2001 Odyseja prawno-internetowa

Podsumowanie wydarzeń związanych z prawem internetowym

Weszliśmy w XXI wiek, do niedawna synonim przyszłości i postępu. Jeszcze niedawno spotykałem się z tezami, że w Internecie nie obowiązują przepisy prawne, a głównym dokumentem na jaki powoływali się internauci była Netykieta. Dziś powszechnie wiadomo, że Netykieta nie ma mocy prawnej, a internauci coraz częściej powołują się na przepisy uchwalone i ogłoszone zgodnie z trybem obowiązującym w danym państwie. Wobec globalnego charakteru internetu oraz jego transgraniczności, przepisy państwowe często przestają wystarczać. Tworzone są zatem regulacje ponadpaństwowe, międzynarodowe. Jeśli uzna się, że prawo komputerowe, czy internetowe może istnieć tylko o ile istnieje np. prawo rowerowe - niniejszy dokument stanowi próbę podsumowania wydarzeń, mających miejsce w roku 2001, a które na to, internetowe prawo miały wpływ i stanowiły o jego rozwoju i podnoszeniu jego świadomości. W pierwszej kolejności znalazły się tu wydarzenia o charakterze międzynarodowym, często opisywane są decyzje sądów USA, gdyż na terenie tego państwa znajduje się znacząca część zasobów globalnej Sieci. W opracowaniu znalazły się również wydarzenia dotyczące wyłącznie polskiego obszaru prawnego.

Traktat o cyberprzestępczości
Wydaje się, że jednym z najważniejszych wydarzeń w roku 2001, biorąc pod uwagę prawo internetowe, jest otwarcie do podpisu Konwencji Rady Europy o cyberprzestępczości. Jako, że Polska również jest sygnatariuszem traktatu - wydarzenie to ma znaczenie zarówno dla Polski, jak i Świata. Prace nad konwencją trwały 4 lata. Na początku roku 2001 projekt międzynarodowego traktatu dotyczącego przestępstw on-line został wstępnie zatwierdzony przez Zgromadzenie Rady Europy (Parliamentary Assembly of the Council of Europe). Następnie został przedstawiony do oceny Europejskiemu Komitetowi Problemów Przestępczości (CDPC) Rady Europy, a wreszcie konwencja została przyjęta przez Komitet Ministrów Rady Europy. Po ratyfikowaniu przez Radę Europy (w październiku 2001) podniosły się jednak krytyczne głosy, iż konwencja w niewystarczający sposób chroni prywatność i prawa podmiotowe. Jednak 22 listopada, w Budapeszcie, rozpoczęła się dwudniowa konferencja, podczas której pierwsza międzynarodowa konwencja w sprawie walki z przestępczością w cyberprzestrzeni została otwarta do podpisu przez państwa zainteresowane przystąpieniem do tej umowy międzynarodowej. Konwencję podpisały delegacje 30 państw. Sygnatariuszami konwencji jest 26 państw europejskich, oraz Stany Zjednoczone, Kanada, Japonia i Republika Południowej Afryki. Polska najprawdopodobniej w roku 2003 ratyfikuje traktat, do którego dokument akcesyjny, w imieniu rządu RP, podpisał Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości - Jerzy Lankiewicz.

