Normatywna promocja konkurencji

W naszej rzeczywistości: wszystko, co powoduje, że produkt się sprzedaje a interes się kręci jest warte zachodu, a zwłaszcza normatywny, poparty autorytetem państwowym, zapis w akcie wykonawczym...

Minister Zdrowia wydał rozporządzenie z dnia 30 maja 2003 roku w sprawie sposobu przedstawiania dokumentacji oraz wzoru wniosku o dopuszczenie do obrotu produktu homeopatycznego i produktu homeopatycznego weterynaryjnego, które przewiduje w paragrafie drugim, iż "dokumentację składa się w formie papierowej i elektronicznej, w formacie Word". Powinno być jeszcze napisane, że składający dokumentacje zobowiązany jest mieć na sobie buty marki... O nie! Nie chcę być posądzony o kryptoreklamę.

To ważne - nie chodzi o to, że ktoś jest przeciwko jakiejś firmie - chodzi o możliwość wyboru. Chodzi o to, że akt normatywny promuje pewne, komercyjne rozwiązanie, gdy istnieje możliwość wskazania standardu bez konieczności wskazywania produktu. Zresztą to nie pierwszy raz jak administracja publiczna popiera wolną konkurencję na swój sposób. Pamiętam jak Prezydent Kwaśniewski "podpisał" elektronicznie ustawę o podpisie elektronicznym... Podpisał ją, mimo że jeszcze nie obowiązywała w danym momencie, więc to był tylko show dla mediów. Co jednak bardziej interesujące z punktu widzenia prowadzonych tu rozważań, certyfikat klucza publicznego dla potrzeb tego podpisu wystawiła prezydentowi konkretna, komercyjna firma...

Sprawę Płatnika większość czytelników zna. Zakład Ubezpieczeń Społecznych wymaga dostarczenia dokumentów płatników składek za pomocą udostępnionego przez siebie oprogramowania, które nie jest odpłatne... Samo oprogramowanie nie jest odpłatne, ale nie zadziała, jeśli nie dysponuje się komercyjnym systemem operacyjnym, na który zostało napisane... Wszelkie próby wydobycia od ZUS'u specyfikacji technicznej, która pozwoliłaby na opracowanie programu (również bezpłatnego) na inne platformy - na razie nie przynoszą rezultatu. Czas pokaże, co wygra: determinacja osób, które pragną rozwijać oprogramowanie bezpłatne o otwartym kodzie, czy firmy komercyjne, które olbrzymie pieniądze przeznaczają na marketing swoich produktów.

Światem rządzi kasa (kto się obruszył palec do góry). Nie ma w moim odczuciu nic złego w tym, że producenci oprogramowania, którzy poczynili spore nakłady na rozwój swoich przedsiębiorstw dbają o swoje interesy. Dzięki nim pracę ma wielu ludzi. Gospodarka ma szansę skierować wektor wzrostu w kierunku wiecznej szczęśliwości. W naszej rzeczywistości: wszystko, co powoduje, że produkt się sprzedaje a interes się kręci jest warte zachodu, a zwłaszcza normatywny, poparty autorytetem państwowym, zapis w akcie wykonawczym? Pytany o całą sprawę Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów stwierdził, że nie wolno mu się wypowiadać na temat aktów prawnych.

Tak mi właśnie przyszło do głowy - z projektu pewnej ustawy zniknęły dwa słowa, które - jak się okazało - miały istotne znaczenie dla kształtowania stosunków gospodarczych w mediach elektronicznych. Stało się to powodem wielogodzinnych obrad komisji śledczej. W przypadku rozporządzenia ministra zdrowia mamy do czynienia z wyraźnym wskazaniem formatu komercyjnego, zamkniętego, oprogramowania. Jego zastosowanie jest wymogiem skutecznego złożenia wniosku. I co z tym zrobić?

Może minister nie wiedział, że są inne formaty dokumentów, dajmy na to RTF - czyli rich text format, które można przygotować i odczytać na wielu platformach... Ten, kto nie dysponuje Wordem - również miałby szansę złożyć taki wniosek... A może inny format, znacznie prostszy: format txt? Zwykły czysty tekst, który nie ma "zaszytych" w sobie żadnych pogrubień, kursyw, a co ważniejsze nie zachowuje szeregu informacji o autorach, poprawkach, konfiguracji sprzętu, na którym był przygotowany, mapy katalogów na dysku i Bóg wie, czego jeszcze... Tak na marginesie tego, co przechowuje w sobie dokument opracowany w MS Wordzie: Ostatnio brytyjskie władze opublikowały raport na temat stanu irackiej armii. Okazało się, że był to plagiat analogicznej pracy napisanej przez Amerykanów. Analiza ukrytych przez Worda zapisów w opublikowanym na rządowej stronie dokumencie dostarczyła dziennikarzom nazwisk osób, które nad nim pracowały. No i plama...

Na świecie wyraźnie widać tendencję do wprowadzania w administracji publicznej wolnego oprogramowania. Przykład: Niemieckie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych opracowało na potrzeby jednostek administracji publicznej, zestaw wytycznych w zakresie migracji systemów informatycznych w kierunku platform Open Source... A dlaczego? Wiele jest argumentów za i zapewne są też argumenty przeciw, w każdym razie: nazwa "wolne oprogramowanie", podobnie jak "wolna konkurencja" nie wzięła się od tego, że działa powoli. A resztę proszę sobie dopowiedzieć.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>