Ponad 30 tys za bezprawną (re)dystrybucję e-zina

Jest kolejne doniesienie z frontu wykorzystania treści. Tym razem chodzi o zadośćuczynienie, które otrzymał (lub ma otrzymać) Dziennik Ubezpieczeniowy - e-zine rozsyłany na skrzynki poczty elektronicznej prenumeratorów. Prenumeratę takiego newslettera można zamówić indywidualnie, lub jako pakiet dla firmy. Wydawca zorientował się, że w jednej z firm, które zamówiły taką prenumeratę, kopie dziennika były "dystrybuowane w liczbie egzemplarzy przekraczających określoną w umowie prenumeraty", a także wysyłane na zewnątrz firmy. Wydawca zażądał zadośćuczynienia. Obyło się bez sądu, bo nie zawsze sąd w takich sytuacjach trzeba angażować.

O sprawie pisze Dziennik Gazeta Prawna w tekście Wydawca dostał odszkodowanie za kradzież serwisu. Tam również informacja, że sprawę załatwiono polubownie, a - chociaż wysokości zadośćuczynienia oficjalnie nie ujawniono - dziennikarze podają "około 33 tys. zł." jako kwotę, którą ma towarzystwo ubezpieczeniowe (które - jeśli dobrze rozumiem - było firmą zamawiającą prenumeratę na określonych warunkach, a które złamało te warunki umowy).

Na stronach Dziennika Ubezpieczeniowego nie widzę informacji na temat tego odszkodowania, ale może taka informacja była rozesłana do prenumeratorów? Nie wiem. W każdym razie informacja dotycząca polubownego załatwienia sprawy (bez angażowania sądu), a także informacja o uzyskaniu zadośćuczynienia nie powinna nikogo dziwić. Postanowienia umowy między stronami mają tu znaczenie, tak samo, jak postanowienia prawa autorskiego. Podstawą będą przepisy ogólne Kodeksu cywilnego, np. art 23 i 24 Kodeksu cywilnego, w których znajdują się przepisy dotyczące ochrony dóbr osobistych. Tam, w niezamkniętym katalogu kodeksowym wymieniana jest również "twórczość artystyczną", zaś art 24 daje podstawy domagania się - obok dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia skutków naruszenia, np. przeprosin - zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny (por. Rynek domenowy: czy już zarejestrowali twoje nazwisko?). Podstawą mogą być też przepisy o odpowiedzialności kontraktowej (tu można przywołać art 471 Kodeksu cywilnego). Dodatkową podstawę roszczeń daje również art 79 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

1. Uprawniony, którego autorskie prawa majątkowe zostały naruszone, może żądać od osoby, która naruszyła te prawa:

1) zaniechania naruszania;

2) usunięcia skutków naruszenia;

3) naprawienia wyrządzonej szkody:

a) na zasadach ogólnych albo

b) poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione - trzykrotności
stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu;

4) wydania uzyskanych korzyści.

2. Niezależnie od roszczeń, określonych w ust. 1, uprawniony może się domagać:

1) jednokrotnego albo wielokrotnego ogłoszenia w prasie oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie lub podania do publicznej wiadomości części albo całości orzeczenia sądu wydanego w rozpatrywanej sprawie, w sposób i w zakresie określonym przez sąd;

2) zapłaty przez osobę, która naruszyła autorskie prawa majątkowe, odpowiedniej sumy pieniężnej, nie niższej niż dwukrotna wysokość uprawdopodobnionych korzyści odniesionych przez sprawcę z dokonanego naruszenia, na rzecz Funduszu, o którym mowa w art. 111, gdy naruszenie jest zawinione i zostało dokonane w ramach działalności gospodarczej wykonywanej w cudzym albo we własnym imieniu, choćby na cudzy rachunek.

