Dystrybutorzy w trosce o prawa twórców

Fragment obrazu Babie lato ChełmońskiegoNiedawno Jarek Jarosław Lipszyc wydrukował w Wyborczej swój artykuł "Wojna napisowa". Poza tym, że przywołał moje "okrutne zakpienie" dotyczące porządku w domach internautów (por. Zatrzymano tłumaczy napisów...; a korzystając z okazji proponuję też: Automatyczne tłumaczenie i tendencyjny wybór źródeł) napisał: "przez serwis Napisy.org przebiega dziś linia frontu w sporze o kształt społeczeństwa informacyjnego". A dziś czytam, że dystrybutorzy (nie autorzy, a dystrybutorzy) odnieśli się do tekstu Lipszyca pisząc m.in. o "ograbianiu innych z owoców ich pracy twórczej". Mają się wycofać z Polski.
Aktualizacja: w komentarzach też o listach wysyłanych w imieniu Stowarzyszenia Filmowców Polskich, w których z powołaniem się na niezgodny z Konstytucją art. 70 ust. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych padają propozycje opłaty za linkowanie do takich serwisów jak YouTube czy Google Video.

Rynek się globalizuje. Jeśli komuś się nie opłaca działanie na jakimś rynku, to przecież nie można mu nakazać (chyba, że jest to "operator telekomunikacyjny" - nie posługuję się teraz precyzyjnym językiem ustawy - mający dominującą pozycję na jakimś rynku i musi - bo tak mu nakazuje prawo - świadczyć usługę powszechną). Ale dystrybucja płyt DVD nie należy do tego typu działalności, którą można by - tak sądzę - w ten sposób reglamentować. Jeśli Stowarzyszenie Dystrybutorów Filmowych (SDF) ma ochotę zrezygnować z polskiego rynku - cóż zrobić. Taki lajf. Z czasem pojawi się coś, co zapełni niszę. Pojawi się, prawda? Bo na rynku twórczości nie ma monopolu, dominujących pozycji, porozumień uczestników rynku, etc.?

W opublikowanym tekście w Onet.pl pt. Płyty DVD mogą zniknąć z Polski (tekst przepuszczony przez PAP) pojawiło się coś na kształt "groźby", albo lepiej - "projekcji konsekwencji" niskiego przestrzegania prawa autorskiego w Polsce: "Mitycznie bogaty światowy przemysł rozrywkowy może wycofać się z Polski i skupić swe działania na tych terytoriach, na których lepiej chroni się rynek praw autorskich". Proponuję Szwecję. Nie. Szwecję, nie. Holandię? Niemcy? Francję? Hmmm... Ale czytamy tam również (co stanowi odesłanie do tekstu Lipszyca):

Zarząd SDF podkreślił, że "internet nie znosi i nie anuluje norm prawa autorskiego". - Społeczeństwo informacyjne nie może powstawać kosztem ograbiania innych z owoców ich pracy twórczej. Aby polemizować z tą oczywistą prawdą ucieka się częstokroć do demagogicznych argumentów. Stale i celowo zaciera się różnicę pomiędzy swobodnym obiegiem informacji, a nieautoryzowanym korzystaniem z cudzych utworów. Dezinformuje się opinię publiczną - oceniono w oświadczeniu SDF.

Cóż. Jarkowi Lipszycowi gratuluję doniosłego tekstu (donisłego, bo wywołał tak interesującą reakcję). Co mogę napisać dystrybutorom zwalczającym "ograbianie innych z pracy twórczej"? Mogę zadać kilka pytań. Czy ja jestem twórcą? Czy mógłbym się domagać od organizacji zbiorowego zarządzania, by realizowały postanowienia ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych? Zbierają one na rzecz twórców pieniądze, jednak z jakiegoś powodu ja na nie liczyć nie mogę (por. Pytania o możliwości uzyskania wynagrodzenia autorskiego czyli list do stowarzyszenia KOPIPOL oraz Otrzymałem odpowiedź z KOPIPOL'u). Czemu? Czy jestem za mało twórczy? Czy moja twórczość nie jest zbyt doniosła społecznie? Czy też może nie jestem zrzeszony w jakieś silnej organizacji, która mogłaby w moim imieniu te pieniądze wyszarpnąć od tych, którzy z mocy ustawy mają w moim imieniu (w interesie twórców) działać?

Jako twórca (bo twórcą się czuję) zastanawiam się poważnie nad retoryką SDF. Pojawia się pewien dysonans poznawczy podczas analizowania aktualnych informacji. Jeśli tekst Lipszyca wywołał taką reakcję, to gdy okaże się, że ludzie znają i przyswajają tezy artykułu Zapowiedź świata post-copyright, autorstwa (autorstwa!) Karla Fogela (o którym pisałem zresztą niedawno w jednym z komentarzy do tekstu Na świecie są miliardy twórców), to czeka nas być może nie tyle pozbawiona demagogicznych argumentów "projekcja konsekwencji" w formie wycofania się z rynku, co święte oburzenie.

A teraz sprawię, że będziesz sławny: Lipszyc, ty złodzieju!

