Na przekór innym gratuluję ministrowi wyboru laureatów Dorocznych Nagród Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Inaczej niż Jarosław Lipszyc i Michał Woźniak pogratuluję Ministrowi Kultury i Dziedzictwa Narodowego, że przyznał takie, a nie inne nagrody w kategorii "Kultura w sieci". Cóż lepszego może być uhonorowane w tej kategorii, jak nie właśnie "walka z piractwem"? Kultura w sieci. Tak brzmi kategoria, prawda? Nie "wolna kultura", a "w sieci". Już bez przewrotności gratuluję Hirkowi Wronie wyróżnienia, a to dlatego, że go znam i lubię, lubię się z nim też spierać, a to dowodzi, że do sporu jest On partnerem dobrym, wymagającym i wiedzącym wiele o sprawach różnych (a też i reprezentującym prawnicze wykształcenie, zatem i o dozwolonym użytku mającym pogląd). Jestem przekonany, że skrzywił się w duchu nie raz słysząc tu i ówdzie słowo "piractwo", ale też i reagować nie może zbyt gwałtownie, bo taka konwencja. Wiadomo.

O nagrodach ministerialnych wypowiedział się już wspomniany Jarosław Lipszyc w tekście Kotlet z Pegaza. Nagrody Ministra Kultury dla kampanii przemysłu. Wypowiedział się i drugi z wymienionych, czyli Michał "rysiek" Woźniak, w tekście Minister i Kultura. Obaj przy tym wykazali się brakiem zdolności politycznej konfrontując ministra z odbiorcami kultury, stawiając go wręcz do nich w opozycji. Tymczasem warto się pochylić nad okolicznościami, w jakich przyszło ministrowi działać. Oto nagrody są wręczane osobom fizycznym działającym w sferze kultury, których działalność ma wpływ na rozwój i upowszechnianie kultury w Polsce oraz ochronę kultury i dziedzictwa kulturowego. Każdy z tych elementów jest istotny. Nie tylko upowszechnianie, ale i ochrona wymieniana jest w tym zdaniu. Oczywiście nagroda mogłaby być też za ochronę domeny publicznej, ale może następnym razem. Poza tym jeszcze chodzi o ten drobny niuans jak "ma wpływ". Czy ktoś dziś ma wpływ na uwolnienie kultury? Widać w oczach ministra nikt. I to trzeba uszanować.

Zamiast krytykować warto pochylić się jeszcze nad jedną kwestią. Oto Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznaje Nagrody z inicjatywy własnej lub na wniosek: instytucji kultury, szkół wyższych, organów administracji rządowej, jednostek samorządu terytorialnego, związków lub stowarzyszeń zawodowych, twórczych i kulturalnych, jednostek badawczo-rozwojowych, nadzorowanych przez MKiDN, Polskiej Akademii Nauk, kuratorów oświaty oraz środowiska twórczego (tak też i przy ogłoszeniu nagród można przeczytać na ministerialnej stronie: Rozdanie Dorocznych Nagród Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego). Jeśli z grona krytyków nikt do ministra wniosku nie napisał, nie argumentował, że oto trzeba dać tym razem też komuś od uświadamiania zagrożeń ze strony regulacji takich jak ACTA, to sami jesteście sobie winni.

A poza tym - cóż to za kultura, która domaga się nagród ministerialnych? Na pewno to nie kontr-kultura. Ta od ministrów zwykle niczego nie chce, no może tylko, by ustąpili (wraz z koleżankami i kolegami) z zajmowanych publicznych stanowisk. Żywa kultura nie szuka poklasku, nie domaga się nagród, nie oczekuje ministerialnych głasków. Żywa kultura się dzieje niezależnie od nich. W tym duchu krytykom aktywności ministerialnej aplikuję pomysł, by ustanowili własną nagrodę i ogłaszali ją równocześnie z ogłoszeniem nagród rządowych. I źle się stanie - jak uważam - gdy któregoś razu pokryją się laureaci jednego i drugiej splendoru. Wtedy trzeba będzie szukać kolejnego organizatora jeszcze jednej nagrody. A jak się taki nie znajdzie, to znaczy, że dobrniemy do kultury kresu, gdzie już wszyscy będą mówić jednym językiem, myśleć jednako, wszyscy ze wszystkimi się będą zgadzać, a może nawet i bez słów i bezmyślnie.

A kultura tu podobno jest...

