Obrót zeskanowanymi kserówkami

Literatura specjalistyczna? Czemu nie? Podręczniki akademickie, czasopisma fachowe... "Rozwija się też obrót użyteczną wiedzą" - często z naruszeniem praw autorów.

Rzeczpospolita opisuje jak to jeden z dziennikarzy dostał ofertę dotycząca sprzedaży około 20 książek na temat ekonomii i finansów: "Książki były skserowane, zeskanowane i nagrane na płytę CD-ROM. Komplet, za który w księgarni trzeba zapłacić ok. 1200 złotych, sprzedawca oferuje za jedyne 60 zł (koszty wysyłki ujęte w cenie)".

W ramce przy tekście cytowany jest Igor Ostrowski , radca prawny i wspólnik w kancelarii White & Case W. Daniłowicz, W. Jurcewicz i Wspólnicy: "Autor, którego książkę bez zgody zamieszczono w Internecie lub też poprzez sieć oferuje się odpłatnie jej zeskanowaną wersję, ma prawo żądać nie tylko jej usunięcia, lecz także odpowiedniego zadośćuczynienia, wydania uzyskanych korzyści oraz jeżeli osobie udostępniającej zeskanowany utwór można przypisać winę maksymalnie potrójnej wysokości wynagrodzenia, które byłoby należne autorowi na podstawie umowy".

Dokładnie tak.

Pan Ostrowski stwierdził również, że "Głównym problemem pozostaje jednak powszechne bagatelizowanie naruszania praw autorskich w Internecie jako działania w gruncie rzeczy nieszkodliwego". W mojej ocenie jest jednak znacznie gorzej.

W opini publiczności (że posłużę się terminem socjologicznym) funkcjonuje sporo opinii na temat funkcjonującego prawa autorskiego. Z jednej strony - istotnie świadomość prawna społeczeństwa jest niewielka. Często przymyka się oko na drobne odstępstwa od litery prawa. Jednocześnie w dziedzinie ochrony praw tzw. własności intelektualnej" organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi oraz duże korporacje prowadzą dość intensywny lobbing (w tym kampanie medialne). W efekcie tych działań publiczności starają się narzucić pewien sposób odbioru rzeczywistości. W efekcie mamy takie oto sytuacje, w których dziennikarz jednej z telewizji przeprowadza sondę wśród młodzieży akademickiej pytając się czy nie czują się głupio naruszając prawo przez robienie kopii książek i innych materiałów potrzebnych na zajęcia. Pytani oczywiście czują się głupio (jak odpowiedzieć na pytanie: "kiedy przestaniesz kraść?"). Problem w tym, że robienie kopii na własne potrzeby w ramach dozwolonego użytku prywatnego nie jest działaniem sprzecznym z prawem (o ile nie dotyczy programów komputerowych, które są z dozwolonego użytku wyłączone). To obrazuje jak dalece można wpływać na świadomość publiczności. Świadczy też o tym, że przepisy nie są zrozumiałe dla nieprawnika. Internet zdrowo namieszał w całym systemie prawa. Istotnie - zmieniają się stosunki społeczne, cyfryzacja powoduje łatwość przesyłania i powielania pracy twórczej innych. Wielu postanawia na tym zarobić i bezprawnie handluje cudzą twórczością. Można się spierać o to jakie są granice ochrony utworów, jednak poza sporem jest to, że twórcy powinno przysługiwać wynagrodzenie za swoją pracę (chyba że się go zrzeknie - do czego powinien mieć prawo).

Istnieje kolejny problem - jeśli to uprawniony ma przeciwdziałać naruszeniom (czy to składając pozew, czy to wniosek o ściganie), a więc odgrywać rolę aktywną, to dobrze by było, by miał on jakąś świadomość rzeczywistości internetowej. Nie będzie chronił swojej twórczości, jeśli nie będzie nawet wiedział, że jego prawa są naruszane. Dalej można by wskazywać transgraniczność internetu (globalizację oraz różnorodność systemów prawnych, które będzie trzeba brać pod uwagę przy ocenie naruszenia prawa i jego egzekwowania), przeciągającą się procedurę sądową, koszty procesów...

Czy zatem rzeczywiści "powszechne bagatelizowanie naruszania praw autorskich w Internecie jako działania w gruncie rzeczy nieszkodliwego" jest głównym problemem? Istniają w Polsce przepisy karne, które penalizują rozpowszechnianie utworu bez uprawnienia (grzywna, a nawet do 5 lat pozbawienia wolności, jeśli sprawca uczynił sobie z takiego naruszenia stałe źródło dochodu). Pięć lat więzienia. Czy to jest bagatelizowanie naruszeń? W tym miejscu warto zestawić takie przestępstwa na przykład z gwałtem lub morderstwem. Wiem, że to pewnego rodzaju demagogia i pisząc te słowa wyjaśnienia rozbrajam (mam nadzieje) wszelkie zarzuty stronniczości. Chodzi mi o to, że należy przykładać odpowiednie wagi do naruszeń prawa autorskiego. Nie mogę się nadziwić wycenie szkód spowodowanych przez zgodne z prawem pobranie niedokończonego teledysku Depeche Mode ze stron producenta tego teledysku (który sam go przecież wystawił na swojej witrynie internetowej!). Przy okazji relacjonowania tej sprawy zadawałem pytanie: skąd się biorą takie kwoty jak 130 tys funtów? Dlaczego nie kara śmierci? Przykładajmy odpowiednią wagę do naruszeń prawa (nie należy tego zdania rozumieć jako moją akceptację naruszeń uprawnień twórców, a raczej wezwanie do chwili refleksji – sam jestem twórcą). Zresztą... Na wydziałach prawa uczy się studentów, że skuteczniejszym sposobem na przeciwdziałanie przestępstwom jest nieuchronność kary, nie zaś jej wysokość. A warto pamiętać, że na ogólny poziom pewności prawnej ma gigantyczny wpływ dzisiejsza niejasność przepisów związanych z nowymi technologiami i nowymi stosunkami społecznymi...

Na koniec dwa cytaty z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

Art. 116. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Art. 117. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom w celu rozpowszechnienia utrwala lub zwielokrotnia cudzy utwór w wersji oryginalnej lub w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolnoścido lat 2.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>