Dla zainteresowanych proponuję jeszcze następujące teksty:

Oraz teksty, które znalazły się w działach prawo autorskie oraz własność intelektualna niniejszego, mało twórczego serwisu...

PS. Chciałem tylko zauważyć, że umiejętność gry na organach obiegu informacji staje się już pewną sztuką. W artykule Wielka ucieczka ma wielkie oczy, będącym komentarzem do tekstu o "wycofaniu się dystrybutorów z rynku", serwis Hotnews.pl pisze: "Tymczasem burza o napisy trwa. Zamknięty serwis napisy.org zastąpiły inne, dotychczas mniej popularne. Pracę stracił rzecznik prasowy policji informujący o przebiegu akcji, w której wyłączano największy serwis". Najwyraźniej "kaczka dziennikarska" na temat dymisji Zbigniewa Urbańskiego, puszczona przez Krzysztofa J. Szklarskiego w celu zmanipulowania opinii publicznej (por. Dymisja komisarza w związku z informowaniem o akcji przeciwko napisy.org?), osiągnęła zamierzone przez autora tej prowokacji cele. Dziś w debacie publicznej - jak się wydaje - nie chodzi o merytoryczną dyskusję, a o uzyskania odpowiedniego wrażenia. Liczy się efekt medialny. Trzeba uważać na to co się czyta i co się pisze. To co teraz? Pewnie będzie jakaś odpowiedź na zapowiedzi SDF. Jeśli nie bojkot kin (por. Mieliście bojkotować kina i co?), to - znając fantazję internautów - ktoś wpadnie na pomysł, by zorganizować (i nagrać, a następnie opublikować w internecie) wielkie pożegnanie dystrybutorom na Dworcu Centralnym w Warszawie (chusteczki, lamenty, te sprawy), albo inny tego typu happening. Robi się ciekawie. Aż się człowiekowi chce obserwować co będzie dalej.

Następną odsłoną spektaklu (i jednocześnie dalszą doniosłością tekstu Lipszyca) będzie pewnie reakcja ze strony ZPAV i innych na słowa artykułu, cytuję: "Nie ma niewinnych - fotografie użyte bez zezwolenia znaleziono nawet na stronach Ministerstwa Kultury i policji. Z pogwałceniem licencji oprogramowania zbudowana jest strona internetowa Związku Producentów Audio Video". To się tak skończyć pewnie nie może...

Ilustracja powyżej przedstawia fragment obrazu Józefa Chełmońskiego "Babie lato" (1875).

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

Wg mnie ta dzisiejsza

Wg mnie ta dzisiejsza prezentacja pokazuje, że tak naprawdę dystrybutorzy wpadli w panikę. Nie bardzo udaje się przekonać ludzi do swoich racji, a już na pewno nie jakąś konkretną większość.

Groźba wycofania się z naszego rynku wydaje się śmieszna. Jeśli się wycofają to stracą ten rynek ostatecznie, niskie przychody zostaną zastąpione zerowymi, a gratis dostaną zerowe perspektywy rozwoju.

Pani kierownik zagroziła, że zamknie warzywniak jeśli nie zaczniemy u niej kupować marchewki. No ale, że nikt u niej nie kupuje, a żeby się zwracał biznes to marchewka chodzi po 40zł za kilogram. I jest problem, czyja wina. A marchewkę ludzie i tak jedzą, nie wiadomo skąd mają, od ciotki ze wsi, albo z "nielegalnego" ogródka za miastem.

Pani kierownik jest starej daty, umysł nie ten, więc chyba zamknie ten warzywniak. I raczej nikt się nie zmartwi. I marchewka wcale nie zniknie.

Przy okazji jeszcze jeden link:
Strony z filmami mogą zniknąć z polskiego internetu

Wojciech Orliński się chyba zmartwi

VaGla's picture

No to Wojciech Orliński się chyba zmartwi, bo do tej pory twierdzi, że wklejanie kawałków z YouTube nie stanowi problemu (por. komentarze pod tekstem Napisow.org pamięci żałobny rapsod wspomnianego autora). Tymczasem w przywołanym wyżej artykule czytamy: " Z serwisów wideo takich jak wrzuta.pl czy streemo.pl może niedługo zniknąć duża część materiałów. Stowarzyszenie Filmowców Polskich wysyła do właścicieli stron internetowych z filmami propozycję nie do odrzucenia: podpiszcie z nami umowy i płaćcie za prawa autorskie od wykorzystanych filmów. Takie listy trafią prędzej czy później do autorów wszystkich takich stron - powiedziała portalowi Gazeta.pl prof. Elżbieta Traple, której kancelaria prawna współpracuje w tej sprawie ze stowarzyszeniem. Czy to początek końca polskich klonów YouTuba i wideoblogów?".

Ja bym raczej zapytał: czy to początek polaryzacji stanowisk w bitwie o społeczeństwo informacyjne? Chyba napiszę ten list do ZPAV w związku ze swoimi podcastami... Przecież jestem producentem fonogramów...