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Ja tam bym proponował

BoBsoN's picture

Ja tam bym proponował zlikwidować trwonienie pieniędzy podatników na jakieś niepotrzebne nagrody.

Podobne nagrody przyznawał

Podobne nagrody przyznawał wojewoda dolnośląski. Próbowałem w ramach informacji publicznej dowiedzieć się kto konkretnie, na jakich zasadach i w jakiej wysokości te nagrody przyznał. Wniosek o udostępnienie informacji wysłałem nawet bezpośrednio na adres jaki podany jest na oficjalnej stronie wojewody - kontakt@rafal-jurkowlaniec.pl
Odpowiedzi nie otrzymałem :)

Ciekawe czy w przypadku ministra uzyskanie informacji było by łatwiejsze...

Pan by jednak był znakomitym politykiem

Pan by jednak był znakomitym politykiem. Co za szczęście, że taka ścieżka kariery Pana nie interesuje. :)

Zawsze się mogę

VaGla's picture

Zawsze się mogę jeszcze namyślić :>
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

...

Może lepiej nie... To podobno ogłupia...

Moje uwagi w sprawie nagrody MKiDN 2012

kocio's picture

Mam wrażenie, że ustawiłeś się tu trochę w roli advocatus diaboli. Do twoich argumentów można się łatwo przyczepić w wielu punktach:

1. Hirek Wrona mógłby dostać uczciwie nagrodę za osobowość medialną czy promocję kultury w radiu, ale w sieci? To, że obsługuje stronę w sieci, to żaden wyróżnik, bo przecież obecnie mało kto jej nie ma.

a) Nie sądzę, żeby to akurat jego działalność w Internecie była najważniejszą częścią jego dorobku. Chyba, że był to typowy pretekst - czasem nagrodę się dostaje za co innego, żeby jednak uhonorować, gdy nie ma innej okazji, co nie zmienia faktu, że to są względy pozamerytoryczne (i nawet niekoniecznie od razu "polityczne" - ot, taki "hack").

b) Skoro chodziło o ostatni rok działalności, to nie słyszałem specjalnie o tej kampanii, podczas, gdy np. o akcjach anty-ACTA trąbiły głośno i wielokrotnie chyba wszystkie media głównego nurtu. Dysproporcja rzuca się w oczy. Czyli MSZ musiał być jakiś specjalny powód, że minister nagłaśnia akurat ten projekt, inny niż faktyczny "wpływ".

Tak czy owak, choć brak nam konkretów, tzn. treści dedykacji albo ministerialnego komentarza, a nie tylko suchego niusa, ta nominacja (tzn. ta osoba w tym kontekście, bo też go doceniam za działalność muzyczną) jest dla mnie zupełnie niezrozumiała.

2. Jarek Lipszyc napisał:

Niewątpliwie, minister chciał nam coś w ten sposób powiedzieć. Nie wiem, jednak czy faktycznie wie, co nam powiedział. Nagradzając kampanie, które twardo zwracają się przeciwko uczestnikom życia kulturalnego, Minister Kultury pokazał, że lekcji jaką było ACTA po prostu nie odrobił. I wprost powiedział obywatelom, że ich zdanie go nie interesuje.

Może to faktycznie "brak zdolności politycznej", ale przecież są różne style uprawiania polityki (w tym kulturalnej), nie jedynie kuluarowy i umiarkowany. Głośny protest to też jedna z form - choć możesz uważać, że nieskuteczna, niegodna, albo nie w twoim stylu, ale ja bym nie odmawiał takiemu wyrażaniu zdania aż "zdolności politycznej".

Ad meritum:

a) Fajnie, że wskazujesz kontekst tej decyzji, ale, jak rozumiem, to ministerstwo wybrało finalistę i ono się pod tą decyzją podpisuje - mogło przecież np. ze względu na różne zastrzeżenia nie przyznać nagrody w jakiejś kategorii, prawda? Tak czy owak to jest jakiś sygnał, choćby tylko taki, że ministerstwo po prostu nie rozumie lub nie dba o inne punkty widzenia na ochronę i promocję kultury - i to właśnie, a nie koniecznie jakąś wrogość czy konfrontację, o której piszesz, zarzucał Jarek.

