Kto komu i za co: nieoczekiwana zamiana miejsc w Wielkiej Brytanii

loga: PRS vs YouTubeJedni mówią: to niesprawiedliwe. Musicie podzielić się z nami waszymi przychodami. To, co proponujecie, to za mało. Przecież mamy prawa, które wy chcecie wykorzystać, więc należy nam się wynagrodzenie, które my podyktujemy... No dobrze - odpowiadają drudzy, to może zrobimy inaczej: my was teraz całkiem wytniemy z naszego serwisu i będziemy prowadzić negocjacje dalej, dobrze? Przecież macie prawa... W Wielkiej Brytanii toczy się interesująca rozgrywka między Google (YouTube) a organizacją zbiorowego zarządzania, która reprezentuje artystów wykonawców, czyli the Performing Right Society (PRS). To bardzo interesująca rozgrywka w kontekście pytań: kto komu powinien płacić w "społeczeństwie informacyjnym" i za co?

O sprawie pisze BBC w tekście YouTube to block UK music videos. Skoro YouTube ma pewien kłopocik w związku z dogadaniem się co do ceny z reprezentacją artystów wykonawców (wcześniej się już dogadali z producentami videogramów, ale tam również, podobnie jak w Polsce, jest dłuższa kolejka uprawnionych, którzy zgłaszają się po pieniądze; nota bene YouTube miała też umowę z PRS, ale czas tej umowy był określony i przyszedł nowy czas, tym razem na renegocjacje warunków), to serwis YouTube, a więc Google, postanowił podnieść stawkę i zablokować klipy video brytyjskim internautom. Być może to będzie pewien szok dla tych, którzy chcą pieniędzy, bo nagle się okaże, że nie będzie ich w publicznym obiegu i może się też okazać, że więcej na tym stracą, niż "tracą" teraz, gdy nie uczestniczą na swoich warunkach w tym obiegu. Tak też jest ruch Google odbierany przez PRS. Szef tego stowarzyszenia, Steve Porter, tak skomentował ruch Google: "outraged... shocked and disappointed".

Google rośnie w siłę na rynku "praw wyłącznych", co wcześniej korporacja pokazała w USA, gdy mimo monopolu autorskiego udało im się doprowadzić do ugody w sprawie zeskanowanych książek. Niby nie można korzystać z utworów bez zgody uprawnionego (monopol prawnoautorski), ale jednak można, gdy się ma odpowiednią pozycję negocjacyjną. Kolejny ruch może oznaczać zupełne odwrócenie strumienia pieniędzy. Bo nagle może się okazać, że to serwisowi YouTube należy płacić, jeśli się chce, by użytkownicy tego serwisu mieli szanse oglądać wykonawców, słuchać i oglądać utwory...

Ile coś jest warte? Tyle, ile będą chcieli za to zapłacić ci, którzy chcą danego efektu. Jeśli nie chcą zapłacić - jest warte nic. Być może należy wręcz dopłacić, by to wczorajszy odbiorca chciał brać od nas treść (utwory, artystyczne wykonania, fonogramy i videogramy)...

Ciekawe to wszystko. Dostępne jest stanowisko PRS: PRS for Music Statement in relation to Google/YouTube announcement, w którym czytamy:

PRS for Music is outraged on behalf of consumers and songwriters that Google has chosen to close down access to music videos on YouTube in the UK.

Google has told us they are taking this step because they wish to pay significantly less than at present to the writers of the music on which their service relies, despite the massive increase in YouTube viewing.

This action has been taken without any consultation with PRS for Music and in the middle of negotiations between the two parties. PRS for Music has not requested Google to do this and urges them to reconsider their decision as a matter of urgency.

Steve Porter CEO PRS for Music said "We were shocked and disappointed to receive a call late this afternoon informing us of Google's drastic action which we believe only punishes British consumers and the songwriters whose interests we protect and represent."

Google had revenues of $5.7bn in the last quarter of 2008.