Stowarzyszenie Filmowców Polskich (a raczej kancelaria Traple Konarski Podrecki - pozdrawiam bardzo serdecznie) powołuje się na art. 70 ust. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (w liście do prowadzącego serwis luzior.pl: "Podkreślamy jednocześnie, iż to pole eksploatacji utworów objęte jest obowiązkiem zapłaty wynagrodzeń należnych autorom utworów audiowizualnych (art. 70 ust. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych)"; w drugim piśmie: "W przypadku twórców (reżyserów, operatorów i scenarzystów) opisana wyżej praktyka stanowi, zgodnie z powyższą opinią, publiczne rozpowszechnianie i gdy weźmiemy pod uwagę orzecznictwo Sądu Najwyższego w analogicznych sprawach należy uznać, iż wymaga ona dokonywania opłat, o których mowa w art. 70 ust. 2 ww. ustawy"). To ten przepis, który 24 maja 2006 r. był przedmiotem zainteresowania Trybunału Konstytucyjnego, w wyniku czego ust. 2 art. 70 został uznany za niezgodny z Konstytucją - wyrok TK (Dz.U. z 2006 r. Nr 94, poz. 658), i stracił moc z dniem 6 czerwca 2007 r. (por. Przepisy prawa autorskiego niezgodne z Konstytucją i konsultacje społeczne; a przy okazji: Link i webcast a prawa autorskie)
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Czyli jak rozumiem: Jeśli

Czyli jak rozumiem: Jeśli zdarzy się taka sytuacja że na mail serwisu który zamierzam uruchomić (w którym będą także fragmenty video) "Filmowcy" przyślą mi pismo w którym powołują się na art 70 ustawy o Prawie Autorskim mogę śmiało wyrzucić to do kosza albo co lepiej w odpowiedzi wkleić wyrok TK i ładnie podziękować za zainteresowanie z prośbą o faktycznie ważne podstawy prawne ? ;-) Swoja drogą czy to nie wstyd że kancelaria prawna która się tak reklamuje ("największa w Polsce") zrobiła taką gafę z tym artykułem ?

Prace legislacyjne związane z art. 70 ust. 2

VaGla's picture

Jak będą wklejać wyrok TK, to niech uwzględnią również to, że trwają prace legislacyjne w Ministerstwie Kultury, których zamiarem jest poprawienie art. 70 ust. 2 ustawy. Zatem fakt, że właśnie przepis ten stracił moc, wcale nie oznacza, że za jakiś czas nie będzie nowego brzmienia tego przepisu. Na stronie Biuletynu Informacji Publicznej Ministerstwa można zapoznać się z następującymi dokumentami:

Ten ostatni dokument przyjęty został przez Radę Ministrów w dniu 29 maja. W notatce "po Radzie Ministrów" można przeczytać:

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, przedłożony przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego.

Projekt nowelizacji rozszerza krąg współtwórców utworu audiowizualnego uprawnionych do otrzymywania wynagrodzenia z tytułu wyświetlania tego utworu w kinach, najmu jego egzemplarzy i ich publicznego odtwarzania, nadawania go w telewizji oraz reprodukowania do użytku osobistego osób fizycznych.

Dotychczas prawo to przysługiwało jedynie głównemu reżyserowi, operatorowi obrazu, twórcy scenariusza oraz twórcom innych utworów literackich lub muzycznych, które zostały stworzone na potrzeby dzieła lub w nim wykorzystane. Ustawodawca pominął natomiast scenografów, choreografów, tłumaczy, lektorów oraz projektantów kostiumów, którzy niejednokrotnie wnoszą do utworu istotny wkład twórczy. Zostało to m.in. zakwestionowane wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 24 maja 2006 r.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Nie do końca rozumiem...

Zastanawia mnie jedna kwestia.
Jeżeli Stowarzyszenie Filmowców Polskich zgłasza żądanie uiszczenia wynagrodzenia ze względu na wykorzystanie utworów audiowizualnych, (abstrahując od konstytucjonalności zapisu na który się powołują) to czy utwory których dotyczy to żądanie powinny być opublikowane "legalnie"(przez podmiot posiadający prawa majątkowe do danego utworu).

Czy zatem dokonanie wpłaty na rzecz SFP zalegalizuje te materiały, i odbierze im pole manewru w innych kwestiach?

Czy w takim razie nie można

Czy w takim razie nie można byłoby na tą kancelarię i to szemrane stowarzyszenie złożyć donosu do Prokuratury? W końcu powołując się na przepisy prawa, które straciły moc usiłują wyłudzić od różnych ludzi haracz. Wyłudzenie? Oszustwo? Może nawet mafia pobierająca haracze?

Akcja SFP to kolejny ciekawy

Akcja SFP to kolejny ciekawy przykład walki "dużych" z "małymi" i sposobu tej walki.

Z jednej strony potężna organizacja wspierana przez - cytat z pisma: "W opinii współpracującej z nami kancelarii prawnej Traple Konarski Podrecki (będącej największą w kraju kancelarią zajmującą sie prawem autorskim)" [abstrahując od nieprawdziwości informacji w nawiasie], powołująca się na niekonstytucyjny przepis...

a z drugiej strony osoby, których z reguły nie jest stać na profesjonalną obronę prawną...

