And justice for all dot com

Napisałem pierwszy w życiu felieton. Od tego jak zostanie przyjęty zależy czy powstanie kiedyś drugi ;) Zapraszam do lektury i komentarzy: ...to mnie utwierdziło w przekonaniu, że taki biegły ma w swoich rękach piątą władzę (zaraz po wolnej prasie) w postaci tego - przyjmijmy umownie - śrubokręta...

Wymiar sprawiedliwości to trzecia władza. Ostatnio, biorąc udział w pewnej konferencji, miałem okazję wysłuchać wykładu biegłego sądowego z dziedziny Informatyki. Przyznam, że włos mi się zjeżył na głowie. Pan biegły opisał sposób, w jaki - na zlecenie prokuratora - zabezpieczał dowody, w toczącym się przed sądem postępowaniu. Jak on się musi zmagać w trakcie rozprawy ze złośliwymi adwokatami, którzy podważają te wszystkie dowody, które on z takim trudem zbiera. A ci adwokaci zupełnie nie chcą uwierzyć, że te dowody wskazują, że dana osoba dokonała czynu zabronionego. Ba! Te dowody wskazują również, że osoba ta jest winna! I powinno się ją w związku z tym skazać na ciężkie więzienie i grzywnę.

Wysłuchanie wykładu było impulsem do niniejszych uzewnętrznień: Taki biegły sądowy w sprawach Informatyki przystępując do wykonania swoich czynności powinien być zaopatrzony w szereg narzędzi, w tym, na przykład, w śrubokręt do odkręcania obudowy komputera. To ważne. Uczestnicy konferencji usłyszeli anegdotę, jak to kiedyś swoim śrubokrętem, rzeczony biegły doprowadził do spalenia twardego dysku no i dowody przestępstwa przepadły. To mnie utwierdziło w przekonaniu, że taki biegły ma w swoich rękach piątą władzę (zaraz po wolnej prasie) w postaci tego - przyjmijmy umownie - śrubokręta. Może na przykład przyjąć do ekspertyzy sprzęt komputerowy i trzymać go u siebie, aż tej ekspertyzy nie napisze. A to może trwać na przykład dwa lata. W tym czasie firma, której sprzęt jest poddawany ekspertyzie może chyba już tylko kupić inny sprzęt, bo tego, który został zajęty w postępowaniu - już nigdy nie zobaczy na oczy. Sąd najpewniej w wyroku zasądzi przepadek mienia. No i każdy dzień pisania ekspertyzy kosztuje. Warto potrzymać nieco laptopa. Biegły może pewnie też nie zajmować sprzętu oceniając go na miejscu, jeśli - dajmy na to - ktoś wyda mu się sympatyczny. Nie ma procedury zabezpieczania dowodów elektronicznych w polskim systemie prawnym. W innych sytuacjach taka procedura zabezpieczania dowodów może doprowadzić do "wykoszenia" konkurencji z rynku. Co by się stało, gdyby policja zajęła serwery Wirtualnej Polski nawet na dwa dni?

Uderzyło mnie, że tak różny jest język prawniczy i język biegłych sądowych w sprawach Informatyki. Weźmy na przykład słowo "dowód". Biegły znajdzie na dysku twardym warez i będzie miał dowód, że użytkownik powinien być skazany za piractwo. Adwokat zada sobie pytanie: "w jaki sposób ten warez się na dysku znalazł?". Co wskazuje na to, że właśnie ta, a nie inna osoba, go tam umieściła, korzystała z niego etc... Sam fakt, że na dysku jest nielegalne oprogramowanie nie będzie dla adwokata dowodem na winę oskarżonego, a jedynie dowodzić będzie, że w chwili sporządzania ekspertyzy na dysku był taki warez. Zapytasz biegłego skąd wie, że oskarżony dokonywał wyłudzeń w sklepie internetowym? Może odpowie, że w logach systemowych jego komputera znaleziono adres witryny internetowej sklepu. Dalsze pytania zadawane biegłemu prowadzą do oświadczenia, że owszem adres znaleziono, ale w "historii odwiedzanych stron" - taką historie generują przeglądarki internetowe i to jest normalne. Czego to jednak dowodzi? Ano tego, że ktoś (kto?) odwiedził, korzystając z konkretnego komputera, konkretną stronę. A może tego wcale nie dowodzi? Może ktoś umieścił w logach zapis sugerujący, że ktoś odwiedzał stronę zupełnie kiedy indziej? No dobra. Czepiam się. Tak się tylko zastanawiam, czy fakt, że ktoś "odwiedził" stronę dowodzi tego, że dokonał wyłudzeń za pomocą np. numerów skradzionych kart kredytowych? Takie dialogi można było usłyszeć na sali sądowej w trakcie rozprawy, w której uczestniczyłem siedząc na widowni. Gdyby zapisy na nośnikach informatycznych mogłyby stanowić dowód czegokolwiek - nie byłoby potrzeby wprowadzania przepisów o kwalifikowanym podpisie elektronicznym, znakowaniu czasem, etc... Żaden przestępca jednak nie zostawi logów podpisanych przez siebie w ten sposób. Jak to się mówi: "trochę techniki i się prawnik gubi".

A co ma powiedzieć taki sędzia? Siedzi na tej rozprawie i słucha. Nie rozumie "ni w ząb", bo przecież nigdy nie korzystał z komputera, nie mówiąc o internecie. I pewnie sobie myśli: "Eeeee! A może przyjąć za pewnik to, co mówi biegły? Przecież on się na tym zna. Adwokat zapewne nie będzie wiedział więcej na temat systemów komputerowych niż informatyk. Dobra skazujemy!". A obok sędziego siedzą ławnicy, którzy nie dość, że na informatyce się nie znają to nie koniecznie mają wykształcenie prawnicze. Stanowią czynnik społeczny wymiaru sprawiedliwości. I tak to może wyglądać. W trakcie jednej rozprawy, uczestniczący w niej biegły zaproponował sądowi, że może przygotować opinię na temat stanu prawnego dotyczącego sprawy. Całe szczęście, że adwokat poprosił sąd, by ten przypomniał biegłemu, że od znajomości stanu prawnego jest sąd. Prawdą jest jednak również to, że sąd nie ma obowiązku znać się na sprawach dotyczących nowoczesnej techniki. Bez tej wiedzy sąd będzie skazany na opinie biegłego, który może "przemycać" tezy, daleko wykraczające poza zakres, którego dotyczyć powinna ekspertyza. Biegły nie może decydować o winie oskarżonego, nie może również opisywać stanu prawnego.

Jeśli by się tak kiedyś - nie daj Boże - zdarzyło: niezależnie od tego, po której stronie znajdziecie się Państwo w przyszłości w procesie sądowym - życzę wam biegłego sędziego.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>