O tym, że w sensie prawnym wszystko jest w porządku, czyli komentarz ZPAV do kampanii Prawo kultury

"To tak, jakbyśmy podpowiadali ludziom, w jaki sposób kraść w supermarketach. Mówię np. o serwisach, w których muzyka udostępniania jest nielegalnie. To jest działanie na szkodę artystów - i ogólniej: na szkodę kultury. W sensie prawnym wszystko jest w porządku, ale bez wątpienia jednak jest to okradanie artystów i - powtarzam - działanie na szkodę kultury"

- Bogusław Pluta, dyrektor Organizacji Zbiorowego Zarządzania Związku Producentów Audio-Video (ZPAV), w tekście Gazety Wyborczej pt. ZPAV ostro o kampanii społecznej 'Prawo kultury': To zachęcanie do złodziejstwa. Wypowiedź powyżej przywołana komentuje prowadzoną przez Fundację Nowoczesna Polska kampanię społeczną pt. Prawo Kultury. Ja zaś o tej kampanii (biorę w niej udział) napisałem w tekście Niezła jazda (Metrem) w kampanii Prawo Kultury.

Wypowiedź, z której wynika, że generalnie kampania jest zgodna z prawem, ale "to okradanie artystów" i "działanie na szkodę kultury", jest moim ulubionym fragmentem w całym, podlinkowanym wyżej artykule.

Z Panem Bogusławem Plutą spieramy sie nie od dziś. Poniżej taki fragment dyskusji "z salą" w trakcie koonferencji z 2008 roku:

Fragmenty wystąpienia p. Bogusława Pluty ze Związku Producentów Audio-Video, w czasie konferencji naukowej pt. "Czy wolna kultura jest legalna? - Licencje Creative Commons w polskim prawie autorskim" (25 kwietnia 2008 roku, Sali Senatu Uniwersytetu Warszawskiego).

Jak widać spieramy się tak już od wielu lat. Trochę mnie dziwi, że ZPAV tym razem nie postanowił odnieść się do kampanii cytując normy prawne związane z tzw. trzystopniowym testem (por. Trzystopniowy test - notatki i spostrzeżenia dnia drugiego; to jest tekst z 2006 roku, a więc nawet starszy, niż przywołany wyżej wideogram, którego - nota bene - jestem producentem). Takie odwołanie się do np. art. 35 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych musiałoby oznaczać początek jakiejś merytorycznej polemiki. Ponieważ chodzi jednak o publiczny komentarz rozumiem, że lepiej było powiedzieć o "okradaniu artystów" i "działaniu na szkodę kultury". To się w świadomości odłoży. W wypowiedzi medialnej ważne są krótkie proste stwierdzenia, nie przymierzając takie, jak "mam prawo kopiować książki", albo "mam prawo dzielić się muzyką". Dzielenie się muzyką nie wzbogaca kultury??

Ja jestem artystą i jestem też twórcą kultury. I co teraz? Teraz wypadałoby powiedzieć, że jestem marnym artystą i reprezentuję niską kulturę. A właściwie, to pewnie reprezentuję brak kultury, a najlepiej właściwie powiedzieć, że reprezentuję brak kultury osobistej.

Słowa. Kampania "Prawo kultury" w dużej mierze dotyczy właśnie języka. Języka, jakim mówi się o obiegu informacji w społeczeństwie informacyjnym. Język ma znaczenie. Można powiedzieć "nie ukradłbyś samochodu" w kampanii prezentowanej przed filmem w kinie, a podpis dot. autora/producenta kampanii nie powinien odciągać nas od głównego przekazu. Dlatego najlepiej nie umieścić tam żadnego podpisu. Można powiedzieć "po siódme - nie kseruj" i sprawić wrażenie, że kopiowanie jest grzechem. To, że pod plakatem wymieniono wydziały prawa może sugerować, że przekaz ma coś wspólnego z systemem prawnym powszechnie obowiązującym, ale jednak "po siódme" to inny system walutowy, niż np. zacytowanie konkretnego przepisu. Zresztą nie ma takiego przepisu, który potrafiłby uzasadnić, że nie można kopiować książek. Nie ma takiego, którym dałoby się uzasadnić, że kopiowanie muzyki lub filmów nie jest dopuszczalne. Jest kilka takich, które mówią o granicach, w jakich można to robić (ale mówienie o granicach musiałoby oznaczać, że mówimy tez o dopuszczalności, a to "działanie na szkodę kultury").

Swoją drogą to dość zabawne (proszę pamiętać, że kampania dotyczy języka dyskursu prawno-autorskiego, zatem już teraz uważam, że się udała, skoro koledzy ze ZPAV ją tak ostro ocenili i zrobili to w taki, tj. "emocjonalny", a nie w inny, np. bardziej merytoryczny, sposób), dość zabawne, że widząc np. dymek o dzieleniu się muzyką wielu uznało, że chodzi tam o dzielenie się muzyką cudzego autorstwa. Zabawne, że niewielu odczytuje "mam prawo dzielić się muzyką" w ten sposób, że mówiący mówi o muzyce swojej. A czy mogę dzielić się muzyką "cudzą"? Oczywiście! Mogę to robić, jeśli np. utwory przeszły do domeny publicznej. Mogę to robić również wówczas, gdy utwory nie przeszły do domeny publicznej, ale korzystam z dzieł w ramach dozwolonego użytku (prywatnego względnie publicznego).

