Akcji "Orzeł może" poświęcano robocze narady z udziałem doradcy Prezydenta RP

Mijają dwa tygodnie od czasu, gdy zwróciłem się do BBN z wnioskiem o przekazanie informacji publicznej - korespondencji prowadzonej w sprawie akcji "Orzeł może". We wniosku zapytałem też o to, kto, kiedy i w jakiej formie zwrócił się do BBN z prośbą o poproszenie Ministra Obrony Narodowej o udostępnienie śmigłowców w celu zrzucania ulotek w czasie ww. akcji. Dziś otrzymałem odpowiedź z Biura Bezpieczeństwa Narodowego...

Otóż do pisma przewodniego załączono jeszcze trzy strony (skany) pism, które już znam, ponieważ otrzymałem je wcześniej z MON. Wśród tych pism jest m.in. pismo Szefa BBN do Ministra Obrony Narodowej, w którym Szef BBN informuje MON o tym, że "organizatorzy dokonali zmiany terminu zamierzenia z 3 na 2 maja" oraz "wskazali miejsca zrzutu ulotek w czterech, a nie w trzech miastach". Problem, jaki mam z tą odpowiedzią BBN jest taki, że z przekazanych z BBN pism nie wynika, w jaki sposób Szef BBN dowiedział się o owej zmianie czasu i wskazań miejsc, o których następnie informuje on Ministra Obrony Narodowej. W swoim wniosku wnosiłem o udostępnienie informacji - listów kierowanych do BBN wraz z ew. odpowiedziami, względnie korespondencji kierowanej do wiadomości BBN. Skoro nie otrzymałem takiego listu, z którego Szef BBN dowiedziałby się o owej zmianie dot. miejsc i czasu, to znaczy, że musiał się on o niej dowiedzieć w innej formie, niż pismem. Jak zatem szef BBN dowiedział się o owych zmianach? Zwłaszcza, że udostępnione pismo Szefa BBN do MON dość szczegółowo wskazuje owe miejsca zrzutów:

Jako miejsca zrzutu przyjęto:

  1. w Warszawie (od Ronda de Gaulle'a do Starówki)
  2. w Krakowie (Rynek Główny)
  3. we Wrocławiu (Rynek i Plac Solny)
  4. w Poznaniu (Malta)

...tak czytam w udostępnionym mi przez BBN (a wcześniej przez MON) piśmie datowanym na 9 kwietnia. Skoro Szef BBN nie przekazał mi innych pism, to muszę zakładać, że ich nie było (bo kieruję się zasadą zaufania obywatela do państwa). Oznacza to dla mnie, że te informacje, które są zawarte w piśmie Szefa BBN ów szef BBN pozyskał w innej formie i je zwyczajnie zapamiętał, a następnie przekazał je do MON. BBN nie udostępniło mi żadnego pisma, które skierowane byłoby do BBN od organizatorów, chociaż posługuje się informacjami najwyraźniej od organizatorów akcji "Orzeł może" pochodzącymi.

W dzisiejszej odpowiedzi z BBN znalazła się też odpowiedź na moje pytanie na temat tego "kto, kiedy i w jakiej formie zwrócił się do BBN z prośbą o poproszenie Ministra Obrony Narodowej o udostępnienie śmigłowców w celu zrzucania ulotek". Odpowiedź na to pytanie brzmi:

Podczas roboczej narady prowadzonej przez doradcę Prezydenta RP Jerzego Smolińskiego, która miała odbyła się 14 lutego 2013 r.

Tu obrazek:

Pismo Dyrektora Gabinetu Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego z dnia 31 lipca 2013 roku (zaznaczenie fragmentu pochodzi ode mnie)

Pismo Dyrektora Gabinetu Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego z dnia 31 lipca 2013 roku (zaznaczenie fragmentu pochodzi ode mnie)

To zaś stanowi rozwiązanie zagadki o źródło inspiracji i tego, dlaczego Kancelaria Prezydenta RP mogła odpowiedzieć prawdziwie na mój wcześniejszy wniosek o śmigłowce, twierdząc, że "nie prowadziła w tej sprawie korespondencji". Kancelaria Prezydenta nie prowadziła korespondencji, ale organizowała m.in. w tej sprawie narady robocze.

Minister Jerzy Smoliński (kiedyś major wojsk pancernych i rzecznik prasowy MON) został doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego we wrześniu 2010 roku i - zgodnie z medialnymi doniesieniami z tamtego czasu - miał odpowiadać "za sprawy medialne i wizerunek głowy państwa".