... efekt jest przewidywalny - pewnie część osób się przestraszy i wycofa, niezależnie od tego czy zarzuty są słuszne, czy też nie...

Nie wiem, czy

Maltan's picture

czy zaczęli działać od 6 czerwca (słać listy). Ale premiera w mediach świetnach. Paradne. :)

Fajna (podoba mi się jak została zrobiona) strona tej Kancelarii

Oprócz obsługi polskich i zagranicznych podmiotów gospodarczych Kancelaria świadczy także usługi na rzecz organizacji zrzeszających podmioty gospodarcze działające w poszczególnych branżach, w tym w zakresie przygotowywania projektów legislacyjnych oraz opiniowania obowiązujących aktów prawnych. Wśród organizacji tych wymienić można następujące podmioty:
- Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji (PIIT)
- Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji (POHiD)
- Stowarzyszenie Filmowców Polskich (SFP)
- Stowarzyszenie Marketingu Bezpośredniego (SMB)
- Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego (ZPPP).

Poza tym można przeczytać, że specjalizują się przede wszystkim w prawie własności intelektualnej (ale nie tylko). O, a na dodatek niektórzy z pracowników u mnie wykładają.

Wojciech

Trzeba czytać w odpowiedni sposób

VaGla's picture

Kancelaria o której mowa jest znana, a jej pracownicy i wspólnicy mają olbrzymi dorobek publikacji (również w obszarze prawa związanego z internetem). Sądzę, że wycieczki w kierunku kancelarii są niecelowe. Udostępnione listy są w okrojonej postaci. Nie mają nagłówków ani podpisów. Z ich treści i ogólnego kontekstu można jedynie wnioskować, że pochodzą od Stowarzyszenia. W jednym z tych listów czytamy "W opinii współpracującej z nami kancelarii prawnej Traple Konarski Podrecki" - co można rozumieć na kilka sposobów. Może być tak, że Stowarzyszenie zleciło kiedyś kancelarii przygotowanie ekspertyzy i taka ekspertyza została przygotowana. Fakt, że w międzyczasie pojawił się wyrok TK i przepis stracił moc obowiązywania - to rzecz wtórna i w moim odczuciu kancelarii obciążać nie może (jeśli teza moja jest słuszna). Są też przecież inne wytłumaczenia. W każdym razie należy uważnie czytać, bo słowa czasem znaczą coś innego niż się wydaje..

Ja - na przykład - współpracuje ze wszystkimi centralnymi organami administracji publicznej w Polsce.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Zupełnie nie o to mi chodziło

Maltan's picture

celowo zacytowałem ten fragment, ponieważ jest mowa o współpracy z różnymi podmiotami. Stąd moje zaskoczenie, że działania zostały nagłośnione tak późno ( ale z wiadomych powód jest odpowiednia pora na to).

Tak, dlatego nie piszę, że ktoś "zapomniał" o wyroku TK. Bo zdaje sobie sprawę, że mogło to tak wyglądać, że SFP dostało ekspertyzę i wybrał te argumenty, które podbudowywały ich stanowisko. I wreszcie jak piszesz - nie wiadomo, kiedy ta ekspertyza powstała.

Kancelaria jest mi znana, publikacje również, wykładowcy takoż :)

Moje uznanie było pod adresem SFP, że wybrali taki dobry moment. Zgodnie z powiedzieniem: Kuć żelazo, póki gorące.

Wojciech

Akurat współpraca z SFP

Akurat współpraca z SFP datuje się jeszcze z czasów, kiedy kancelaria TKP nie była jeszcze P, a nawet K.

Swoją drogą moment wysłania listów (a raczej nagłośnienia sprawy w mediach) jest porażający - akurat w dniu wejścia w życie wyroku TK sprzed roku :/.

SFP i jego wkład w polskie prawo autorskie.

Współczuje profesor Traple, ze ktos powołuje się na jej nazwisko wypisując takie... rzeczy.

1. "udostępnianie zarówno filmów fabularnych, dokumentalnych oraz seriali jako utworów audiowizualnych (...) bez wyraźnej zgody producenta, jest naruszeniem praw producentów - zgodnie z treścią art. 70 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity Dz. U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631) i wymaga wypłacania wynagrodzenia producentom i twórcom przez Pana portal, jako korzystającego z utworu audiowizualnego. " - z jednej strony wydade się, że autor przeoczył nowelizację art. 70, jaka miała miejsce w 2000 r., z drugiej przytacza tekst jednolity z 2006 r. Pominę już kwestie terminologiczne: "naruszenie wymaga wypłaty wynagrodzenia".

2. "opisana wyżej praktyka stanowi, zgodnie z powyższą opinią, publiczne rozpowszechnianie i gdy weźmiemy pod uwagę orzeczenictwo Sądu Najwyższego w analogicznych sprawach należy uznać, iż wymaga ona dokonywania opłat, o których mowa w art. 70 ust. 2 ww. ustawy." - przepraszam, ale chodzi o które z pól eksploatacji wymienionych w art. 70 ust. 2? Ja tam nie widze "publicznego rozpowszechniania". Może chodzi o "nadawanie poprzez inne środki publicznego udostępniania utworów"? Tylko coś mam wrażenie, że autor celowo zastąpił "nadawanie" "rozpowszechnianiem", wiedząc, że youtube i podobne serwisy raczej niczego nie "nadają".
Wiele bym dał, żeby zapoznać się z tym tajemniczym "orzecznictwem SN w analogicznych sprawach". Ja żadnego nie znam.