Nie jest to już tak zabawne, gdy uzmysłowimy sobie, że prawdziwym działaniem "na szkodę kultury" jest na przykład stopniowe wydłużanie okresu ochrony prawnoautoskiej, długie lata po śmierci twórców (por. Dzień Domeny Publicznej A.D. 2012 - niektóre problemy prawnej ochrony domeny publicznej). Bo jak niby czasowy monopol na rzecz jednego może zasilić wszystkich, chyba, że mówimy o kulturze wybranych. Lepiej brzmi "na szkodę kultury", niż na szkodę producentów (por. Natarcie uszu za rozdawanie muzyki). No, ale chodzi właśnie o język i komentarz ze strony ZPAV pokazuje, że o języku warto rozmawiać. Generalnie: warto rozmawiać, bo kto nie skacze, ten nie skacze, hop, hop, hop... Ważna jest kultura. Skakanie to też przejaw kultury. Podobnie, jak za przejaw kultury można uznać wizyty amerykańskich prawników, którzy chętnie podzielą się z polskimi sędziami swoimi przemyśleniami na temat tego, jak należałoby właściwie interpretować przepisy prawa autorskiego (por. Hiszpański system prawa solą w oku amerykańskiego "przemysłu praw autorskich"). Jest jeszcze kultura "złotych blach", które przecież wcale nie są wręczaniem innej korzyści policjantom, nie? Nie są. Tak odpowiedziało MSWiA, chociaż w odpowiedzi odniosło się wówczas głównie do majątkowego aspektu, a już "inną korzyść" zbyło kilkoma stwierdzeniami nie dotyczącymi meritum (por. Złote blachy i płyty: MSWiA twierdzi, że wszystko jest w porządku...).

Czy konkretny model kultury zwycięży? Nie mnie o tym decydować. Niech każdy myśli samodzielnie.

Podobne materiały gromadzę w dziale cytaty

PS
Przeczytaj również: Jaka jest polska racja stanu w intelektualnej grze o tron?.

I jeszcze taki wideogram wyprodukowałem o przesunięciu krzywych popytu i podaży w społeczeństwie informacyjnym...:

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Jeśli komuś Pan z brodą w

Jeśli komuś Pan z brodą w metrze (przekazujący informacje zgodną z polskim prawem) kojarzy się tylko z namową do kradzieży to raczej z tym kimś nie ma sensu się spierać. Mnie nikt do niczego nie namawia, ale lubię wiedzieć jakie prawa mi przysługują.

Z dozwolonym użytkiem chyba jest trochę tak jak ze skarga do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Możemy złożyć skargę (jak polski wymiar sprawiedliwości i urzędnicy dadzą nam się "we znaki"), ale często pojawiają się glosy, ze no fakt mamy prawo, ale tak donosić na własny kraj - to przecież takie niepatriotyczne.

Pomówienie?

W sensie prawnym to pan Pluta operuje na granicy pomówienia, a niektóre działania jego organizacji to korsarstwo lądowe.

Mam dokładnie takie same

Mam dokładnie takie same odczucia.

... W sensie prawnym wszystko jest w porządku, ale bez wątpienia jednak jest to okradanie artystów i - powtarzam - działanie na szkodę kultury...

Panie Piotrze, jest Pan złodziejem i okrada Pan artystów? Może jest Pan szkodnikiem który działa na szkodę kultury?

Moim zdaniem to nieprawda i na miejscu Pana oraz osób związanych z cała akcją zastanowił bym się jednak nad pozwem. Taki pozew mógłby moim zdaniem zrobić jeszcze więcej dobrego niż sama akcja, a na pewno pokazał by panu Plucie gdzie jego miejsce.

P.S.
Ta broda strasznie Pan postarza, o to chodziło? Przedtem wyglądał Pan sympatycznie, a teraz można dzieci straszyć...

Ja to bym najchętniej

Ja to bym najchętniej rozwiązał te organizacje, lub wprowadził wymagany średni wiek członków 30 lat, może ci młodzi podziałali by na te stare głowy, bo sądzę, że jest tam co najmniej powyżej 50 lat średnia teraz, jeżeli zarząd wygląda tak jak ZAiKSu...
I tak jak praktycznie powiedziano w zalinkowanym artykule, niektóre osoby żyją jeszcze w latach 90 i liczą na ich rychły powrót, liczą, że pewnego dnia wszystko wróci tak jak było... Trzeba im chyba coś uświadomić i przez to... rozczarować...

Chciałbym jeszcze przypomnieć

VaGla's picture

Chciałbym jeszcze przypomnieć materiał z dr Jackiem Wasilewskim, który opowiada o retoryce. W kontekście powyżej komentowanego komentarza warto zastanowić się nad tym, czy aby "okradanie artystów" "działanie na szkodę kultury" nie jest tu użyte właśnie z zamiarem czysto retorycznym. W każdym razie zachęcam do odsłuchania i obejrzenia:

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Erystyka nie retoryka

Zapewne pan Pluta będzie się właśnie tak tłumaczył (że miał czysto retoryczny zamiar), jednak wypowiadający się tutaj wskazują, że to był raczej celowy chwyt erystyczny wynikający z braku woli do merytorycznej dyskusji. Dlatego uważam za uzasadnione retorycznie dostosowanie się do języka oponenta i wspominanie o pomówieniu za każdym razem, gdy ktoś sugeruje okradanie oraz ripostowanie wypowiedzi o piractwie określaniem działań organizacji zarządzania prawami autorskimi (czy innych BSA) jako korsarstwo.
Jak widać, też będę się tłumaczył, że mam zamiar czysto retoryczny, jednak jeśli zajdzie potrzeba, to znajdę argumenty merytoryczne. Chodzi o to, żeby w końcu i przeciwna strona zechciała tylko po takie argumenty sięgać.

