Celnicy z gdyńskiej Izby Celnej raczej nie dostaną "złotych kurtek"
"Akceptujemy rozwiązanie, które ograniczać się będzie do ostatecznego wyeliminowania obrotu towarów pochodzących z nielegalnego źródła i naruszających prawa spółki Disney, poprzez zniszczenie kurtek dziecięcych opatrzonych podrobionymi znakami towarowymi"
- Kancelaria Hogan & Hartson, cytowana w artykule trójmiejskiej Gazety, zatytułowanym "Uwolnić Kubusia Puchatka. Czy dzieci dostaną kurtki?" Jest to fragment odpowiedzi, którą otrzymali gdyńscy celnicy. Celnicy nie chcą spalić 1760 kurtek z wyhaftowanymi Kubusiami Puchatkami (znak towarowy Walt Disney Company), które przechwycono w lipcu 2007 roku. W artykule jest też mowa o kolejnych kurtkach - ok. 7 tys ze znakiem "Lee Cooper". Celnicy nie chcą tego palić i woleliby oddać potrzebującym (np. dzieciom z domu dziecka), bo "celnik też człowiek i serce mu się kraje", a kurtki, przynajmniej z Puchatkiem, są "ładne, kolorowe" i "starannie wykonane, w kolorach zielonym i niebieskim".
Wynika z tego, że - gdyby inne niż IFPI organizacje nadawały wyróżnienia za dzielne zwalczanie "piractwa" na granicach (por. "Złota Płyta IFPI" dla sudeckiej straży granicznej i ministerstwo się tym chwali, Złote blachy i płyty: MSWiA twierdzi, że wszystko jest w porządku..., to gdyńscy celnicy by niedostali.
Odwiedź również działy cytaty oraz znaki towarowe niniejszego serwisu.






dodatkowo wcale nie było by
dodatkowo wcale nie było by dziwne gdyby kurtki te niczym nie różniły się od "orginałów" (w końcu większość markowych ubrań robione jest w krajach azjatyckich). A jedynie tym, że zostały sprowadzone do kraju bez zgody właściciela znaku towarowego. Innymi słowy "orginał" i "podróbka" fizycznie jest tym samym towarem, z tej samej fabryki.
no różnią się
No różnią się
A masz jakieś dane o wyciekach w krajach azjatyckich? To takie amerykańskie korporacje nie dość strzegą (motywują?) swoich wybranych sweatshopów?
hmmm a gdzie masz "orginał"
hmmm a gdzie masz "orginał" z którym porównujesz??
Ano zdarza się że jakaś partia pójdzie bokiem z jakiś powodów, zwykle na rynek chiński ale nie tylko.
winnie the pooh jacket
Google Images coś tam zwraca na hasło "winnie the pooh jacket", ale nie bardzo da się tego użyć wprost jako materiału referencyjnego. Przyznam, że bazuję na zdrowym rozsądku i własnym nieprofesjonalnym doświadczeniu, jak dalece właściciel jakichś wizerunków artystycznych mógłby uprościć (oszpecić) je na nowym polu eksploatacji typu kurtka. Oglądałem Kubusia Puchatka, kontemplowałem też wiele "adidosów" i "adonisów" w naturze.
To taka obserwacja. Nie wypowiadam się w sferze etycznej, bo sprawa jest skomplikowana. Nie ograniczałbym się do dylematu moralnego - spalić czy nie. Przedsiębiorca zapewne przedpłacił za towar Chińczykom, które zostały mu skonfiskowane wyłącznie z tego tytułu, że na misia nie miał umowy z Disneyem. I jak tu teraz po janosikowemu jednak uznawać, że te kurtki mogą istnieć w obiegu bez zgody Disneya i być skierowane do innych dzieci niż te, których rodzice mogliby zapłacić za nie? Wyobrażam sobie, że na początku łańcucha dostaw są jeszcze biedniejsze dzieci niż w polskich domach dziecka. Może lepiej odesłać precz z UE?
update
Uzupełniając, to jeszcze uświadomiłem sobie, że gdyby to nie było podpisane "Winnie the Pooh", to mogłoby wyglądać jak jakikolwiek inny miś - taka lipna to jest podróba na mój gust. Dodając do tego fakt, że normalnie socjalizowane dziecko w wieku 2-3 lat w Polsce mogłoby to stworzenie znać ewentualnie jako Kubuś Puchatek, a nie żaden "Winnie the Pooh" to jeszcze ciekawszy jest wątek, czego ta ochrona własności intelektualnej Disneya dotyczy...
