Informatyka prawo do strajku

Informatycy mają zdecydowanie skuteczniejsze metody wyrażania protestu lub 'nacisku', niż wylewanie gnojówki, czy strajki okupacyjne

Nie wiem czy pamiętacie, jak to pierwszego grudnia 1998 roku rozpoczął się strajk internatów. Tak zwany strajk miał na celu obniżenie wysokości opłat za korzystanie z dostępu do Sieci za pośrednictwem numeru 0202122, udostępnianego przez Telekomunikację Polską SA. Strajk polegał na powstrzymaniu się od korzystania tego dnia (oraz w każdą niedzielę, począwszy od 6 grudnia A.D. 1998) z dostępu do sieci za pośrednictwem proponowanego przez Telekomunikację numeru. Jak się potem okazało: mało kto zastosował się do proponowanych warunków protestu. Internauci korzystali z numeru dostępowego, będąc w przekonaniu, że reszta strajkuje...

Podczas obrad 3. Kongresu Informatyki Polskiej zastanawiano się nad stopniem zinformatyzowania kraju. W swoim wystąpieniu Minister Wojciech Szewko stwierdził, że takie grupy zawodowe jak górnicy, pielęgniarki czy rolnicy potrafią wywierać wpływ na organy władzy państwowej, widać to często przy okazji organizowania różnego rodzaju akcji związanych z gmachem sejmu lub ministerstw. I tu na sali obrad nastało poruszenie. Z sali padały głosy, że przecież informatycy mają zdecydowanie skuteczniejsze metody wyrażania protestu lub "nacisku", niż wylewanie gnojówki, czy strajki okupacyjne... Wystarczy tylko zablokować serwery państwowe i już cała administracja nie przeoczy takiej akcji. To mnie natchnęło do napisania niniejszego tekstu.

"Strajk" z początku 1998 roku nie miał istotnego wpływu (jak się wydaje) na ofertę dostępową. Wolny rynek i konkurencja powodować może polepszenie rodzaju oferowanych usług i może wpływać na obniżenie cen oferowanych produktów czy usług. Nie oznacza to, że internetowe formy protestów nie mają uzasadnienia. Jak się wydaje akcja polegająca na zastąpieniu stron serwisów internetowych czarnymi stronami, w przypadku uchwalenia w USA Communications Decency Act (która to ustawa została uznana potem za niezgodną z amerykańską konstytucją) miała wiele sensu. Podobne akcje przeprowadzili operatorzy internetowych serwisów hiszpańskich na wieść o tym, że będą musieli rejestrować się jako wydawcy, podobnie jak ma to miejsce w przypadku wydawców tradycyjnych (papierowych). Hiszpanie wyłączali swoje serwisy.

Strajk jest zbiorowym powstrzymaniem się pracowników od wykonania pracy w celu rozwiązania sporu zbiorowego. No właśnie. Prawo do strajku nie przysługuje pracownikom zatrudnionym w organach władzy państwowej, administracji rządowej i samorządowej, sądach i prokuraturze. Dodatkowo częściowym ograniczeniem prawa do strajku są zakazy zaprzestania pracy w wyniku akcji strajkowej na stanowiskach pracy, oraz związanych z urządzeniami i instalacjami, na których zaniechania pracy zagraża życiu i zdrowiu ludzkiemu oraz bezpieczeństwu państwa. To już wyłącza możliwość wyłączenia serwerów państwowych w efekcie akcji protestacyjnej lub strajkowej... Nie mówiąc o tym, że takie działanie najprawdopodobniej spełniałoby znamiona popełnienia przestępstwa wynikające z szeregu przepisów prawa karnego. Wiecie, o co chodzi. Weźmy chociażby taki fragment: kto, nie będąc do tego uprawnionym, niszczy, uszkadza, usuwa lub zmienia zapis istotnej informacji, albo w inny sposób udaremnia lub znacznie utrudnia osobie uprawnionej zapoznanie się z nią....

Jak widać: co innego wyłączenie serwerów administracji państwowej, a co innego, na przykład, wykonywanie konstytucyjnego prawa wynikającego z art. 63 Konstytucji RP. Według jego brzmienia każdy ma prawo składać petycje, wnioski i skargi w interesie publicznym, własnym lub innej osoby za jej zgodą do organów władzy publicznej oraz do organizacji i instytucji społecznych w związku z wykonywanymi przez nie zadaniami zleconymi z zakresu administracji publicznej. A takie petycje czy wnioski można przecież składać elektronicznie... Broń Boże nie namawiam do zalewania skrzynek pocztowych urzędników "tonami" petycji. Zaintrygował mnie jedynie temat, więc sobie dywaguje wokół niego.

Informatyk nie może świadomie i celowo wyłączyć urzędnikom Internetu. Zostanie najprawdopodobnie uznany za kryminalistę, dywersanta lub terrorystę. Wszak infrastruktura teleinformatyczna państwa ma kluczowe znaczenie dla obronności tegoż państwa i porządku publicznego. Biorąc jednak pod uwagę jakość polskiego prawa dotyczącego Internetu właśnie, rozwiązaniem może być strajk włoski, który - jak wiadomo - polega na bardzo skrupulatnym stosowaniu się przez strajkujących do wszystkich obowiązujących w danej dziedzinie przepisów. W efekcie taki protest może doprowadzić do całkowitego paraliżu danej dziedziny życia gospodarczego czy społecznego. Pytanie tylko czy informatycy mają po co strajkować?

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>