Na to pytanie chyba dosyć

Na to pytanie chyba dosyć łatwo odpowiedzieć obserwując działania drugiej strony. Co robi ZPAV gdy ma jakieś wątpliwości prawne dotyczące czynu zabronionego? Zgaduję, że oddaje sprawę do prokuratury lub sądu.
Zamiast zastanawiać się w jakim charakterze te zwroty zostały użyte, ja bym proponował dostosować się do retoryki drugiej strony i zastanowić się jak rozegrać tę sprawę. Moim zdaniem najlepiej rozegrać ją oczywiście w sądzie i to tak, aby pan Pluta ją przegrał. Jeden taki wyrok skazujący pewnie może powstrzymać dalsze podobne działania ze strony pana Pluty, a docelowo też innych "antypiratów". Bo obecnie jest chyba tak, że my wszyscy "mamy prawo ...", ale tak naprawdę się tylko biernie bronimy. Może warto by się było jednak czasami zastanowić nad przejściem do kontrataku i to w sposób bardziej czynny?

Nie dziw się, Piotrze, że

Nie dziw się, Piotrze, że nie ma merytorycznej dyskusji. Samo hasło "mam prawo dzielić się muzyką" jest, hmmm...., mało merytoryczne. Jest za to medialne, tak samo jak "okradanie artystów". Mówiąc A, usłyszałeś B :-)
A poza wszystkim, nie chcę takiej dyskusji merytorycznej, która jest prowadzona kampaniami outdoorowymi i oświadczeniami prasowymi. Chcieliście namieszać - namieszaliście. Pytanie tylko co za tym pójdzie: zwiększenie ilości przypadków udostępniania muzyki z naruszeniem prawa, czy dyskusja?

Ja w tym miejscu bym się

Ja w tym miejscu bym się nie zgodził. Okradanie kojarzy mi się od razu z Kodeksem Karnym albo z którąś z ustaw przewidującą kare grzywny lub więzienia. Tu nic takiego nie ma miejsca, w tym miejscu słowo "okradanie" uważam za zwykłe pomówienie.

Natomiast "mam prawo się dzielić muzyką" to stwierdzenie jak najbardziej zgodne z prawem i prawdą.

"Pytanie tylko co za tym pójdzie: zwiększenie ilości przypadków udostępniania muzyki z naruszeniem prawa"

Dziwaczny wniosek i chyba wyssany z palca. Mowa jest o świadomym i zgodnym z prawem dzieleniem się muzyką. Skąd to wiadomo? "Mam prawo" z akcentem na słowo "prawo".

Cieszę się bardzo, że

Cieszę się bardzo, że Pani/Pan wyraża taką opinię - że gdzieś w zdaniu "Mam prawo dzielić się muzyką" jest zaszyte stwierdzenie "w granicach wyznaczonych przez prawo". Ja go nie widzę, podobnie, jak w informacji o zakazie kopiowania utworu bez zgody właściciela praw autorskich nie widzę stwierdzenia, że "w granicach wyznaczonych przez prawo".

Pomijając nawet kwestię

Pomijając nawet kwestię kto co widzi, a kto czego nie widzi, można jednak stwierdzić pewne fakty. Pewne organizacje wspierane przez prywatne firmy oraz nawet niektóre ministerstwa oraz czasem policję usiłują nam wmówić coś takiego:
"jesteście złodziejami, choć faktycznie działacie zgodnie z prawem - nad czym bolejemy"
W zdaniu od razu widać sprzeczność, czy ktoś działający zgodnie z prawem może być nazywany złodziejem? Moim zdaniem to pomówienie.

art. 212
§ 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nie mającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie, karze ograniczenia albo pozbawienia wolności do roku.

§ 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.

W tym wypadku mamy do czynienia z akcją uświadamiającą społeczeństwu jego prawa. Przecież nikt nie twierdzi: ...masz prawo kraść..., albo ... w Internecie nie musisz stosować się do norm prawa. Jest tylko informacja o tym jakie mamy prawa. Moim zdaniem taka akcja jest bardzo potrzebna, wiele osób nie zna zbyt dobrze naszych polskich uregulowań prawnych, a w szczególności swoich praw i obowiązków (nagminne jest przenoszenie na nasz grunt prawa amerykańskiego, zazwyczaj zasłyszanego gdzieś w TV). Natomiast od razu widać, że akcja spotkała się z bardzo ostrą reakcją. Reakcją która wydaje mi się bezprawna. Szkoda, że na razie nikt nie zdecydował się na wniesienie oskarżenia prywatnego - moim zdaniem sprawa się chyba do tego kwalifikuje.

right questions

ksiewi's picture

Podobno uzyskanie dobrych odpowiedzi wymaga zadawania właściwych pytań.

Mnie pytanie Pawła zainspirowało do zadania następującego pytania: "A co pójdzie za kampanią 'nie kradnę samochodów-nie ściągam plików' - zwiększenie ilości jakich przypadków?"