Obieg to nie obrót
Nasuwa mi się myśl, problemem jest tutaj wprowadzenie do obrotu. I od razu refleksja — czy postawa etyczna, która zaowocowała tym spostrzeżeniem, nie jest uwarunkowana współczesnym kopirajtem (monopol autora na upublicznienie, względna swoboda w korzystaniu…)
strona etyczna
"Nie wypowiadam się w sferze etycznej, bo sprawa jest skomplikowana." - Ja się wypowiem w "sferze etycznej" - oczywiście sprawa jest banalna i całkiem prosta - postępowanie Disneya jest nieetyczne po wielekroć:
1. społecznie (kurtki można by dać potrzebującym). BTW. MOŻNA TO ODPRUĆ? NA PEWNO ZNALEŹLIBY SIE OCHOTNICY.
2. ekologicznie - produkcja kurtek pociągnęła za sobą koszta ekologiczne (produkcja materiałów, emisja CO2, zanieczyszczenia chlorem, barwniki) ich spalenie dodatkowo doprowadzi do emisji CO2 za która powinien zapłacić Disney.
3. kulturowo - Disney uwłaszczyła się na misiu z którym nie miał i nigdy nie będzie miał nic wspólnego - nie dajcie się Państwo oszukać podróbką w postaci żółtego grubasa - prawdziwy MIŚ miał mały rozumek i nie robiłby kariery w biznesie jak ten Disneyowaty cwaniak.
Słowem - strona etyczna jest dla mnie całkiem jasna. Skomplikowana to jest strona prawna (prawo rozmija sie tu z etyką) oraz biznesowa (w końcu nawet firmy takie jak Sony, i Disney, chociaż robią w konia masy, instalują trojany itp. z czegoś muszą żyć, szkoda że na granicy etycznej dopuszczalności...).
Widzę też proste rozwiązanie:
1. nie kupuję produktów Sony bo instalują trojany
2. nie kupuję produktów Disneya bo zamknęli prawdziwego Misia o Małym Rozumku a wypuścili poprawnego politycznie cwaniaczka w kamizeli.
a anglicy
a Anglicy potrafią: Confiscated Designer Goods Given to the Homeless.
powinno usunąć się sporne
powinno usunąć się sporne zastrzeżone znaki towarowe ze skonfiskowanej odzieży i przekazana powinna być do domów dziecka/markotów itp. Powinno to być niejako normą postępowania przy tego typu sprawach.
czy to jest wykonalne?
Nie zawsze usunięcie spornych treści (w tym przypadku z ubrań) jest wykonalne, w taki sposób, by towar potem nadawał się jeszcze do użycia... Mogą powstać dziury po szyciu (jeśli znaki są wszywane), albo po zabawach z rozpuszczalnikami, materiał może stracić swoje właściwości, trwałość (np kurtka zacznie przepuszczać wodę).
Pewno kolejną propozycją będzie zasłonięcie spornych znaków - zamalowanie, zaszycie...
Rodzi się tylko pytanie o koszty takich operacji, czy staranne zamaskowanie znaków zastrzeżonych, będzie ekonomicznie opłacalne - czy np nie przewyższy kosztów sprowadzenia tego samego towaru, tylko z opłatami?
Tylko kto miałby to
Tylko kto miałby to zrobić? Państwo, prywatna firma, a może organizacja społeczna?
Mógłby to zrobić sam zainteresowany podmiot. Tylko, w jaki sposób dopilnować, żeby wszystkie "sporne" symbole zniknęły z kurteczek, nim zostaną ubrane przez dzieciaczki.
wolontariusze sami
wolontariusze sami zaoferowali swoją pomoc przy usunięciu spornych znaków.
Czy Kubuś podlega ochronie?
Mnie zastanawia w jaki sposób te kurtki naruszają "prawa spółki Disney" w Polsce. Jeżeli nie ma na nich loga "Disney", to sama podobizna Kubusia Puchatka (wersja w czerwonej koszulce) nie jest chroniona prawem autorskim od 2003r (pierwsza publikacja 1932r - prawa nie należą do osoby, która może umrzeć, czyli nie liczymy 70 lat od śmierci).
