Miniaturki z Googla - Niemcy po prostu stosują zasady prawa autorskiego

To też już było: spór pomiędzy wydawcą serwisu porno-erotycznego a Google, która to firma umożliwia dotarcie do grafik, zdaniem wydawcy: z naruszeniem prawa autorskiego (por. Kolejna odsłona wyszukanej erotyki). Teraz mamy dwa wyroki w Niemczech. Obrazki (ang. thumbnails) nie są wszak nowym utworem, a korzystanie z nich zależy od zgody twórcy. Wedle sądu w Hamburgu: umieszczenie miniatury na liście wyników wyszukiwania jest zabronione bez uzyskania wcześniejszej zgody autora. Chociaż wszyscy nagle zaczęli gorąco komentować tezy rozstrzygnięcia, to przecież ono nie powinno dziwić: tezy czerpią z podstaw europejskiego systemu prawa autorskiego. Tego przecież wszyscy chcieliśmy (por. felieton Miejmy to już za sobą). Może ewentualnie dziwić, że dopiero teraz takie wyroki zapadają, ale - z drugiej strony - internet wciąż się rozwija i właśnie teraz nadszedł czas na ważne rozstrzygnięcia sądowe w podstawowych sprawach (sporo ostatnio wyroków umieściłem w dziale wymiar sprawiedliwości niniejszego serwisu).

Źródła mówią o dwóch sprawach: jedna ze spraw związana była z fotografiami autorstwa Michaela Bernharda, a rozstrzygał ją regionalny sąd w Hamburgu. W drugiej sprawie chodziło o grafiki (komiksy) autorstwa Thomasa Horna. Oba wyroki zapadły w sądzie w Hamburgu a w sygnaturach znajdują się następujące numery: w jednej Az. 308 O 42/06, w drugiej: Az. 308 O 248/07.

Zgodnie z rozstrzygnięciem sądu (tu mamy sygnaturę: LG Hamburg, Urteil v. 14.10.2008, Az. 308 O 42/06; mamy też niemieckojęzyczne omówienie wyroku od strony prawnej: Auch Google darf nicht alles…, sam wyrok nie jest jeszcze dostępny w Sieci) - nie ma znaczenia, że miniaturki mają gorszą jakość i są mniejsze (jak to miniaturki) od oryginałów. Przez ich zmniejszenie nie powstaje nowy utwór, a to oznacza, że mogą być wykorzystywane jedynie za zgodą twórcy. O ograniczaniu "jakości" pisałem wcześniej w kontekście utworów muzycznych (por. Bitrate w dyskusji o prawie autorskim) i - jak się wydaje - te dwa "różne" rodzaje twórczości (wizualna i audialna) muszą być traktowane w ten sam sposób. W końcu chodzi o utwór i o jego "opracowanie" (ale nie w rozumieniu ustawy). Zresztą - mniej więcej tego dotyczył również felieton "Nieśmiały cybernetyk potężne ekstrema poznawał" - podnieśmy poprzeczkę twórczości (pod którym, w komentarzach, pokazywałem stopniowo zmniejszane grafiki, które wciąż zawierały chroniony prawem autorskim utwór).

Zasady niemieckiego prawa autorskiego są podobne do zasad polskiej ustawy. Zgodnie z §§ 15 Abs. 2 Nr. 2, 19a UrhG (niemiecka ustawa o prawie autorskim):

Der Urheber hat das ausschließliche Recht, sein Werk in unkörperlicher Form öffentlich wiederzugeben. Das Recht der öffentlichen Wiedergabe umfasst insbesondere das Recht der öffentlichen Zugänglichmachung.

Co w Polsce odpowiada art. 17 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

Jeżeli ustawa nie stanowi inaczej, twórcy przysługuje wyłączne prawo do korzystania z utworu i rozporządzania nim na wszystkich polach eksploatacji oraz do wynagrodzenia za korzystanie z utworu.

Oczywiście ustawa przewiduje pewne ograniczenia, ale jednak uzasadnienie, że tego typu sytuacja zachodzi w przypadku publikowania miniaturek w serwisach takich jak Google może być niezwykle trudne. Nawiązując zaś znów do polskiego systemu prawnego - zmniejszanie obrazków nie koniecznie musi być uznane z opracowanie utworu (opracowanie w rozumieniu art. 2 ustawy), gdyż - można argumentować - przez zmniejszenie obrazka wcale nie powstaje nowy utwór, a tak naprawdę mamy do czynienia wciąż z utworem pierwotnym, tylko nieco mniejszym (nawet dużo mniejszym). A jeśli tak - wykorzystanie miniatur musi należeć do monopolu prawnoautorskiego, który przysługuje twórcy. Dlatego nawet nie trzeba przywoływać zasad dotyczących rozporządzania i korzystania z opracowań (napiszę to jednak: "Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły"; warto sięgnąć do tekstu Napisy do filmów na celowniku, gdzie - w komentarzach - przywoływałem Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Cywilna z dnia 23 stycznia 2003 r. (II CKN 1399/2000) i jego tezę: "dokonanie tłumaczenia warstwy słownej utworu audiowizualnego nie stanowi jego opracowania jako całości").