3. "Bez powyższej regulacji stosunków prawnych na linii www.luzior.pl - SFP - ZAPA lub zgody producenta i twórców, rozpowszechnianie przez Pana filmów jest nielegalne i sprzeczne z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych." - no to już wiemy że rozpowszechniać filmy "legalnie" można tylko za zgodą SPF i ZAPA. Ja osobiście muszę się oswoić z tą wiedzą.

Ciekaw też jestem (jak pewnie wszyscy) jaki tajemniczy plan krył się w wysyłaniu takich listów w dniu utraty mocy prawnej przez art. 70 ust. 2 (albo tuż przed). Osobiście mam dwa pomysły:
1. Zbieżność jest przypadkowa - chodzi raczej o skorzystanie z atmosfery terroru po napisach.org i innych sprawach w ostatnim czasie.
2. Ktoś wykoncypował, że napisanie tego listu przed utratą mocy przez art. 70 ust. 2 coś da (nie wiem co, nic mi nie przychodzi do głowy).

Tak gwoli ścisłości

to raczej SFP a nie TKP powołuje się na art. 70 pr.aut. Z linków wynika, że listy zostały wysłane w imieniu SFP i przez SFP.

Swoją drogą wyczucie czasu mają niezłe. Żeby wypalić z tym do mediów akurat na dzień utraty mocy obowiązującej przez rzeczony przepis...

Mitycznie bogaty światowy przemysł rozrywkowy

Zastanawia mnie sformułowanie "mitycznie bogaty światowy przemysł rozrywkowy" zawarte w zawoalowanej groźbie opuszczenia polskiego rynku przez dystrybutorów. Zdaje się ma sugerować niepowetowaną stratę jaka mielibyśmy jakoby ponieść na skutek wycofania się wymienionego przemysłu z Polski - zupełnie jakby dystrybutorzy postanowili zrezygnować z planów zainwestowania swoich mitycznych bogactw na naszym rynku.

Tymczasem jest dokładnie odwrotnie - przemysł zawdzięcza swe "mityczne bogactwo" wyłącznie pośrednictwu w sprzedaży, nie produkując na naszym rynku niczego nowego a tym bardziej nie tworząc na nim nowych miejsc pracy (czego w normalnych okolicznościach moglibyśmy oczekiwać po "mitycznie bogatych" inwestorach).

Jedyne czego dostarcza to okazji do wydawania własnych pieniędzy, co z pewnością jeszcze bardziej podnosi wartość ich bajecznych fortun. Dlatego ten "mitycznie bogaty światowy przemysł rozrywkowy" nie zrezygnuje z udziału w polskim rynku, bo niby dlaczego miałby robić sobie na złość rezygnując z dochodów, które mimo rzekomych "olbrzymich strat" muszą być wystarczające do prowadzenia dochodowego biznesu.

Na koniec motto ze Świata Dysku Terrego Pratchetta: "Jednym z powodów tej krzątaniny był fakt, że (...) ludzie woleli robić pieniądze bez żadnej pracy. A że Dysk nie poznał jeszcze przemysłu muzycznego, zmuszeni byli wykorzystywać starsze, tradycyjne formy bandytyzmu."

"Mitycznie bogaty", czylli w istocie - niezamożny

VaGla's picture

W tym przypadku "mityczny" zostało użyte w rozumieniu słownikowym - dotyczący mitu lub mitologii, otoczony legendą i sławą. Nie koniecznie legendy - jak sądzę, taka była intencje - są prawdziwe. Przesłanie więc jest raczej takie: uznawany za bogaty, ale niezgodnie z prawdą, faktycznie niezamożny przemysł rozrywkowy...
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

niezamożny przemysł

niezamożny przemysł rozrywkowy

Brzmi to jak oksymoron - i widząc jakimi budżetami dysponują produkcje filmowe - oksymoronem jest.

Jak na razie ten przemysł tak radośnie i bez zastanowienia oskarżający wszystkich dookoła o grabież ich mienia sam dopuszcza się takowych działań - Sprawa Lary Jade. W tym przypadku autorka(!) wykryła kradzież jej zdjęć przez dystrybutora. Na usta cisną się pytania: Ile takich przypadków jest niewykrytych? Jak wielka jest skala rabunku przeprowadzanego przez koncerny na społeczności autorów/artystów publikujących swoje dzieła w internecie? Kiedy (ze zdziwieniem) zobaczę film z "oryginalnym" scenariuszem z moich opowiadań? Skoro społecznościowe napisy do filmów pojawiają się na długo przed "oficjalnym tłumaczeniem" - jaka jest pewność, że dystrybutor nie ukradł tłumaczenia? i po co tłumaczyć coś co już przetłumaczono - nie lepiej współdziałać?

