Prawdziwa krytyka cnoty się nie boi

Wydawać by się mogło, że Internet jest idealnym medium, w którym konkurować mogą ze sobą różne poglądy polityczne. Należy rozróżnić pewne rzeczy. Czym innym jest ograniczanie wolności słowa, czym innym znieważenie Narodu, lub jego symboli. Czy potrafisz sobie wyobrazić totalitarny Internet?..

W starożytnej Grecji powstała doktryna, zgodnie z którą władza należy do ludu. Każdy obywatel był wolny. Każdy był wobec prawa równy. Gwarantowało to w teorii równy udział we władzach. Każdy głos miał w założeniu równą wagę. Były to takie czasy, w których nikt specjalnie nie dziwił się, że poza nawias społeczeństwa wyjęto cudzoziemców, kobiety i niewolników. W efekcie w greckiej demokracji rządzący lud stanowił mniejszość. Chociaż to nie po grecku, chciałoby się powiedzieć: O tempora! O mores!

Fakt, że nie dla wszystkich ludzi na świecie - niemniej jednak dla wielu najlepszym systemem społecznopolitycznym jest demokracja. Demokracja, która szanuje prawa człowieka i swobody obywatelskie, w tym prawa mniejszości, tolerancję dla odmienności, pluralizm polityczny, gospodarkę rynkową i jej instytucje... Zatrzymajmy się chwilę przy pluralizmie. Zakłada on, że w walce wyborczej i w sprawowaniu władzy konkurują ze sobą różne frakcje, partie polityczne i światopoglądy. By zaistniał pluralizm prawo musi gwarantować wolność słowa (w określonych granicach), prawo zrzeszania się, prawo do krytyki osób sprawujących władzę. I tak dochodzimy do sedna.

Wydawać by się mogło, że Internet jest idealnym medium, w którym konkurować mogą ze sobą różne poglądy polityczne. Jednak poszczególne rządy również w Internecie wprowadzają restrykcje wynikające z ich "odrębności kulturowej". Wielu rządom istnienie wolnych mediów jest "nie na rękę". Jak powiedziałem wyżej - nie wszyscy na świecie uznają demokracje za najlepszy system. Gdy się śledzi doniesienia dotyczące tego tematu prym w nakładaniu kagańca na swobodę myślenia wiodą Chiny. Tam wciąż mają miejsce aresztowania związane z upublicznianiem swoich przekonań w Internecie. Za opublikowanie w Sieci stwierdzenia "Chcę tylko powiedzieć: koniec z partią komunistyczną" Jiang Shihua został skazany na dwa lata więzienia w Nanchong. Również inni chińscy internauci aresztowani zostali za rozpowszechnianie w Sieci krytycznych komentarzy pod adresem władz. Za nawoływanie do demokratyzacji życia w Chinach "niezależny" dziennikarz został skazany na cztery lata więzienia. Co ciekawe opublikował on swoje artykuły na stronach internetowych poza granicami Państwa Środka. Transgraniczność Internetu nie stanowiła w tym przypadku problemu. Tłumienie krytyki może przybierać również formę walki ze spamem. Zainicjowana właśnie w Chinach kampania antyspamowa skierowana jest nie tylko przeciwko sprzedawcom viagry, zalewowi pornografii czy hazardu, ale także przeciwko "spamowi reakcyjnemu". Jest to dowód na to, że organizacja państwowa może uznać za spam przesyłanie niezamówionej informacji o charakterze politycznym. W tym przypadku spam stał się jednak wymówką. Nie zmienia to mojego podejścia do spamu jako takiego. Uważam, że jest zjawiskiem patologicznym i należy mu przeciwdziałać. W tym przypadku jednak walka ze spamem politycznym nie jest powodowana godnym ochrony interesem jednostki (ochroną jej dóbr osobistych, w tym ochroną prywatności) a interesem grupy rządzącej.