Terroryzm i permanentna inwigilacja
W lutym 2001 w Wielkiej Brytanii wszedł w życie Akt o Terroryzmie (RIP Act). Na jego podstawie "hakerzy" uznawani są za terrorystów, a cyberprzestępstwa karane mają być równie surowo jak podkładanie bomb. W ustawie pojawił się termin "cyberterrorysta" - osoba, która w poważny sposób naruszy ciągłość funkcjonowania komputerów, sieci komputerowych i systemów elektronicznych. Władze zapowiadały, że przysłanie masowej poczty elektronicznej, jako wyraz protestu przeciwko zapisom tego aktu, może również im podlegać. Parlament Europejski zaakceptował raport, stwierdzający, że Echelon - globalny system inwigilacji elektronicznej - istnieje. I nastał świat po 11 września. Kilka dni po zamachu media informowały, że podejrzany o udział w przygotowaniu terrorystycznych zamachów w USA Marokańczyk Said Bahaji korzysta nadal ze swojego konta internetowego. Amerykański Senat zezwolił FBI na korzystanie z kontrowersyjnego systemu elektronicznej inwigilacji, znanego jako Carnivore. W USA wróciła do łask koncepcja wprowadzenia powszechnego zakazu używania kryptografii, która nie ma tzw. "back doors" (sposobów obejścia zabezpieczeń) dostępnych dla amerykańskich agencji rządowych. Pod koniec września Departament Sprawiedliwości USA skierował do Kongresu USA projekt ustawy Anti-Terrorism Act, przewidujący drastyczne podniesienie kary za włamania do systemów komputerowych. Opinia publiczna zawrzała. Powstała Koalicja przeciw Anti-Terrorism Act "W Obronie Wolności", do której dołączyła organizacja Electronic Frontier Foundation. Koalicja zarzuca projektowi wiele niedemokratycznych zapisów. Twierdzi, że propozycje mogą wymusić na dostawcach internetu (ISP) obowiązek archiwizowania całego ruchu - poczty elektronicznej oraz oglądalności serwisów webowych. Władze innych krajów również zaczęły projektować "antyterrorystyczne" regulacje. I znów organizacje broniące swobód obywatelskich podnosiły protesty. Przykładowo francuskie organizacje broniące swobód obywatelskich opublikowały list otwarty do parlamentarzystów, w którym nawołują do porzucenia projektu nowej ustawy Loi Securite Quotidienne. W Australii wywiązała się debata dotycząca propozycji wprowadzenia regulacji anytyterrorystycznych. Wedle australijskich projektów poczta elektroniczna mogłaby być przechwytywana. W Australii o prawa obywatelskie walczy organizacja Electronic Frontiers of Australia. Mimo protestów niemiecki rząd przyjął rozporządzenie dotyczące monitoringu mediów elektronicznych. Zakłada ono, że do 1 stycznia 2005 roku operatorzy publicznych sieci dostępowych będą zobligowani do zainstalowania urządzeń i oprogramowania umożliwiającego organom ścigania monitorowanie poszczególnych użytkowników. Dotyczy to zarówno telefonii analogowej, telefonii przenośnej, przesyłu danych (też poczty elektronicznej) o ile korzysta z niej ponad 1000 użytkowników. Po wydarzeniach wrześniowych - rząd angielski ogłosił chęć rozszerzenia możliwości stosowania ustawy RIP Act. Home Office chce mieć możliwość zbierania takich danych jak: adresy mailowe osób z którymi korespondują Anglicy, adresy stron www, które odwiedzają, dane osób, z którymi korespondują, informacje o dostawcach internetu, z jakich korzystają, miejsce, w którym się znajdują, korzystając z telefonu komórkowego... Mimo protestów powstała ustawa "Patriot Act" (Provide Appropriate Tools Required to Intercept and Obstruct Terrorism, znana również jako Anti-Terrorism Act), ustawa dająca władzom możliwość czytania e-maili oraz podsłuchiwania rozmów telefonicznych, i to zarówno tych prowadzonych przez telefonie tradycyjną jak i bezprzewodową. Na mocy zapisów tej ustawy Departament Sprawiedliwości USA może ścigać zagranicznych przestępców internetowych, którzy atakują komputery na terytorium USA. Ustawa, będąca raczej wyrazem ogólnoświatowej paniki, niż narzędziem do walki z terroryzmem. Akt, który może uczynić więcej złego niż dobrego zwykłym obywatelom.

Autorzy w Sieci
Temat pozostał nieco w cieniu dyskusji prawnokarnej i Traktatu Rady Europy o cyberprzestępczości. Jednak znacznie więcej państw (30 państw włącznie z Japonią i Stanami Zjednoczonymi) podpisało World Copyright Treaty (WCT), traktat opracowany przez World Intellectual Property Organization (WIPO). Traktat Ma na celu ochronę praw autorskich kompozytorów, artystów, pisarzy i innych twórców, których prace rozpowszechniane są przez Internet lub inne cyfrowe media. Polska jednak nie jest sygnatariuszem traktatu. Bardzo ważnym wydarzeniem mijającego roku były decyzje w sprawie Napstera. W lutym federalny sąd apelacyjny w Kalifornii zakazał firmie Napster Inc. rozpowszechniania za darmo w swoim portalu internetowym utworów muzycznych chronionych prawami autorskimi. Napster może się jeszcze odwołać do Sądu Najwyższego. Adwokaci Napstera, wnieśli o ponowne rozpatrzenie sprawy przed sądem drugiej instancji, choć orzekł on już, że spór wraca do pierwszej. Adwokaci powołali się na przepisy Digital Millennium Copyright Act (DMCA), które stanowią m.in., iż firma internetowa nie ponosi odpowiedzialności za treści umieszczane na serwerze przez użytkowników. 72 godziny dała sędzia Marylin Hall Patel witrynie muzycznej na zablokowanie dostępu do każdego pliku z nagraniem chronionym prawem autorskim. Czas ten liczyć miał się od momentu, w którym autorzy materiałów muzycznych znajdą swoją "własność" w sieci. Napster Inc. zamknął "na jakiś czas" swój portal umożliwiający pobieranie plików muzycznych, gdyż, jak ogłosił, jest w trakcie przekształcania serwisu w taki sposób, aby chroniła prawa autorskie artystów. Amerykański sąd federalny zakazał jednak witrynie muzycznej wznowienia działalności, dopóki nie uda się firmie wykazać, że potrafi efektywnie blokować nieautoryzowany dostęp do chronionych prawem autorskim plików. A to nie takie proste... użytkownicy zmieniali nazwy plików. Następnie sąd federalny unieważnił decyzję sądu niższej instancji, która zabraniała Napsterowi podjęcie działalności. Aż wreszcie sprawa Napstera, rozpoczęta zbiorowym pozwem grupy wydawców i twórców prawie dwa lata wcześniej zakończyła się. Napster miał zapłacić wydawcom i twórcom 26 milionów dolarów za wszystkie przypadki nieautoryzowanego użytkowania i dystrybucji utworów poprzez swój system współdzielenia plików. Firma zgodziła się również zapłacić wydawcom 10 milionów dolarów na rzecz przyszłych opłat licencyjnych. W USA twórcy indywidualni, nie tylko przemysł muzyczny, zaczęli dochodzić swoich praw przed sądami, jednak jeszcze nie na podstawie konwencji WIPO, o której była mowa wyżej. Sąd Najwyższy USA orzekł, iż wydawcy, którzy umieszczają bez zgody uprawnionych artykuły napisane przez tzw. wolnych strzelców w elektronicznych bazach danych, a następnie je dystrybuują on-line lub na płytach CD, naruszają ich prawa autorskie. Taka dystrybucja i umieszczanie w bazach danych jest innym polem eksploatacji niż tradycyjny druk. Następnie Sąd w Nowym Jorku zdecydował, że słowo "książka" nie oznacza e-książki. W sprawie Random House Inc. v. Rosetta Books sąd uznał, iż książka elektroniczna stanowi odrębne pole eksploatacji od książek klasycznych. Decyzja sądu oznacza, że pisarze mogą albo zażądać od wydawnictwa dodatkowych pieniędzy za wersje elektroniczną, albo sprzedać prawa do jej publikacji komuś innemu. "Wolni strzelcy" zwarli szeregi i wraz z Stowarzyszeniem The Authors Guild złożyli pozew zbiorowy przeciwko New York Times. Chodziło o ustalenie (na przyszłość) sposobu obliczania honorarium za - inne niż druk - pola eksploatacji. Jednocześnie Prezydent National Writer Union Jonathan Tasini wyraził zamiar pozwania New York Times'a raz jeszcze, o ile pismo nie zmieni swojej dotychczasowej polityki. Po ostatnich orzeczeniach sądowych pismo oferuje swoim dziennikarzom możliwość pozostawienia ich artykułów w bazach danych bez żadnej kompensaty; O ile autor zarząda opłaty - artykuł będzie usunięty. Pisma musiałyby zapłacić ponad 600 mln dolarów, by spełnić wymagania stawiane im przez prawo. Nie tylko dziennikarze zaczęli walczyć o swe prawa w Sieci. Idąc z duchem czasów sąd federalny w Nowym Jorku stwierdził, iż wydawcy fonograficzni, którzy uzyskali licencje od twórców na potrzeby produkcji i rozpowszechnienia płyt CD oraz kaset, nie będą mogli wykorzystać ich na nowych polach eksploatacji do których należy streaming online. Sąd odrzucił apelację National Geographic dotyczącą licencji na fotografie, jakich udzielali pismu wolni strzelcy - fotograficy. I znów "publikowanie zdygitalizowanych zdjęć na płytach CD jest odrębnym polem eksploatacji, zatem autorowi przysługują odrębne tantiemy z tego tytułu" stwierdził sąd.