Tak na marginesie - ostatnimi czasy rząd USA pogroził paluszkiem m.in. Polsce, że ma się wykazać w sprawach ochrony praw autorskich. Patrząc na sprawę Lary - niech najpierw sami się wykażą. I ochroną praw autorskich i walką z wykorzystywaniem zdjęć nieletnich w przemyśle porno.

Stwierdzenie „widząc

Stwierdzenie „widząc jakimi budżetami dysponują produkcje filmowe - oksymoronem jest” niepodparte choćby jednym linkiem do jakiegoś raportu finansowego to właśnie ten MIT. Choć intuicyjnie (źródło - kolorowe magazyny :() mogę mieć podobne odczucia, to tezy trzeba dowieść. Obrót to jeszcze nie wszystko dla kapitalisty, liczy się zysk czy też zwrot z inwestycji. O, warto by się powołać pewnie na taką listę zysków: http://imdb.com/boxoffice/alltimegross?region=world-wide

A druga sprawa, o której wspominasz (Lara Jade), jaka jest rentowność wytwórni pornograficznych (tu: TVX Films)? Bo moja wiedza o biznesie kończy się na tym, że przez ileś lat najpopularniejszym wyszukiwanym w guglu słowem był „sex”. Czy to się przekłada na zyski - trudno powiedzieć.

No dobrze, rozumiem, że w większości wypowiedzi nie do zysków się odnosiłeś, tylko prezentowałeś bardziej palący problem. Problem tego zdjęcia ramienia czternastolatki to sprawa tylko praw autorskich i naruszenia dóbr osobistych. Wypowiedź - mocnym tonem - sugeruje jeszcze jakieś dodatkowe przestępstwo dziecięcej pornografii. Intuicyjnie wyczuwam, że przez taką, a nie inną, okładkę film ten nie zyska więcej klientów niż, ot choćby Warner Bros. straci na filmie 300 dystrybuowanym przez tysiące torrenciarzy.

Wydaje mi się, że zwracałem uwagę na zupełnie coś innego

Wydaje mi się, że zwracałem uwagę na zupełnie coś innego niż potencjalny wzrost sprzedaży.
Branża, która tak zaciekle atakuje innych o naruszanie praw autorskich - sama ma te prawa w głębokim poważaniu. Tak na prawdę nie znamy skali tego procederu. Intuicyjnie wyczuwam ( :) ), że nie jest on mały.

Podana przykładowa różnica zysków/strat jest nic nie znacząca w tym kontekście. Nie jest ważne ile kto na czymś potencjalnie zarobi (Szczególnie, że miliardowe straty przemysłu audio/video są wyssane z palca. Nie ma pewności, że ten co pobrał film z sieci p2p - pójdzie do kina, gdy nie będzie miał możliwości pobrać filmu). Należy jasno i klarownie sobie powiedzieć - albo wszystkim autorom należą się jednakowe prawa niezależnie od potencjalnych zysków, albo żadnemu się nie należą. Bagatelizowanie sprawy Lary Jade trąci hipokryzją. Dla niej poniesione straty moralne mogą być dużo więcej warte niż straty całego przemysłu rozrywkowego na przestrzeni wieków razem wzięte.

Druga rzecz na którą zwróciłem uwagę, to fakt, że USA grożą paluszkiem innym, a sami maja w tej dziedzinie - delikatnie mówiąc - bajzel.

Dziękuję za podanie linku do box-office. Faktycznie - nie pomyślałem, że nie każdy czyta informacje o zyskach filmów.

Jak nie wiadomo o co chodzi - chodzi o pieniądze. Dystrybutorzy/wytwórcy z jednej strony dbają o swoje wpływy zaciekle atakując innych na bazie "prawa autorskiego" i wymyślając coraz to nowe "podatki" na rzecz autorów ("podatek autorski" od kamer i aparatów cyfrowych?), z drugiej zaś dbają o to, by to "prawo" czasem nie objęło zbyt szerokiego grona (jakieś opłaty dla autorów publikujących w sieci?) (Otrzymałem odpowiedź z KOPIPOL'u). Zaś, gdy się da - naruszają prawa autora, którego to (przykład Lary) przysłowiowo "spuszczają po drucie".

Nota bene - gdyby sprawca sprawy Lary Jade miał siedzibę w PL prawdopodobnie bylibyśmy świadkami pierwszej w historii Rzeczpospolitej wspólnej akcji słuchaczy Radia Maryja i organizacji feministycznych (efektem czego byłoby potarganie jakiegoś prezesa, jak mniemam). Chyba jednak nie jest u nas tak źle :)

-

Czy w tym wypadku, jezeli ten przepis stracił waznosc, istnieja inne na które mogą sie łatwo "przerzucić" ? zastanawia mnie jakie oni mają w tym szkody, skoro filmiki te są okrojone o 80-90% długości, obraz pogorszony z jego rozdzielczościa, nie wspominając o dźwieku...

Zapominamy o jednej ustawie...