3. Sąd może nakazać osobie, która naruszyła autorskie prawa majątkowe, na jej wniosek i za zgodą uprawnionego, w przypadku gdy naruszenie jest niezawinione, zapłatę stosownej sumy pieniężnej na rzecz uprawnionego, jeżeli zaniechanie naruszania lub usunięcie skutków naruszenia byłoby dla osoby naruszającej niewspółmiernie dotkliwe.

4. Sąd, rozstrzygając o naruszeniu prawa, może orzec na wniosek uprawnionego o bezprawnie wytworzonych przedmiotach oraz środkach i materiałach użytych do ich wytworzenia, w szczególności może orzec o ich wycofaniu z obrotu, przyznaniu uprawnionemu na poczet należnego odszkodowania lub zniszczeniu. Orzekając, sąd uwzględnia wagę naruszenia oraz interesy osób trzecich.

5. Domniemywa się, że środki i materiały, o których mowa w ust. 4, są własnością osoby, która naruszyła autorskie prawa majątkowe.

6. Przepis ust. 1 stosuje się odpowiednio w przypadku usuwania lub obchodzenia technicznych zabezpieczeń przed dostępem, zwielokrotnianiem lub rozpowszechnianiem utworu, jeżeli działania te mają na celu bezprawne korzystanie z utworu.

7. Przepisy ust. 1 i 2 stosuje się odpowiednio w przypadku usuwania lub zmiany bez upoważnienia jakichkolwiek elektronicznych informacji na temat zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi, a także świadomego rozpowszechniania utworów z bezprawnie usuniętymi lub zmodyfikowanymi takimi informacjami.

Przeczytaj również:

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

To jest chore!

Prenumeratę takiego newslettera można zamówić indywidualnie, lub jako pakiet dla firmy.

I bardzo dobrze że ludzie rozdystrybuowali tyle ile mogli. Wiecie dlaczego ? Bo ta firma, co ten e-zin rozsyłała nie zabezpieczyła swojego produktu przed nieautoryzowanym dostępem. Dlaczego później ktoś inny ma płacić jakieś odszkodowania i temu podobne bo ktoś się nie postarał i sprawę w połowie olał. To tak jakby zostawić otwarte drzwi do mieszkania - można w dobrej wierze, że nic nie zginie, ktoś sobie co najwyżej usiądzie i coś poczyta poogląda, ale to ma krótkie nogi bo ktoś jednocześnie może sobie wynieść z takiego mieszkania co chce i kiedy chce.

Kiedy w końcu firmy zaczną się interesować bezpieczeństwem swoich produktów?? Chyba mamy już 21 wiek i jeżeli nie chce by ktoś inny miał dostęp do jakichś danych, to tworzę listę abonentów mojej usługi, Ci abonenci ustalają swoje hasła a ja co najwyżej patrze po drugiej stronie na liczbę logowań/wyświetleń danych materiałów przez konkretnego abonenta oraz na jego IP i kiedy dane wskazują, że do systemu może mieć dostęp ktoś więcej niż abonent... no to wtedy działam.

No i właśnie zadziałali

VaGla's picture

No i właśnie zadziałali, a w wyniku tych działań doszło do ugody, bo firma ubezpieczeniowa - jak przypuszczam - nie chciała ryzykować procesu. Gdyby do niego doszło mogliby przegrać więcej, bo na przykład zmuszeni byliby do ogłoszenia, że naruszali prawo, a dla firmy ubezpieczeniowej tego typu skaza nie jest najbardziej oczekiwaną promocją.

W tym serwisie, w stopce, jest zastrzeżenie dotyczące "przedruków". Sam serwis nie jest "zabezpieczony", ale zastrzeżenie ma doniosłość prawną.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Zabezpieczenia

To co proponujesz, to jakaś forma DRMu, a jak udowadniają ostatnie lata, jedyne komu DRM utrudnia dostęp do treści, są "legalni" użytkownicy, którzy za ten produkt zapłacili.