Nieśmiało tylko zwrócę

Nieśmiało tylko zwrócę uwagę, że kampania dotyczy udostępniania, nie ściągania ;-) Że ściąganie nie wadzi nikomu to wszyscy wiemy.

komu wadzi ściąganie

ksiewi's picture

Kampania, o którą mi chodziło to "Piracy it's a crime". Tam pada dość wyraźne sformułowanie "downloading ... is stealing", więc raczej dotyczy ona ściągania i komuś ono jednak wadzi...

Hala odlotów

kocio's picture

Nie zgadzam się z takim porównaniem - pierwsze jest sloganem, czyli siłą rzeczy pewnym uproszczeniem, ale drugie jest po prostu nieprawdziwe (chyba, że jest to słynny "skrót myślowy", ale każdą rzecz da się tak otagować...).

A emocje są ogromne - wczoraj oglądałem dyskusję w TVP Kultura pod hasłem "Czy w Internecie coś do kogoś należy?" i buzowało jak w kociołku, przy czym mało kto się odnosił w ogóle do prawa - autorskiego czy innego. Bardzo przykre wrażenie to na mnie sprawia: Jarek Lipszyc próbował nawet doprowadzić do rzeczowej dyskusji nad granicami tego sloganu, ale nawet tego się nie dało w kulturalny sposób, choć stacja elitarna, a goście jak rozumiem nie zebrani z podwórka...

Jak sobie jeszcze przypominam dyskusję w Zachęcie w tym roku, to widzę, że merytoryka jest dla większości dyskutantów bez znaczenia - tam był czas na rozwinięcie myśli, a i tak kończyło się krzykami i dyskredytowaniem.

Jeśli masz pomysł, jak powinno brzmieć hasło wywoławcze, żeby dyskusja była merytoryczna, to podaj, proszę. Bardzo chętnie bym się przekonał, że to tylko kwestia niewłaściwego wysłowienia problemu, ale jak na razie zupełnie w to nie wierzę. Moim zdaniem to kwestia (a) interesów, (b) dużej ignorancji prawnej, (c) mieszania kwestii prawnych, moralnych i zwyczajów różnych środowisk.

Na szczęście nie jestem

Na szczęście nie jestem stroną w tym sporze i mogę się ograniczyć do krytykowania :-)

A poważnie, to jestem prawnikiem, nie marketingowcem, nie znam się na wymyślanie haseł. Moją rolą w takich kampaniach jest ocena haseł, które wymyśli specjalista od haseł - i tutaj to zwyczajnie czynię. I znów żeby była jasność - hasło nie narusza prawa, nie namawia też do jego łamania. Zwyczajnie brakuje mi natomiast uczciwego podejścia do dyskusji, zwłaszcza, gdy chce się analizować język sporu i zarzuca się nadużycia językowe drugiej stronie. Uprawnieni mówią - udostępnianie i ściąganie to kradzież. I nie mają racji, bo prawo w pewnych sytuacjach dopuszcza takie działania (np. dozwolony użytek, czy jak Piotr mnie niedawno pouczył, także udostępnianie własnej twórczości, czy udostępnianie utworów, w stosunku do których prawa majątkowe wygasły). A nawet, jak nie dopuszcza, to nie jest to kradzieżą w sensie prawnym.
Ale druga strona mówi - mam prawo udostępniać muzykę. I też nie jest to wypowiedź prawdziwa, bo takie prawo istnieje, ale w pewnych sytuacjach, a nie zawsze (np. dozwolony użytek, udostępnianie własnej twórczości, udostępnianie utworów, w stosunku do których prawa majątkowe wygasły).
O to i tylko o to mi chodzi.

Dyskusja o akcji

kocio's picture

Na szczęście nie jestem stroną w tym sporze i mogę się ograniczyć do krytykowania :-)

O to i tylko o to mi chodzi.

Nie mam z tym żadnego problemu - ani z czystą krytyką, ani z ograniczonym zainteresowaniem tym sporem z twojej strony. Ba: nawet taka odpowiedź jest o niebo lepsza niż w jakiejkolwiek innej publicznej dyskusji o prawie autorskim, jaką dotąd widziałem.

Niemniej brak propozycji jak niby zacząć merytoryczną dyskusję wskazuje, że albo problem jest kosmicznie trudny do wyartykułowania (w co nie wierzę), albo właśnie obrośnięty gęstwiną rzeczy pozamerytorycznych, które wspomniałem wcześniej.

Vide to spotkanie w TV: pani Błeszyńska z pewnością mogła się wykazać większą ilością kontrargumentów (w końcu kilka rzuciła), ale starała się przede wszystkim nie dać Jarkowi dojść do głosu. Wyglądało na to, że się na sprawie zna i mogłaby rozmawiać, z czego wnoszę, że zwyczajnie nie była zainteresowana merytoryczną wymianą zdań. No a cóż po najlepszej nawet wiedzy, gdy brak woli?

Nie wadzi mi, że interesuje cię wąskie podejście do problemu, ale w tej chwili wydaje mi się, że najważniejsze jest, żeby w ogóle dyskusje się odbywały, a w ich trakcie powoli odcedzały się najprostsze i najgłupsze mity; dopiero jak zabraknie już większości tych popłuczyn i da się rozmawiać (a nie przekrzykiwać), to można zacząć się zajmować konkretami. Wolałbym, żeby dyskusja od razu była na poziomie, ale nie widzę szansy i dlatego wolę taki realny plan minimum, niż czekanie na Godota.