Oczywiście dziś też, komentując rozstrzygnięcia przeciwko Google w Niemczech, wiele serwisów nawiązuje do rozstrzygnięcia w sprawie Perfect 10 vs. Google (to ta sprawa, którą przywołałem we wstępie tej notatki). Tam, po odwołaniach, sąd uznał, że wykorzystanie miniaturek mieści się w ramach doktryny fair use. Tamta sprawa toczyła się w USA (przed the U.S. Court of Appeals for the 9th Circuit in San Francisco, wyrok z 16 maja 2007 roku; sąd odwoływał się wówczas do wcześniejszych spraw dotyczących wykorzystania miniaturek: Kelly v. Arriba Soft - tę zaś sprawę komentowano w kontekście prób licencjonowania linków, do których rzekomo British Telecom uzyskał prawo z patentu; por. Patent na link!?!). Trzeba w związku z tym pamiętać, że doktryna fair use różni się od zasad tzw. dozwolonego użytku w systemach europejskich (na ten temat m.in. por. Pobieranie muzyki z Sieci, gdzie pisałem o § 107. amerykańskiego prawa autorskiego - "Limitations on exclusive rights: Fair use"; por. również Publikacja leksykonu o Harrym Potterze była przekroczeniem "fair use").

Wszyscy też nawiązują do belgijskiego wyroku w sprawie, w której spółka Google została pozwana przez belgijskich wydawców prasy zrzeszonych w Copiepresse i przegrała (por. Chcemy oglądalności bez pośredników - belgijskie orzeczenie przeciwko Google, Google przegrało w sporze z belgijskimi wydawcami prasy). Tymczasem ruszył przecież również polskojęzyczny serwis news.google.pl (por. Ruszył news.google.pl - czekamy teraz na reakcję polskich wydawców prasy i ciekawy jestem, czy w Polsce spółka Google będzie miała podobne kłopoty co w Belgii i w Niemczech. W Polsce mamy jedynie wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 20 lipca 2004 r. I ACa 564/04 - linki i dobra osobiste, w którym sąd odniósł się do linków (a to, siłą rzeczy, odnosi się do działania internetowych wyszukiwarek; por. dział wyszukiwanie), chociaż krakowski sąd nie zajmował się miniaturkami, ale zajmował się ochroną dóbr osobistych, wśród których niezamkniętego katalogu zawartego w kodeksie cywilnym jest przecież również "twórczość artystyczna". W tym sensie można jeszcze odwołać do polskich doniesień: Na jakich zasadach "zaczerpnięto z internetu" grafiki umieszczone w arkuszach maturalnych? i Mały czy duży, ale program i utwór - reakcja ZPAV i odpowiedź Lipszyca, w których nie zapadły rozstrzygnięcia sądowe, jednak przecież jeśli linia orzecznicza się wykrystalizuje, to i w tego typu sprawach mogą zapadać wyroki w Polsce (a przecież na miniaturki w wynikach wyszukiwania wszyscy zwracamy uwagę od pewnego czasu; por. również Mam się cieszyć, czy martwić?).

Na razie spółka Google wydała oświadczenie (przesyłane pocztą elektroniczną w odpowiedzi na prośby o komentarz; oświadczenie to cytowane przez różne źródła, a poniżej ja je przywołuje za serwisem paidContent):

Google is disappointed and intends to appeal the ruling to the German Supreme Court because we believe that services like Google Image Search are entirely legal… Today’s decision is very bad for Internet users in Germany, it is a major step backwards for German e-business in general, and it is bad for the thousands of websites who receive valuable traffic through Image Search and similar services.

Wniosek z tego taki, że Google ma zamiar walczyć przed sądem w Niemczech (ponieważ wyrok sądu w Hamburgu nie jest jeszcze prawomocny i można od niego złożyć apelację). Ale, czy wyrok może być "olbrzymim krokiem wstecz"? Raczej nie. Tu chodzi o system prawa, który kreowany jest przez różne ciała polityczne (por. dział legislacja). Pisałem o tym w felietonie: Potrzebne są dobre "prowadnice" i interpretacje właściwości "obiektów", bo przyjdzie gość z siekierą. Być może właśnie "gościem z siekierą" będzie globalna korporacja Google, która po szeregu rozstrzygnięć niekorzystnych dla przyjętego przez siebie modelu biznesowego zacznie bardzo silnie lobbować za zmianami prawa autorskiego (być może już nawet zaczęli). Bo przecież Google nie jest tu osamotnione. To jest tylko element większej całości przemian: Ograniczanie i kontrola dostępu oraz kanałów dystrybucji. A skoro "gość z siekierą" może okazać się globalną korporacją, to oznaczać może, że przyjdzie czas na globalny system prawa. System, w którym przestaną istnieć różnice między prawem w USA (doktryna fair use) a prawem europejskim (dozwolony użytek; por. Trzystopniowy test - notatki i spostrzeżenia dnia drugiego i np.: Dyskusja trwa: głos(y) za ograniczeniem zakresu dozwolonego użytku osobistego). Tak jak w jedną całość (chociaż - być może wciąż niespójną) zlały się systemy kontynentalne, głównie francuski - droit d’auteur, z tym, który powstał w ramach anglosaskiego modelu ekonomicznej ochrony - copyright). Nie wiemy tylko, w którym kierunku pójdzie globalne prawo autorskie.

