Konferencja SDP: Co wolno Katarynie, a co wolno "Dziennikowi"

2009-06-01 12:00
2009-06-01 15:00
Etc/GMT+2

Pani Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Krystyna Mokrosińska, zaprosiła mnie na planowaną poniedziałek (1 czerwca) na piątek (29 maja) konferencję pt. "Co wolno Katarynie, a co wolno "Dziennikowi"". Warto odnotować tę inicjatywę, zwłaszcza ze względu na reakcje w Sieci po wysłaniu zaproszeń. Liczę, że - podobnie jak to było przy okazji niedawnej konferencji SDP, dotyczącej dyskusji nad założeniami do nowej ustawy Prawo prasowe - relacje z przebiegu tego spotkania opublikuje serwis polityczni.pl
Aktualizacja: termin konferencji został przesunięty z 29. maja na dzień 1. czerwca (poniedziałek).

Konferencja ta odbędzie się w piątek (29.05) o godzinie 12:00 w Domu Dziennikarza przy Foksal 3/5. Z tego, co się zorientowałem, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich rozesłało zaproszenia do wielu osób. Tomasz Szymborski (dziennikarz) w serwisie Salon24.pl uruchomił dyskusję o planowanej konferencji, a wcześniej poinformował: SDP zajmie stanowisko w "sprawie Kataryny". Jak więc rozumiem - konferencja ma za zadanie "przegadanie tematu" przed sformułowaniem stanowiska środowiskowego. Internet się również się przygotowuje. Serwis Wykop.pl opublikował "nietypowy wykop", zatytułowany "Wykopie, czuj się zaproszony na konferencję w Domu Dziennikarza!". Jeśli internetowe wici dotrą do chętnych internautów, to SDP może liczyć na sporą frekwencję.

Zainteresowanych odsyłam do działu prasa niniejszego serwisu, a szczególnie do tekstów poświęconych anonimowej komunikacji, ujawnieniu przez Dziennik tożsamości internautki:

Alek Tarkowski komentuje ostatnie wypadki w tekście Stare media kontra: piractwo informacyjne, bzdury i histeria, idioci, wskazując na to, że toczy się wojna ("stare" media vs. "nowe"). Mniej więcej w tym duchu komentowałem w tekstach:

Patrzę na publikowane przez dziennikarzy komentarze, na przykład takie, jak komentarz Wojciecha Czuchnowskiego pt. Smutna sprawa Kataryny, opublikowany w Gazecie Wyborczej, i odnoszę wrażenie, że dziennikarze zupełnie oderwali się od realiów komunikacji masowej. Być może problem polega na tym, że przyzwyczajeni są do starego modelu komunikacji, w którym dziennikarz - gatekeeper głosił poglądy, a masa społeczna miała te poglądy czytać, słuchać ich i oglądać. Od czasu do czasu ktoś z nazwiskiem, ale spoza środowiska dziennikarskiego, wypowiadał się na łamach prasy w formie polemiki. Z dziennikarskich komentarzy wyjawia się obraz świata, w którym są tylko oni i banda anonimów, którzy posługują się jedynie wulgaryzmami. Gdyby dziennikarze zaczęli czytać nie tylko swoje własne teksty, ale rozejrzeli się dookoła - znaleźliby sporo materiałów i komentarzy, które odbiegają od wizji szaletu. Ale musieliby zmienić paradygmat. Musieliby uznać, że nie tylko dziennikarz ma coś do powiedzenia i wypowiada to. Instytucjonalna prasa nie ma już monopolu na nazywanie się "mediami". Tytuły prasowe nie są już organizatorami publicznej debaty (chociaż wciąż chcą, by było inaczej).

Chociaż oczywiście widać próby zagospodarowania internetu na "starą modłę". Korzystam z Sieci i wiem, że mogę pisać u siebie. Nie muszę pisać w agregatorach takich jak Salon24.pl czy w innych (chociaż nie raz mi proponowano, żebym pisał jeszcze gdzieś, np. żebym prowadził bloga na Onecie). A co robi Dziennik, który walczy o życie na gospodarczo-medialnej scenie? Zaprasza internautów, by publikowali na łamach Dziennika i tam komentowali sprawę Kataryny. Rozwaliło mnie szczególnie, gdy przeczytałem pod tekstem Czy ty też opluwasz anonimowo w sieci? zdanie:

To nie koniec dyskusji, która będzie się toczyć w Blogosferze DZIENNIKA.PL. Zapraszamy też do uczestnictwa w niej internautów – prosimy o przesyłanie tekstów na adres opinie@dziennik.pl

W Blogosferze Dziennika.pl... Halo! Mogę się jedynie uśmiechnąć. Proszę przy okazji pamiętać, że chodzi o tę samą blogosferę, do której redaktor naczelny Dziennika wystosował list otwarty, zaczynający się od słów - cytuję - "Pocałujcie mnie w dupę..." (por. komentarz Krótka odpowiedź na list otwarty red. Krasowskiego).

