Wolność słowa ma swoje granice

Wypowiedź dla Rzeczpospolitej na temat problemów pojawiających się podczas dochodzeniu roszczeń związanych z pomówieniami i naruszeniami dóbr osobistych w Internecie:

"Wolność słowa ma granice. Sam Internet jest jednak transgraniczny i w dużym stopniu daje poczucie anonimowości. Ta właśnie anonimowość często ośmiela komentatorów do wypowiedzi nieodpowiedzialnych, które zagrażają dobremu imieniu innych lub je naruszają, a często również mogą wypełniać znamiona przestępstwa. Wszelkie pomysły zmierzające do ograniczenia anonimowości spotykają się z ostrą reakcją ze strony społeczności internetowej. Poszukiwać więc należy innych rozwiązań, które będą dawały skuteczną ochronę osób trzecich. Przyjęte w prawie prasowym instytucje sprostowania i odpowiedzi nie będą jednak gwarantowały poszanowania praw poszkodowanych. Raz opublikowana informacja zaczyna żyć własnym życiem, oderwana jest często od pierwotnego miejsca jej opublikowania. Być może tak jak próbuje się to robić w przypadku walki ze spamem, konieczne będzie ograniczenie wolności słowa przez techniczne wymuszenie ujawnienia danych komentatora. Numerowi IP nie da się postawić zarzutów, a trudno się zgodzić z tezą, iż wolność słowa oznacza całkowity brak poszanowania dla praw innych aktorów społeczeństwa informacyjnego"

Rzeczpospolita

Rozwinięcie - dywagacje

Im dłużej o tym myślę, tym mam bardziej mieszane uczucia. Jestem przekonany o potrzebie gwarantowania prywatności. Przykładowo - duże koncerny muzyczne starają się za wszelką cenę dotrzeć do danych indywidualnych użytkowników Internetu, jednak często jest to nadużycie – bo np. pobieranie plików z Internetu jest działaniem w ramach dozwolonego użytku własnego chronionych prawem autorskim utworów, a więc działaniem w ramach systemu - co innego publikowanie takich plików w Sieci. Z jednej strony nie dziwi chęć ochrony przysługujących koncernom praw, z drugiej jednak widać wyraźnie, że funkcjonuje praktyka zastraszania osób indywidualnych nie łamiących prawa, by w sposób nieuprawniony przesunąć granice „własności” informacji.

Z przerażeniem obserwuje, ze w dobie powszechnego przepływu informacji coraz więcej informacji o nas będzie dostępnych powszechnie. A przecież kontrola dotycząca informacji o nas - jako osobach - należy do podstawowych praw człowieka. Chodzi o prawo do prywatności, chodzi o prawo do poszanowania naszego życia intymnego. Podnoszą się głosy, że nawet w tradycyjnych gazetach nie skuteczne są instytucje odpowiedzi i sprostowania. W Internecie wystarczy wyobrazić sobie spam w ilości 100 milionów maili, zawierający obrażająca lub pomawiająca kogoś treść... Jak to sprostować? W jaki sposób wydać oświadczenie zmierzające do usunięcia skutków naruszenia? Wysłać do odbiorców pierwotnego spamu kolejna jego porcję?

Do tej pory nie ma skutecznej walki ze spamem - wiec wymyślono, że mogę zablokować przesyłki od obcych – ale, by tak było, musi być jakaś skuteczna metoda weryfikacji tożsamości nadawcy (bym wiedział, od kogo przesyłki chcę przyjąć). A jeśli postulować wymuszenie identyfikacji konkretnej osoby uczestniczącej w szeroko pojętej wymianie informacji - jakież to niesie za sobą konsekwencje w obszarze ochrony danych osobowych? Każdy, kto posiada stronę internetową (serwis) będzie zmuszony sprostać technicznym i organizacyjnym wymogom ochrony takich danych. To się wiąże z gigantycznymi nakładami finansowymi. Nie spełnią takich wymogów redaktorzy stron „o kotkach”, publikowanych w ramach większych serwisów, pozwalających każdemu publikować na „darmowych serwerach” prywatnych strony... Nie każdego będzie stać (w rozumieniu czysto finansowym) na to, by prowadzić internetowy serwis. Blogi internetowe w ogóle tracą rację bytu (a ich dotychczasowy sens polega na tym, że każdy może skomentować dowolny opublikowany wcześniej wpis.

W konsekwencji przyjęcia konieczności identyfikowania się - może zaniknąć Internet, jaki znamy obecnie. A przecież dodatkowo Internet jest transgraniczny, wiec inne zasady panują poza granicami Polski. Obecnie wymogów polskiego prawa nie da się wyegzekwować gdzieś indziej.... Strasznie trudny problem....

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>