Zaś dla tych wszystkich, którzy uważają, że aby pozbyć się problemu wystarczy umieścić na serwerze plik robots.txt, mam drobną uwagę: przecież autor może jednemu dać licencje na korzystanie z utworu (np. dać ją jakiemuś serwisowi internetowemu), zaś innym takiej licencji nie dawać. Być może sam autor nie umieścił w Sieci swoich utworów, a więc nie ma technicznej, faktycznej możliwości kontrolowania plików na serwerze, na którym znajdują się jego utwory.

A inny przykład:

screenshot wyników wyszukiwania Google - okładki książki Prawo w Sieci
Książkę napisałem ja, ale okładka nie jest moja. A przecież taka okładka też jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego... Relacje robią się piętrowe, prawda?

Warto sobie jeszcze uświadomić, że jeśli sądy orzekają, iż w sprawach takich, jak omawiane w tym tekście, dochodzi w istocie do naruszenia prawa autorskiego, to przecież systemy prawne przewidują również sankcje prawnokarne w takich przypadkach. Czy ktoś wyobraża sobie sprawę karną z udziałem zarządu Google?

Odsyłając czytelników do materiałów źródłowych wypada najpierw przywołać źródła niemieckojęzyczne (wszak sprawy dotyczą Niemiec):

Inne źródła dotyczące przywołanych tu spraw:

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

z może jednak dowzolony użytek

wprawdzie zaznaczam, że żadnych materiałów nie czytałem, tym bardziej że niemieckiego nie znam i nie lubię, ale zastanawia mnie ta kwestia dozwolonego użytku. tzn. jasne że systemy kontytnetalne różnią się od instytucji 'fair use' i 'fair dealing', ale czy sąd niemiecki w ogóle nie odnósł się do możliwości podciągnięcia tego pod jakąś formę dozwolonego użytku? czy też zajmował się także tym problemem, ale zabrakło tego w doniesieniach?

Nie ma pisemnego uzasadnienia jeszcze

VaGla's picture

Nie ma pisemnego uzasadnienia jeszcze, a przynajmniej ja nie dotarłem do niego. Jeśli korporacja Google będzie chciała apelować, to pewnie poznamy argumenty sądu. Dlatego też nie mogę odpowiedzieć na postawione wyżej pytanie. A na marginesie (i zupełnie nie atakując) - jak się ustosunkowywać do takich pytań, jeśli pytający zaznacza, że "żadnych materiałów nie czytał"? :) Staram się docierać do źródeł i je przywoływać, ale przecież nie zastąpię czytelnika w procesie poznawczym :) Tym bardziej, jeśli zaznacza to prawnik zajmujący się problematyką własności intelektualnej :)
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

;)

no to oberwało mi się;) ale choć troszkę się wytłumaczę. otóż, to że nie czytałem, nie znaczy że nie przeczytam. sprawa mnie interesuje bardzo w końcu. ot już choćby odsyłam do strony, na której jest odwołanie do wyroku hamburskiego sądu z września 2003 roku (sic!), gdzie uznano, że minaturki (thumbnails) wymagają zgody uprawnionego (sam wyrok, po niemiecku też można znaleźć.
pytałem jednak, bo moją naczelną zasadą jest zdecydowanie lenistwo i tu się przyznaję i biję w pierś za to niestosowne pytanie, ale miałem nadzieję, że może coś wiesz więcej niż napisałeś, szczególnie z relacji ze stron niemieckich, bo ich odczytać nie potrafię

Odnośnie robots.txt

Plik robots.txt mówi o tym jakim wyszukiwarką (identyfikowanym przez pole User-agent) pozwala na na wykonywanie określonych działań.
(link do wiki)

haczyk

maniak713's picture

Co pozwala na kontrolę dostępu do treści na własnej stronie. A jeśli ktoś zrobił kopię i umieścił gdzieś nieautoryzowany mirror?

Dyskusja odżyje

Po zmianach w sposobie prezentowania kreacji graficznych w Google Image już nie chodzi wyłącznie o miniaturki- Google pokazuje pełnej wielkości kreacje zaciągając je z serwisów na których je znalazło. Dla wszystkich grafików fotografów, którzy dotychczas mogli liczyć na jakiś ruch na swoich stronach oznacza to 50-90% mniej ruchu.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>