Moim zdaniem ograniczanie dostępu wcale nie jest ochroną kultury (raczej jej "głodzeniem"), tylko ochroną pewnego modelu biznesowego. Jeśli faktycznie, idąc za twoją uwagą o wielu powodach wymienionych w jednym zdaniu, były to nagrody za ochronę, to właśnie widać, jak ministerstwo definiuje tę "ochronę". A jeśli za "wpływ" (w sieci), to jak już pisałem - jest on znikomy; według mnie dopiero ta nagroda może mieć wpływ na akcję Hirka...

b) A jeszcze o drugiej akcji - honorowa nagroda dla "Legalna kultura" chyba jeszcze jaśniej świadczy o tym, co ministerstwo sądzi o pożądanym modelu kultury. Ona jest wizytówką tegorocznej edycji. Przecież tu już nie ma sztywnych kategorii, jest tylko wola (polityczna) ministra - tu może się znaleźć każdy. Byłbym zrozumiał i docenił, gdyby to np. Barańczak ją dostał (zwłaszcza za całokształt, bo nie wiem co ważnego zrobił ostatnio), przecież w dziedzinie literatury z pewnością byli inni godni kandydaci, nawet bez podpowiedzi z zewnątrz. A tymczasem zwróć uwagę, że nie dość, że nie dostał jej żaden twórca (pomijam stworzenie strony...), to jeszcze portal, czyli, przynajmniej literalnie, niezgodnie z regulaminem ("Adresatami Nagród są osoby fizyczne")!

Jak teraz odbierasz sygnał w postaci nagrody honorowej, uwzględniając te szczegóły? Być może bardziej politycznie jest w ogóle nie odczytywać sygnału, jednak ja uważam, że analizę warto przeprowadzić pełną i dopiero jakoś stosownie do tego reagować.

***

...I to pewnie nie wszystkie uwagi, jakie mam do twojej wypowiedzi na temat tej nagrody, ale chyba najbardziej charakterystyczne jest stwierdzenie:

Czy ktoś dziś ma wpływ na uwolnienie kultury? Widać w oczach ministra nikt. I to trzeba uszanować.

Zaraz, a kto powiedział, że tylko na uwolnienie? A jakikolwiek wpływ w sieci inny niż jedynie walka z nieautoryzowanym kopiowaniem - czyli np. dziennikarstwo internetowe dotyczące kultury, innowacyjne serwisy promujące zasoby muzealne, tworzenie memów... Naprawdę poza (jednostronną) edukacją w kwestii zagrożeń prawnych NIC ciekawego w "polskim internecie" się nie dzieje, jeśli idzie o kulturę? Ejże?!...

Wreszcie - szacunek szacunkiem, ale zgody na taki model postrzegania kultury przez ministerstwo w sobie nie mam. Nikogo od czci i wiary nie odsądzam - szanuję też przecież twoje zdanie w tej sprawie, ale się z nim po prostu nie zgadzam. Moim zdaniem byłoby bardzo źle, gdyby szacunkiem chcieć kneblować każdy odruch protestu albo zwracania uwagi.

"Kontr-kultura"

kocio's picture

Już dawno nie miałem tyle uwag do jednego tekstu, wręcz do poszczególnych zdań... BP,NMSP:

A poza tym - cóż to za kultura, która domaga się nagród ministerialnych? Na pewno to nie kontr-kultura.

Choć moje poglądy są mało popularne, to się nie poczuwam do kontr-kultury. A jeśli w niej jednak według kogoś jestem, to nie dlatego, żeby być kontr- z definicji, tylko tak akurat wyszło. Z zasady chodzę po prostu tam, gdzie chcę dojść, a nie specjalnie "pod wiatr" (choć czasem akurat wiatr wieje z przeciwka, ale się na niego nie kieruję).

Nie domagam się nagród, w dodatku są one dla mnie tylko drugo- lub trzeciorzędnym wskaźnikiem nastawienia ministerstwa. Gdybyś nie spłodził takiego dziwnego dla mnie artykułu, to bym przeszedł nad tym bez większej fascynacji - ot, na zachodzie bez zmian.

Ta od ministrów zwykle niczego nie chce, no może tylko, by ustąpili (wraz z koleżankami i kolegami) z zajmowanych publicznych stanowisk.

To pewnie musi być trudne i męczące, żeby z definicji być totalnie kontra-. Mnie wystarczy, że ministerstwa i inne instytucje państwa wykażą większe zainteresowanie problemami kultury, które ja dostrzegam wyraźnie, i zaczną w tym kierunku coś robić. Jak tak będzie, to będę ich w tym popierał i się cieszył. Dopiero jak nie, to będę życzył, żeby nastąpiły zmiany kadrowe, które to umożliwią. Najpierw problemy, potem kadry.