Również w Wietnamie ogranicza się krytykę w Internecie. Tamtejsze media rządowe poinformowały w 2002 roku, że władze z Ho Chi Minh coraz bardziej starają się walczyć z nieporządanymi treściami dostępnymi (jeszcze) online. Lokalne władze zostały zobligowane do zwiększenia kontroli antyrządowych treści (były m.in. zobowiązane do blokowania stron internetowych). Przedstawiono specjalne instrukcje w sprawie postępowania z osobami "nadużywającymi" Internetu. Ładny eufemizm. Można byłoby go użyć również w przypadku niezależnych mediów na Białorusi. We wrześniu 2001 roku, tuż przed wyborami prezydenckimi, serwery internetowe wszystkich niezależnych białoruskich mediów przestały nagle funkcjonować. Wcześniej na bieżąco informowały za ich pośrednictwem o przebiegu wyborów. Ciach i po kłopocie. Anonimowa krytyka rządu była powodem zamieszania w Rumunii. W styczniu 2002 roku premier Adrian Nastase oskarża otoczenie byłego prezydenta Emila Constantinescu o podważanie wiarygodności rządu w chwili, gdy Rumunia walczy o członkostwo w NATO i Unii Europejskiej. Powodem oskarżeń było opublikowanie w Internecie anonimowego raportu, ujawniającego znane już wcześniej z prasy powiązania premiera ze światem biznesu i dane na temat szokującej wielkości jego majątku, którego pochodzenie nie było do końca jasne.

Ciekawy przypadek odnotowano w Egipcie. Tamtejszy sąd podtrzymał kontrowersyjny wyrok roku pozbawienia wolności oraz dwustu egipskich funtów dla Shohdy'ego Surur, który opublikował na swojej stronie internetowej wiersz swojego ojca. Naigub Surur (czyli właśnie ojciec) napisał wiersz ponad trzydzieści lat wcześniej jako satyrę po porażce Egiptu w wojnie z Izraelem w 1967. W październiku 2002 roku Surur oświadczył, że nie wróci do Egiptu wobec ciążącego na nim wyroku.. Ach ten Internet!

A w Polsce? W Polsce mieliśmy wybory 2001 i doniesienie o popełnieniu przestępstwa w związku z publikacją i rozpowszechnianiem w Internecie, na stronie pewnej kancelarii adwokackiej gry "Maraton Wyborczy 2001". Zdaniem osoby, która zwróciła się do prokuratury - za pomocą prezentowanej w Internecie gry dopuszczono się znieważenia najwyższych organów państwowych tj. Sejmu i Senatu Rzeczpospolitej Polskiej. Tu zatrzymajmy się przez chwilę. Należy rozróżnić pewne rzeczy. Czym innym jest ograniczanie wolności słowa, w tym polegające na krytyce osób czy grupy sprawującej władze, czym innym jest znieważenie Narodu, lub jego symboli. Wedle polskiego kodeksu karnego: kto publicznie znieważa Naród lub Rzeczpospolitą Polską, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Kto publicznie znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

W demokratycznych państwach prawa osoby publiczne w nieco mniejszym stopniu niż inne czerpią z prawa do prywatności. Jednak również w tym przypadku wszelkie ingerencje w sferę życia prywatnego tych osób muszą być podyktowane względami dobra publicznego i dozwolone przez prawo. Na tym tle warto odnotować amerykańskie orzeczenie dotyczące Internetu. Sędzia z New Jersey orzekł, że osoby publiczne nie mają prawa domagać się ujawnienia danych osobowych użytkowników internetowych forów dyskusyjnych, którzy publikują na ich łamach krytykę pod adresem tych osób publicznych. Czasami krytyka jest niewygodna, podobnie jak transgraniczność Sieci. Chociaż jestem przeciwny takiej wizji - jestem jednak w stanie wyobrazić sobie totalitarny Internet. Mam nadzieję, że pozostanie on jedynie w kategoriach intelektualnej zabawy.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>