Mam wrażenie, że to bardzo ważne wydarzenie. Role się odwracają. O ile uprawnieni straszyli wcześniej, że doprowadzą do zablokowania treści, do których w jakikolwiek sposób przysługują im prawa, to nagle się okazuje, że tego typu groźba nie robi wrażenia na Wielkiej Internetowej Tubie. Nie zablokujecie, bo to my zablokujemy i co teraz? Ach, Ach, biedni konsumenci zostali ukarani tym, że dzięki waszej drastycznej decyzji nie mają dostępu do naszych utworów... A w nowym porządku można karty rozdać jeszcze raz: a więc chcecie pojawić się w naszym serwisie, tak? A co my z tego będziemy mieli? Wydarzenie moim zdaniem bardzo ważne dla całego procesu myślenia o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Oczywiście, jeśli na globalnym "rynku" ma się pozycję Google.

Co będzie dalej? Być może taki pomysł, by niektórzy artyści płacili odbiorcom kultury za to, że będą mieli szansę dla nich zaśpiewać, zatańczyć, zagrać, pokazać im film... Prawie jak... na rynku reklamy. Czy to samo stanie się na rynku prasy? Być może pojawi się zaraz myślenie: zapłać mi, jeśli chcesz, żebym cie przeczytał. Zapłać mi, jeśli chcesz, by fragmenty twoich tekstów pojawiały się w moim serwisie...

Stanowisko YouTube: YouTube, the UK and the Performing Rights Society for Music

We have invested a lot of time and effort trying to ensure that our community can find and enjoy the music they love, and we have strong partnerships with three of the four largest record labels in the world, as well as many independent labels. But copyrights in music can get pretty complicated. For example, there may be several different copyrights in a single music video, controlled by different organisations with different interests. The visual elements and the sound recording of a music video are typically owned by a record label, while the music and lyrics of the song being performed are owned separately by one or more music publishers. These publishers often designate organisations called collecting societies to issue licences and collect royalties on their behalf. In the UK we've had a licence from the collecting society called PRS for Music to make music videos provided by our record label partners available to our users in the UK.

Our previous licence from PRS for Music has expired, and we've been unable so far to come to an agreement to renew it on terms that are economically sustainable for us. There are two obstacles in these negotiations: prohibitive licensing fees and lack of transparency. We value the creativity of musicians and songwriters and have worked hard with rights-holders to generate significant online revenue for them and to respect copyright. But PRS is now asking us to pay many, many times more for our licence than before. The costs are simply prohibitive for us - under PRS's proposed terms we would lose significant amounts of money with every playback. In addition, PRS is unwilling to tell us what songs are included in the license they can provide so that we can identify those works on YouTube -- that's like asking a consumer to buy an unmarked CD without knowing what musicians are on it.

We're still working with PRS for Music in an effort to reach mutually acceptable terms for a new licence, but until we do so we will be blocking premium music videos in the UK that have been supplied or claimed by record labels. This was a painful decision, and we know the significant disappointment it will cause within the UK. And to be clear, this is not an issue with the record labels, with most of whom we have strong relationships.

While negotiations continue, we'll still be working to create more ways to compensate musicians and other rights-holders on YouTube. In addition to various advertising options, we recently introduced a click-to-buy feature that enables fans to purchase downloads of their favourite songs. We're also proud of our Content ID tools that help rights owners identify their content and even use the power of our community to increase advertising and revenue potential.

We will continue to seek partnerships that benefit our community, music publishers, music labels and, of course, musicians and songwriters, and we will work hard with anybody who shares this commitment. We hope that professional music videos will soon be back on YouTube for our users in the UK to enjoy, and if and when that time comes, you can be sure that you'll be the first to know.

Yours,
Patrick Walker
Director of Video Partnerships, Europe, Middle East and Africa

Prezczytaj również:

Jest takie powiedzenie: "wszystko można co nie można, byle z wolna i z ostrożna"...

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Taka sama starategie

Taka sama starategie zastosowali wobec Warnera :D

Nie pierwsi, nie ostatni..

piper's picture

Google nie jest pierwszą 'tubą' medialną, która zastosowała taką taktykę.. We FreeCulture autor opisuje podobne zagranie ze strony MTV i innych stacji muzycznych w USA (parę ładnych lat wcześniej).