Jest trudno, bo to jest

Jest trudno, bo to jest spór światopoglądowy, nie prawny. Ideologiczny, nie prawniczy - tu prawo jest tylko wyrazicielem pewnej ideologii. A jeżeli w tle pojawia się ideologia, to o rzetelną dyskusję bardzo trudno.

"Gdzie zaczyna się piractwo?"

kocio's picture

Kolejna ilustracja, jak bardzo trudno jest rozmawiać rzetelnie, to audycja emitowana wczoraj w radiowej Czwórce "Gdzie zaczyna się piractwo?" (w artykule jest możliwość odtworzenia półgodzinnej audycji, bezpośredniego linka do nagrania nie znam). Znów zaciekawiło mnie, jakie to przeszkody.

Tym razem w studiu były tylko 3 osoby, więc obyło się bez przekrzykiwania, w dodatku obydwaj goście mówili w zasadzie to samo i w większości prostymi, krótkimi zdaniami. Tymczasem prowadzący czuł się coraz bardziej zagubiony! Co ciekawe, nie potrafił nawet tego poczucia zagubienia sprecyzować, żeby poddawać do dalszej dyskusji. Nie zamierzam się nad dziennikarzem znęcać - w tym zawodzie trudno znać się dobrze na wszystkim, zwłaszcza w takim krótkim czasie, a i wydaje mi się, że jego problemy były bardzo symptomatyczne:

1. Jak to zauważyłem u wielu osób zabierających głos na temat prawa autorskiego, mieszało mu się (a) prawo z moralnością oraz (b) stan faktyczny ze stanem pożądanym, czyli - 2*2 - 4 różne pola.

2. Moim zdaniem dostał blokady mentalnej, gdy przypomniał sobie kampanie medialne z gatunku "ściąganie to kradzież", i żaden z gości audycji nie odpowiedział mu, dlaczego w takim razie duże - a więc godne zaufania - instytucje otwarcie kłamały? Gwoli ścisłości, nie użył tego określenia, jednak rozumiem, że doznał szoku poznawczego: wcześniej słyszał tylko taki przekaz, a teraz nagle dowiaduje się czegoś odwrotnego, a więc że ściąganie jest legalne... Czyli ktoś kłamie, a goście nie wyglądają na hochsztaplerów i pieniaczy. Odruchowo powtarzał więc to, co poznał wcześniej, ale robił to z przyzwyczajenia i szoku poznawczego, a nie z przekonania ani np. w ramach prowokacji.

Myślę, że podobne pomieszanie pól i zbaranienie w tej kwestii dotyka wielu obywateli.

***

A swoją drogą - nie tylko odbiorcom zwiększa się świadomość, powstaje też projekt "Świadomi Twórcy. Badanie kompetencji prawnych artystów." - wyniki mają być opublikowane wkrótce.

Jak dla mnie to wszystkie te

Jak dla mnie to wszystkie te akcje dotyczace tzw. "legalnej kultury" to nic innego jak proba "wygaszenia" tzw. dozwolonego uztytku (uczynienie go martwym, nie wiem czy to jest poprawny termin prawniczy). Nie udalo sie z pichcona przez 6 lat w tajemnicy ACTA to teraz pojawily sie rozne "legalne" akcje. Mysle, ze nie dojdzie w naszym kraju do rzeczowej dyskusji nt. praw autorskich i praw pokrewnych, bo najbardziej zainteresowani (instytucje obslugujace artystow) maja duzo do stracenia (zrodlo finansowania, wplyw na artystow, itp.). Zmiana prawa autorskiego na bardziej restrykcyjne, wymagalaby debaty o nim, dopuszczenie do glosu tzw. "cyber-komuny" (kolorowego towarzystwa: syndykalistow, liberalow, anarchistow, lewicowcow, libertarian, srodowiska FLOSS, wszelkiej masci profesorow itd.), ktora moglaby pokazac argumenty na korzysc reformy praw autorskich, ale w kierunku nie do zaakceptowania przez wszelkiej masci OZZ-y. Takze z ich punktu widzenia lepiej pozostawic prawo autorskie takie jakie jest, ale sprobowac wygasic tzw. dozwolony uzytek za pomoca tzw. "argumentow moralnych".

Pan Wrona zakonczyl swoja

Pan Wrona zakonczyl swoja akcje "Badz swiadomy" gdy Pan Lipszyc rozpoczal swoja "Prawo Kultury". Akcja Pana Wrony nie wspominala o dozwolonym uzytku. Natomiast akcja Pana Lipszyca bazuje na nim. Akcja Partii Piratow "Badz bardziej swiadomy" z pomijania dozwolonego uzytku w kampanii Pana Wrony czyni jednym z glownych motywow swojej akcji (chociaz w mediach wspomina sie tylko akcje "Prawo Kultury").

Dlaczego Pan Wrona zrezygnowal ze swojej akcji? Czy nie logicznym by bylo kontynuawac ja i za pomoca mediow wyjasnic na czym polega dozwolony uzytek wg. Pana Wrony?

Oczywiscie po wyjasnieniach Pana wrony nastapila by odpowiedz adwersarzy, ale przynajmniej zaczela by sie dyskusja. A tak slyszymy tylko polajanki jacy to polscy internauci sa "be".

