Strumienie medialne z wyrokiem w sprawie SMS'ów w tle

pierwsza strona Życia Warszawy z 22 stycznia 2007 rokuJak niedawno informowałem - zapadł ważny wyrok, w którym sąd apelacyjny uznał, iż przesyłanie SMS'ów (krótkich informacji tekstowych na telefon komórkowy) może stanowić w pewnych okolicznościach naruszenie prawa do prywatności. Tekst napisałem z pewnym poślizgiem, bo prawdziwym źródłem informacji był dziennik Rzeczpospolita. Jak się okazuje - ważne jest gdzie i jak się publikuje informacje. Po dzisiejszym temacie okładkowym Życia Warszawy, który to dziennik opublikował również mój komentarz wraz z adresem serwisu VaGla.pl, zacząłem zastanawiać się po raz kolejny nad mechanizmami obiegu informacji.

Chodzi o to, że Rzeczpospolita opublikowała artykuł Marka Domagalskiego w grudniu. Był on umieszczony na „żółtych stronach”, tj na stronach „dla prawników”. Nie wiem jakie wzbudził reakcje czytelników artykuł w Rzepie, jednak ze względu na „odświeżenie” tematu mogłem obserwować przepływ i intensywność strumienia informacji na „własnym podwórku”. Życie Warszawy opublikowało tekst na pierwszej stronie (z największym tytułem wydania), niewiele osób go przeoczyło. Życie Warszawy: "Dostałeś niechcianego SMS-a? Możesz walczyć o odszkodowanie. Precedensowy wyrok sądu może skrępować ręce firmom rozsyłającym reklamy na komórki i pocztę elektroniczną".

Nie przeoczyły go osoby, które robią prasówkę. Omówienie artykułu zamieściły największe „media elektroniczne” w Polsce: Wiadomości Wirtualnej Polski: "Warszawski sąd apelacyjny uznał niedawno, że wiadomości sms mogą naruszać prawo do prywatności". To samo w Onecie: ""Życie Warszawy": dostałeś niechcianego smsa? Możesz walczyć o odszkodowanie. Precedensowy wyrok sądu może skrępować ręce firmom rozsyłającym reklamy na komórki i pocztę elektroniczną". Interia: "Dostałeś niechcianego SMS-a? Możesz walczyć o odszkodowanie. Precedensowy wyrok sądu może skrępować ręce firmom rozsyłającym reklamy na komórki i pocztę elektroniczną - pisze "Życie Warszawy"". Do prasówki załapał się fragment mojego komentarza wraz z afiliacją, czyli napisano, że autor serwisu prawo.vagla.pl i że członek Rady Informatyzacji… Dziennik Internautów przynajmniej zauważył źródło informacji o wyroku, czyli tekst w Rzeczpospolitej, ale pewnie też dzięki temu, iż był przywołany w mojej relacji. W każdym razie Dziennik Internautów też umieścił dziś tekst, a w nim: "Sąd Apelacyjny w Warszawie ukarał niedawno towarzystwo ubezpieczeniowe za przesyłanie SMS-ów...".

Potem przyszedł czas na blogosferę. "Jak to czasami bywa, od 5 rano pilnowałem fabrycznego ustrojstwa dźwiękowego i dzisiaj wyszło mi to nawet na zdrowie bardziej, niż zwykle dlatego, że dowiedziałem się o wyroku, jaki zapadł w Sądzie Apelacyjnym..." To już Stefan Myszk w swojej relacji. Jak to działa? "Dzisiaj, podczas zapracowywania się na chleb ze smalcem, usłyszałem informację, którą czytała 'na antenie' Magda Szpiner. Wszedłem na stronę internetową, gdzie jest więcej na ten temat..."

Zadzwoniła pani z TOK FM. Czy się może umówić? Może się umówić. Zadzwonił pan z Polsatu. Czy się może umówić? Może się umówić. Odezwał się też TVN, zaprosiła "Kawa czy herbata" z TVP.