Zastanawiam się, czy byłoby olbrzymim nietaktem z mojej, obywatelskiej strony, gdybym poprosił teraz, w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej, o protokoły z roboczych narad, w trakcie których omawiano akcję "Orzeł może". Być może w odpowiedzi dowiedziałbym się, że to "dokument wewnętrzny" i nie powinienem go poznać? A może, co dla mnie bardziej prawdopodobne, dowiedziałbym się, że takich protokołów zwyczajnie nie robiono...

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

W żadnym razie nie byłoby

W żadnym razie nie byłoby nietaktem. Już raczej wystawiłoby Tobie złe świadectwo w oczach urzędników, że nie wychwyciłeś ich sprytnego testu na inteligencję.
Idąc tropem Twoich śladów, wystąpiłem do Prezydenta z pytaniami o dostęp do informacji publicznej w kwestii, która mnie interesuje.
Dowiedziałem się z otrzymanej odpowiedzi, że Prezydent nie wydał żadnych aktów urzędowych w sprawie akcji "Orzeł może". Natomiast organizatorzy akcji "Orzeł może"zostali poinformowani o objęciu akcji patronatem honorowym Prezydenta RP zostali poinformowani pismem pana Sławomira Rybickiego - Sekretarza Stanu w Kancelarii Prezydenta RP z dnia 3.04.2013 r.
Wygląda zatem na to, że objęcie patronatem honorowym nie wynika z kompetencji Prezydenta, ponieważ te na mocy art. 144 konstytucji wymagają wydania aktu urzędowego.
W odpowiedzi udzielono mi także informacji, że BBN nie posiada statusu organu o charakterze władczym i zatem nie jest wyposażone w kompetencje do uaktywnienia działań pozostających w gestii innych organów. Natomiast pismo Szefa BBN z dnia 25.02.2013 r.

"zawierało wyłącznie prośbę do właściwego decydenta - Ministra Obrony Narodowej o wsparcie akcji promocyjnej. Działanie takie nie wymaga odrębnej, szczególnej podstawy prawnej".

Wygląda na to, że na tej samej zasadzie każdy obywatel może zwrócić się do MON o wsparcie akcji promocyjnej z udziałem śmigłowców, F-16, czy Leopardów. Inna rzecz, że można wątpić, iż otrzymałby odpowiedź w stylu tej, którą MON skierował do Szefa BBN.

Zgodnie z zasadą braku zaufania obywatela do Państwa...

... czysto hipotetycznie zwiastuję koniec papierowej formy jakichkolwiek uzgodnień - no bo wtedy trzeba je będzie udostępnić. Pozostaje kwestia znalezienia złotego środka między papierową "dupokrytką" a działaniem "na gębę". I nie zależy to bynajmniej od opcji politycznej.

Szczerze i bez ironii pozdrawiam wszystkich Donkiszotów.

Papierowy dowód.

Witam.

Mnie tam nie przeszkadza, że ten i ów będzie chciał unikać papierkowej roboty. W sumie to jego problem! Jak wyniknie problem zasadności finansowania przedsięwzięcia, to brak tego papierka (tak barwnie nazwanego), przenosi bezpośrednie koszty na decydenta! Tylko czas zacząć to egzekwować, a nie bawić się w umorzenia ze względu "na niską szkodliwość". Bo czyż można nazwać niską szkodliwością społeczną, poczynania wzruszające zaufanie społeczeństwa do organów publicznych? Dodam jeszcze, że w całej swej mściwości i zawiści, chciałbym aby sprawy dotyczące marnotrawstwa publicznych pieniędzy nie podlegały zasadzie przedawnienia! Mogę pójść na ustępstwo i zwolnić kwotę z należnych odsetek ustawowych.

Pozdrawiam

tylko mąły off top

Jarek Żeliński's picture

Uwaga "Pozostaje kwestia znalezienia złotego środka między papierową "dupokrytką" a działaniem "na gębę", jest jak najbardziej słuszna, jest to klasyczny problem zarządzania projektem: co jest (może być) roboczą dyskusją, a co (powinno być) formalnym stanem rzeczy czyli notatką projektową. jest taka zasada, że formalne sa wszelkie ustalenia a robocze sa metody dochodzenia do nich.

Moim zdaniem należy dokumentować decyzje i ich autorów, jezeli decyzje są "nieoczywiste" warto je krótko uzasadniać w takim dokumencie. Tyle praktyka. Obawiam się jednak, że idąc policyjnym tokiem myślenia czyli szukamy motywów: "skoro czegoś nie zrobiono to ktoś miał w tym interes" i gdyby faktycznie zapisów z tych "roboczych spotkań" nie było to byc może jest to najzwyklejsze mataczenie w kręgach rządu.... :(

--
Jarek Żeliński
http://jarek.zelinski.biz.pl

"Osiągnąłem to przez filozofię: że bez przymusu robię to, co inni robią tylko w strachu przed prawem." (Arystoteles)

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>