Kocham Pana, Panie Wojtku

Pomyślałem, że muszę się odnieść do tekstu p. Wojciecha Orlińskiego. To niezwykle ważne. W skrytości ducha liczę na to, że p. Orliński poświęci mi jeszcze trochę swego, jakże cennego, czasu. Bo o ile ja sam siebie nie nazywam "znanym prawnikiem", to przecież po jeszcze kilku tekstach tak wybitnego dziennikarza, zdecydowanie nim będę, c'nie? Oczywiście wszystko trzeba robić z umiarem. Nie chciałbym być znany z tego, że przy okazji pisania o mnie p. Orliński się cały rozpuknął przy klawiaturze, albo, jak mi tu sugerują koledzy, że mu pęknie jakaś żyłka. Ale niech pisze więcej, proszę o więcej! Panie Wojtku! Niech Pan pisze! Poza tym chciałem dać p. Orlińskiemu sygnał, że zapoznałem się z Jego tekstem. To chyba ważne dla dowolnego autora, nie tylko tych najrzetelniejszych, że ktoś go czyta. I chciałem też tą drogą przekazać feedback, że lektura tekstu p. Orlińskiego wprawiła mnie w doskonały humor. Zastanawiam się nawet, czy nie nagrać na wideo i nie opublikować w YouTube wyznania miłości p. Orlińskiemu. Nie wiem tylko, skąd mam teraz wziąć takie baloniki w kształcie serduszek, takich czerwonych, które mogłyby się unosić w tle. Mógłbym nawet zaśpiewać specjalnie dla Niego piosenkę! Ach, jakże ten tekst był inspirujący.

Żałuję jedynie, że p. Orliński nie był uprzejmy podlinkować do moich tekstów, do których się odnosi. W swoim tekście Bloger na tropie p. Orliński nie podlinkował źródeł. Tak znany dziennikarz, a do tego przewodniczący związku zawodowego w spółce medialnej, chyba potrafi wstawiać linki? Chyba potrafi, bo podlinkował do paru swoich tekstów (nie podlinkował jednak do odpowiedzi na nie, a to nieładnie; gdyby Pan zapomniał gdzie jest jedna z nich, to służę pomocą: To bardzo dobrze, że dziś o prawie może wypowiadać się każdy). Myślę, że brak linku to trochę SUABE (p. Wojtku, czy takie sformułowanie jest wystarczająco proste i kolokwialne, a raczej zwięzłe i potoczne? że nie piszę zwięźle i potocznie, a nadto, że wklejam kawałki ustaw i wyroków, to jedne z zarzutów). Poza wszystkim - gdyby p. Orliński podlinkował mój serwis, do którego się wszak odnosi (proszę popracować jeszcze nad kompletnością cytatu, bo wybrał Pan wyrwany z kontekstu i ktoś mógłby uznać, że Pan manipuluje, a obaj wiemy, że wcale tak być nie musi, bo może zwyczajnie Pan nie zrozumiał przesłania), to mógłbym mieć wyższy page rank w Google!

Ma Pan do mnie pretensje, że dziennikarze, w tym dziennikarze serwisów wydawanych przez przedsiębiorcę, który Pana zatrudnia, konstruując swoje tytuły używają pytajnika. Rozumiem.

Ma Pan do mnie pretensje, że nazywają mnie "znanym prawnikiem". Rozumiem.

Ma Pan do mnie pretensję, że zareagowałem na "Pana Piotra". Rozumiem. Tu nawet czuję, że zarzut, chociaż świadczy o Pana niezrozumieniu tego, co Pan przeczytał, jest zaadresowany poprawnie! Dlatego napisze kilka słów wyjaśnienia. Spróbuję napisać to tak prosto, by nie miał Pan problemu ze zrozumieniem, ale nie ręczę, że mi się uda (zwyczajnie nie mam wprawy, ale spróbuję). Otóż. Użycie sformułowania typu "Pan Piotr", "Pan Wojtek", również "Panie Wojtku" oraz "Panie Wojtusiu", to takie dość znane mechanizmy deprecjacji (ups! da sobie Pan z tym słowem radę? Deprecjacja to umniejszanie wartości, osoby lub wydarzenia) adwersarza (ups! będzie trudno, ale kontynuujmy). Na ten mechanizm zwracałem uwagę też w sytuacjach konferencyjnych, gdy np. urzędujący minister do przedstawicielek biorących udział w dyskusji organizacji pozarządowych lubi zwracać się per "Pani Zosiu" (to nie to imię, ale rozumie Pan zasadę?). W jego ocenie nie ma w tym nic zdrożnego. To nawet taki miły gest. Zaprzyjaźnianie się. Jednak w sytuacji, w której urzędujący minister, również rzecznik rządu, robi to w publicznej debacie, chociaż sytuacja formalna na to nie pozwala, to mamy do czynienia z takim właśnie uprzejmym mechanizmem deprecjonującym. To jest dokładnie ten sam mechanizm, który właśnie teraz stosuję wobec Pana. A ponieważ to dyskusji publicznej nie służy, stąd pojawił się też kiedyś taki pomysł, by pierwsza osoba, która będzie występowała po stosującym tego typu mechanizm ministrze, zwracała się do niego zdrobniałym imieniem. Przykładowo: gdyby Pan był ministrem i zastosował taki zabieg np. na konferencji, to występująca po Panu osoba mogłaby się zwrócić do Pana wykorzystując sformułowanie "Panie Wojtusiu". Być może to zwróciłoby Pana uwagę na problemik (dostatecznie potocznie napisałem teraz?).