Co do drugiej propozycji, to też nie do końca idealny model, jeśli chodzi o identyfikację po IP. IP dosyć łatwo zmienić (ukryć). I może ono wskazywać w krótkim czasie zmianę lokalizacji z Polski do np USA. I czy to od razu, mówi nam, że z jednego konta korzystają dwie osoby?

Nie zabezpieczycli, bo to niewygodne

Mogli nie zabezpieczyć newslettera, bo to po prostu niewygodne dla legalnych użytkowników..

najlepiej w ogóle nie udostępniać

aha, czyli powiedzmy, jeżeli udzielę wydawcy licencji na publikację fotografii w 1 wydaniu czasopisma, w nakładzie max. 10.000 egz. to skoro nie zabezpieczyłem tego (cokolwiek by to miało znaczyć) to sobie każdy może korzystać...

albo z innej beczki - jeżeli w hipermarkecie towary są w wolnym dostępie, to jeżeli nie mają jakichś dodatkowych zabezpieczeń, mogę sobie napchać kieszenie, poza to za co płacę, bo przecież "nikt tego nie zabezpieczył"!?

Liczba Egzemplarzy

Tak się zastanawiam, jaka to liczba i o ile musiała zostać przekroczona, by wywołac taką kolej wydarzeń.

No bo, gdyby to był normalny papierowy egzemplarz, to firma by dostała ich kilka, a gdyby ktoś chciał coś z niego poczytać, to albo dostał by go do ręki, albo odbił interesujące strony na ksero. I na pewno nikt by po sądach za to nie ganiał.

No a z elektroniczną wersją... no bo po co drukować dany artykuł, czy zmuszać kogoś, by przyszedł do innego biura i przeczytał daną treść, tylko na "jednym jedynym" komputerze w firmie, kiedy można mu przesłać kopię w kilka sekund?

I bardzo dobrze że ludzie

I bardzo dobrze że ludzie rozdystrybuowali tyle ile mogli. Wiecie dlaczego ? Bo ta firma, co ten e-zin rozsyłała nie zabezpieczyła swojego produktu przed nieautoryzowanym dostępem.

Z całym szacunkiem dla mojego przedpiścy, ale nie nadążam za takim tokiem rozumowania. Chyba że nie wychwyciłem ironii.

kawa na ławę

Mój tok rozumowania jest prosty: jeżeli nie jesteś w stanie dołożyć jakichkolwiek starań i wykorzystać w jakimkolwiek stopniu zalet obecnych technologii zabezpieczających - to nie wchodź na rynek z takim produktem albo wejdź ale jak ktoś go "capnie" to miej pretensje tylko do siebie!

Padło też kilka komentarzy wyżej odnośnie formy w której takie e-ziny muszą być dostępne dla subskrybentów - że ma to być forma wygodna dla legalnych subskrybentów. No to może wygodną i bezpieczną formą była by np. aplikacja służąca do odczytywania takich subskrybowanych danych.

Zastanawia mnie - czy wszystko zawsze musi być super extra wygodne ? Nie można zrobić tego na zasadzie internetowych wypożyczalni książek ? Są takie i działają bez problemów !

Z innej strony - odwieczny przykład bardzo dobrego rozwiązania, które zawsze w takich tematach opisuję to przypadek aplikacji dla artystów pragnących analizować swoje utwory -> www.mixedinkey.com - Panowie z zespołu MIK bardzo dobrze zabezpieczyli swoją aplikację. Krótko o tym jak to działa: płaci się za produkt, dostaje się klucz licencyjny przypisany do konkretnego adresu e-mail, w pobranym programie mixedinkey wpisuje się adres e-mail i klucz licencyjny a sam software w momencie kiedy chce się zanalizować konkretną ścieżkę dźwiękową puszcza zapytanie do serwera MIK o zgodność klucza licencyjnego. Idealne rozwiązanie więc nie rozumiem dlaczego tylko w naszym kraju jest taki pewnego rodzaju "zastój umysłowy". Produkt da radę zawsze zabezpieczyć - tylko trzeba chcieć a dziś niestety Polscy byznesmeni, którzy nie mają zielonego pojęcia o tym z czego konkretny produkt się składa (np. strona internetowa, że potrzebny serwer, że potrzebna grafika, że ta grafika musi być lekka, że musi być jeszcze taka i owaka) tacy właśnie ludzie, wymyślają sobie swoje genialne produkty o bezpieczeństwie zapominając a później ktoś gdzieś z kimś się sądzi, bo ten co pozywa nie bardzo wiedział co de facto na rynek wypuszcza. Innymi słowy - nie miał zielonego pojęcia do jakiej szkoły wysyła swoje dziecko, wiedział tylko że jest to "szkoła".