Witam

moim zdaniem w toczącej się dyskusji tej jak i w stosunku do napisy.org zapominamy o jednej bardzo ważnej ustawie, a być może najważniejszej jeśli chodzi o hostowane treści. Tak jak w USA mają swoją DCMA tak my mamy ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną i to najpierw przez pryzmat tej ustawy powinno się zacząć analizę czy serwis który udostępnia filmy powinien ponosić za nie odpowiedzialność. Głownie chodzi o ten Art.:

Art. 14. 1. Nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych.
2. Usługodawca, który otrzymał urzędowe zawiadomienie o bezprawnym charakterze przechowywanych danych dostarczonych przez usługobiorcę i uniemożliwił dostęp do tych danych, nie ponosi odpowiedzialności względem tego usługobiorcy za szkodę powstałą w wyniku uniemożliwienia dostępu do tych danych.
3. Usługodawca, który uzyskał wiarygodną wiadomość o bezprawnym charakterze przechowywanych danych dostarczonych przez usługobiorcę i uniemożliwił dostęp do tych danych, nie odpowiada względem tego usługobiorcy za szkodę powstałą w wyniku uniemożliwienia dostępu do tych danych, jeżeli niezwłocznie zawiadomił usługobiorcę o zamiarze uniemożliwienia do nich dostępu.
4. (2) Przepisów ust. 1-3 nie stosuje się, jeżeli usługodawca przejął kontrolę nad usługobiorcą w rozumieniu przepisów o ochronie konkurencji i konsumentów.

Tak więc najpierw należało by przeanalizować czy serwis tylko hostuje treści dostarczane przez użytkowników czy jednak jest content providerem czyli sam te treści umieszcza. Druga sytuacja wyklucza powoływanie się na ten zapis i chyba w przypadku serwisu luzior.pl tak właśnie jest. Ewentualnie można by powołać się na dobrą wiarę administratora że materiały umieszczane przez niego a znajdujące się na innej stronie są wolne od wad prawnych. Osobiście nie przeglądałem tej strony ale w przypadku gdy ktoś umieszcza embed link lub jak kto woli frame link (co nie jest równorzędne do prostego linku) do serialu który ktoś umieścił na Youtube i gdzie w materiale wyraźnie widoczne jest logo stacji telewizyjnej która serial wyprodukowała to moim zdaniem bezprawność treści jest czytelna dla administratora i powinien on ponosić odpowiedzialność za ich rozpowszechnianie.

Inaczej wyglądało by to w sytuacji gdy mielibyśmy do czynienia z serwisem społecznościowym czyli właściciel strony był by tu wyłącznie hostującym, wtedy umieszczane embed linki byłyby moim zdaniem traktowane tak samo jak umieszczenie materiału wideo i tu i tu mielibyśmy do czynienia z "bezprawnym charakterem danych" a pozbawienie właściciela praw możliwości zgłoszenia naruszenia czyli takie polskie "notice and takedown" w stosunku do embed linków na stronie było by rażącym pozbawieniem właściciela praw możliwości reagowania zgodnie z ustawą.

Pozdrawiam

Nie zapominamy

VaGla's picture

No to trzeba zlinkować do sąsiedniego wątku i komentarza Nie jest jasno określona, który dotyczy tych właśnie przepisów ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Na marginesie - warto też śledzić sprawę C-275/06, która toczy się przed Trybunałem Sprawiedliwości, chociaż dotyczy potencjalnego obowiązku providera identyfikacji użytkowników usług p2p - chodzi m.in. o zasady odpowiedzialności cywilnej i karnej: po jednej stronie sporu są rządy Hiszpanii i Włoch (podobnie jak Komisja i Telefónica), po drugiej zaś Wielka Brytania, Finladnia i Słowenia

Pytanie prejudycjalne (Wniosek (Dz.U.) Dz.U. C 212 z dnia 02.09.2006, str.19):

Czy prawo wspólnotowe, a w szczególności art. 15 ust. 2 i 18 dyrektywy 2000/31/WE (1) Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 8 czerwca 2000 r. w sprawie niektórych aspektów prawnych usług społeczeństwa informacyjnego, w szczególności handlu elektronicznego w ramach rynku wewnętrznego, art. 8 ust. 1 i 2 dyrektywy 2001/29/WE (2) Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 22 maja 2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym, art. 8 dyrektywy 2004/48/WE (3) Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 29 kwietnia 2004 r. w sprawie egzekwowania praw własności intelektualnej oraz art. 17 ust. 2 i art. 47 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej, zezwala państwom członkowskim na ograniczenie ciążącego na operatorach sieci i usługodawcach w zakresie połączeń elektronicznych,
dostępu do sieci telekomunikacyjnych i przechowywania danych obowiązku przechowywania i udostępniania danych dotyczących połączeń i ruchu związanych z połączeniami ustanowionymi w trakcie świadczenia usług społeczeństwa informacyjnego wyłącznie do przypadków dochodzenia karnego lub w celu ochrony bezpieczeństwa publicznego, czy też przypadków zagrożenia bezpieczeństwa narodowego, z wyłączeniem postępowań cywilnych?