Ludzie będą komentowali tam, gdzie będą chcieli. Jasne, że instytucjonalne media mogą zabiegać o uwagę mas czytelniczych, ale uwaga ta rozprasza się i coraz więcej osób samodzielnie wybiera sobie autorów, których czyta, a autorzy ci coraz częściej piszą w ramach własnych (własnych!) serwisów internetowych.

I zaczyna mnie irytować, gdy zwracający się do mnie dziennikarz z prośbą o komentarz, gdy czasem odsyłam go do już opublikowanego tekstu, pyta z rozbrajającą szczerością: "A czy możemy Pana zacytować tak, że to powiedział Pan specjalnie nam, [tu pada tytuł prasowy]?" Popieram p. Czumę, który - jak napisał ktoś w komentarzu pod tekstem Dziennik demaskuje autorkę znanego bloga..., opublikowanym w Dzienniku Internautów: "Syn Czumy w wywiadzie rezygnuje z pozywania Kataryny. Jednocześnie odmawia dyskusji na ten temat jeśli mu się za to nie zapłaci." Otóż to. Dlaczego ja mam odwalać za dziennikarzy całą robotę, bo potrzebują mieć gadającą głowę do materiału prasowego, a nie chcą cytować źródła, w którym już jest coś opublikowane (ale może stanowić "konkurencję" w wyścigu o rząd dusz)? Jeśli istotnie p. Czuma Jr. chce otrzymać wynagrodzenie za komentowanie sprawy prasie - ma do tego prawo (por. Ile redakcje/wydawcy powinni płacić za wypowiedź, albo za udział w programach?). Infotainment. Jakby miał ochotę - pisałby "bloga" i dziennikarze, jeśli chcieliby mieć jego wypowiedź, musieliby go cytować: "jak napisał w swoim blogu p. Krzysztof Czuma..."

Strategia grabi (o których wiadomo, że nie ma ich "od siebie") zostanie szybko zauważona. Jak będzie wyglądać informacja za 10 lat? Podobno dla mnie przyszłość "rysuje się różowo". A może reglamentować wolność słowa? Prof. Marcin Król - mam takie wrażenie - widziałby pewne plusy takiej sytuacji, o czym świadczy tekst Król: Internet to nie śmietnik, w którym można przeczytać zdania: "Nie chciałbym nikogo obrażać, ale odnoszę wrażenie, że blog jest czymś – proszę darować to określenie – idiotycznym. Pozwala każdemu wygłaszać opinie na tematy kompletnie dowolne. Tymczasem wcale nie uważam, że tak być powinno." Aparat mowy to też takie, trochę idiotyczne, narzędzie. Aż dziw, że wykształciło się u człowieka. Można by to poprawić i przy urodzeniu sznurować niektórym ludziom usta. Zwłaszcza "idiotom, którzy dziś mają takie same prawa do wygłaszania swoich sądów jak wybitni myśliciele, publicyści, czy prawdziwi dziennikarze". Ja już to żartobliwie proponowałem w nieco innej sferze: Kampania społeczna na rzecz certyfikacji Twórców, a w jeszcze innej proponowano pewne rozwiązania całkiem na poważnie: Każdy chce mieć wyłączność na uprawianie roli...

A swoją drogą - być może nauką również nie każdy powinien się zajmować? A tu anonimowość się przydaje, zwłaszcza gdy referaty zgłoszone na naukowe konferencje oceniane są jako anonimowe i odpadają czasem w takich rozgrywkach referaty profesorskie, a przechodzą studenckie. "Wybitni myśliciele" potrafią też przepuścić czasem, jako wybitnie naukowy, artykuł wygenerowany przez automat do konferencyjnych "whitepaperów"...

Jeśli dziennikarz chce się dowiedzieć, jak różne sprawy są komentowane (bo gdzieś tam realizuje jeszcze jakąś misję społeczną, nie tylko generuje za wierszówkę papkę do wieszania na niej reklam) i będzie ograniczał się tylko do forum internetowego, które prowadzone jest przez wydawcę jego tytułu prasowego, nie powinien się dziwić, że nie dostrzeże słonia, macając tylko na oślep wokół jego ogona. A jeśli media instytucjonalne chcą komentarzy w czasach coraz brutalniejszej wojny infotainmentu, to redakcja powinna płacić komentatorowi, którego dziennikarz przepytuje. To podniesie koszty i zmniejszy "informacyjną konkurencję" instytucjonalnych mediów. To zaś uruchomi mechanizm cięcia kosztów tam, gdzie da się je przyciąć. To jest ten moment, by usłyszeć głosy paru osób: "ale z czego my będziemy żyli?"