Panowie z Mixed In Key dopiero przy wersji 3 czy 4 poszli po rozum do głowy i zrobili soft tak jak powinni i działa to 100% skutecznie. Jeżeli znajdziecie ten program gdzieś na warezie to gwarantuje, że nie będzie on na tyle skutecznie złamany by mógł funkcjonować bez problemów (mowa o wersji 4, poprzednie wersje nie miały zabezpieczenia klucza np. wersja 2). Jako ciekawostka możecie zobaczyć tutaj.

Mam tylko nadzieje, że teraz ta firma która pozwała (ten wydawca e-zina), zrobi krok do przodu i zastanowi się w jaki sposób mogła by swoje cenne informacje, które przekazuje tylko odpłatnie ZABEZPIECZYĆ. Postarajcie się zrozumieć mój tok myślenia: skoro zostawiasz w barze portfel to nie miej pretensji o to, że ktoś go sobie wziął! Żyjemy w takich a nie innych czasach i raczej uczciwości nie należy przeceniać a zatem należy swoje produkty zabezpieczać i odpowiednio uświadamiać rynek i konsumentów jakimi prawami ten produkt się rządzi. Dopiero w momencie kiedy dołożyło się wszelkich starań i wykorzystało dostępne technologie zabezpieczające i kiedy potem takie zabezpieczenia zostaną złamane - wtedy pozywać za fakt piracenia de facto - bo tak to się nazywa, biorę jakieś informacje/program/muzykę/cokolwiek co kupiłem na jakiejś licencji, crackuje czy też ripuje to i wrzucam gdzieś dalej.

Jeżeli wszyscy będą w taki sposób jak ten wydawca e-zina przerzucać swoje obowiązki względem swojego produktu (zabezpieczenia) wyłącznie na zapisy prawne to niestety ale bardzo mi przykro Państwo i rząd będzie mieć znacznie szersze pole do regulowania tego co jest niezgodne z prawem.

Zabezpieczenia nie spełniaja swojej funkcji.

Nie można skutecznie zabezpieczyć informacji przed jej kopiowaniem jednocześnie umożliwiając jej odczyt. Chyba, że zabierzemy wszystkie kartki i długopisy. :) Co innego usługa, którą można świadczyć centralnie. Dodatkowo w przypadku utworów nie będących programami mamy kwestię dozwolonego użytku osobistego.

Co do "zabezpieczeń", to spełniają one tylko jedną funkcję: świetnie denerwują uczciwych nabywców. Można tą sprawę rozwiązać bardzo prosto, wystarczy w każdym PDFie wydania elektronicznego na pierwszej stronie dodać sporymi literami dane przedsiębiorstwa, które nabyło subskrypcję. Nie bawić się w liczenie egzemplarzy, tylko sprzedać subskrypcję na przedsiębiorstwo (drożej niż dla klienta indywidualnego).

