Quo vadis Dwunasta Muzo?

Odnoszę wrażenie, że ktoś właśnie stara się nakryć jedną czapką dwa niezależne i teoretycznie obce sobie światy. Chodzi o media tradycyjne i tak zwane media elektroniczne. Te ostatnie media, wobec specyficznego modelu cyrkulacji informacji, gdzie dominuje przekaz "każdy do każdego" (w przeciwieństwie do modelu mediów tradycyjnych, który musi zakładać jednego nadającego i wielu słuchających), stanowią w rzeczywistości samą istotę komunikowania się.

W dniu 5 maja 2005 roku Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przyjęła opracowanie zatytułowane "Strategia Państwa Polskiego w dziedzinie mediów elektronicznych na lata 2005-2020". Opracowanie to przyjęto w celu przedstawienia go Prezesowi Rady Ministrów, powołując się na art. 6 ust. 2 pkt 1 ustawy o radiofonii i telewizji. Cóż takiego mówi ten przepis ustawy? Ano, że do zadań Krajowej Rady należy w szczególności projektowanie w porozumieniem z Prezesem Rady Ministrów kierunków polityki państwa w dziedzinie radiofonii i telewizji. Również o radiofonii i telewizji mówi Konstytucja RP kreując podstawowy ustrój Rady. Coś się jednak zmieniło w otaczającym nas świecie, bo nagle okazuje się, że mówienie o radiofonii i telewizji jest już anachroniczne. To jak mówić o cyklistach i automobilistach... Czasami prawodawca posługuje się jeszcze takimi określeniami jak polityka audiowizualna. Czyli, że słychać i widać. W internecie nie dość, że słychać i widać, to - zgodnie z doniesieniami serwisów agencyjnych - da się również czuć (a to za sprawą sprytnego urządzenia, które z podstawowymi zapachami robi to co z podstawowymi kolorami robi drukarka atramentowa). Przełom wieków czy tysiącleci to era multimedialna. I słusznie zauważa projekt Strategii, że do słabych stron polskiego rynku "mediów elektronicznych" należy to, iż system prawny nie w pełni uwzględnia zmiany technologiczne na rynku mediów. Wobec zmiany modelu komunikowania się, a raczej wobec nowych możliwości i narzędzi komunikowania się istotnie podważane jest prawo Państwa do regulowania tego rynku.

Sama Krajowa Rada w swym opracowaniu zauważa, że media elektroniczne są kategorią pojęciową szerszą od radiofonii i telewizji (czy zatem Rada nie wyszła poza swoje kompetencje projektując strategię w nie swoim zakresie działania?). Sytuację komplikuje fakt, że radiofonia i telewizja korzysta z telekomunikacji i informatyki, jednak tych dziedzin nie należy ze sobą mieszać. Rada zauważa, że cyt. "mnożą się usługi dodane i interaktywne". Taaak. Czemu by ich nie objąć swoim zakresem kompetencji i regulacji, zwłaszcza gdy nadawcy "powszechnie wykorzystują internet, albo w celu wspomagania i promowania własnej produkcji programowej, albo jako samodzielny kanał przekazu (dodatkowa działalność programowa), bądź wreszcie jako kanał przekazu radiowego i telewizyjnego".

Świat wokół nas się zmienia. Gdy powstawała Konstytucja RP, gdy kreowano założenia ustawy o radiofonii i telewizji (a miało to miejsce na samym początku lat dziewięćdziesiątych), internetu nikt wówczas nie brał pod uwagę. Nie brali internetu pod uwagę, bo praktycznie poza grupką zapaleńców nikt w Polsce nie wiedział o jego istnieniu. Czas mija i nagle się okazuję, że internet i te "elektroniczne media" stanowią wręcz dynamicznie rozwijającą się gałąź gospodarki. Wraz z postępem wszystko sie cyfryzuje i może nagle się okazać, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie będzie miała czym się zajmować. Za wczasu zatem trzeba poszukać jakiegoś pomysłu by ranga tej instytucji nie malała. Może wobec tego zająć się internetem? Przy okazji prac nad ustawą Prawo telekomunikacyjne szefowa KRRiTV Danuta Waniek publicznie oświadczyła: "zaskarżę do Trybunału Konstytucyjnego nową ustawę Prawo telekomunikacyjne, jeśli pozostaną w niej zapisy ograniczające kompetencje Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji".

