Nie każdy uzna, że deszcz pada

Czy chciałbyś się dowiedzieć, że jesteś malwersantem, masz oczy tęskniące do rozumu, albo małego pyrdka?...

Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krystyna Mokrosińska domaga się od Wirtualnej Polski przeprosin i 15 tys. zł na cel społeczny. WP zamieściła pozwalające na identyfikację obrażające prezes SDP anonse towarzyskie. Mokrosińska twierdzi, że portal WP, zamieszczając ogłoszenia, których dziennikarka nie była autorem, a zawierające obsceniczne opisy, jej nazwisko i numer służbowego telefonu komórkowego, naruszyła jej dobra osobiste, godność, cześć i dobre imię. Mogła narazić na utratę zaufania potrzebnego do piastowania stanowiska prezesa SDP. Pozew w tej sprawie trafił do sądu w Gdańsku.

Zdaniem pełnomocnika powódki Wirtualna Polska powinna skontrolować treść anonsu i upewnić się, czy osoba wskazana z imienia i nazwiska oraz z telefonu rzeczywiście takie ogłoszenie zamieściła. Ogłoszenia sugerujące niedwuznaczne zachowania seksualne powódki pojawiły się 26 i 27 października 2002 r. A co tam było w tym ogłoszeniu? W jednym z nich napisano m.in. "Zadzwoń do mnie. Oferuję wesoły seks bez zahamowań". Pokrzywdzona i Zarząd SDP złożyli również doniesienia do prokuratury. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Żoliborz 23 stycznia 2003 r. wszczęła dochodzenie. Policja ustala nadawcę ogłoszenia. Wirtualna Polska poinformowała Generalnego Inspektora Danych Osobowych, że ma dane osobowe użytkownika bartex07, który miał zamieścić ogłoszenia na stronach WP. Ostatnio jednak poinformowano, że proces cywilny przed gdańskim sądem został zawieszony do czasu rozstrzygnięcia sprawy karnej. Warszawska prokuratura, która prowadzi śledztwo w tej sprawie, nie może wciąż ustalić autora obraźliwych anonsów...

To przykład "oplucia" przez anonima. Łatwiej znaleźć sprawcę, gdy naruszenie dobrego imienia następuje pod szyldem wydawnictwa. Problemy nadal stwarza transgraniczność Internetu, ale z czasem doktryna sobie i z tym poradzi: sprawa Gutnick v. Dow Jones, w której australijski sąd uznał swoją właściwość miejscową, poruszyła internautów na całym świecie. Podniosły się głosy, że to koniec wolności w Sieci, skoro sądy mogą orzekać tam, gdzie informacja była przeczytana, a nie tam, gdzie ją opublikowano... W kolebce Internetu, w USA, sąd apelacyjny odrzucił pozew przeciwko dwóm gazetom ze stanu Connecticut, publikującym w internecie: The Hartford Courant oraz The New Haven Advocate, stwierdzając, że pozew nie może być złożony w stanie Wirginia. To jednak kruczki proceduralne. Zniesławienie to zniesławienie.

Wracając do sprawy Gutnick'a: sąd australijski stwierdził, że dziennikarze Dow Jones mogą być pozwani w Australii w związku z artykułem, który znalazł się na stronie internetowej. Wydawnictwo twierdzi, że artykuł został opublikowany w Stanach Zjednoczonych, magnat górniczy z Melbourne, Joseph Gutnik, stwierdził, że artykuł zniesławiający go był dostępny dla czytelników w Australii. To pierwsze tego typu orzeczenie na świecie. Daje ono możliwość pozwania przed australijski sąd każdego wydawcy internetowego i to przez podmioty, które nie musza być w jakikolwiek sposób związane z terytorium tego państwa. Australijske prawo bardziej restrykcyjnie podchodzi do wszelkich form naruszenia dóbr osobistych przez publikację materiału prasowego. Dziennikarzom Dow Jones'a zależało, by sprawa toczyła się przed sądem w USA, gdzie mogliby zasłaniać się Pierwszą Poprawką do amerykańskiej Konstytucji.