Pozostaje kwestia oceny tego konkretnego przypadku. Wszystko zależy od tego, czy rozpowszechnianie mieściło się w granicach dozwolonego użytku, według rozpowszechniającego przedsiębiorstwa najwyraźniej nie.

płatności masowe vs DRM

daninę masową tj abonament RTV, którego część, przynajmniej teoretycznie, zabezpieczała płatności z tytułu autorskich praw majątkowych twórców praktycznie uśmiercono.
Biorąc pod uwagę bieżącą batalię wydawców http://forsal.pl/artykuly/374621,nie_bedziemy_dojna_krowa_dla_biznesu_internetowego.html
i ułomność techniki powodującą w efekcie ograniczanie liczby odbiorców treści (DRM, zabezpieczenia i ich obejścia, serwisy płatne, etc), sądzę że remodelowanie płatności w kategoriach biznesowych jest perspektywą krótkoterminową.
Wpływy z reklam są w stanie zrekompensować część kosztów na etapie transformacji (http://www.idg.pl/news/347059/E.reklama.rosnie.w.kryzysie.html) ale ostatecznie masowy dostęp wymusi inny sposób finansowania i płatności - np renesans abonamentów.
Przyjmując iż obecnie licencja za artykuł np wg cennika A____ S.A wynosi 250zl/m-c = minimalne wpływy (?!)
od użytkowników/osób fizycznych
vs
powszechne powielanie treści wśród SI (fora, etc)
wydawcy stoją przed alternatywą zmasowanych pozwów, poprzedzonych np postępowaniem pojednawczym wobec KAŻDEGO kto narusza ich prawa
lub zbiorowej ugody w formie masowej opłaty serwisowej (np SMS/e-transfer 10PLN za roczny dostęp) od każdego Kowalskiego.
Czysta dywagacja: zmowa mediów = wprowadzenie rozwiązania solidarnie i jednocześnie

Czy wydawnictwa prasowe są nam potrzebne?

wydawcy stoją przed alternatywą zmasowanych pozwów, poprzedzonych np postępowaniem pojednawczym wobec KAŻDEGO kto narusza ich prawa lub zbiorowej ugody w formie masowej opłaty serwisowej (...) od każdego Kowalskiego

Jest jeszcze jedna możliwość nierozpatrywana przez wydawnictwa, zanik tej branży.

Na początku tradycyjne media (prasa, radio, telewizja) przynosiły informacje "ze świata", bo pokonywanie dużych odległości przez informacje nie było trywialne. Później przynosiły informacje "jako pierwsze" w ramach konkurencji samych ze sobą oraz plotkami telefonicznymi. Teraz stają w obliczu masy osób, które mogą przesłać w mgnieniu oka szczegółowe informacje opatrzone zdjęciami, dźwiękiem, a nawet filmem całkiem niezłej jakości z jednego końca świata na drugi i to o wiele niższym kosztem.

Zanim pojawi się opinia, że informacje publikowane przez ochotników są mało profesjonalne w porównaniu z tradycyjnymi mediami, chciałbym się zapytać w czym są bardziej profesjonalne tradycyjne media. Mało artykułów spoza periodyków naukowych podaje źródła, chyba że informacja pochodzi z innego "tradycyjnego" medium lub agencji prasowej. Brak też często rzetelności, pełno jest poszukiwania na siłę sensacji i sztucznego nakręcania tematów.

To ostatnie wpłynęło ostatecznie na moje czytanie prasy branżowej, w której większość tekstów było opisami nowinek z przed miesiąca lub dwóch (sam cykl wydawniczy zajmował miesiąc). Czasopisma te nie miały u mnie żadnych szans w porównaniu do źródeł internetowych, które publikowały te same informacje wcześniej, dokładniej i gdyby nie nasyciły mojej ciekawości dostarczały również linki do bardziej szczegółowego opisu.

Naprawdę dawno nie czytałem porządnego artykułu w papierowej prasie, w którym najpierw mógłbym zapoznać się z faktami, aby potem dowiedzieć się co ma do powiedzenia na ten temat autor artykułu. Niestety wielu autorów tekstów w prasie myli gazetę ze zbiorem opowiadań sensacyjnych. Nie ma w takim razie powodu aby narzekać na groźbę zaniku "prawdziwego dziennikarstwa", ono już dawno zniknęło w morzu medialnego szumu.