Neutralność sieci

Do tej pory Google wypowiadało się w temacie neutralności sieci jako stron wymagające tej neutralności od dostawców łącza.
Jednak najwyższy czas podjąć ten temat w kontekście googla. O ile ograniczenie dostępu do poszczególnych treści przez ISP ma charakter lokalny i może zostać ominięte przez zmianę dostawcy. O tyle profilowanie wyników wyszukiwania i wycinanie treści przez google z YT czy wyszukiwarki ma charakter globalny, a ze względu na dominującą pozycję google'e nie może zostać łatwo ominięty przez klienta.
Z każdym dniem, coraz bardziej się przekonuję że Internet is Google.

O ile ograniczenie

"O ile ograniczenie dostępu do poszczególnych treści przez ISP ma charakter lokalny i może zostać ominięte przez zmianę dostawcy. O tyle profilowanie wyników wyszukiwania i wycinanie treści przez google z YT czy wyszukiwarki ma charakter globalny, a ze względu na dominującą pozycję google'e nie może zostać łatwo ominięty przez klienta.

Wydaje mi się, że opisujesz tutaj sytuację chińskich konsumentów (firewall bez względu na ISP)...
Od kiedy to dostępność ISPów w Polsce, zmiana umów i kabli jest łatwiejsza, niż użycie dowolnego serwisu udostępniającego Video innego niż Youtube?!

Ograniczenie treści wprowadzane przez Google może być ominięte przez wpisanie innego adresu w pasek przeglądarki, co w moim wypadku (nie wiem, jak u Ciebie) jest szybsze i tańsze niż wojowanie z ISPem.

Neutralność Google..

piper's picture

youTube trudno nazwać monopolistą, jest wiele alternatyw, a duży dostawca treści może stworzyć własny serwis.

YT i Google postąpiło według litery obecnego prawa - są wątpliwości co do licencji i warunków jej udzielania - zaprzestajemy udostępniania. Tego przecież domagają się wszelkie organizacje praw autorskich od innych serwisów i katalogów torrentowych.

Przewaga YT, a wcześniej MTV wynika ze skali i popularności: zaprzestanie publikacji w małym serwisie jest niezauważalne z perspektywy całego rynku (nawet lokalnego), dlatego nikt w OZZ nie musi zaprzątać sobie głowy efektami ich działania (zysk/strata). Z YT jest inaczej, ze względu na skalę działania i popularność drgnięcie jest widoczne (nawet jeśli nie w sprzedaży, to na pewno w protestach i popularności pewnych klipów).

PRS lub inny OZZ nie musi korzystać z YT by promować wykonawców, może również udostępnić własny serwis z klipami, lub podpisać umowę z innym dostawcą... ale to wymaga już innego sposobu działania, niż prezentowały one do tej pory (trzeba działać aktywnie).

tymczasem..

cezio's picture

Tymczasem The Guardian uruchamia i udostępnia za darmo API do swojej zawartości: http://ajaxian.com/archives/another-traditional-media-opens-up-the-guardian-releases-new-data-api

Prawdę mówiąc nie mogłem

Prawdę mówiąc nie mogłem się doczekać momentu, w którym Google zareaguje właśnie w taki sposób.

@graf: masz jakiś pomysł, jak miałoby wyglądać prawo zmuszające Google do "sprawiedliwego" indeksowania wszystkiego jak leci? Kto (i dlaczego właśnie ten ktoś) miałby oceniać, czy witryna wyleciała z googla zasłużenie czy niezasłużenie? Czy zwrócenie przez wyszukiwarkę wyników na 234567 stronie podpada pod profilowanie i wycinanie treści, czy nie? Ominięcie profilowania przez Google jest łatwe: www.yahoo.com, www.live.com i inne.

