Głos w sprawie odnośników
Krzysztof Gienas na łamach Rzeczpospolitej opublikował artykuł "Uważać na linki, czyli odnośniki", w którym zastanawia się nad prawnymi aspektami stosowania wskazań innych stron przez operatorów witryn internetowych...
Rzeczpospolita: "Zasadą jest, że odpowiedzialność cywilną z tytułu naruszenia majątkowych praw autorskich ponosi osoba bezprawnie wkraczająca w monopol twórczy. Nie wyklucza to możliwości skierowania odpowiednich roszczeń cywilnych wobec tego, kto był pomocny przy popełnieniu czynu ingerującego w monopol autorski. Posiłkować się tu należy art. 422 kodeksu cywilnego. Istotne jest, iż pomocnik odpowiada za całość szkody, do której wyrządzenia był pomocny".
Autor stwierdza również, że "warunkiem koniecznym jest bowiem ustalenie, iż internauta co najmniej godzi się na ułatwianie czynu sprzecznego z porządkiem prawnym".
Temat jest skomplikowany. Jeśli osoba umieszczająca link do treści, których opublikowanie stanowi naruszenie praw autorskich majątkowych, to umieszczenie przypisu w tradycyjnej prasie należałoby oceniać w ten sam sposób. Wedle zaproponowanego przez Krzysztofa Gienasa podejścia - autor pracy naukowej opublikowanej w "tradycyjny" sposób, w której w przypisie znalazłby się odnośnik do opublikowanego z naruszeniem prawa autorskiego utworu (np. praca naukowa o przypadkach naruszenia prawa autorskiego) mógłby ponosić odpowiedzialność na tych samych zasadach jak sam naruszyciel. Pozostaje również problem pewności obrotu, gdyż tworząc witrynę internetową z linkami jej autor, wobec gigantycznej ilości dostępnych w internecie zasobów, nigdy nie będzie w stanie sprawdzić, czy dostępny materiał, do którego link wskazuje, został opublikowany z naruszeniem prawa czy znim w zgodzie.
Nie tylko prawo autorskie (chociaż to obecnie najbardziej jest eksploatowane, gdyż silne grupy interesu chronią swoje interesy majątkowe) byłoby potencjalnie naruszone. Wyobraźmy sobie linki do materiałów, które nawołują do waśni na tle rasowym. W niektórych państwach publikowanie takich materiałów jak Mein Kampf jest niezgodne z obowiązującym w tym kraju prawem. Gdyby przyjąć odpowiedzialność prawną tego, kto taki odnośnik umieszcza - prędzej czy później musielibyśmy pogodzić się ze znaczącym ograniczeniem ram działania Sieci. Fakt, że nie było zbyt wielu orzeczeń w podobnych sprawach. Być może jednak myśl prawna będzie dążyła do takiego właśnie ograniczenia.
Przeczytaj również felieton: Bijące źródła i problemy odnośników.
O autorze serwisu VaGla.pl Prawo i Internet
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady Informatyzacji działającej przy Ministrze Administracji i Cyfryzacji. Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, Członek Rady Programowej Fundacji Panoptykon oraz członek zespołu doradców Fundacji ePaństwo, wspierających rozwój serwisu Sejmometr.pl. Uczestniczy w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego oraz Forum „Aktywny Obywatel”, działającego przy Instytucie Spraw Publicznych. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Stowarzyszenia Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, był również Członkiem Rady Informatyzacji I kadencji działającej przy MSWiA oraz Doradcą Społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W ramach prowadzonej działalności gospodarczej występuje w charakterze doradcy, trenera i wykładowcy. Autor publikacji dotyczących prawnych aspektów społeczeństwa "informacyjnego".





Dodaj nowy komentarz