Równolegle przelała się przez mój „inbox” fala maili. Dają do myślenia. Na przykład: "...przeczytałam na jednym z portali informacyjnych o wygranej sprawie dotyczącej otrzymywania niechcianych sms-ów. W związku z tym mam pytanie do Pana i byłabym bardzo wdzięczna za pomoc, gdyż jak dotąd sprawa moja zostaje ignorowana przez organy, którym to zgłaszałam (Policja)" - pisze jedna z osób. Chodziło o to, że osoba ta stała się przedmiotem niewybrednego „żartu”, związanego z usługami towarzyskimi. W kolejnym mailu czytam: "Od czasu do czasu otrzymuję SMS'y z niedwuznacznymi propozycjami. Dotychczas po prostu je ignorowałam i kasowałam. Teraz, kiedy zapadł pierwszy wyrok dot. niechcianych SMS'ów zastanawiam się, co zrobić, aby nadawca zaprzestał wysyłania swoich "ofert" na mój numer, a może i zapłacił karę za naruszenie prywatności". Następny mail: "chciałabym się tylko dowiedzieć kto może mi pomóc w podobnej sprawie, ponieważ Policja absolutnie umywa ręce.". "Jestem użytkownikiem sieci [nazwa sieci] i w ciągu miesiąca przychodzą mi na komórkę 2 lub 3 niechciane smsy prosiłem firmę (...) o zablokowanie tego numeru sms, z którego przychodzą. Niestety bez rezultatu. W związku z tym co mam zrobić jako użytkownik sieci komórkowej?? Czy mam jakieś prawa??" - to kolejny mail. W następnym zaś czytam: "kilka razy w ciągu tygodnia wydzwaniają do mnie osoby zainteresowane transportem (busem) z danego miejsca do innego". Dlaczego wydzwaniają? Gdzieś, na jakiejś stronie internetowej jest podobny numer telefonu do tego, którego abonentem jest autor maila, a ludzie się mylą i ktoś przez to cierpi. W kolejnym mailu: "właśnie przeczytałem, że w Polsce padł 1 wyrok na niechciane smsy. Ja kiedyś dostawałem takie niechciane smsy, a było to w grudniu w 2005 r.". W kolejnym: "Proszę o pomoc. Zastrzegłam numer swojego telefonu, we wniosku zastrzegłam, ze nie pozwalam udostepniać [nazwa operatora] numeru telefonu w żadnych zbiorach. Ze zdumieniem wczoraj odkryłam ze mój numer telefonu, wraz z adresem znajduje się na płytce CD z książka telefoniczną dołączoną do [nazwa ogólnopolskiego dziennika] w zeszłym tygodniu". I tak dalej. Niektóre maile dostałem po trzy razy (jak rozumiem - dla pewności, bym na pewno ich nie przeoczył). W jednym z nich: "Jeśli jest pan w stanie skontaktować się ze mną osobiście będę bardzo wdzięczna. Naprawdę dysponuję dużą ilością dokumentów i zdjęć zrobionych przeze mnie świadczących o prawdzie i tym, co się wokół mojego domu działo w okresie ostatnich 3 lat. Bardzo proszę o kontakt".

We wszystkich mailach powtarza się kilka pytań: "co mam robić?", "czy mam jakieś prawa?", "czy z tym cokolwiek da się zrobić?". Tymczasem ja ogłaszam bankructwo mailowe. Nie jestem w stanie odpisywać na maile z zapytaniami. Lądują one w specjalnym folderze. Z niektórych przeczytałem jedynie tytuł.

Wyszedłem "na miasto". Po powrocie niestety nie dałem rady połączyć się z serwisem. Mam też kłopot, by wejść na stronę Życia Warszawy (oba stoją u tego samego providera). Czyżby to lokalny problem z dostępem?