Strategia stwierdza zaś, że sama ustawa o radiofonii i telewizji wymaga "głębokiej nowelizacji". Jak zrozumiałem chodzi o to, żeby ustawa już nie mówiła o radiofonii i telewizji, a objęła swym działaniem enigmatyczne "media elektroniczne", a to może mieć swoje konsekwencje, które nieco mnie niepokoją. No bo tak: mamy społeczeństwo informacyjne. Można wyraźnie zauważyć walkę koncernów o uzyskanie praw wyłącznych do pewnych kategorii informacji (rozszerzanie pojęcia "własności intelektualnej", ochrona baz danych, patenty na oprogramowanie, etc..). A jeśli to będzie podstawowy sposób kreowania "kapitału" w nowym społeczeństwie, to dlaczego by tego nie regulować? Dlaczego nie stworzyć prawa medialnego, takiej swoistej "konstytucji społeczeństwa informacyjnego". Co by tam się znalazło? Na pewno wszystko to, co w ustawie o radiofonii i telewizji, bo przecież byle animowany "gif" (nie mówiąc o flashu) to już prawie telewizja. Wszystko to, co w prawie telekomunikacyjnym - tu nie ma chyba wątpliwości, chociaż może są, biorąc pod uwagę precyzję definicji ustawowych, dając przykład usługi telekomunikacyjnej, która polega "głównie na przesyłaniu sygnałów". Siłą rzeczy w owej informacyjnej konstytucji znalazło by się wszystko, co wynika z prawa prasowego, a jeszcze i prawa autorskiego i może nawet z regulacji dotyczących świadczenia usług drogą elektroniczną, może i regulacji chroniącej bazy danych, e-commerce, e-government. Znalazła by się tam również e-dukacja oraz wirtualna ochrona zdrowia... Długo już wymieniam, a końca nie widać... Dlaczego dziennikarze jeszcze się nie burzą? Byłoby to na miejscu, bo skoro Rada skierowała swoje "oko" na internet, to przecież chyba nie ma już zbyt wielu tradycyjnych gazet, które nie mają jakiejś swojej witryny internetowej? Do tej pory wystarczyło zgłosić tytuł prasowy w sądzie i jazda! Czytając Strategię odniosłem wrażenie, że zabrakło tam prasy. Ale nie dziwię się, bo gdyby tak wprost powiedzieć dziennikarzom, że będą koncesjonować prasę, to by dopiero był rwetes. A tak zostaje technika małych kroczków.

Czym się kierować będzie polityka publiczna Państwa Polskiego w dziedzinie mediów elektronicznych? Zobaczmy. "Państwo chroni swobodę wypowiedzi i informacji oraz wolność mediów i ich rolę w systemie demokratycznym w zgodzie z Konstytucją RP oraz ze standardami międzynarodowymi". Pomijam to, że w strategii można wyczytać postulat zmiany samej konstytucji, czy powyższa zasada oznacza, że Rada będzie mnie bronić przed spamem, czy wręcz przeciwnie - twierdzić, że spamer może wysyłać majle gdziekolwiek chce? "Państwo dba o rozwój polskich mediów elektronicznych oraz polskiej produkcji programowej i zawartości mediów elektronicznych, w tym internetu". Zapewne to będzie uzasadniało nałożenie opłaty medialnej na każdego użytkownika komputera podłączonego do internetu. Napisałem "komputera"? Chyba jednak procesora, takiego jak w telewizorze, komputerze, telefonie komórkowym, lodówce, pralce, i w każdym innym urządzeniu, dzięki któremu da się podłączyć do globalnej sieci (widze już abonament medialny za biurową klimatyzację). No bo skoro Państwo dba, to musi mieć z czego dbać. Taka Zosia z piątej be poza opłatą za własną domenę, opłatą za hosting, no i dostęp do sieci, i za prawa autorskie, za to również, by sprostać wymogom ustawy o ochronie danych osobowych oraz by zabezpieczyć na własny koszt możliwości retencji danych (mowa o bezpieczeństwie państwa i porządku publicznym, czyli podsłuchu), a także by chronić konsumentów, będzie odprowadzała również opłatę, by media elektroniczne się mogły rozwijać. Co z tego, że Zosia chciała zrobić stronę o kotkach? "Państwo dba o pluralizm oferty programowej, m.in. zapewniając strukturalny pluralizm na rynku mediów oraz polskich dostawców treści internetowych". No właśnie. Pluralizm na rynku dostawców treści. A w jaki sposób Państwo o to dba? Może wyjaśnić dalszy ciąg cytowanej zasady: "Polityka koncesyjna kształtuje pluralizm na rynku ogólnokrajowym oraz rynkach regionalnych i lokalnych, chroni media lokalne". Tak. Polityka koncesyjna. Znaczy się jak będzie za dużo stron o kotkach, a Zosia chciałaby zrobić kolejną, to być może nie dostanie koncesji? Za dużo o kotkach. Proszę zrobić o pieskach. Ale ja nie mam pieska! Mam tylko mojego Mruczusia! Nic nas to nie obchodzi, polityka koncesyjna kształtuje pluralizm. Ok. Mnie się do tej pory wydawało, że koncesje i zezwolenia związane są głównie z istnieniem pewnych wyczerpywalnych zasobów takich jak pasma czy częstotliwości. Myliłem się. Mogę zrozumieć dlaczego "Państwo chroni konkurencję" i "zapobiega nadmiernej koncentracji mediów", no ale może to leży w zakresie zainteresowania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów? "Państwo stosuje model poziomej, neutralnej technologicznie, stopniowalnej regulacji zawartości audiowizualnej". Co ciekawe: "neutralność technologiczna" nie oznacza tu tego samego, co pod tym pojęciem rozumie środowisko. Neutralność technologiczna państwa, oznacza wg. środowiska debatującego w swoim czasie wokół ustawy o informatyzacji mniej więcej, że państwo nie powinno w ustawie czy w rozporządzeniach wskazywać konkretnego rozwiązania komercyjnego. W tym przypadku chyba chodzi o to, że neutralna technologicznie regulacja treści oznacza, iż niezależnie od zastosowanej technologii przekazu będą chcieli regulować treści. Idźmy dalej: "Państwo uczestniczy w tworzeniu i realizacji polityki audiowizualnej oraz polityki na rzecz rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego w ramach UE i innych organizacji międzynarodowych". No tak. Społeczeństwo Informacyjne przekracza granice, podobnie jak sam internet.