Żywa kultura nie szuka poklasku, nie domaga się nagród, nie oczekuje ministerialnych głasków. Żywa kultura się dzieje niezależnie od nich.

Otóż z tym "niezależnie" to jednak duża idealizacja. Od tego, jaki model kultury (w tym prawny i biznesowy) będzie wspierać państwo, zależy o ile łatwiej lub trudniej będzie go urzeczywistniać. Ewentualnie: czy bardziej zgodnie z prawem, czy mniej.

Oczywiście ministerstwo może tylko wspierać lub utrudniać, samo kultury nie tworzy, w dodatku jest związane polityką partyjną, państwową i umowami międzynarodowymi, ale dlaczego jako obywatel państwa mam państwo pomijać? Przecież zarówno Jarek, Rysiek, ty czy ja robimy swoje. Tylko wcześniej czy później w tej działalności trafiamy na utrudnienia, niezrozumienie, zaniedbania itp. na poziomie kraju i wyżej.

To co: jak coś sięga poza powszednie działania, to już nie jest "żywa kultura"? Dezawuujesz głosy obywateli, bo mają coś do powiedzenia na temat władz, zamiast machnąć na nie ręką? Dlaczego, po co? Dla dumnego wypinania piersi ze znaczkiem "prawdziwa kontr-kultura, nieskażona systemem"? Mam nadzieję, że czegoś po prostu nie zrozumiałem, albo zrozumiałem źle, wbrew twoim intencjom.

W tym duchu krytykom aktywności ministerialnej aplikuję pomysł, by ustanowili własną nagrodę i ogłaszali ją równocześnie z ogłoszeniem nagród rządowych.

Ot jeden punkt zgodny - pewnie, można to zrobić.

Tylko to nie zmieni problemu np. z dziełami z domeny publicznej zarządzanymi (fatalnie... vide np. sprawa Korczaka) przez Skarb Państwa. To też jest "legalna kultura", a jednak jakoś traktowana po macoszemu. Krytyka nagrody ministra naturalnie też tego nie załatwi, ale bez krytyki ministerstwo pomyśli, że wszystko jest dobrze.

A więc - MSZ może być sobie nagroda alternatywna, tylko nie zamiast krytyki nagrody oficjalnej, jako jednego z przejawów działań ministerstwa (bo przecież krytyka podejścia rządu do kultury w sieci nie pojawiła się dopiero w tej sprawie!). To dwie niezależne sprawy.

I źle się stanie - jak uważam - gdy któregoś razu pokryją się laureaci jednego i drugiej splendoru. Wtedy trzeba będzie szukać kolejnego organizatora jeszcze jednej nagrody. A jak się taki nie znajdzie, to znaczy, że dobrniemy do kultury kresu, gdzie już wszyscy będą mówić jednym językiem, myśleć jednako, wszyscy ze wszystkimi się będą zgadzać, a może nawet i bez słów i bezmyślnie.

Jak dla mnie to sztuczne szukanie problemu - przy większej ilości ludzi, np. obywateli państwa, nie widzę żadnej szansy (ani zagrożenia), żeby wszyscy się zgadzali, przynajmniej szczerze i dobrowolnie. Może się natomiast zdarzyć, że ktoś jest doceniany przez różne środowiska i indywidua (co nie znaczy, że przez wszystkie!). I co, to niby coś złego? W dodatku na raz można się podobać tylko jednej Kaśce, a Baśce i Heńce już nie? To jakiś dziwny "wykluczonizm"...

***

Z fragmentów, które komentuję w tym wpisie, maluje mi się jakaś wizja spójnej, nieprzejednanej opozycji kulturowej. Ja tam nie opłacałem składek w czymś takim - to, że akurat po drodze mi z wizją wolnej kultury, nie wyłącza mojego myślenia, nie oznacza, że muszę się zawsze zgadzać lub zawsze z kimś nie zgadzać. Z góry dziękuję za wskazanie mi, w którym obozie mam pokornie siedzieć, a który potępiać w czambuł za samo jego istnienie, ale nie skorzystam... =}

:)

VaGla's picture

Dla mnie ten (i poprzedni) komentarz oznacza, że udało mi się uzyskać zamierzony tekstem efekt :) Dziękuję za niego.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Wiedziałem... wiedziałem, że to PROWOKACJA! =}

kocio's picture

Ech, dałem się podejść jak dziecko... ale przynajmniej się wygadałem. =}

:)

VaGla's picture

Z niskimi ukłonami :)
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Koniec świata... VaGla trollem!