W kodzie

W kodzie HTML:
http://static.polskieradio.pl/645cbc7c-af17-4932-8fdb-fa57baf48a5f.mp3
Podanie tego linka to chyba nie piractwo ??

Ze stopki:Zgodnie z art. 25

Ze stopki:

Zgodnie z art. 25 ust. 1 pkt. 1) lit. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych zastrzegam, że dalsze rozpowszechnianie artykułów publikowanych w niniejszym serwisie jest zabronione.

:-)

Skąd klauzula w stopce

VaGla's picture

Jak się ta klauzula znalazła w stopce? O tym w tekście Cena za utwory mojego autorstwa wynosi miliard euro za sztukę. A co z tego wynika? O tym zaś w tekście Czekam na trzy miliardy euro od Skarbu Państwa, albo odszkodowanie za wywłaszczenie z praw autorskich.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Uwalniać utwory innych, ale

Uwalniać utwory innych, ale nie swoje ;-)

Wiesz

VaGla's picture

Wiesz dokładnie, że ta klauzula to element performence-u. A co do moich utworów uwalnianych, to jest w tym serwisie parę tekstów, w których sygnalizuje swoje uwalnianie materiałów, jak np. Duma mnie rozpiera przy okazji Światowego Dnia Społeczeństwa Informacyjnego.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Wiem, wiem, tak sie ino

Wiem, wiem, tak sie ino drocze ;-)

Przeczytalem sobie kolejny

Przeczytalem sobie kolejny raz ksiazke Asimova "Pozytronowy czlowiek" i tak sie zastanawiam, jakie to ciekawe dysputy nt. praw autorskich beda prowadzic nasze wnuki, pra-wnuki itd.

Kolejny krok w stronę sztucznego mózgu: „neurony” na memrystorach

Tak przy okazji "uwalniania"

Tak przy okazji "uwalniania" utworów. Ostatnio urzędy miast na tzw. "ziemiach odzyskanych" odkrywają uroki tych ziem w czasie kiedy zarządzali nimi poprzedni właściciele. Wydają przedwojenne pocztówki, plakaty, kalendarze, mapy.

Skoro prawo do utworu wygasa 70 lat po śmierci właściciela to czy można przyjąć, że zdjęcie wykonane w 1920 roku znajduje się już w domenie publicznej? Z oczywistych względów znalezienie autora graniczyło by z cudem jednak ciekawe jak to wygląda z prawnego pkt. widzenia.

jest Pan moze

Zaproszona

VaGla's picture

Zaproszona została Fundacja Nowoczesna Polska (jestem wiceprzewodniczącym Rady tej Fundacji). Generalnie spotkanie ma się odbyć 15 stycznia. Ja wracam do kraju 20 stycznia. Nawet gdybym został zaproszony z imienia i nazwiska - nie mógłbym uczestniczyć w tym spotkaniu, ale wiem też, że FNP będzie informować o przebiegu tego spotkania, zatem jestem spokojny.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

kara 6 miesięcy pozbawienia wolności za ŚCIĄGNIĘCIE 10 MP3

Źródło

Wyrok sądu rejonowego w Mrągowie

[..] oskarżonego o to, że:

[..]
II. w okresie do dnia 05 maja 2011 roku w Mrągowie, działając czynem ciągłym w wykonaniu z góry powziętego zamiaru w celu osiągnięcia korzyści majątkowej uzyskał poprzez ściągnięcie z internetu i innych nośników i skopiowanie bez zgody osoby uprawnionej 10 plików MP3 różnych wykonawców na szkodę ZAIKS i ZPAV o nieustalonej wartości tj. o przestępstwo z art. 115 ust.3 ustawy z dnia 04 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych w zw. z art. 12 KK

ORZEKA:

1. Oskarżonego M.B. uznaje za winnego zarzucanych mu czynów i za to:

[..]

b) za czyn opisany w punkcie II na podstawie art. 115
ust. 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych skazuje go na karę 6 (sześciu) miesięcy pozbawienia wolności, zaś na podstawie art. 33 $ 2 k.k. wymierza mu grzywnę w rozmiarze 30 (trzydziestu) stawek dziennych ustalając wysokość stawki na 10 (dziesięć złotych)
[..]

Dalej jeszcze w wyroku jest mowa o karze łącznej(zawieszenie) (miał też nielegalny Windows) - oraz o zwrocie kosztów obrońcy z urzędu. Czyli miał zawodowego obrońcę.

Nie wiem komu bardziej gratulować - obrońcy, czy sądowi.

Art. 115 u. 3

DiskDoctor's picture

I gdzie tu korzyść majątkowa?? Słuchanie muzyki to typowa korzyść niemajątkowa.

Korzyść majątkowa to sprzedaż kopii, sławetne "puszczanie radia w zakładzie fryzjerskim" ale nie słuchanie muzyki w zaciszu domowym!!

Pobieranie to nie ściąganie

Przypuszczam, że istota korzyści majątkowej kryje się w słowie "ściąganie". Jak wiadomo ze szkoły, celem ściągania jest podawanie cudzej pracy za własną, czyli przypisanie sobie jej autorstwa.
Należy więc domniemać, że chodzi nie tyle o słuchanie muzyki w zaciszu domowym, co o słuchanie jej w gronie kolegów czy przyjaciół i chwalenie się "to moje, ja to sam nagrałem". Korzyścią majątkową była zrzutka dokonana przez kolegów na zorganizowanie imprezy, podczas której były puszczane te nagrania.