A wolność słowa
Stany zjednoczone są potęgą internetową; Nic dziwnego, że właśnie tam odbywa się najwięcej i najbardziej doniosłych procesów sądowych mających za przedmiot internet. Społeczność międzynarodowa obserwuje z zapartym tchem procesy dotyczące DeCSS, w szczególności sprawy DVD-CCA v. Bunner oraz Universal City v. Reimerders, ale również proces Matthew Pavlovich'a. Związany ze stworzeniem oprogramowania LiViD. Sąd apelacyjny w Kaliforni uchylił decyzję niższej instancji w sprawie Andrew Bunner'a, który opublikował kody źródłowe DeCSS na swojej stronie. W ten sposób przestało obowiązywać tymczasowe zarządzenie sądu niższej instancji nakazujące zaprzestanie publikowania tych materiałów. Zdaniem sądu apelacyjnego - tymczasowe zarządzenie sądu niższej instancji jest naruszeniem prawa do wolności słowa znajdującego wyraz w Pierwszej Poprawce do Konstytucji USA. To była krótkotrwałe zwycięstwo wolności słowa, gdyż sąd federalny podtrzymał zaraz decyzję o zakazie publikacji w internecie kodu służącego do zdejmowania zabezpieczeń z płyt DVD. DVD Copy Control Association złożyło następnie wniosek do Sądu Najwyższego Kalifornii w sprawie ponownego rozpatrzenia sprawy blokowania publikacji kodu DeCSS. Kluczową sprawą jest rozdzielenie uprawnień wynikających z Pierwszej Poprawki do Konstytucji USA (wolność słowa) oraz tajemnicy handlowej wynikającej z Uniform Trade Secrets Act (UTSA). Odrzucona apelacja w procesie Universal City v. Reimerdes w sprawie upublicznienia kodu DeCSS na stronie wydawnictwa, zaowocowała falą krytyki pod adresem regulacji Digital Millennium Copyright Act (DCMA). Zdaniem krytyków - ustawa narusza wolność słowa w cyberprzestrzeni, którą obywatele Stanów Zjednoczonych mają w realnym świecie. Zdecydowanie wcześniej powstała strona Anti-DMCA. Można zapoznać się z argumentami przeciwników rozwiązań przyjętych w ustawie. Autorzy twierdzą, że ustawa ta używana jest do tłumienia krytyki, wtrącania naukowców do więzień etc. DMCA jest atakowana również w sądach, jednak sędzia federalny odrzucił pozew przeciwko Recording Industry Association of America (RIAA), złożony przez Electronic Frontier Foundation (EFF) oraz kilka innych podmiotów walczących o swobody obywatelskie, a dotyczący wyłączenia możliwości stosowania DMCA do publikacji naukowych mających za przedmiot bezpieczeństwo danych w sektorze muzycznym. Nie jest to problem tylko w USA. Duński naukowiec Niels Ferguson wyraził przed sądem zdziwienie, iż publikowanie odkryć związanych z kodowaniem plików video może skutkować odpowiedzialnością na gruncie prawa USA. Naukowiec odkrył istotne luki w bezpieczeństwie protokołu High-Bandwidth Digital Content Protection (HDCP), stworzonego przez Intel Corp. W innej części świata, sąd federalny w Australii stwierdził, że pod panowaniem australijskiego prawa autorskiego (Copyright Act) obrazy przechowywane w technologii DVD powinny być traktowane na tej samej zasadzie jak kaseta VHS, nie jak oprogramowanie. W sierpniu cały internetowy świat stanął w obronie 26-letniego Rosjanina Dimitra Skliarowa - nawet firma, na podstawie której oskarżeń go aresztowano. Podczas Def Con Rosjanin pokazał, że możliwe jest usunięcie zabezpieczeń z książek elektronicznych, a firma Adobe złożyła do FBI doniesienie o popełnieniu przestępstwa (na mocy DMCA). Po przesłuchaniu przez Sąd - Rosjanin został zwolniony za kaucją w wysokości 50000 $. Kaucję wpłaciła firma Elcom Soft, w której był zatrudniony student. Adobe umyło ręce. Te wszystkie procesy sądowe trwają nadal i nadal są bacznie obserwowane. Po 12 grudnia będzie ich najprawdopodobniej znacznie więcej, gdyż policja w USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Australii, Finlandii oraz Norwegii przypuściła właśnie wtedy, jednoczesny, zmasowany atak na środowisko związane z witryną Warez.com, które, zdaniem policji, uczestniczyło w handlu zasobami pozbawionymi autorskich zabezpieczeń (warez). Sieć zamarła.