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Los twórcy internetowego :-)

Niestety, Piotrze, taki jest los twórcy internetowego. Jeżeli nie zamieścisz informacji na pierwszej stronie onetu czy wirtualnej, musisz czekać, aż ktoś powtórzy newsa na papierze. Najlepiej - jak tutaj opisałeś - na pierwszej stronie :-)
Co prawda, między popularnością, a skutecznościa jest olbrzymia przepaść. W pewnym blogu, który Ty znasz, a ja jego nazwy nie wymienię, udało się przez rok załatwić więcej spraw, niż w podobno poczytnej, branżowej gazecie przez kilka lat :-)

To jest właśnie to

VaGla's picture

Nie dalej jak dwa dni temu osoby z pewnego przedsiębiorstwa, które Ty znasz, a ja jego nazwy nie wymienię, pytały mnie czy wiem coś na temat tego bloga, o którym piszesz. Ale ja nic nie wiem, jak wiesz :) W każdym razie już są bliscy odszyfrowania tożsamości autora (trzeba mu przekazać): myślą, że to pracownik któregoś z wysokich departamentów w tym właśnie przedsiębiorstwie. Zastanawiają się nawet, jakie nowe pismo trafi do rankingu pism wysłanych/otrzymanych...

Można pomyśleć nad współczynnikiem opiniotwórczym. Jak go mierzyć? Ilością cytowanych idei (nie zawsze podają linki do źródeł)? Tylko, że mnie się wydawało, że Rzeczpospolita to opiniotwórczy dziennik, a to "Rz" właśnie puściła informacje o wyroku jako pierwsza.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Ech, ci pracownicy...

Gwoli kronikarskiej dokładności, pracownicy wysokich departamentów w przedsiębiorstwie, o którym i tak dalej, wiedzą, kto się kryje pod tym pseudonimem i sami dzwonią:
a. w razie potrzeby
b. w sprawach polemik i sprostowań :-P

A co do Rzeczpospolitej... To już nie jest ta sama gazeta, co kiedyś. Teraz czyta się Gazetę Prawną ;-)

jeszcze jedna konstatacja

VaGla's picture

Jeszcze o strumieniach informacji: warto zauważyć, że tytuł "Życia Warszawy" brzmiał "Pierwszy w Polsce wyrok za niechciane SMSy". Już samo stwierdzenie w tytule nie jest do końca prawdziwy, gdyż wcześniej zapadały już w Polsce wyroki w sprawie SMSów (tylko nie odnosiły się tak bezpośrednio do prawa do prywatności). Warto też zwrócić uwagę na powielaną przez inne media nieprawidłową informację na temat "kary za SMSy" albo na temat "odszkodowania". Tak naprawdę sąd zasądził zapłatę zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, a to ani kara, ani wyrównanie szkody majątkowej. Media jednak rządzą się swoimi prawami.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

spam: nagranie rozmowy z dziennikarką TOKFM

VaGla's picture

Poniżej nagranie mojej rozmowy z Karoliną Olszewską, dziennikarką TOKFM (która nie była pewna czy mogę z nią przeprowadzić wywiad, bo przecież jest dziennikarką). Rozmawialiśmy o sygnalizowanym wyżej wyroku sądu apelacyjnego zasądzającego zadośćuczynienie za naruszenie prawa do prywatności, co miało się dokonać przez wysyłanie niechcianych SMSów. Przy okazji rozmawialiśmy o tym, jak działa "fala medialna". Skoro orzeczenie zapadło 28 listopada, Rzeczpospolita opublikowała artykuł 5 grudnia, ja zaś go zasygnalizowałem miesiąc później, a dopiero po tym jak Życie Warszawy opublikowało swój materiał na "jedynce" - inne media podchwyciły temat. Być może zatem wiele spraw umyka mediom głównego nurtu, jeśli dziennikarze nie dostrzegą jakiejś interesującej publikacji. Rozmowa dotyczyła również prawa to prywatności, problemów z regulowaniem niechcianej komunikacji elektronicznej, uprawnień GIODO, Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, i UOKiK.