Gratulacje

Uważam, że przyzwoitość nakazuje gratulować imiennie:
panu sędziemu Markowi Raszkiewiczowi
i pani adwokat Reginie Muraszko-Nysztal

http://www.muraszko.advokat.c

http://www.muraszko.advokat.com.pl/index.htm

Adw. Regina Muraszko-Nysztal zawód adwokata wykonuje od 1970 roku. Wykształcenie prawnicze zdobyła na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, uzyskując tytuł magistra prawa w 1965 roku. W latach 1965 - 1967 ukończyła aplikację sądową. W latach 1967 - 1970 ukończyła aplikację adwokacką zdając państwowy egzamin adwokacki. Jest członkiem Izby Adwokackiej w Olsztynie. Za swoje osiągnięcia w pracy zawodowej została odznaczona medalem "Zasłużonym dla Adwokatury".

42 lata pracy w zawodzie. To się nazywa doświadczenie. Pozazdrościć skazanemu takiego prawnika - który z pewnością mając wiele innych spraw - broni jeszcze jako adwokat z urzędu.

Aż się boję pomyśleć, jaką karę za te 10 ściągniętych (z intenetu i innych nośników) MP3 by dostał skazany, gdyby nie miał takiego prawnika, tylko oparł swoją obronę na tym co w internecie można znaleźć.

...???

Zastanawiam się skąd wziął się slogan-nie mogę udostępniać, za to samo ściąganie jest legalne. Przecież art. 115 ust. 3 prawa autorskiego penalizuje każde wejście w monopol autorski określony m.in. w art. 17 (wynagrodzenie za korzystanie z utworu). Korzyść majątkowa przejawia się natomiast w tym, że "ściągający" nie płaci za pobrany utwór. Jeżeli pobranie nie następuje od osób pozostających w tym samym kręgu towarzyskim (art. 23) to oczywiście nie można mówić o dozwolonym użytku osobistym...

Proponuję więcej na ten

Proponuję więcej na ten temat poczytać. Na start małe zagadki:

Dlaczego nagrywając piosenkę z radia (bynajmniej nie będąc w tym samym kręgu towarzyskim co właściciele radia), działamy w ramach dozwolonego użytku osobistego?

Zagadka numer dwa: Jeśli radio będzie internetowe, to coś to zmieni?

Zagadka numer trzy: A jeśli okaże się, że to radio nie zapłaciło za dany miesiąc ZAIKS-owi i reszcie daniny, to coś to zmieni?

...???

Dlaczego nagrywając piosenkę z radia (bynajmniej nie będąc w tym samym kręgu towarzyskim co właściciele radia), działamy w ramach dozwolonego użytku osobistego?

A rzeczywiście działamy w jego ramach? Bo gdyby nie powielać setek tysięcy opinii napisanych na ten temat, to pozostaje oprzeć się wyłącznie na przepisach, prawda? A art. 23 ust. 1 powinien być niewątpliwie odczytywany łącznie z art. 23 ust. 2-definicja użytku osobistego jest wobec tego jasno określona. A może jest jakaś inna podstawa prawna, o której nie wiem?

Art. 23.

Przyjrzyjmy się zatem całości Art. 23.:

1. Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie »korzystać z już rozpowszechnionego utworu« w »zakresie własnego użytku osobistego«. Przepis ten nie upoważnia do budowania według cudzego utworu architektonicznego i architektonicznourbanistycznego oraz do korzystania z elektronicznych baz danych spełniających cechy utworu, chyba że dotyczy to własnego użytku naukowego niezwiązanego z celem zarobkowym.

2. Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.

Pierwszy z zaznaczonych fragmentów mówi o tym z jakich utworów możemy korzystać, drugi fragment mówi o tym w jaki sposób możemy korzystać.

Jeżeli chodzi o pierwszy fragment, to moim zdaniem nie powinno być wątpliwości co do definicji utworu rozpowszechnionego (vide Art. 6. ust. 3.: "utworem rozpowszechnionym jest utwór, który za zezwoleniem twórcy został w jakikolwiek sposób udostępniony publicznie"). Czyli możemy korzystać z utworów, których data premiery minęła. Nie ma tutaj dodatkowych obostrzeń co do tego w jaki sposób uzyskaliśmy ów utwór poza wyłączeniem projektów architektonicznych i baz danych.

Nb: wyłączenie dotyczy dozwolonego użytku osobistego, a nie wszystkich użytków dozwolonych (czyli np. mogę projekt architektoniczny skopiować na inny nośnik na podstawie Art. 23¹. bez zezwolenia twórcy).

Drugi fragment mówi co z takim utworem możemy zrobić gdy już go mamy. Czyli możemy korzystać z utworu (rozpowszechniać, kopiować, wykorzystywać na wszelkich polach eksploatacji) jeżeli ograniczymy się do kręgu znajomych i pojedynczych egzemplarzy (ust. 2).

Chciałbym tylko przypomnieć, że rozmawiamy o bublu prawnym, który próbuje odwrócić zasadę praworządności: zakazać wszystkiego, a potem pozwalać na wyjątki. Powinniśmy raczej dyskutować na temat tego co ma zastąpić obecną ustawę i dlaczego.

Art. 23 - może i bubel.

Witam.