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Niestety

Maltan's picture

Kolejny dziennikarz manipuluje. Tym razem, skądinąd sympatyczny, redaktor Karnowski.

Przykłady:

Niektórzy blogerzy manipulują faktami nie gorzej niż najbardziej haniebne osobniki w historii prasy totalitarnej. Budują zestawy informacji oparte na półprawdach lub ćwierćprawdach i powielają kłamliwe wnioski.

Z tych samych przecież powodów koledzy z innych redakcji starają się zaglądać w kieszeń (a czasem i do łóżka) osób najwięcej znaczących w życiu publicznym – a nie tych znaczących najmniej. I robią to często dużo brutalniej niż my. Wysyłają do ludzi, których chcą namówić na rozmowę, SMS-y dużo brutalniejsze niż prośba o kontakt z sugestią, że inne redakcje też są na ich tropie. Jeśli to jest szantaż, jak próbują wmówić niektórzy co radykalniejsi blogerzy, to nie wiedzą oni, co to słowo znaczy.

Jakby to ich dział śledczy ustalił dane Kataryny, a nie ona sama im je podała. Po prostu dramat. Jak ma być takie dziennikarstwo to dla mnie w ogóle mogłoby go nie być.

Całość w tekście: Słowa w internecie mogą zabijać

VaGla: Chociaż oczywiście widać próby zagospodarowania internetu na "starą modłę". Korzystam z Sieci i wiem, że mogę pisać u siebie. Nie muszę pisać w agregatorach takich jak Salon24.pl czy w innych (chociaż nie raz mi proponowano, żebym pisał jeszcze gdzieś, np. żebym prowadził bloga na Onecie).

Więcej bym powiedział. Nie musisz nawet ich czytać. Nie musisz przejmować się poziomem na innych forach. Kataryna została wyniesiona na piedestał przez dziennikarzy, sami ją cytowali, zabiegali, a teraz mają pretensje. Do kogo?

Denerwujące w tym jest jedno, że przez tyle lat nie widzieli chamstwa, bluzgów w Internecie, a w końcu łuski spadły im z oczu i chcą bronić Internetu przed zalewem agresji. Wcześniej tego nie widzieli? Niech każdy dba o swoje poletko. Niech Dziennik zainwestuje w moderatorów albo zmieni system komentarzy.

Wojciech

PS Pan Wojciech udownił, że nie boi się odpowiedzialności za słowa:

"Przepraszam MDI Strategic Solutions"

Przepraszam Macieja Gorzelińskiego i Rafała Kasprów oraz firmę MDI za to, że w latach 2004-06 kilkakrotnie bezpodstawnie pomówiłem ich o postępowanie niezgodne z prawem i etyką.

Nieprawdziwe informacje na temat ich działalności za moim udziałem zostały przekazane m.in. w programie publicystycznym TVP 2, na antenie Radia TOK FM oraz w publikacjach na łamach „Gazety Wyborczej”.

Nie chce w ten sposób odbierać dziennikarzom prawa do błędu, każdy się myli, ale czy każdy dziennikarz będzie teraz uprawiał takie tanie moralizatorstwo.

Są też drastyczniejsze przypadki. Wielokrotnie też dziennikarze z premedytacją wchodzili z butami w czyjąś prywatność, niszczyli ludzi. Ale nie uważam, że takie jest środowisko i na podstawie jednostkowych przypadków należy potępić wszystkich, albo sugerować, że trzeba ukrócić ich samowolę.

PS II Tak sobie myślę, że dziennikarze nie boją się (bo i czego?) tych bluzgów, ataków na nich, tylko siły jaką jest Internet. Teraz prawie każdy może wytknąć redaktorowi błędy, wskazać gdzie się pomylił, co powinien poprawić. Może to zrobić w sposób uprzejmy albo szyderczy. Kiedyś tak nie było.

Automat do generowania whitepaper'ów

@Vagla: Wiesz może, gdzie znaleźć więcej informacji na temat tego generatora referatów? Wieki temu widziałem to i uznałem za ciekawy wynalazek - i jak o wielu innych ciekawych wynalazkach - całkowicie zapomniałem. Jednak w ciągu ostatnich paru tygodni miałem kilka okazji, gdzie chciałem nawiązać do tego projektu, ale bez źródła było jakoś tak głupio.

