wwww.sexliceum.pl - Zboczone Nastolatki
Sex Liceum - Napalone Licealistki i zboczone nastolatki. Fotki i filmy z nastolatkami.Ostre filmy porno, a na nich zboczone lolitki - One lubia ostry sex.
www.nastolatki.supersex.pl/?ref= - 3k - Kopia - Podobne strony
Nastolatki - młode 18stki, Filmy i Filmiki Porno, Galerie ...
Nastolatki, młode kurwy, Filmy i Filmiki Porno, Sex młode dziewice,Darmowe galerie erotyczne z super laskami, piękne dziewczyny, darmowa erotyka, ...
www.girls.god.pl/nastolatki.php - 59k - Kopia - Podobne strony

To są wyniki zajmujące kilka pierwszych stron wyników po wpisaniu w Google słowa "nastolatki" (albo np. "filmy do ściągnięcia"). Zajrzyj na te strony. Czy siedmiolatki powinny poznawać anatomiczne szczegóły fistingu, seksu analnego itd?

--
Podpis elektroniczny i bezpieczeństwo IT
http://ipsec.pl/

Jasna i konkretna odpowiedź

Ani myślę oceniać wskazanych stron. Ostatnie pytanie też jest retoryczne. Proszę jednak o niesprowadzanie dyskusji do szczegółów kiedy w istocie mówimy o problemie. Swoją drogą czy Beniamin blokuje 100% tej wyliczanki?

"Problem" Beniamina i oprogramowania należącego do tej kategorii funkcjonalnej polega na tym, że stwarza niezmierną pokusę skrytego manipulowania obrazem rzeczywistości. O ile domowe instalacje mają swojego gospodarza (rodziców), o tyle szkolne instalacje tak jednoznacznych opiekunów już nie mają. W czyim imieniu bowiem załadowano taką czy inną konfigurację. Jakie kryteria moralne spełnia ta czy inna konfiguracja? To nie są banalne pytania. Moją nieufność potęguje jeszcze przemożna chęć sterowania jaką w tej materii wykazuje obecny Minister Edukacji (co nie znaczy automatycznie, ze do innych zaufanie miałem lub będę miał). Jak Internet długi i szeroki wielokrotnie okazywało się, że "niezależne" oczy dostrzegały w konfiguracjach "absolutnie neutralnych i moralnych" przemycaną ukradkiem w listach tysięcy blokowanych haseł pogardę a to dla konkurencji rynkowej, a to dla wybranych mniejszości narodowych, a to dla wszelkich skojarzeń światopoglądowych odchylonych tylko w jedną stronę. Było nawet o to kilka głośnych procesów w sieciowym mateczniku (USA). Gdybym miał prorokować, to za bardzo prawdopodobne (bliskie pewności) uznaję pojawienie się ministerialnie skomponowanego configu dla Beniamina (Minister ma zdaje się na to wielką ochotę), którego stosowanie jest obligatoryjne dla Dyrektorów Szkół pod rygorem kary (co najmniej wyrzucenie z pracy jak sądzę). Gdyby taki scenariusz miał się ziścić, to czy jako rodzice uczniów będziemy mieli jeszcze jakikolwiek wpływ na tzw. blokowanie internetu w szkołach?

Napisałem per "Beniaminie" chcac zaakcentowac
odwolanie sie "do sprawy" i skrytykować fetyszyzowanie samego programu jako poniekąd surogatu wychowawczego, a nie do Ciebie.
To oczywista niezręczność z mojej strony, za którą przepraszam. Powinienem precyzyjniej wskazać moją intencję.

tommy
_____ http://www.put.poznan.pl/~tommy

"Proszę jednak o

kravietz's picture

"Proszę jednak o niesprowadzanie dyskusji do szczegółów kiedy w istocie mówimy o problemie."

Ja tak nie uważam. Istnieje konkretny problem, który trzeba rozwiązać - ten problem to hard-porno, które jest intensywnie wpychane gdzie się tylko da i z tego powodu trafia również do nieletnich w szkołach.

Ja uważam, że wartością nadrzędną jest rozwiązanie tego problemu bo istnieje on tu i teraz. To że blokowanie ma skuteczność 86,3% a przy okazji będzie 13,8% false positives uważam za rzecz drugorzędną.

Ty wskazujesz na realne problemy (odpowiedzialność za to co jest blokowane), ale nie widzę w Twojej wypowiedzi żadnej propozycji rozwiązania tych problemów poza ogólnym oporem wobec samej idei. Jest to uciekanie od problemu techniką "biernego oporu".

Inna technika uciekania od problemu pojawiła się na liście ISOC gdy trwała dyskusja czy ISOC ma się na ten temat wypowiedzieć. Tę technikę nazwałbym "ucieczką przez zagadanie" to znaczy mnożeniem krytycznych uwag wobec istniejącej propozycji i równocześnie wysuwaniem postulatów nierealnych do zrealizowania bądź w ogóle kosmicznych.

Wszystkie wątki kończyły się absuralnym stwierdzeniem, że "dzieci trzeba edukować" a na pytanie w jakim zakresie odpowiedzi już nie było. Dlaczego absurdalnym? Bo o jakiej edukacji można mówić, jeśli dziecko widzi w wynikach z Google "dziwki o bolących cipkach"?

Rezultat tych przepychanek był niestety taki, że ISOC nie powiedział nic. Zamiast niego wypowiedziałem się w Computerworldzie ja (prywatnie) i Władek Majewski.