Zakres jurysdykcji
Sieć to medium międzynarodowe; Stwarza to nowe problemy natury jurydycznej, gdyż każda organizacja państwowa pragnie stosować własne regulacje, również wobec obywateli innych państw. Najlepszym przykładem z roku 2001 jest sprawa Yahoo! v. LICRA. Najpierw sędzia federalny (USA) nie zgodził się na odrzucenie powództwa Yahoo Inc., dotyczącego ustalenia, czy sąd francuski jest władny orzekać w sprawie działalności portalu, która - wedle jego deklaracji - koncentruje się w USA. Wcześniej sąd francuski wydał orzeczenie reglamentujące informacje o pamiątkach nazistowskich oraz nakładające na portal obowiązek uniemożliwienia dostępu obywateli Francji do innych materiałów nawołujących do waśni, znajdujących się na stronach kontrolowanych przez Yahoo. W tym samym czasie J'Accuse - stowarzyszenie zajmujące się działalnością na rzecz usunięcia rasizmu z internetu, pozwało 13 francuskich firm typu ISP, w związku z tym, iż umożliwiają dostęp do amerykańskiego portalu zawierającego rasistowskie i nazistowskie treści. Z drugiej strony U.S. Chamber of Commerce - organizacja grupująca przemysł nowoczesnych technologii - dołączyła do sądowej batalii Yahoo! przeciwko orzeczeniu sądu francuskiego, blokującego niektóre z zasobów portalu. Na marginesie całej sprawy zostaje krytyka haskiej konwencji dotyczącej wskazania jurysdykcji sądowej (Hague Convention on Jurisdiction and Foreign Judgements), która jest krytykowana w związku z wprowadzaniem ograniczeń wolności słowa i systemu policyjnego dotyczącego zasobów Sieci. A co z Yahoo!? Sędzia federalny orzekł, że aukcje przeprowadzane poprzez internet, ale przez firmę z siedzibą na terenie Stanów Zjednoczonych, nie mogą być zastopowane przez francuskie prawo ze względu na wolność słowa w USA. Zatem Yahoo! nie musi stosować się do orzeczeń francuskich sądów w sprawie pamiątek nazistowskich dostępnych dla obywateli Francji w portalu. Dwie organizacje francuskie: LICRA oraz UEJF, złożyły apelację. Zobaczymy co będzie dalej.