Inna rola prasy

kocio's picture

Warto w tym kontekście wspomnieć o roli prasy nie tylko w informowaniu, ale też w tworzeniu demokracji. De Tocqueville w "O demokracji w Ameryce" pisał o niej jako doniosłym składniku zrzeszania się ludzi. Ale to, jak wiemy także ma miejsce w sieci, i to o wiele skuteczniej (łatwe dyskusje wielostronne) niż w wersji papierowej.

W dodatku akurat znalazłem esej socjologa Jerzego Mikułowskiego Pomorskiego "Alexis de Tocqueville o prasie jako gwarantce demokracji i rozwoju. Diagnoza i ustanowienie norm z różnych perspektyw czasowych.", w którym zwraca on uwagę, że de Tocqueville wbrew powszechnie wspominanej pochwale ówczesnej prasy zauważał też jej problemy; tam także o odniesieniu do współczesnych mediów - słowem: warto poczytać (zakładam, że tekst jest publicznie dostępny, a nie np. "włamałem się" przez wyszukiwarkę, bo jest do niego link ze strony autora).

W małym uzupełnieniu do notki

1.
Praktyka pokazuje, że większość osób nie zdaje sobie sprawy z zasad działania praw autorskich, skutków kopiowania treści, tekstów. Niestety jest tu jeszcze wiele, bardzo wiele do zrobienia..
2.
Z naszych doświadczeń wynika, że w większości przypadków uświadomienie ludziom, że działają wbrew prawu budzi ich wstyd i zażenowanie. Co jest natychmiast podstawą do rozmów.
3.
Na bardziej opornych działa uświadomienie im prawnych konsekwencji kopiowania. Kwoty odszkodowań są tu też ważne, ale bynajmniej najważniejsze. W branży finansowej szczególnie dotkliwa jest ewentualna odpowiedzialność karna (art. 116 i 117; u nas w 116 praktycznie zawsze ust. 2). Bo oznacza śmierć zawodową. Nawet, jeśli to wyrok tylko w zawiasach..
4.
W wielu przypadkach naruszenia warunków prenumeraty to nie celowe, świadome działanie firm, czy ich zarządów, ale "inwencja" pojedynczego pracownika, który chce być "miły", czy "pomocny" dla swoich kolegów z pracy.
5.
Faktycznie (co pojawiło się jako zarzut w jednym z komentarzy) nie zabezpieczamy w żaden sposób naszego newslettera - jest to zwykły e-mail z pełną treścią przygotowanych przez nas artykułów. Forward jest oczywiście kwestią sekund..
Ale:
a)
Z prób wynika, że jakiekolwiek zabezpieczenia byłyby po prostu niewygodne dla legalnych użytkowników. A wygoda i prostota (poza oczywiście treścią, co jest warunkiem sine qua non) legły u podstaw sukcesu DzU.
b)
Incydentalne rozsyłanie pojedynczych artykułów DzU jest przez nas jak najbardziej dozwolone (jest odpowiedni zapis w warunkach prenumeraty).
Traktujemy to jako darmową promocję. Rzecz sprawdza się zresztą w praktyce.
c)
Praktyka (mniej nasza, bardziej powszechna) pokazuje, że wszelkie zabezpieczenia można złamać. I dla chcących to zrobić nie jest to z reguły sprawa szczególnie trudna ;-)
6.
O naruszeniach, czy ugodach nie informujemy, bo u „zwykłego Kowalskiego”, który ani specjalnie na technicznych meandrach rzeczy się nie zna, ani prawa do końca nie kojarzy, tego typu informacje budzą raczej niepokój niż zrozumienie. Zaraz pojawia się wątpliwość „może i mnie śledzą?” A my nie śledzimy – znakomita większość informacji o naruszeniach pochodzi od samych użytkowników...

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>