Odpowiedzialność za listę IPN

Na stronach Instytutu Pamięci Narodowej pojawiła się informacja - oświadczenie: "Instytut Pamięci Narodowej informuje, że jest autorem bazy danych Akta osobowe, znajdującej się od listopada 2004 r. w czytelni akt jawnych Instytutu Pamięci Narodowej. Za wszelkie inne bazy o podobnym charakterze, kolportowane m.in. w internecie, Instytut nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Ta baza danych stanowi pomoc inwentarzową archiwum Instytutu i jest udostępniana osobom uprawnionym na dotychczasowych zasadach".

Zdaje się, że oficjalni przedstawiciele urzędów odpowiedzialnych za informacje mają teraz niezły kłopot.

Jak przeczytałem tą informację, to przyszło mi do głowy, że ktoś chciał powiedzieć: "my odpowiadamy tylko za to co na naszym komputerze, a jesli to co na naszym komputerze gdzieś wyciekło, to my za to nie odpowiadamy". Pewnie, że za publikacje w Internecie odpowiada ten, co publikuje (tylko kto to jest?). A kto odpowiada za to, że wyciekło?

Ciekawy jestem co powie GIODO, wg. mnie to są dane osobowe, a jeśli tak, to na administratorze danych osobowych ciążą pewne obowiązki. IPN nie ma kasy na bezpieczny system informatyczny (bo mu Sejm budżet obcina), ale to nie tylko o kasę chodzi. Chodzi też o świadomość urzędów i urzędników dysponowania danymi (informacjami), które jednak w jakiś sposób trzeba chronić (albo właśnie wiarygodnie ujawnić).

Pan Oleksy wczoraj w telewizji wyraził pogląd, że nie widzi możliwości, by dziennikarz sam wyniósł 240 tys nazwisk. Coż. Jeśli były w jednym pliku albo w kilku, to ileż to roboty? Zresztą ile mirrorów listy powstało w ciągu kilku zaledwie chwil? Do wyboru do koloru - w formatach pod windowsy, linuxy i macintoshe. WWW i czysty tekst. Spakowane zipem i tarem. A można przecież za pomocą przerdzewiałej anteny i paru potencjometrów dostroić obraz na własnym monitorze do monitora znajdującego się kilkadziesiąt metrów ode mnie? Ale po co takie hackerskie metody, skoro można użyć pendriva?

Wracajac do samej listy - jak się tak wszyscy ekskulpują, to sie na koniec okaże, że jedynymi odpowiedzialnymi są znajdujący sie na tej liście poszkodowani, ale widać - to jest potrzebne do rozwoju prawa w erze Internetu. Wniosek z tego - lepiej nie być na żadnej liście...

Od piątku Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi postępowanie sprawdzające, by ustalić czy w sprawie "listy Wildsteina" mogło dojść do naruszenia ustawy o ochronie danych osobowych lub do przekroczenia uprawnień przez pracownika IPN - pisze Onet za PAP'em i dalej: Słyszałem w radiu, że prokurator Olejnik nie wie, jakie prawo zostało złamane, ale wciąż szuka. Jak szuka, to pewnie i znajdzie. Życzę mu powodzenia - powiedział podobno Wildstein.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>