Prywatność i ciasteczka
Zaczęło się niewinnie. Przed okręgowym sądem w Nowym Jorku rozpoczęło się kilka spraw przeciwko praktyce używania przez DoubleClick'a - firmy zajmującej się reklamami w Sieci - technologii cookies. Wedle powodów - używanie technologii narusza szereg amerykańskich ustaw: the Electronic Privacy Act, the Wiretap Act oraz the Computer Fraud and Abuse Act. Cookies to niewielkie pliki komputerowe wysyłane przez serwer www komputerowi osoby odwiedzającej strony www, które zbierają dane o ruchu tego użytkownika w Sieci. Wedle powodów DoubleClick używa tej technologii w sposób naruszający prawo do prywatności użytkowników. DoubleClick wygrał proces z powództwa zbiorowego, dotyczący jego praktyki budowania profili użytkowników za pomocą technologii 'cookies', oraz późniejszego 'śledzenia' zachowań tych użytkowników w Sieci. To jednak jedynie preludium, gdyż rozpoczęła się dyskusje nad kształtem aktów prawnych chroniących prywatność, atakowaną przez spam (niechcianą korespondencję) oraz cookies. Dyskusje te toczone są zarówno w USA jak i w Europie. Parlament Europejski nie przyjął propozycji wprowadzenia prawnego zakazu przesyłania niezamówionych przesyłek reklamowych pocztą elektroniczną. Komitet Parlamentu ds. Praw i Wolności Człowieka odrzucił propozycję Komisji Europejskiej na temat spamu (junk mails). Zdaniem Komitetu - dotychczasowa forma regulacji pozostawiająca ewentualne obostrzenia prawu państw członkowskich jest słuszna i nie ma potrzeby popierania jej poprzez wydawanie aktów prawa europejskiego w tej kwestii. Projekt ustawy wrócił spod obrad Parlamentu Europejskiego do komisji, która go przygotowała. Ale w projekcie mowa jest również o cookies. Przemysł internetowy Wielkiej Brytanii może ponieść duże straty finansowe jeśli Unia Europejska wprowadzi kontrowersyjne regulacje zakazujące stosowania technologii "śledzenia" aktywności użytkowników za pomocą cookies - informowały media. Jedna z inicjatyw brzmi: "Używanie interentu do zdobywania informacji zgromadzonej na komputerze użytkownika, bez jego wcześniejszej i formalnej zgody, zostanie zakazane przez państwa członkowskie". Poza cookies projekty dotyczą niechcianej korespondencji elektronicznej, korespondencji przesyłanej faxem oraz za pomocą telefonii mobilnej (sms). Po chwili wahania zdecydowano, że prace będą jednak kontynuowane. W efekcie przedstawiciele ministerstw telekomunikacji państw europejskich zgodzili się, że spam (przesyłanie do przypadkowych internautów e-maili oraz SMS-ów reklamowych) powinien zostać zakazany. Jednak nadal nie ma spójnego projektu. W USA ustawę zakazującą spamu przyjęto w bardzo okrojonej postaci. Tym razem nie internauci obawiają się nowych regulacji, a grupy lobbyngowe.

Byt określa świadomość
Z jednej strony wprowadzane są regulacje antyterrorystyczne, z drugiej toczy się debata dotycząca cookies i spamu. W sądach amerykańskich beztrosko zapadają wyroki, umożliwiające pracodawcom monitorowanie poczty elektronicznej pracowników, aż tu nagle... Sędziowie sądów federalnych na zachodzie USA zbuntowali się przeciw monitorowaniu ich służbowych komputerów przez centralny urząd nadzoru nad sądami. Twierdzą, że jest to nielegalne i narusza ich prawo do prywatności. Urząd Administracyjny ds. Sądów w Waszyngtonie zainstalował w komputerach wszystkich sędziów federalnych oprogramowanie, które miało wykrywać czy komputery nie są używane np. do słuchania muzyki, oglądania filmów, albo pornografii... Byt określa świadomość? To słowa Karola Marksa. Ciekawe, czy przewidział możliwość stworzenia filmu z udziałem aktorów, którzy jednak nigdy się nie urodzili? Chodzi o dziecięcą pornografię. Powstał interesujący problem prawny, który dotarł aż do Sądu Najwyższego USA. Podobnie jak sprawa o uznanie niekonstytucyjności przepisów ustawy Child Online Protection Act (COPA). Sąd stara się wysłuchać obu stron: stanowisk Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych oraz organizacji American Civil Liberties Union (ACLU). A zaczęło się zupełnie prozaicznie. W marcu 2001 roku organizacje bibliotekarzy: American Civil Liberties Union (ACLU), American Library Association (ALA), oraz, dodatkowo, prawie dwanaście innych organizacji, złożyły pozew w okręgowym sądzie federalnym w Filadelfi m.in. przeciwko Stanom Zjednoczonym Ameryki. Pozew wymierzony jest właśnie przeciwko ustawie Children's Internet Protection Act, który wedle powodów zablokuje dostęp do konstytucyjnie chronionych treści w Sieci. Jednak chodzi o to, że ustawa uzależnia dotacje dla bibliotek od zainstalowania specjalnych filtrów w przeglądarkach www. Sąd Najwyższy USA zapowiedział, że chce doprowadzić do uchylenia nowych regulacji. Amerykański rząd broni poprawek dotyczących filtrowania zasobów internetu przez biblioteki. Twierdzi, że ochrona nieletnich przed treściami pornograficznymi nie stanowi naruszenia prawa do wolności słowa. Byt określa świadomość.