Niektóre firmy zostały już w przeszłości "przywołane do porządku" przez Googla - z tego co pamiętam BMW i chyba Ricoh wyleciały z wyszukiwarki, z polskich przykładów - SGH (wszystkie trzy przykłady są już nieaktualne, chodzi mi o "rys historyczny"). Jestem bardzo ciekawy czy ta sama strategia zadziała w przypadku YouTube.

Re: SGH

Z SGH to w ogóle ciekawe, bo o ile pamiętam, to zostali wycięci rzekomo za nieuczciwe praktyki SEO (krosslinkowanie między swoimi sajtami rzekomo w celu podbicia pagerank), co było jakąś bzdurą, po prostu zmienili adres serwera www i utrzymywali przez jakiś czas krosslinki, żeby się ludzie nie pogubili... ale wycięcie z googla było dość realne, trwało przez 2 czy 3 lata, nie było żadnych odpowiedzi z googla, aż któregoś dnia wszystko wróciło bez słowa do "normy".

ZAiKS podobnie

Przed chwilą znalazłem newsa na mediarun:

ZAiKS żąda od YouTube opłat za umieszczanie w polskiej wersji serwisu teledysków polskich artystów.

ZAiKS prowadzi podobne [jak Brytyjczycy] rozmowy z YouTube na temat opłat za umieszczanie teledysków w polskiej wersji serwisu. I - podobnie jak w przypadku brytyjskim - YouTube nie godzi się na razie na żądane stawki.

  • Czy ZAiKS uprawniony jest do żądania części dochodów od wszystkich teledysków - co z artystami, którzy zrezygnowali z "opieki" ZAiKS?
  • Czy ZAiKS, a jeśli tak, to w jakiej części, zamierza podzielić się dochodami z odpowiednimi artystami (wszak będzie bardzo łatwo ustalić określoną liczbę odsłon przy określonym artyście) czy podobnie jak inna Organizacja nie będzie chciała dopuścić do "nadmiernej atomizacji"?

To oczywiście tylko początek z listy pytań, które nasuwają się natychmiast kiedy pojawia się złożenie "ZAiKS" i "pieniądze"...

Pozdrowienia.

źródło

VaGla's picture

Bardzo dziękuję, za wszystkie linki, które zostawiliście Państwo w kolejce moderacji, ale żaden nie podawał prawdziwej informacji o źródle na temat oczekiwań ZAiKS, a temat się pojawił w Gazecie Prawnej: ZAiKS żąda tantiem od YouTube
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Jest niemal oczywiste, że

Jest niemal oczywiste, że to organizacje zbiorowego zarządzania powinny płacić. Tak właśnie jest w przypadku MTV. Zgarnia ono kasę za to, że wyemituje teledysk, a ludzie oglądają MTV dla teledysków właśnie. Pytanie tylko, jak to będzie w przypadku Youtube. Internet daje nam nieograniczoną wolność w zakresie tego, co oglądamy (w telewizji mamy pewien blog). Może oprócz najczęściej i teraz oglądane, pojawi się również dział polecane?
Z innej beczki, zauważyłem, jakoby Youtube stawało się coraz mniej społecznościowy. Serwis zajmuje się bardziej rozmowami z jakimiś grubymi rybami niż polepszać swoją ofertę dla zwykłych ludzi, którzy chcieliby udostępnić filmik własnej produkcji. Do czego to nas doprowadzi?

Po prostu model Web2.0 z

Po prostu model Web2.0 z reklamami przynosi mniejsze dochody niż umowy z "grubymi rybami", ot co. A Google to jakby nie było firma notowana na NYSE a nie PCK i jest właśnie od tego by ludziom generowała kasę.

Teledyski, a reklama

Zwróćmy też uwagę, że teledysk jest w zasadzie niczym innym, jak formą reklamy, tak samo, jak single. Tak samo jak kawałki puszczane (skądinąd często DO ZNUDZENIA) w radiu. Reklamują wydany album, aby mu napędzić sprzedaż. Albo żeby napędzić widzów/słuchaczy (szczerze, to nie wiem, co bardziej) na koncerty... Czy odbiorca/nadawca ma płacić za oglądanie/emitowanie reklamy?

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>