Lobbing w branży ICT: dobrzy i źli lobbyści?

Budynek SejmuW tygodniku Computerworld pojawił się artykuł Sławomira Kosielińskiego pt. "Poradnik lobbysty". Temat ważny, a tekst pożyteczny. Chodzi o ustawę o działalności lobbingowej w procesie stanowienia prawa i jej zastosowanie przez przedstawicieli branży ICT. Jak pisze autor: "Wkrótce na korytarzach sejmowych zaroi się od... lobbystów. Oto poradnik dla tych, którzy chcieliby skorzystać z ich usług". Pozwoliłem sobie na dodanie pewnego komentarza do opublikowanego tekstu:

Szanowny Pan Redaktor Kosieliński wspomniał o debacie nad unijną dyrektywą o patentowaniu oprogramowania i stwierdził, że w prace na szczeblu europejskim nad tą dyrektywą zostały zaangażowane kancelarie lobbystyczne. O jednej z kancelarii czytam: "Niewątpliwie jej zasługą stało się to, że debata publiczna nie została zdominowana przez obrońców patentów i wolnego oprogramowania. Można było poznać pogląd drugiej strony". Obrońcy patentów i obrońcy wolnego oprogramowania to dwie przeciwstawne grupy i jedna kancelaria lobbingowa nie mogła z pewnością reprezentować i ognia i wody. Zapewne chodziło o to, iż zdaniem przedstawionej tezy - dzięki lobbingowi dyskusja nie została zdominowana przez przeciwników patentów i obrońców wolnego oprogramowania...

Jeśli tak, to warto od razu zauważyć, że to za sprawą ich przeciwników, a więc za sprawą korporacji ICT oraz wynajętych za "ciężkie pieniądze" w tym celu lobbystów, sprawa „patentowalności” oprogramowania w ogóle pojawiła się w UE, a za sprawą "lobbystów" pracujących społecznie dla organizacji walczących o prawa człowieka, o wolność prowadzenia działalności gospodarczej, o wolności w zakresie dostępu do dóbr kultury - projekt dyrektywy wreszcie upadł. Gdyby nie lobbyści działający w interesie publicznym - proces legislacyjny zdominowany byłby przez działania silnych grup nacisku, które to grupy interesów – co warto powiedzieć - zebrały na lobbing za patentami na oprogramowanie kwotę przewyższającą dwa i pół miliona EURO. To naprawdę niewielkie pieniądze w stosunku do tego, co poszczególne grupy lobbujące za rozszerzeniem monopolu patentowego uzyskałyby, gdyby "weszły" patenty na oprogramowanie w UE.

Formalne instytucje dyskursu politycznego mają olbrzymie znaczenie - zwłaszcza w rozwijającym się tzw. "społeczeństwie informacyjnym". Obserwatorzy procesu legislacyjnego dotyczącego opisanej w artykule (a interesującej czytelników tego akurat tygodnika) tematyki ICT z pewnością widzieli nie raz takie zjawiska jak: "wyjęcie projektu dyrektywy spod sukna", brak obowiązkowych tłumaczeń na języki narodowe proponowanych projektów i poprawek, skierowanie projektu na "szybką ścieżkę" legislacyjną, omawianie projektu dyrektywy dotyczącej ICT na obradach Rady skoncentrowanej na rybołówstwie czy leśnictwie. W taki właśnie sposób, bez szerokich konsultacji społecznych, przyjęto w UE dyrektywę "on the enforcement of intellectual property rights", co tłumaczy się na j. polski jako dyrektywa "w sprawie egzekwowania praw własności intelektualnej" (2004/48/WE).

To nie lobbyści środowiska open source i wolnej infrastruktury uruchomili proces legislacyjny w sprawie patentowania oprogramowania. Autorem projektu było środowisko związane z BSA. Ale to dzięki lobbystom drugiej strony proces legislacyjny nie przebiegał w zaciszu gabinetów i nie został zdominowany przez dość spore koncerny informatyczne (niektóre zza oceanu).

Jakkolwiek będziemy oceniać działalność lobbingową – otwartość procesu stanowienia prawa jest ważna – i warto za nią lobbować. Demokracja zaś to rządy większości, ale z poszanowaniem praw mniejszości (co przekłada się na siłę ekonomiczną środowisk). Każdy powinien mieć prawo do posłuchania w trakcie procesu stanowienia prawa. Dzięki internetowi – nareszcie pojawia się szansa na przeprowadzanie publicznych i powszechnych konsultacji społecznych. Poza „wysłuchaniem publicznym” konieczne jest by projekty aktów normatywnych były publicznie dostępne (stąd właśnie postulat ogłaszania ich w biuletynie informacji publicznej – co wynika ze zmian wprowadzonych ustawą o informatyzacji), by stosowne agendy rządowe zapraszały do udziału w obradach komisji lub zespołów kilka dni wcześniej – nie zaś już po odbyciu się spotkania, by czas dany na konsultację nadesłanych dokumenty przewidywał chociaż możliwość ich przeczytania (nie raz zdarza się, że przesyła się 300 stronicowy dokument z uprzejmą prośbą o uwagi i opinie do godziny 12 tego dnia, w którym o 11:30 dokument przesłano).

Walczmy zatem o jawność stanowienia prawa i o to, by każdy zainteresowany mógł się wypowiedzieć na ten temat na równych zasadach.

O tym, co powiedział Michel Rocard, sprawozdawca dyrektywy o patentowaniu oprogramowania i były premier Francji, w wywiadzie dla Le Monde (17 lutego 2005) można przeczytać w części "cytaty".

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>