Gdzie są wilcze zęby czyli "dlaczego ochrona przysługuje im tak krótko?"

Zgodnie z logiką działań i zgodnie z przewidywaniami (por. Projekty "własności intelektualnej" i prawo do kopiowania... ze stycznia 2006 roku) - pojawiła się propozycja wydłużenia czasu ochrony przysługującej artystom wykonawcom. Artystów w obronę bierze komisarz ds rynku wewnętrznego - Charlie McCreevy z Komisji Europejskiej. Chodzi mu o to, by czas ochrony z dotychczasowych 50 lat wydłużyć na 95 lat. To trochę takie myślenie - tu jest taki czas ochrony, dlaczego nie wyrównać w górę. Prosta argumentacja. Ten sam komisarz był wcześniej wielkim zwolennikiem wprowadzenia ochrony patentowej dla programów komputerowych...

Oczywiście można odnotować takie doniesienia jak Autorskie prawa majątkowe - jak długo mają chronić? 14 lat?, ale tezy studenta w opozycji do tez stawianych przez komisarza ds rynku wewnętrznego wypadają blado.

Omawia je serwis Heise Online w notatce: Komisarz UE chce przedłużenia ochrony praw autorskich dla muzyków. Zacytowano tam wypowiedź: "...to właśnie muzyk jest często tym twórcą, który naprawdę powołuje do życia dany utwór. Bardzo często nie mamy pojęcia, kto skomponował określony kawałek, ale za to doskonale wiemy, kto go śpiewa". Poszukiwaczy źródeł zachęcam jednak do sięgnięcia do notatki "Performing artists - no longer be the 'poor cousins' of the music business" – Charlie McCreevy, opublikowanej na stronach portalu europejskiego. Tam też zacytowano słowa komisarza:

I strongly believe that copyright protection for Europe's performers represents a moral right to control the use of their work and earn a living from their performances. I have not seen a convincing reason why a composer of music should benefit from a term of copyright which extends to the composer's life and 70 years beyond, while the performer should only enjoy 50 years, often not even covering his lifetime It is the performer who gives life to the composition and while most of us have no idea who wrote our favourite song – we can usually name the performer.

Wiara komisarza jest olbrzymia. Nie to, że się czepiam, ale jednak zapytam: jak artysta wykonawca ma czerpać "benefity" ze swojej pracy po swojej własnej śmierci? Istotnie: zgodnie z prawem obowiązującym w "cywilizowanych krajach demokracji zachodniej" twórcza praca kompozytora chroniona jest 70 lat po zakończeniu swej drogi na tym padole. Zadając proste pytanie o to, w jaki sposób po swojej śmierci czerpie on profity (albo jak po śmierci zarabia na życie) dochodzę jednak do innego wniosku, niż komisarz. Raczej skracałbym czas ochrony (bo to nie ma uzasadnienia aksjologicznego, skoro prawo autorskie, jako czasowy monopol, ma być związane z wkładem twórczym, a spadkobiercy jednak nie muszą być tak twórczy jak te jednostki, o które tu chodzi; wydawcy również nie tworzą zbyt wiele, a talenty swoje raczej koncentrują na generowaniu zysków - w czym przecież nie ma nic złego, jeśli wierzy się w gospodarkę rynkową). Zdaję sobie również sprawę z tego, że komisarz Charlie McCreevy nie o twórców się martwi, nie o artystów wykonawców, a o "music business", który znalazł się również w tytule cytowanej notatki.

Wspominany jest tam również Cliff Richard, który martwi się o prawa do przebojów, które wykonywał, a których ochrona wygaśnie - być może - jeszcze za jego życia. Mowa jest o funduszu na rzecz wykonawców studyjnych. Nie ma mowy o tym, że twórcy i wykonawcy toczą spory z organizacjami zbiorowego zarządzania (i czasem wygrywają: por. Po trzech latach od decyzji - "Brathanki" prawomocne, OZZ'ty wciąż pod lupą UOKiK...). Nie ma też o tym, że system generalnie nie daje rady (por. Na świecie są miliardy twórców, Otrzymałem odpowiedź z KOPIPOL'u i Dystrybutorzy w trosce o prawa twórców). Nie ma o tym, że ten, kto chciałby zrzec się autorskich praw majątkowych nie ma jak tego zrobić: Zrzeczenie się autorskich praw majątkowych? (zresztą wyobrażam sobie argumentację potępiającą pomysł możliwości zrzeczenia się praw do domeny publicznej jako z gruntu sprzeczny z świętym prawem własności, a własność - jak to własność - do kogoś powinna należeć i powinna móc przynosić zyski).

"Charlie" jest z wykształcenia ekonomistą. Ma uprawnienia księgowego. I chociaż znany jest ze swych działań na rzecz uproszczenia systemów podatkowych, ze swych zabiegów o uczciwą konkurencję na rynku wewnętrznym UE, to zastanawiam się, czy w kontekście twórczości istotnie trzeba patrzeć na problem czasu ochrony "własności intelektualnej" jedynie z perspektywy biznesu. FFII monitoruje poczynania komisarza w obszarze patentów (por. Commissioner Charlie McCreevy and Software Patents). Być może zaczną też przyglądać się temu, co proponuje on w innych obszarach "twórczego monopolu".

Zgodnie z art. 89. polskiej ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

Prawo, o którym mowa w art. 86 ust. 1 pkt 2 oraz ust. 2, wygasa z upływem pięćdziesięciu lat następujących po roku, w którym artystyczne wykonanie ustalono. Jeżeli jednak w tym czasie nastąpiła publikacja utrwalenia tego wykonania lub jego publiczne odtworzenie, okres ochrony liczy się od tych zdarzeń, a gdy miały miejsce obydwa – od tego z nich, które miało miejsce wcześniej.

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

prawo myszki miki

To jest podobno tak, ze jak zaczynaja wygasac prawa Disneya do Myszki Miki, to zmieniaja prawo. Pewnie znowu wygasaja...

To wcale nie tak

Jeśli prawa własności wygasną wtedy nie będzie trzeba płacić za korzystanie z czyjejś własności. Jeśli nie trzeba płacić to nie można tego opodatkować. Jak nie można opodatkować to Bruksela nie ma z tego profitów. Tu wcale nie chodzi o interesy czy to kompozytora, czy też firm muzycznych tylko tych krwiopijców, którzy żyją z naszej pracy i działają rzekomo dla naszego dobra - panów polityków.

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>