Laptop, aukcja, blog i życie stało się piekłem

zdjęcie kmputera opublikowane na stronie internetowej aukcji - od tego się zaczęłoPół internetu zainteresowało się "blogiem" zatytułowanym "the broken laptop i sold on ebay", w którym niezadowolony z jednej z transakcji aukcyjnych opublikował informacje odzyskane z twardego dysku nadesłanego laptopa (w tym zdjęcia osobiste, pornograficzne i inne dziwne - np. damskie nogi, fotografowane w metrze). Opublikował również wizerunek byłego właściciela nadesłanego laptopa wraz z innymi danymi pozwalającymi na jego identyfikację.

Serwisy internetowe relacjonujące całe zdarzenie również publikują pełne nazwisko "bohatera" witryny internetowej, a także miejsca jego zamieszkania. Ja będę go nazywał Amir T., bo przecież przysługuje mu zarówno ochrona przed zagrożeniem jak i naruszeniem dóbr osobistych, w tym nazwiska i wizerunku, a także dobrego imienia... W końcu jest człowiekiem.

Nabywca, który kupił laptopa na aukcji eBay za 375 dolarów, zdenerwował się, gdyż przesyłka przyszła zdecydowanie później niż powinna, sam komputer nie był tym, co wylicytował (podobno komputer nie działał, a zamiast 2 Gb RAM miał jedynie 512Mb, nie miał DVD-RW, chociaż w opisie aukcji wyszczególniono taki napęd). Zwrócił się zatem - jak twierdzi - do sprzedającego z żądaniem zwrotu pieniędzy. To się jednak nie stało, chociaż - jak sugerują to dziś dostępne materiały - Amir miał zgodzić się nawet na przyjęcie sprzętu z powrotem. Nie zrobił tego jednak i nie oddał pieniędzy. Sam Amir twierdzi jednak, że nie otrzymał takich propozycji, a sam laptop nadawał się do używania.

Nie wiemy jak było, wiemy jednak, że nabywca komputera postanowił dokonać swoistej zemsty. Wymontował twardy dysk z laptopa i przekopał się przez jego zawartość.

Wyciągnięte dane opublikował w internecie, a konkretnie w blogu założonym w popularnym serwisie blogowym blogspot.com. Blog zaś w swym adresie nawiązywał do imienia i nazwiska dziewiętnastoletniego Amira. A raczej - trzeba to powiedzieć - nawiązuje, bo nadal jest dostępny, ale wybaczycie Państwo, że go nie podlinkuje, chociaż zdaje sobie sprawę, że i tak da się te materiały znaleźć w Sieci. Jak wynika z licznika na tej stronie - blog odwiedzono już prawie 3 miliony razy, a wpis datowany jest na 8 maja.

W blogu (to w sumie jeden tylko wpis, chociaż wydaje się, że aktualizowany) znalazły się próbki zdjęć (podobno nabywca wygrzebał na dysku 90 zdjęć kobiecych nóg, zrobionych w metrze). Tylko z opublikowanej tam relacji (pisanej w pierwszej osobie, jakby autorem wpisu był Amir) dowiadujemy się, że na dysku dostępne były szczegóły kont bankowych sprzedawcy, a także kont jego matki, skan jej paszportu i prawa jazdy (ale tego twórca "blogowego wpisu" nie opublikował). Opublikował za to kopię paszportu byłego właściciela laptopa. W pierwszej chwili powstrzymał się przed opublikowaniem różnych wersji jego CV, potem zaś kawałek po kawałku odkrywał przed publicznością tożsamość sprzedawcy, a także zdjęcia rodziny i znajomych, wszystko opatrzone komentarzami w pierwszej osobie. Nie opublikował zaś danych pozwalających na dostęp do serwisów MSN oraz hotmail (poczta elektroniczna) - chociaż zasygnalizował, iż takie dane dostępne były w laptopie.

Obecnie sprawę bada Scotland Yard. 29 maja złożono doniesienie o naruszeniu prawa w środkach komunikacji elektronicznej ("improper use of a public electronic communications network"). Nikogo jeszcze nie zatrzymano, ale znamy reakcję samego pokrzywdzonego, tj - Amira. Cytowany przez Daily Mail (tytuł nie stroni od kontrowersyjnych tematów, poruszanych w pewien, specyficzny sposób) miał powiedzieć, że od czasu internetowej publikacji jego życie stało się piekłem, jego rodzina otrzymywała pogróżki, stronę zobaczyli również jego znajomi. Amir twierdzi zaś, że zdjęcia kobiecych nóg w metrze, jak również zdjęcia pornograficzne nie mają z nim nic wspólnego. Publikacja zniszczyła nieodwracalnie jego reputację.

Podobno twórca blogowego wpisu, Thomas S. (też przecież jest człowiekiem), 23 letni student z Exeter, zaoferował usunięcie strony w zamian za zwrot kosztów, jakie poniósł nabywając wadliwego laptopa. Jednocześnie media doniosły, iż policja bada inny przypadek internetowego wyłudzenia: jakaś kobieta twierdzi, że Amir uzyskał od niej 147 funtów w zamian za iPoda, którego nigdy nie otrzymała, chociaż przesłany przez nią czek został spieniężony. Amir nie komentuje tych doniesień.

Wydarzenia związane ze spornym laptopem uruchomiły publiczną dyskusję. Niektóre źródła nawiązują np. do serwisów internetowych, w których kobiety umieszczają komentarze na temat nieudanych randek - przy okazji podając pełne dane facetów, z którymi się umówiły (Don’tDateHimGirl.com). W Polsce przecież też były przypadki publikowania zdjęć byłych dziewczyn. Były też przypadki "wystawienia na aukcji" siostry, do której autor wpisu dodawał gratis "tego gościa obok, który jest debilem". A przecież nie można zapomnieć o liście z IPN i szaleństwie, jakiego byliśmy świadkami w chwili, gdy opublikowana została w internecie. Warto też pamiętać o 12 twardych dyskach wyniesionych z naszego Ministerstwa Spraw Zagranicznych (i o ich zawartości). Wizerunek, dobre imię, cześć, nazwisko... To dobra osobiste, które podlegają ochronie prawa cywilnego. Przepisy karne chronią również przed pomówieniem w środkach masowego komunikowania. Jednak informacja "chce być wolna", a ewentualnego sprawcę ciężko znaleźć...

Chociaż wiem, że w poniższych materiałach są odesłania do wszystkich tych, skrzętnie omijanych przeze mnie powyżej informacji, to jednak powinienem podać jakieś źródła. Sam nie wiem. Spory dylemat.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>