Koniec świata... VaGla trollem!
Idę spać. Mam nadzieję, że jak się obudzę, to się okaże, że to był tylko koszmarny sen i:
1. VaGla nie jest trollem;
2. pan Wrona nie został nagrodzony za łapanie kultury w sieć.
;-)

Chwila słabości.

VaGla's picture

Chwila słabości. Po namyślę trochę jej żałuję i serdecznie za nią przepraszam. Ale prawda jest też i taka, że Hirka Wronę, chociaż nie musimy się zgadzać we wszystkim, osobiście lubię. No, ale istotnie nie powinno być to elementem wpisu w tym serwisie. Swoją drogą jest i tekst wspomnianego laureata: Co to jest projekt „Bądź świadomy” i dlaczego to robię.

Co do trollingu, to - przyznaję spuszczając nieco wzrok - nie pierwszy raz mi się zdarzył: Kolektyw Anonymous i "dziennikarze" uczcili fiestą 15 urodziny serwisu VaGla.pl!, Czas na podsumowanie projektu Pierwsza działka gratis. Chociaż może, tak sobie myślę, wówczas tematy były bardziej warte prowokacji.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Hirek

kocio's picture

Swoją drogą jest i tekst wspomnianego laureata: Co to jest projekt „Bądź świadomy” i dlaczego to robię.

Jest też jeszcze jeden wpis na ten temat: Doktor, szeryf i mp3.

Po przeczytaniu obu wpisów muszę i ja dodać od siebie erratę - pod wpływem emocji zająłem się kwestią nagrody i ministerstwa, a zaniedbałem sprawdzenie co właściwie jest w obu portalach. Nadal tego nie sprawdziłem, ale biorę za dobrą monetę wykładnię autora jednego z tych serwisów. Z niej wynika, że jednak Hirek buduje świadomość prawną i namawia do pozostawania w ramach obecnego prawa, jakkolwiek dostrzega jego ciasnotę i wie o swobodniejszych alternatywach w ramach tego prawa (wymienił zarówno CC jak i Linuksa - popiera je).

Tym samym mój krytycyzm wobec jego portalu jest pewnie zbyt surowy - umiarkowany postęp w granicach prawa nie wydaje mi się dobry, ale jednostkowo jest do przełknięcia. Źle jednak, że ministerstwo promuje taką umiarkowaną konserwę zamiast coś, co pomoże tę ciasnotę poszerzać, bo ani Hirek, ani ja sami nie mamy do tego odpowiednich instrumentów, a MKiDN ma. W tym sensie mój krytycyzm do tej nagrody dla Hirka pozostaje niezmieniony.

Ale są i takie smaczki, które mam bezpośrednio do samego Hirka Wrony:

1.

Często słyszę, że ściągnięcie kilku giga muzyki, filmów czy programów komputerowych to żadna kradzież. Że to niski stopień szkodliwości społecznej. Kradzież jest kradzieżą. I tyle.

Z tego, co mnie wiadomo (choć IANAL), pobieranie muzyki i filmów nie jest żadną kradzieżą - "i tyle", chciałoby się powiedzieć.

Jeśli miał na myśli coś innego, niż tu powiedział, to jednak zaliczam na minus jemu, ponieważ on akurat na tym prawie powinien się lepiej znać niż ja, a jeśli się już coś propaguje, to warto dobrze ustalić granicę między uproszczeniem edukacyjnym, a nadmiernym uproszczeniem (tym ze znanego powiedzenia Einsteina, że należy upraszczać jak tylko się da, ale nie bardziej).

2.

Zatem przekaz moich spotkań jest następujący:

- internet jest najwspanialszym wynalazkiem XX wieku,

- trzeba z niego korzystać, ponieważ przynosi nam mnóstwo korzyści,

- należy korzystać z niego w ramach prawa, ale to prawo już teraz daje nam mnóstwo możliwości, choć nie jest doskonałe

- dystrybucja własności intelektualnej nie nadąża jednak za zmianami w sieci i dlatego trzeba podjąć duży wysiłek prawny i organizacyjny by to zmienić,

- to, że coś bardzo lubimy i chcemy to mieć nie oznacza, że z braku funduszy musimy to ukraść,

- dajmy spokojnie pracować artystom i szanujmy ich trud.