Jeżeli coś pominąłem, to proszę mnie poprawić.
Kubuś Puchatek
na przykład tutaj jest wyjaśnione co Disney kupił od kogo i za ile
autor
Jak już wyżej napisałem prawa autorskie nie mają tu nic do rzeczy, jednak mimo to wyjaśnię:
Podlinkowany przez Pana artykuł dotyczy praw do książek o Kubusiu Puchatku napisanych przez A. A. Milne. Utwory te nie nadają się raczej do drukowania na ubraniach.
Wzory zamieszczone na opisanych kurtakch nie przedstawiają również oryginalnych ilustracji do Kubusia Puchatka stworzonych przez E. H. Sheparda (chociaż może wchodzić w grę kwestia ich opracowań).
Cóż zatem za utwór zamieszczono na tych kurtkach i kto jest jego autorem? O ile mi wiadomo "disneyowski" wizerunek Kubusia Puchatka pojawił się po raz pierwszy w filmie "Winnie the Pooh and the Honey Tree" z roku 1966. Poniżej link do listy animatorów, którzy przy tym filmie pracowali:
http://www.imdb.com/title/tt0061199/fullcredits
Winny musi być wśród nich...
Miś w czerwonej koszulce
Pierwsza wersja Puchatka w czerwonej koszulce, to nie wersja Disneyowska, a Slesingerowska. Slesinger Inc. posiadał prawa do postaci w latach 30 i oprócz kukiełek, gier i zabawek powstał też pierwszy kolorowy animowany Kubuś właśnie żółty w czerwonej koszulce (nie Shepardowski pluszak).
Na na stronie NY Timesa można znaleźć informację o śmierci pani Slesinger oraz zdjęcie z oryginalnym kolorowym Kubusiem w tle.
Z drugiej strony ciekawym pomysłem jest wydawanie znaku towarowego na utwór lub jego fragment.
?
Co rozumiesz przez "wydawanie"?
Tak "a contrario", czy wg Ciebie znak towarowy nie może mieć cech utworu w rozumieniu prawa autorskiego?
Znak towarowy, a utwór
Zły ciąg wyrazów, chodziło mi o proces rejestracji znaku towarowego zakończony powodzeniem.
Znak towarowy może być utworem (logo lub nazwa firmy), ale co w sytuacji gdy utwór istniał wcześniej tylko jako utwór (nie służył do identyfikacji konkretnego przedsiębiorcy), a został zarejestrowany jako znak towarowy wyłącznie w celu jego ochrony poza prawem autorskim. Konkretnym przykładem byłoby zarejestrowanie znaku słownego "Litwo ojczyzno moja" oraz "Nie rzucim ziemi skąd nasz ród".
Na razie Disney (chyba) ciągle ma prawa do utworu, czy po wygaśnięciu autorskich praw majątkowych przestanie egzekwować swoje prawa do znaku towarowego?
Znaki
Krajowy słowny znak towarowy WINNIE THE POOH R-168094.
Krajowy słowno-graficzny znak towarowy WINNIE THE POOH R-135669.
Krajowy słowno-graficzny znak towarowy KUBUŚ PUCHATEK R-135865.
Pomieszanie z poplątaniem
Przede wszystkim sprawa dotyczy praw ze znaku towarowego i nie ma nic wspólnego z prawem autorskim. Poniższe uwagi mają zatem wyłącznie charakter porządkowy.
Co się tyczy sposobu liczenia okresu ochrony prawnoautorskiej, to tożsamość osoby, której obecnie przysługują autorskie prawa majątkowe nie ma żadnego znaczenia. Znaczenie ma jedynie to, komu i na jakiej podstwie prawa te przysługiwały w chili powstania utworu. W typowych przypadkach (takich jak ten) termin wygaśnięcia praw liczy się od śmierci twórcy, tj. autora. Z oczywistych względów twórca ten zawsze jest osobą fizyczną, która "może umrzeć".
Błąd
Mea culpa, przeoczyłem "z mocy ustawy" w ust.3 art.36
Dodaj nowy komentarz