Patent na sukces
W mijającym roku okazało się, że wiele rozwiązań, które można znaleźć w międzynarodowej, globalnej Sieci, jest opatentowane. Dziwić to może, biorąc pod uwagę fakt, że internet to sieć, która powstała jako wojskowa, następnie przeistoczyła się w naukową, a dopiero niedawno stała się udziałem wielkich pieniędzy i biznesu. I tak: British Telecom pozwał Prodigy Communications Corp. w sprawie podejrzenia naruszenia patentu stanowego (numer 4,873,662, zgłoszony w 1986 roku), dotyczącego używanej w internecie technologii hiperlinków. BT przygotowuje podobne akcje przeciwko kolejnym firmom. Sprawa rozpoczęta w lutym 2001 roku będzie kontynuowana w roku przyszłym. Patent na linki to niesamowity pomysł, ale zobaczymy jak sprawa się zakończy. Firma InterTrust Technologies Corp wytoczyła proces Microsoft Corp. również o łamanie prawa patentowego. Chodzi o system sprawiający, że tylko płacący klienci mają dostęp do niektórych stron w Internecie. Wokół patentu firmy McAfee (dotyczącego sposobu, w jaki firma dostarcza oprogramowanie za pomocą bazującego na www serwisu) narastają kontrowersje. Rozpoczyna się debata. Czy technologie takie jak www czy xml powinny być poddane ochronie patentowej? Propozycje W3C dotyczące polityki patentowej wzbudziły szereg kontrowersji i polemik, również natury prawnej. Po posiedzeniu specjalnej grupy: W3C's Patent Policy Working Group powstał roboczy projekt sposobu zarządzania posiadanymi przez W3C patentami na technologie wykorzystywane w Sieci. Tymczasem amerykańskie biuro patentowe zarejestrowało w październiku wniosek firmy IBM o uznanie jej praw do edytorów stron WWW. Patent został zgłoszony w czerwcu 1998. Firma OpenTV - produkująca interaktywne oprogramowanie - ogłosiła iż przysługują jej prawa z patentu na dostarczanie internetu (treści) do użytkowników telewizorów, zarówno za pomocą kabla jak i poprzez sieć satelitarną. Firma Network Commerce Inc. pozwała firmę Liquid Audio Inc., w związku z rzekomym naruszeniem praw wynikających z patentu na metodę pobierania opłat online za udostępnione pliki muzyczne w Sieci. W grudniu okazuje się, że istnieją patenty w USA na technologię e-kartek. Chodzi o rozwiązanie, polegające na informowaniu adresata e-kartki mailem o tym, że czeka na niego przekaz na stronie www, do której prowadzi link, umieszczony w treści listu (patent nr. 6,192,407 "private, trackable uniform resource locators (URLs) for directed document delivery"; patent z roku 1997). Są już pierwsze spory sądowe dotyczące tego zagadnienia. Zapowiada się, że będzie coraz bardziej interesująco.

Te wszystkie problemy prawnej natury, o ile jeszcze nie dotyczą Polski - mogą już niebawem dotyczyć również polskich obywateli.

Ubezpieczenie społeczne
Przedsiębiorstwa będą przekazywać drogą elektroniczną dokumenty do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Wymóg taki określała nowelizacja ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, zaproponowana przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w 2000 r. Weszła ona w życie w styczniu 2001 roku. Płatnicy zatrudniający powyżej 20 osób muszą przekazywać do ZUS dokumenty związane z ubezpieczeniami wyłącznie w formie elektronicznej (jednak miało to nastąpić stopniowo). Za niedopełnienie obowiązku przekazania dokumentów drogą teletransmisji grozi grzywna do 5 tys. zł. Od 18 lipca pierwsza grupa płatników, tj. przedsiębiorcy zatrudniający co najmniej tysiąc osób, musieli przesyłać do ZUS dokumenty w postaci elektronicznej (czyli np. przez Internet). Do ostatniej chwili rozporządzenie określające stosowne procedury nie ukazało się. W Dzienniku Ustaw nr 73 ukazało się wreszcie Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia 3 lipca 2001 r. (poz. 774) w sprawie warunków, jakie muszą spełnić płatnicy składek przekazujący dokumenty ubezpieczeniowe w formie dokumentu elektronicznego poprzez teletransmisję danych. Tyle, że rozporządzenie obowiązuje od 2 sierpnia (14 dni od jego ogłoszenia). Od 18 sierpnia kolejna grupa płatników składek została zobowiązana do przekazywania dokumentów do ZUS w sposób elektroniczny. Chodzi o pracodawców zatrudniających od 100 do 999 pracowników. Ci przynajmniej wiedzą jak należy to robić, mają rozporządzenie. Pod koniec sierpnia rozpoczął działalność specjalny internetowy serwis szkoleniowy ZUS. Witryna umożliwia płatnikom składek ćwiczebne przesyłanie dokumentów za pomocą udostępnionych programów. Od 18 września wszystkie podmioty (osoby fizyczne czy prawne), które zatrudniają co najmniej 21 pracowników podlegają ustawie, zatem odprowadzają do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych dokumenty w postaci elektronicznej. Myślę, że niebawem ktoś pokusi się o opracowanie raportu dotyczącego stosowania tej ustawy. Sam jestem ciekaw, jak poradziły sobie małe firmy, które niekoniecznie korzystały wcześniej z komputerów.