Wracając do Pana tekstu: nie może Pan się teraz przyznać, że to Pan jest autorem tych komentarzy, bo ja już się do tego przyznałem. Kiedy zatem Pan się teraz chce do tego przyznać, to jest to zwykłe "wtórniactwo", powielanie cudzych pomysłów. A wiem, że ma Pan potencjał, by zrobić coś oryginalnego, tylko zwyczajnie może się Panu nie chce.

Co tam jeszcze było? Że krzyż zasługi, że pieczęć i ten "wpływowy prawnik"? No, tak. Do krzyża się nie odniosę, bo sam go sobie nie nadałem. Do "wpływowego prawnika" odniosłem się w tekście Martwię się, że zostałem ogłoszony najbardziej wpływowym prawnikiem.

Odnośnie pieczęci - cieszę się, że się Panu podoba, ale niestety muszę odmówić Pana zakamuflowanej prośbie: nie zrobię takiej pieczęci dla Pana. Nie dlatego, że nie jest Pan aktywny w sferze publicznej dyskusji, ale dlatego, że nie docieka Pan źródeł.

Koledzy uważają, że te nasze uprzejmości, to taka ustawka. To miałoby wiele sensu. Taki spolaryzowany spór. Znamy go z "debaty publicznej" w świecie polityki. Obie spierające się strony tylko na tym zyskują, że się między sobą "spierają" i "sadzą sobie uprzejmości" (to kolokwialne pisanie nawet mogłoby mi się spodobać, chociaż akurat nie chcę zmieniać profilu tego serwisu tak, by Pan go rozumiał, bo nie jest Pan "targetem"). Pielęgnując taki "spór" nie muszą się wówczas zajmować poważnymi problemami, nie muszą odnosić się do meritum, a dodatkowo mobilizują swój elektorat. Zatem wykreowanie takiego sporu między mną, a tak wybitną postacią, jak Pan, to by było coś! Nie jest Pan byle kim. Przewodniczący związku zawodowego w Agorze to postać! Swoją drogą takiego przewodniczącego związku to chyba ciężko zwolnić z pracy, c'nie? Zatem ustawka. Bardzo chętnie. Proponuję, byśmy się jakoś ustawili. Może być dwunastego prairala roku jedenastego? Co Pan na to? Pasuje Panu termin?

Kocham Pana, Panie Wojtku :) Może mi Pan przekłuwać balonik tak często, jak tylko uzna Pan to za stosowne. Dzięki Panu mam więcej przykładów, które studenci mogą analizować w trakcie zajęć poświęconych edukacji medialnej. Proszę zatem pisać! Proszę pisać dla dobra nauki! :)

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Z tekstu pana Orlińskiego

Z tekstu pana Orlińskiego wyziera głęboka frustracja. Wygląda to tak, jakby powodowało ją coraz śmielsze wkraczanie "blogerów" do piaskownicy obsadzonej dotąd wyłącznie przez "dziennikarzy".

W sytuacji ciągłego spadku dochodów tradycyjnych mediów i wieszczonego coraz powszechniej "końca znanego dziś dziennikarstwa", pojawia się pewnie u Dziennikarzy syndrom oblężonej twierdzy.

A swoją drogą, to ludziom z GW już chyba wszystko kojarzy się ze "śledztwem smoleńskim".

A ja znam

VaGla's picture

A ja znam dziennikarzy pracujących dla Gazety Wyborczej, a także tych, którzy pracują w serwisie lub dla serwisu Gazeta.pl, których uważam za rzetelnie wykonujących swoją pracę. Dlatego chciałbym prosić, by nie stosować dużych kwantyfikatorów, nie wspierać stereotypów, nie generalizować i tak dalej. To nie służy, jak uważam, rzetelnej dyskusji.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

cum recte vivis, ne cures

cum recte vivis, ne cures verba malorum
o Panu Wojtusiu nic nie napiszę bo i tak "leży i kwiczy".

Myślę, że WO nie

Myślę, że WO nie zasłużył na tak spory wpis.
Niech zostanie przy śledzeniu postępu rozwoju infrastruktury drogowej co całkiem nieźle mu wychodzi. Czytając jego inne wpisy mam wrażenie, że mieszkamy w całkiem innym kraju.

Po mojemu Orlińskiemu w

kravietz's picture

Po mojemu Orlińskiemu w ogóle nie chodzi o znanych prawników, blogerów i pieczątki. Spłodził szyderczego knota o kimś, kto cieszy się pewnym autorytetem w sieci bo ten był uprzejmy skrytykować krytykę OFE. A OFE według aktualnie obowiązującego kanonu wierzeń w idealnie kulistym świecie Orlińskiego są wrogim wtrętem ideologii neoliberalnej. Nie ma tutaj wielkiego znaczenia, że Vagla broni nie OFE tylko zasad państwa prawa. U marksistów prawo jest narzędziem rewolucji, więc można i należy go traktować dialektycznie. Jak u Bertolta Brechta:

Chór: — Czy jednak nie należy cenić honoru nade wszystko?
Trzej agenci: — Nie.
Chór: — Jakiejże podłości nie popełniłbyś, by zwalczyć nikczemność? Unurzaj się w błocie, uściskaj kata, ale zmieniaj świat! Świat tego potrzebuje!

--
Paweł Krawczyk | ipsec.pl | echelon.pl
facebook | g+ |

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>