Tak się tylko zastanawiam, czy rozwój społeczeństwa informacyjnego nie powinien polegać na deregulacji, odbiurokratyzowaniu i na wspieraniu budowania społeczeństwa obywatelskiego, a nie na realizowaniu wariantu przeciwnego? No bo resztę zrobi "niewidzialna ręka rynku" i swoboda działalności gospodarczej. Czy trzeba rynek przekonywać do tego, że zastosowanie technik cyfrowych jest tańsze niż technik "tradycyjnych"? Otóż chyba trzeba, bo Państwo ma "promować konwersję cyfrową radiofonii i telewizji, rozwój nowych technologii, jak również powszechny dostęp do nich w celu zapobiegania wykluczeniu cyfrowemu, zapobieganiu cyberprzestępczości oraz szkodliwym i nielegalnym treściom w Internecie". Te treści nielegalne i szkodliwe oraz cyberprzestępczość to już regulowane są w kodeksie karnym i Państwo zapobiega im w ten sposób, że za pewne działania grozi kara grzywny, często ograniczenia lub pozbawienia wolności. Mówimy o wymiarze sprawiedliwości.

"Rozwaliło" mnie stwierdzenie, że pojęcie "mediów elektronicznych" obejmuje poza radiofonią i telewizją, również "nowe technologie informacyjno-komunikacyjne (ICT), o ile służą one do celów komunikacji elektronicznej". Do czego innego mogą służyć nowe technologie informacyjno-komunikacyjne? Niepokoi postulat rozwoju systemów filtrowania i ratingu (oceniania) treści (zawartości audiowizualnej internetu). Skoro media elektroniczne to również te tchnologie informacyjno-komunikacyjne, to czy filtrowanie i ocena dotyczyć będzie również mojej prywatnej korespondencji?

No, ale są też sprawy, które warto wspierać. Mam na myśli postulat tworzenia cyfrowych archiwów, zwiększenie dostępu do dóbr kultury, do treści "których rynek sam nie wytworzy lub nie zapewni szerszej publiczności w dostatecznej ilości". Jak pokazuje niedawne zamieszanie we Francji, której oficjalne władze z niepokojem przyjęły informacje o tym, że Google będzie przeszukiwało zawartość amerykańskiego księgozbioru i jak ktoś stwierdził: "nie chcemy, by Francuzi dowiadywali się o przebiegu Rewolucji Francuskiej z amerykańskich książek" - warto zatroszczyć się o to, by obywatele mieli dostęp do rodzimej kultury. Jednak może się okazać, że restrykcyjne prawa "własności" intelektualnej nie pozwolą na to, by w społeczeństwie informacyjnym dostęp do dóbr kultury był bezpłatny czy wręcz by nie była ograniczana twórczość jako taka.

Skoro okazuje się, że postęp otoczył Radę pozostawiając ją w starorzeczu historii, to może lepiej ją zlikwidować - jak proponują niektórzy komentatorzy - nie zaś na siłę znajdować jej coś do roboty. Mamy już Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty, jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, jest też kilku ministrów, zespoły doradców czy ekspertów. Jest też Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Pojawia się propozycja - zróbmy Krajową Radę Radiofonii, Telewizji i Telekomunikacji. A dlaczego nie Urząd Regulacji Telekomunikacji, Poczty, Telewizji i Radiofonii? Urzędem kieruje jeden prezes, zaś w Radzie mogłoby się znaleźć miejsce dla kilku polityków. Może powinienem kandydować? Tak czy inaczej - nie tak łatwo będzie zmienić Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej. A na razie mówi ona w art. 213, że "Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji". Nie zaś w "elektronicznych mediach". Skoro film jest dziesiątą muzą, a jedenastą telewizja, proponuje by dwunasta była odpowiedzialna za internet i by opiekowała sie nami w tych trudnych i ciekawych czasach.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>