Może i jest w tym racja: Chciałbym tylko przypomnieć, że rozmawiamy o bublu prawnym, który próbuje odwrócić zasadę praworządności: zakazać wszystkiego, a potem pozwalać na wyjątki. Powinniśmy raczej dyskutować na temat tego co ma zastąpić obecną ustawę i dlaczego.

Aczkolwiek mam nieco odmienne zdanie. Polacy to już taką mają cechę nabytą, że "co nie jest zabronione, to jest dozwolone". Dlatego też, osobiście uważam, że czas najwyższy tworzyć prawo na zasadzie "Wszystko co jest niewymienione, jest zabronione"! Nie będzie furtek, "falandyzacji" przepisów, czy innych wybiegów logicznych, mało mających wspólnego z logiką. Gdyby tak jak ten cytowany artykuł, była napisana ustawa wprowadzająca "minimalne wymagania", to dziś byłby MINIMALNY nakład środków, nawet na dostosowanie się do powstającej dyrektywy unijnej w temacie "dostępności urzędowych stron internetowych" .

Pozdrawiam.

cywilizacja

ksiewi's picture

To dość interesujący komentarz do cywilizacyjnego dorobku wypracowywanego co najmniej od czasów Odrodzenia, jakim jest demokratyczne państwo prawne.

"Wszystko co jest

"Wszystko co jest niewymienione, jest zabronione"!
w jednym z artykulow autor tego bloga napisal, ze prawo w Polsce tworza "wybrancy narodu na wiejskiej" - obawiam sie, ze ustawy prawne tworzone w duchu powyzszego cytatu w naszym kraju moglyby byc bardzo krotkie ;p

W pustyni i w puszczy

DiskDoctor's picture

Właśnie widziałem reklamę w TV, jednego z marketów RTV:

(...) telewizor 3D, LED, odtwarzanie filmów z pamięci USB, za jedyne (...)

i przypomniały mi sie billboardy które niegdyś wisiały w Warszawie, reklamujące ultra-hiper-szybki internet od jednego z dwóch dominujących na rynku dostawców, mniej więcej w stylu:

ściągaj mp3 w 30 sekund!
ściągaj filmy w 5 minut!

Jak Kalemu mówi o ściąganiu z internetu utworów jakaś firma "z branży" żeby sprzedać swoje towary i usługi to Kali jest co najmniej kontent. Ale z kolei jak Kalemu mówi o tym samym jakaś licha organizacja społeczna, robiąc to rzetelnie, non-profit i w celach edukacyjnych.... to Kali się wścieka.

Myślałem nad tym cytatem ostatnio

DiskDoctor's picture

"To tak, jakbyśmy podpowiadali ludziom, w jaki sposób kraść w supermarketach. Mówię np. o serwisach, w których muzyka udostępniania jest nielegalnie. To jest działanie na szkodę artystów - i ogólniej: na szkodę kultury. W sensie prawnym wszystko jest w porządku, ale bez wątpienia jednak jest to okradanie artystów i - powtarzam - działanie na szkodę kultury"

IMAO niniejsza wypowiedź jest poważnym naruszeniem dóbr osobistych.

Rzeczona akcja informacyjna przekazuje informacje które nie są powszechnie wiadome, iż po spełnieniu pewnych warunków, można w ramach dozwolonego użytku osobistego korzystać nieodpłatnie z niektórych utworów.

Kradzież rzeczy ze sklepów jest działaniem nielegalnym, (poprawne) korzystanie z art. 23 upapp takowym nie jest.

Nie jest działaniem na szkodę artysty i kultury informowanie o alternatywnych (niż odpłatnych) możliwościach korzystania z utworów. Jeśli na pewnej stronie internetowej pojawia się - przykładowo - informacja o bezpłatnych szkoleniach (np. ze środków PO KL) to nikt nie podnosi larum że jest to "działanie na szkodę firm szkoleniowych", oferujących te same lub podobne szkolenia, odpłatnie. Artyści oraz ich wydawcy działają na rynku osadzonym w określonym systemie prawnym i w planowaniu przychodów, korzyści, zysków, muszą liczyć się iż ich monopol nie jest absolutny, co wyraźnie opisują odnośne przepisy dot. licencji ustawowej, o czym z kolei informuje rzeczona akcja.

Podobnie, nie jest działaniem na czyjąkolwiek szkodę, informowanie o alternatywnych (w sensie np. kosztu) możliwościach płynących ze specyfiki rynku bądź uwaruknowań prawnych. Odnosząc to do rynków bardziej... konkurencyjnych, można powiedzieć iż konstytucyjna swoboda wypowiedzi (przykładowo), gwarantuje informowanie o alternatywnej ofercie produktowej, często, konkurencyjnej cenowo (tak jak przywołany tutaj przykład bezpłatnych szkoleń). Funkcjonowanie w realiach rynków monopolistycznych powoduje niestety pewne wypaczenia zawodowe, polegające na tym iż częściowe, ustawowe wyłączenia od tego monopolu traktuje się najwidoczniej jako wiedza, której nie wolno upowszechniać.

To przykre iż pod tego typu stanowiskiem podpisuje się konkretna osoba z nazwiska i organizacja. Tak jak zaznaczano na początku, gdyby ode mnie to zależało, chciałbym poznać orzeczenie sądu cywilnego, odpowiadające na pytanie czy informowanie pro bono, o obowiązujących przepisach może być publicznie przyrównane do działań typu występek, przestępstwo itp.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>