Chodziło o program SCIgen i konferencję WMSCI w 2005 roku

VaGla's picture

Chodziło o SCIgen - An Automatic CS Paper Generator, i white paper zgłoszony skutecznie na konferencję 9th World Multi-Conference on Systemics, Cybernetics and Informatics (WMSCI). Więcej na ten temat na stronie twórców programu oraz w tekście Computer conference welcomes gobbledegook paper opublikowanym w Nature.

Proponuję jeszcze poszukać materiałów na temat tzw. peer review, recenzji naukowych, w szczególności takich recenzji, które polegają na ocenie przedstawionych naukowych tekstów bez ujawnienia recenzentom danych autorów. Można sięgnąć np. do opublikowanego również w Nature tekstu Nature's peer review debate, a ściślej - całej debaty, która została tam przeprowadzona.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Najwyraźniej "Dziennik"

Mikołaj's picture

Najwyraźniej "Dziennik" przyznaje sobie prawo do naginania rzeczywistości: Fakty i mity w sprawie Kataryny.

--
Piotr "Mikołaj" Mikołajski
http://piotr.mikolajski.net

Marta Stremecka, zastępca

VaGla's picture

Marta Stremecka, zastępca redaktora naczelnego Dziennika, napisała w tekście Fakty i mity w sprawie Kataryny:

...Kataryna wyzwała DZIENNIK na pojedynek. To była próba sił. Dziennikarstwo papierowe kontra internetowe. DZIENNIK wygrał i tyle.

Tymczasem Google Trends przynosi nam taki oto obrazek:

Wykres haseł kataryna i dziennik.pl

Hasło "dziennik.pl" nie jest tu najlepszym z możliwych, ale tytuł tego periodyku jest tak dobrany, że niejaki, więc porównanie trendów haseł "kataryna" i "dziennik" miałoby jeszcze mniej sensu niż porównywanie "kataryny" i "dziennik.pl".

Nie oznacza to, że akcja marketingowa, której celem było zwiększenie rozpoznawalności marki Dziennika wśród internatów (chociaż metodami, które z deontologią dziennikarską są w moim odczuciu sprzeczne) nie przynosi rezultatów. Zwiększa się jednak zapotrzebowanie na informacje o Katarynie.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Ciekawe

Maltan's picture

czy w tym okresie sprzedali więcej papierowych wydań. Wydaje mi się, że nie, bo ile można czytać o Katarynie, jak to temat typowo internetowy.

Wojciech

wiadomo kto potwierdził udział w debacie SDP

VaGla's picture

Pan Wiktor Świetlik opublikował w serwisie Salon24.pl Zaproszenie: co wolno Katarynie, a co "Dziennikowi". Dowiedziałem się z niego jaki jest aktualnie potwierdzony skład panelistów. Oto on:

  • Cezary Michalski – „Dziennik”,
  • Igor Janke – szef Salonu 24 i publicysta „Rzeczpospolitej”,
  • Krzysztof Fijalek, wiceszef SDP, redaktor naczelny portalu Interia.pl
  • oraz autor tego serwisu, przedstawiony jako Piotr „VaGla” Waglowski – prawnik i publicysta specjalizujący się w tematyce Internetu

Moderatorem dyskusji będzie p. Wiktor Świetlik, publicysta "Polski".

Korzystając z okazji pragnę zaproponować czytelnikom obejrzenie zorganizowanej przez Onet.pl debaty pomiędzy p. Cezarym Michalskim z Dziennika i galopującym majorem, który publikuje w serwisie Salon24.pl i tam też galopujący major opublikował swoją relację: Po debacie z Michalskim.

Z tej debaty dowiedziałem się, że ujawnienie kataryny było działaniem wynikającym z pobudek osobistych, tj. na jednej z komentatorek internetowych pracownicy gazety - co potwierdził p. Michalski - wzięli odwet, zemścili się wręcz na całym internecie. Warto zapisać kilka cytatów: "krew za krew" oraz dawanie "fangi w nos".
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Kolejna dyskusja z piątku

Mikołaj's picture

Ponieważ nie widzę linku, wklejam takowy do nagrania piątkowej (29 maja 2009) audycji "Kwadrans po ósmej" w TVP1, prowadzonej przez Justynę Dobrosz-Oracz. W audycji dyskutowali: Robert Zieliński ("Dziennik"), Igor Janke ("Salon 24") i Tomasz Szymborski (SDP). Warto obejrzeć, bo pewnie część argumentacji będzie powtórzona w poniedziałek.

--
Piotr "Mikołaj" Mikołajski
http://piotr.mikolajski.net
Ilustrowane komentarze do sprawy "Kataryny"

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>