No, brzmi pięknie i dość rozsądnie.

Ale ciekaw jestem jednego: skoro Hirek zajmuje się hip-hopem, to czy zdaje sobie sprawę jaką pracę artystów chce szanować? Przecież hip-hop to jeden wielki (re)miks i z tego, co mi wiadomo, zapożyczanie fragmentów innych utworów odbywa się w nim żywiołowo, często bez oglądania się na prawo autorskie (choć na pewno niektórzy pytają o zgodę). Śmiem twierdzić, że łamanie tego prawa jest konstytutywne dla tego gatunku, czyli że gdyby nie te spontaniczne, bezprawne zżynki (sample), to w praktyce byłby to inny rodzaj muzyki!

I drugie pytanie, które od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie do wszystkich fanów-zbieraczy: co z bootlegami? Szanujący się zbieracz nie ogranicza się do oficjalnej dyskografii, ma też liczne rarytasy wcale niekoniecznie nagrane i wydane za zgodą artysty, niezgodnie z prawem autorskim. Czy Hirek też je ma i co o tym sądzi - to dla mnie niezwykle ciekawe. A może ktoś słyszał jakąś odpowiedź kolekcjonerów na ten temat? Byłbym zobowiązany za przytoczenie.

***

Zdaje się, że mi się trochę żółci zebrało, skoro tak grubo rantuję od wczoraj, ale w tej chwili tak rozumiem Hirka, że oczekuje od odbiorców przestrzegania prawa (i nawet więcej - dodatkowych reguł, jak zakaz ściągania rzeczy nie zakazanych prawnie), ale raczej nie zastanawia się nad całą resztą: ani dlaczego Internet, który tak mu się podoba, jest taki fajny, ani czy aby na pewno nie uczestniczy w czymś, czego sam by nie popierał (bo jeżeli kupuje legalnie coś, co powstało w wyniku łamania prawa, to można się zastanawiać, czy nie jest za to współodpowiedzialny?).

W dodatku hobby tak zdominowało jego widzenie świata, że myśli tylko o sztuce, nie zajmując się tym, że to samo prawo w innych dziedzinach życia (rozmaite akty komunikacji) zwyczajnie nie da się przestrzegać i tylko dzięki hipokryzji oraz braku szerszej świadomości prawnej nie zostało dotąd poważnie zrewidowane.

Czy to są duże zarzuty? Do osoby prywatnej niezbyt, choć nadal razi mnie prosty legalizm, ograniczony w dodatku tylko do jednego zjawiska (tzw. odbiorców sztuki). Moim zdaniem to podwójne ograniczenie jest summa summarum szkodliwe, choć z takimi poglądami mógłbym sensownie dyskutować, bo nie jest to zupełna ślepota w stylu ZAiKS-u ("wszystko jest dobrze, zapraszamy artystów po odbiór należnych pieniędzy"), tylko wybiórcza.

Dobra, na razie tyle - może po tym marudzenie mi minie i się zajmę czymś bardziej konstruktywnym...

"Bądź bardziej świadomy"

kocio's picture

Kończąc już pewnie ten wątek: "Bądź bardziej świadomy ...od Hirka Wrony" to oczywiście nieco ironiczna inicjatywa (podobnie jak "Strata Kazika"), ale dobrze, że ktoś w krótkich, żołnierskich słowach dopowiedział to, czego Hirek nie porusza w swojej akcji.

I komentarz spod niusa na DI, pod którym sam mogę się podpisać:

To tak,jakbyś prowadził uświadamianie odnośnie znaków drogowych i poinformował słuchaczy tylko o znaczeniu znaków zakazu i nakazu o np informacyjnych i innych "zapominając".

Dopiero to jest koniec?

Trzeba było czekać aż do końca roku:
Hirek Wrona rezygnuje z walki o prawa autorskie w internecie
Wygląda jednak na to, że zrezygnował nie dlatego, że zrozumiał, ale dlatego, że natknął się na większy opór, niż oczekiwał.
Być może zatem jakiś ciąg dalszy nastąpi, np. w wykonaniu pana ministra.