William Alpert, reporter Barrons (jeden z serwisów Dow Jones'a), rozpoczął postępowanie przed Wysokim Komisarzem Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka, uznając, że prawo w Australii narusza jego prawo do publikowania w internecie. Dowiemy się zatem, co o całej sprawie myśli ONZ. W Europie: Francja, Niemcy oraz Włochy dysponują już regulacjami umożliwiającymi pociągnięcie do odpowiedzialności w związku z opublikowaniem treści w Sieci, niezależnie od tego, gdzie takie treści zostały opublikowane. Również Wielka Brytania ma już doświadczenia związane z odpowiedzialnością za materiały publikowane poprzez granice.

Zamiast ignorować problem wskażmy odpowiedzialnego. W Finlandii trwają prace dotyczące zmian w przepisach o odpowiedzialności za publikowane treści (liabilities in public communications). Proponuje się m.in. by każdy serwis internetowy (serwis www) miał redaktora naczelnego, który ponosiłby odpowiedzialność karną w związku ze złamaniem prawa przez opublikowanie w serwisie materiałów niezgodnych z obowiązującym stanem prawnym. Podobne sygnały dochodzą z Włoch, gdzie zrównuje się sytuację mediów elektronicznych z prasą tradycyjną. Jak zaproponowano wymóg rejestrowania się wydawców internetowych w Hiszpanii, to wydawcy ci postanowili zaprotestować i wyłączyli swoje serwisy. Chodzi o propozycje znanego w Hiszpanii jako LSSI (prawo serwisów społeczeństwa informacyjnego i elektronicznej gospodarki). Na mocy nowych regulacji serwisy internetowe powinny być rejestrowane przez agendy rządowe, dostawcy usług internetowych zobowiązani byliby do monitorowania serwisów pod kątem bezprawności treści i powiadamiania o takich serwisach władze. Za nieprzestrzeganie prawa mogłaby grozić grzywna do 600 tys. euro. Władze mogłyby wydać postanowienie o zakazie działalności serwisów internetowych. Tymczasem na tym, hiszpańskim podwórku, są przykłady zniesławień online: szef jednej z prawicowych partii w Hiszpanii Javier Arenas potwierdził, że prawnicy partii zamierzają pozwać serwis internetowy znajdujący się pod adresem: noalaguerra.org, w związku z faktem, że serwis opublikował fotografie 183 deputowanych i nazwał ich mordercami...

No dobra, ale jakie to ma znaczenia dla Polski? Doniesień o naruszeniu godności czy dobrego imienia jest w Polsce coraz więcej. Przykładowo roznegliżowane zdjęcia znanych aktorów, Małgorzaty Foremniak, Artura Żmijewskiego i Bogusława Lindy, pojawiły się w Internecie, głównie na stronach portalu Republika. Aktorzy złożyli doniesienie do prokuratury. Aktorka oświadczyła, że będzie żądać odszkodowania. Usenet jest pełen pytań w stylu: "pewna znana mi osoba zamieściła na swojej stronie www moje zdjęcie, a pod nim obrażający mnie podpis. Chciałbym się dowiedzieć, czy zamieszczenie takiego zdjęcia (bez mojej zgody) jest legalne?" Ano to trzeba by zadać inne pytanie: czy pogodziłbyś się z takim obelżywym komentarzem, który ukazałby się w drukowanej gazecie? Albo inaczej: czy istnieje różnica między "opluwaniem" w "realu" a analogicznym "opluwaniem" w Internecie? Moim zdaniem nie ma.

Miejsce zniesławienia jest istotne ze względu na właściwość sądu i prawa. Sam fakt zniesławienia należy w pewien sposób zobiektywizować i uniezależnić od medium, w którym go dokonano. Nie musi być to post na forum czy w usenecie, lub obelżywa strona internetowa. Łatwo sobie wyobrazić obelżywy adres domeny internetowej z czyimś imieniem i nazwiskiem. Pytanie dotyczące granic wolności słowa, które może kolidować z prawem do poszanowania czci i dobrego imienia pozostawiam czytelnikom tego tekstu do rozważenia. Czy chciałbyś się dowiedzieć, że jesteś malwersantem, masz oczy tęskniące do rozumu, albo małego pyrdka?

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>