Nagranie nie jest najlepszej jakości. Najpierw spotkaliśmy się na dworze (a tam trochę wiało), weszliśmy do zamkniętego pomieszczenia, a tam na korytarzach różne osoby chodziły i stukały obcasami, co wpływało na czytelność nagrania. Mam nadzieję jednak, że da się wyłowić z tego fonogramu poszczególne tezy wypowiedzi.

A teraz już zapowiedziane nagranie:
20070122_spam_wyrok_rozmowa_dziennikarz_tokfm.mp3 (21 MB, 21 minut).

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Mam wrażenie, że niestety

Mam wrażenie, że niestety Polska jako kraj dość postępowy nie nadąża za sprawami czysto prawnymi. Aktualnie walczę z jednym z Banków Polskich o to, że pomimo mojej woli -> wyrażonej pisemnie i potwierdzonej odpowiednią kopią na dokumencie niestety złamał prawo o Ochronie Danych Osobowych. Sprawa o tyle nie jest prosta - tak wydaje się Sądowi, że niestety Pani sędzia zastanawiała się nad faktem czy w ogóle sprawę rozpatrywać. Niestety pomimo decyzji administracyjnej wydanej przez GIODO - Bank dalej przesyłał niechcianą informację handlową na mój prywatny adres domowy. Sprawa jak widać jest dość podobna bo dotyczy niezamówionego materiału promocyjno/handlowego.

Aktualnie sprawa przeciw Bankowi trwa prawie 2 lata. Właśnie w lutym jest kolejna rozprawa i mam nadzieję, że już ostatnia.
Faktem jest jednak, że ów Bank przyznał się do złamania prawa w kilku aspektach m.in. w aspekcie Ustawy o Ochronie Danych osobowych (3 krotnie złamanie), nie dokonał odpowiednich modyfikacji systemu informatycznego, w którym znajdują się moje dane - pomimo nakazu z Zrzeszenia Banków Polskich (do którego należy) oraz nałożonej kary pieniężnej przez Ustawodawce - odpowiednio za pośrednictwem instytucji Nadzoru Bankowego.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze przekazywanie danych osobowych pomiędzy administratorami baz danych osobowych z różnych firm, bez uprzedniego uzyskania zgody na dalsze przetwarzanie a także sprzedaż danych osobowych przez Bank. Także sprawa jest dość zawiła. Pomimo przyznania się Banku do wszystkiego przed GIODO, to mimo wszystko przed Sądem nie chcą się przyznać powołując coraz to ``lepszych`` świadków, poczynając od marketingowców, poprzez handlowców z banku po pseudo informatykach kończąc.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że Bank formalnie przyznaje się do faktu - przed GIODO - że nie zamierza w najbliższym czasie polepszać systemu informatycznego w zakresie ochrony danych osobowych jak również nie zamierza rozszerzać bezpieczeństwa nad tymi danymi i sposobem ich przekazywania.
Nie ukrywam, że jak zobaczyłem te tłumaczenia w pismach kierowanych do GIODO to ręce opadły już tak nisko, że naprawdę nie wiadomo co tak naprawdę się dzieje z naszymi danymi.
Mam nadzieję, że niedługo odbywająca się kolejna rozprawa będzie ostatnią po 2 latach `walki` o swoje prawa o czym nie pominę poinformować Państwa o rezultacie rozprawy. Notabene powyższy artykuł będzie jednym z kolejnych przesłanek przedstawianych przed sądem, że można wygrać i jeżeli czegokolwiek człowiek nie chce otrzymywać to nie będzie otrzymywał.

PS.
Przepraszam za błędy. A może Państwo macie jakieś informacje o podobnych sprawach które się toczą lub toczyły i są zakończone sukcesem?! Jeśli tak to czekam na informacje od Państwa.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>