Dostrzegamy internet
W styczniu 2001 sopocki sąd skazał grożącego SMS'ami na karę 1000 zł grzywny, jednocześnie w mediach apelowano aby ci, którzy mają podobne kłopoty spieszyli się z doniesieniem na policję, gdyż dane na serwerach są przechowywane przez stosunkowo krótki czas. Sędzia uzasadniając wyrok stwierdziła, że gdyby grożący przeprosił poszkodowanego - kara byłaby jeszcze niższa. A co się właściwie stało? Pewien człowiek wysyłał swojemu sąsiadowi sms-y z pogróżkami (groził, że mu wysadzi w powietrze samochód, że go zabije itp.). Wysyłał je za pośrednictwem strony www, co w jego mniemaniu gwarantowało bezkarność. Ofiara zwróciła się do prokuratury, która z kolei zwróciła się do operatora gsm. W wyniku tych działań wspomniany człowiek stanął przed sądem. Groziła mu kara do dwóch lat więzienia. Również w styczniu media informowały o tym jak to młody Słupszczanin pocztą elektroniczną wysłał do Prezydenta RP prośbę o ułaskawienie. Mężczyzna od dwóch lat poszukiwany był listem gończym. Nietypowa forma pisma, ani sytuacja skazanego, nie przeszkadzała administracji prezydenta we wszczęciu procedury. Zgodnie z procedurą jego prośba została przekazana Prokuratorowi Generalnemu, ten miał przesłać do właściwego sądu, który zaopiniować miał wniosek. Na razie, przypuszczalnie, listem tradycyjnym.

Podpis
Parlament poprzedniej kadencji zdążył uchwalić ustawę o podpisie elektronicznym. Zaczęło się w marcu. Pierwsze czytanie poselskiego i rządowego projektu ustaw o podpisie elektronicznym. Następnie przepychanki z rozlicznymi grupami interesów, aż wreszcie pod koniec lipca podpis przyjęto w Sejmie. Za przyjęciem ustawy głosowało 330 posłów, przeciw było 10, a dwóch wstrzymało się od głosu. Ustawa przewiduje, że podpisem elektronicznym będą mogły się posługiwać zarówno osoby fizyczne, jak i prawne. Prywatna część podpisu będzie zapisana na specjalnej karcie. Będzie ją mógł odczytać tylko właściciel za pomocą specjalnego urządzenia. Jawna część podpisu elektronicznego będzie ogólnodostępna. Usługi certyfikacyjne będzie mógł świadczyć każdy podmiot gospodarczy, poza wyższymi uczelniami i notariuszami. Nadzór nad procesem certyfikacyjnym będzie sprawowało Ministerstwo Gospodarki. Jednym z oświadczeń woli, którego nie będzie można na razie podpisać elektronicznie, jest zawarcie związku małżeńskiego. Senat zgłosił 50 poprawek do ustawy o e-podpisie. Jeśli Sejmowi nie udałoby się ich odrzucić, należąca do NBP spółka Centrast miałaby wyłączność na świadczenie usług uwierzytelniania wszystkich wystawców certyfikatów. Banki mogłyby wystawiać certyfikaty dla całego rynku. Przyjęto wniosek wiceministra MSWiA, Kazimierza Ferenca, zgodnie z którym wystawcy certyfikatów nie mogą dokonywać dobrowolnej akredytacji. Zamiast tego powstać ma jedynie lista podmiotów kwalifikowanych, mogących wystawiać certyfikaty kwalifikowane. Do udziału w obradach Senatu nie zaproszono przedstawicieli środowiska informatycznego. Sejmowa Komisja Transportu i Łączności prawie jednogłośnie odrzuciła wszystkie poprawki zgłoszone przez Senat do ustawy. Teraz dopiero się zakotłowało. Głosowanie nad senackimi poprawkami przełożono na kolejne posiedzenie Sejmu, nie podając uzasadnienia. Wykorzystując ostatnią szansę na uchwalenie ustawy jaka była w III kadencji Sejm przyjął senacką poprawkę do ustawy, rozszerzającą uprawnienia Narodowego Banku Polskiego (NBP) związane z certyfikacją tych podpisów. Gdyby Sejm nie przyjął poprawek Senatu - cały proces legislacyjny należałoby zacząć od nowa, w Sejmie nowej kadencji, a tak, 11 października, Aleksander Kwaśniewski złożył podpis pod ustawą o podpisie elektronicznym, zarówno w sposób tradycyjny jak i... elektroniczny. No tak. Ustawa wejdzie w życie po przedłużonym vacatio legis i nie ma aktów wykonawczych. Prezydentowi wystawiła certyfikat firma komercyjna. Jaką doniosłość prawną miało podpisanie przez Prezydenta ustawy elektronicznie? Wydaje mi się, że żadną. Głowa Państwa wskazała jednak firmę certyfikującą, prawdopodobnie oszczędzając jej sporo pieniędzy na reklamie. Po pierwszej euforii przyszła refleksja. Nie tak szybko będzie można podpisywać elektronicznie dokumenty. Infrastruktura będzie kosztować. Czy stać będzie na podpisywanie dokumentów elektronicznie przysłowiowego Kowalskiego? Czas pokaże, jednak dobrze się stało, że ustawa w ogóle powstała.