Nie wiem czy to bylo celem

Nie wiem czy to bylo celem Pana Wrony, ale od Nowego Roku co druga piosenka w radio i telewizji ma byc polska (podobno juz nie bedzie mozna polskich piosenek grac po polnocy - taki trik wymyslily sobie rozne stacje zeby obejsc dotychczasowy "prikaz"). Ciekawe czy atrysci poczuja przyplyw gotowki w swoich portfelach czy kasa bedzie lezec na kontach "mecenasow" kultury albo pojdzie w premie dla nich?

Być może zatem jakiś ciąg dalszy nastąpi...

Panowie Holdys, Wrona, Kazik i wielu innych w pamietnym roku 2012 "polegli" w walce o tzw. "Legalna Kulture" z tzw. "cyber-komuna" wiec kolejnym krokiem dla tych Panow moze byc utworzenie tzw. "Zwiazku Bojownikow o Legalna Kulture" (ZBOLK) i wyrwanie jakiejs dotacji od Ministra Zdrojewskiego.

Mimo wszystko, jako ze to koniec roku i niedawno byly swieta, to chcialbym zlozyc podziekowania Panu Wronie, Panu Holdysowi, ministrom i innym politykom, ktorzy promowali ACTA. Dzieki Nim trafilem na strony Vagli, Panoptykonu i Nowoczesnej Polski oraz wielu innych podobnych organizacji z calego swiata (pewnie kiedys juz bylem na ww. stronach, ale to byly wizyty jednostkowe, teraz to praktycznie pozycje obowiazkowe w moich internetowych podrozach - staram sie zagladac co najmniej raz w tygodniu).

A moze dzialalnosc ww. osob i ACTA to byl taki machiaweliczny plan, zeby zrobic z Nas tzw. spoleczenstwo obywatelskie, ktore szuka informacji, docieka i patrzy wladzy na rece (spokojnie taki naiwny nie jestem ;))?.

Przepraszanie zostawmy Zdrojewskiemu

Chwila słabości. Po namyślę trochę jej żałuję i serdecznie za nią przepraszam.

Tak serio, to mnie osobiście to absolutnie nie przeszkadza. Jeden Pana trolling jest więcej wart, niż dzieła zebrane ministra Zdrojewskiego. Zwłaszcza, że Pan nawet jak trolluje, to w słusznej sprawie.

Prima Aprilis

No to trzeba będzie uważać 1 kwietnia.

Sprawdzam?

Odgrzewam temat, bo pojawiły się nowe fakty. Otóż Hirek Wrona rozpoczyna kolejną akcję w ramach swojego programu, a konferencja inauguracyjna będzie w Trójce: http://www.polskieradio.pl/9/201/Artykul/716456,Startuje-nowa-edycja-projektu-Badz-swiadomy
Wejściówki podobno są wciąż dostępne, więc zainteresowani po przeczytaniu deklaracji na blogu Hirka mogą pojawić się na warsztatach i powiedzieć "Sprawdzam". Na pierwszy rzut oka widać, że deklaracje nie bardzo znajdują pokrycie w czynach, bo wśród osób zaproszonych nie ma Alka Tarkowskiego ani innych przedstawicieli wolnej kultury.

Jeśli zaś chodzi o motywację działań Hirka, to wydaje się ona oczywista - człowiek broni swojego dorobku, bo się boi, że jego kolekcja płyt stanie się bezwartościowa i przestanie mu służyć do zarabiania jako DJ.
Żeby było ciekawiej, wczoraj w Trójce informowano o konferencji jakoś tak przed audycją z udziałem członków zespołu "Wilki", którzy przytoczyli następującą anegdotę:

Rodzice sprezentowali małolatowi płytę z jakimiś bardzo poszukiwanymi utworami. Chłopak się bardzo ucieszył i natychmiast z płytą pobiegł do swojego pokoju. Następnego dnia rodzice znaleźli płytę w koszu na śmieci, więc pytają chłopaka, o co chodzi. A ten na to - już sobie wszystko nagrałem, płyta mi więcej niepotrzebna.

Po tym nastąpił komentarz, że nośnik jest już nieistotny
Ile będzie warta kolekcja płyt Hirka, jeśli wszyscy pogodzą się z tym komentarzem? Programy do skreczowania już istnieją, więc winyle nie są niezbędne: http://en.wikipedia.org/wiki/Scratching#Non-vinyl_scratching

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>