To co napisał Władek było przykładem tego jak MOŻNA dyskutować, bo Władek dostrzegł że problem jest i należy go rozwiązać oraz zaproponował konkretne rozwiązania godzące dobro dzieci z ochroną przed utratą kontroli nad systemem:

http://www.computerworld.pl/news/94018.html

--
Podpis elektroniczny i bezpieczeństwo IT
http://ipsec.pl/

Upór

Przywołany artykuł nie jest IMHO ani lepszym przykładem tego jak można dyskutować. Nie jest, bo wyliczanka problemów do rozwiązania podpierana tym "co się zrobić powinno i jak powinno się robić to czy tamto" jest słabą propozycją rozwiązania problemu, który istnieje "tu i teraz". Tyle to wiemy i bez dyskusji.

Dyskusję na forum ISOC i tę tutaj wciąż prześladuje wmawianie sceptykom rzekomego unikania od problemu w bierny opór, a może przyzwolenia czy nawet akceptacji dla niepożądanych treści. Wierutna bzdura. Mam na tyle przyzwoitości, żeby cele nie uświęcały środków. Nie znam rozwiązania, które dałoby 100% skuteczności. Nie neguję też pożytecznych walorów skuteczności na poziomie 81., 93 czy 77%. Mam tylko uzasadnione obawy, że znaczący odsetek tych % to nie tyle false ile intended negatives.

tommy
_____ http://www.put.poznan.pl/~tommy

Internet w szkołach....

Zapewne jestem niereformowalny... Ale zawsze twierdziłem, że internet dla szkól powinien być wydzielonym extranetem.
Jakby nie analizować problemu, to szkoła ma nauczać, a co za tym idzie ma określony program nauczania i to nauczyciel ma mieć możliwość multimedialnej prezentacji wiedzy z określonego przedmiotu. Do tego celu wystarczą: komputer, rzutnik, ekran... No i oczywiście materiał w postaci prezentacji czy też gotowego zmontowanego materiału z wybranych stron www, uruchamianego w trybie offline.
Taka organizacja pracowni jest dużo efektywniejsza niż te okrzyczane pracownie komputerowe, gdzie uczniowie mogą co najwyżej pograć w gry komputerowe, bo taki klikulatek nie potrafi do niczego więcej użyć programowalnej maszyny jaką jest komputer. Powód tego zjawiska jest prosty, uczniowie mają zbyt mało wiedzy by potrafić nauczyć komputer rozwiązywać zadania. A co do lekcji rysunku to chyba lepszym rozwiązaniem jest lekcja z farbami czy kredką lub ołówkiem, niż raz w tygodniu zajęcia z rysowania za pomocą manipulatora stoło-kulotocznego :) {tzw. myszki}...

Co do umiejętności posługiwania się komputerem to, Klikologię tudzież Klawiszologię, obecna młodzież ma opanowaną w domu :), to skutek użytkowania gier komputerowych czy też komunikatorów internetowych...

To co napisałem nie wyczerpuje zagadnienia ale poniekąd jest głosem za tym, że internet w szkole to rzecz zbędna. Zwłaszcza dla uczniów, w tej postaci w jakiej jest dla nich dostępny. Lekcje informatyki powinny być lekcjami o informatyce czyli o przetwarzaniu danych. Jednak by te dane przetwarzać w sposób użyteczny, to najpierw trzeba je posiadać! A jaki zasób danych mają przeciętnie uczniowie w szkołach podstawowych i gimnazjach? Dla tych szkół zajęcia z informatyki, to w ogromnym procencie gry komputerowe albo wędrówki po internecie w poszukiwaniu treści niekoniecznie związanych z tematem lekcji informatyki... Poza tym, to podobnie jak z matematyką czy polskim... Nie każdy uczeń da sie nauczyć myślenia abstrakcyjnego na takim poziomie aby umiał sprawnie tworzyć oprogramowanie użytkowe. Natomiast nauczanie pisania komputerowego czy liczenia za pomocą arkusza kalkulacyjnego, to edukacyjne tworzenie pokolenia będącego niewolnikami urządzeń liczących... Wszystko jest pięknie, tylko jeden jest problem... Komputer nie tworzy, a tylko odtwarza... A nauka z komputerem uczy jedynie odruchów, a nie myślenia konstruktywnego... I dotyczy to grona osób nie rozumiejących potencjalnych zastosowań i możliwości tych urządzeń jakimi są komputery... Przy okazji, tak na marginesie... To nie gdzie indziej tylko w szkołach zaszczepia się potrzebę piractwa komputerowego... Kopiowanie gier, bo od tego się zaczyna... Smutne ale niestety prawdziwe...

Pozdrawiam...

Upór

Taka organizacja pracowni jest dużo efektywniejsza niż te okrzyczane pracownie komputerowe, gdzie uczniowie mogą co najwyżej pograć w gry komputerowe, bo taki kilkulatek nie potrafi do niczego więcej użyć programowalnej maszyny jaką jest komputer. Powód tego zjawiska jest prosty, uczniowie mają zbyt mało wiedzy by potrafić nauczyć komputer rozwiązywać zadania.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Ukończył Aplikację Legislacyjną prowadzoną przez Rządowe Centrum Legislacji. Radca ministra w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego a następnie w Departamencie Doskonalenia Regulacji Gospodarczych Ministerstwa Rozwoju. Felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również członkiem Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji i członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>