Inne prace Sejmu
Udało się również przyjąć inne ustawy dotyczące pośrednio lub bezpośrednio internetu. Sejm uchwalił ustawę z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. nr 112, poz. 1198), zobowiązującą m.in. organy władzy publicznej do udostępniania wszystkim zainteresowanym dokumentów i innych źródeł informacji publicznej. Wchodzi ona w życie 1 stycznia 2002 r. Udało się uchwalić również ustawę z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych, (podpisana przez Prezydenta 28 września 2001 r.). Zdaniem krytyków ustawa o ochronie baz danych może spowodować trudności w dostępie do pojedynczych informacji, gdyż nie precyzuje np. jak traktować bazy w Internecie... Czas pokaże. Ustawę mamy. Podobnie jak zmienioną ustawę o ochronie danych osobowych (ustawa z dnia 25 sierpnia 2001 r. o zmianie ustawy o ochronie danych osobowych, Dz. U. Nr 100, Poz.1087, z dnia 18.09.2001). Nowelizacja weszła w życie 3 października. Rozszerzyła katalog informacji uznawanych za dane osobowe. Danymi osobowymi są wszelkie informacje "dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby...". Nie udało się natomiast doprowadzić do uchwalenia ustawy o handlu elektronicznym, projektem której, w wakacje, zajmowała się Rada Ministrów. Nie udało się również przyjąć ustawy o elektronicznych instrumentach płatniczych. Co prawda, na posiedzeniu Sejmowej Komisji Nadzwyczajnej - Komisji Prawa Europejskiego zajmowano się projektem, to jednak problemy przerosły ustawodawcę. Do tej pory polskie prawo nie regulowało kompleksowo problematyki funkcjonowania elektronicznych instrumentów płatniczych. Funkcjonowały wyłącznie pojedyncze przepisy w Prawie bankowym oraz prawie karnym, dotyczące kart płatniczych. Sejm dostrzegł potrzebę kompleksowego uregulowania tej problematyki. W toku negocjacji dotyczących członkostwa w Unii Europejskiej zobowiązaliśmy się do przyjęcia takich uregulowań. Zobowiązanie do wprowadzenia takich rozwiązań znajduje się w zaleceniu Komisji Europejskiej nr 97/489/EC w sprawie transakcji przeprowadzanych przy użyciu elektronicznych instrumentów płatniczych. Projekt dotyczył kart płatniczych, usług bankowości elektronicznej oraz pieniądza elektronicznego. Sprawa rozbiła się o prawo bankowe. W art. 5 Prawa bankowego wyraźnie ograniczona została możliwość prowadzenia rozliczeń pieniężnych. Czynności polegające na rozliczeniach finansowych i pieniężnych są czynnościami bankowymi, które są zastrzeżone wyłącznie dla banków. Sprawą zajmie się Sejm nowej kadencji?

Jaki podatek od oprogramowania
W kwietniu Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na zapytanie poselskie zajęło stanowisko w sprawie opodatkowania darmowego oprogramowania komputerowego: otrzymane przez osoby fizyczne nieodpłatne świadczenie w postaci darmowego oprogramowania, udostępnianego różnym podmiotom (w tym osobom fizycznym prowadzącym działalność gospodarczą) w ramach Powszechnej Licencji Publicznej GNU - w świetle ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych nie stanowi dla użytkowników tego oprogramowania przychodu podlegającego opodatkowaniu. W lipcu polscy przedsiębiorcy sprzeciwiają się praktykom niektórych urzędów skarbowych, które traktują udzielanie licencji na oprogramowanie jako usługę. Wiąże się to z koniecznością odprowadzania podatku VAT. Problemy interpretacyjne dotyczyły również licencji na oprogramowanie odpłatne. Naczelny Sąd Administracyjny zajmował się sporem wokół podatku VAT od sprzedawanych licencji na oprogramowanie. Pozew złożyła białostocka firma ZETO, której w ubiegłym roku miejscowy urząd skarbowy kazał zapłać 22 proc. VAT od sprzedawanych licencji. Urząd wówczas uznał, że udzielanie licencji na oprogramowanie firmy Softar jest sprzedażą programów... Jak się okazuje prawo podatkowe, być może, potrzebuje solidnego wsparcia technologicznego, by było interpretowane wszędzie jednakowo.

Co będzie dalej
Co będzie dalej - czas pokaże. Internet, a zatem również regulacje mające to medium za przedmiot, rozwijają się - póki co - dynamicznie. Zdarzają się wyjątki i warto odnotować na zakończenie również pewien epizod: Rządzący (jeszcze w lipcu) w Afganistanie Talibowie doprowadzili do uchwalenia pierwszego w świecie prawa "antyinternetowego". Na terenie całego kraju zakazano korzystania z internetu, a zakaz odnosił się nie tylko do osób prywatnych, ale również do instytucji państwowych. Zakaz nie obowiązywał tylko organizacji humanitarnych i placówek ONZ. Niecały miesiąc później uznano, że zakaz obowiązuje wszystkich "zgodnie z zasadami islamu" i tylko przywódca Talibów będzie miał w swoim biurze dostęp do Sieci. Czy taka będzie przyszłość internetu? Raczej nie.

Piotr VaGla Waglowski

Artykuł powstał na podstawie Kroniki Wydarzeń serwisu VaGla.pl Prawo i Internet, dostępnej pod adresem http://www.vagla.pl

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>