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Poniekąd wywołany

Czuję się poniekąd wywołany do komentarza, głównie wątkiem dot. Gazety Bytowskiej (link w komentarzu Vagli - to ja popełniłem cytowany fragment "Prawa Internetu"). Otóż art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną w mojej ocenie dotyczy odpowiedzialności i karnej, i cywilnej (celowo piszę "dotyczy"). "Dotyczy", ponieważ odpowiedzialności karnej nie wyłącza, a jedynie uchyla karalność działania sprawcy. Taki wniosek jest wyłącznie wynikiem interpretacji przepisu - otóż nie budzi raczej wątpliwości, że przepis nie ustanawia kontratypu, takiego jak choćby obrona konieczna. Z drugiej strony, usługodawca, który działa w warunkach spełnienia hipotezy art. 14, "nie ponosi odpowiedzialności" za swoje działania i zaniechania. Czyli w mojej ocenie pozostaje tylko przyjęcie, że mamy do czynienia z obligatoryjnym wyłączeniem karalności czynu.

Wniosek taki wynika z bardzo szerokiego ujęcia dyspozycji przepisu - "nie ponosi odpowiedzialności". Ta dyspozycja rozciąga się horyzontalnie na wszelkie reżimy odpowiedzialności, a więc także na odpowiedzialność karną. Natomiast gdyby rzeczywiście tak było, że polska implementacja art. 14 dyrektywy o handlu elektronicznym nie umożliwia wyłączenia odpowiedzialności karnej - czemu przeczę - to istniałby w tym przypadku wszelkie podstawy dla przyjęcia bezpośredniego skutku przepisów dyrektywy.

Odnosząc się natomiast do wypowiedzi Dra No - "nie ponosi odpowiedzialności" za przechowywane i udostępniane treści, a więc w tym przypadku i na gruncie prawa cywilnego, odpowiedzialności osobistej za dług powstały przez to, że przechowywał i udostępniał treści. Jak już wspomniałem, wyłączenie ma charakter horyzontalny, a więc nie budzi wątpliwości, że dotyczy też naruszeń autorskich praw majątkowych. Nic więc w mojej ocenie nie stoi na przeszkodzie, aby przyjąć, że ktoś, kto udostępnia w sieci cudze treści i przez to narusza autorskie prawa majątkowe osób trzecich zobowiązany będzie do zapłaty wynagrodzenia na rzecz uprawnionego tylko wtedy, gdy wiedział o naruszeniu autorskich praw majątkowych i nadal te treści udostępniał. W przeciwnym razie, skoro za te treści "nie ponosi odpowiedzialności", wydaje się, że twórca nie może od tego podmiotu dochodzić stosownego wynagrodzenia. A o żadnym "wywłaszczeniu" twórcy nie może być mowy - w takim przypadku podmiotem zobowiązanym do zapłaty wynagrodzenia będzie ten, kto utwór w serwisie zamieścił.

Paweł, albo - ze względu

Paweł, albo - ze względu na stan zdrowia - wyrażam się nieprecyzyjnie, albo ty czegoś nie rozumiesz.

Art. 70 ust. 2 pkt 3 pr.aut., stanowi (a ściślej - stanowił): "główny reżyser, operator obrazu, twórcy scenariusza, twórcy innych utworów literackich lub muzycznych, które stworzone zostały do utworu audiowizualnego lub w nim wykorzystane, oraz artyści wykonawcy są uprawnieni do stosownego wynagrodzenia z tytułu nadawania utworu [...] poprzez inne środki publicznego udostępniania utworów".

Nie czas i nie miejsce ;-) nad zastanawianiem się nad możliwością zastosowania art. 70 do serwisów typu wrzuta.pl. Załóżmy, że przepis obowiązuje i można go w tym wypadku zastosować.

Przewiduje on specyficzne uprawnienie majątkowe, zredukowane wyłącznie do prawa do wynagrodzenia. Uprawnienie to jest niezbywalne, a do zapłaty wynagrodzenia zobowiązany jest każdy korzystający z utworu, niezależnie od tego, czy i ile już komuś innemu zapłacił.

Mechanizm stosowania tego przepisu jest następujący:

a) kiniarz (albo stacja TV) zawiera umowę z uprawnionym z tytułu autorskich praw majątkowych (z reguły producentem) do utworu audiowizualnego dot. publicznego wyświetlania lub nadawania. Płaci za to normalne stawki.

b) do kiniarza zgłasza się SFP i kiniarz ma _dodatkowo_ zapłacić osobom wymienionym w art. 70 ust. 2 za pośrednictwem SFP alo innej właściwej organizacji zbiorowego zarządzania.

Zobowiązanie do zapłaty wynagrodzenia wynika tu wprost z przepisów prawa. Źródłem nie są ani przepisy k.c. o bezpodstawnym wzbogaceniu, ani o odpowiedzialności deliktowej, ani też przepisy pr.aut. dot. odpowiedzialności za naruszenie prawa autorskiego. Zobowiązanie do zapłaty wynagrodzenia powstaje tu poza jakąkolwiek odpowiedzialnością za naruszenie prawa! Przeciwnie - nie jest pewne, czy roszczenie o wynagrodzenie z art. 70 ust. 2 pr.aut. w ogóle może powstać w sytuacji, w której utwór rozpowszechniany jest z naruszeniem prawa (aczkolwiek skorzystanie z tej linii obrony było by dla serwisów społeczniościowych raczej samobójczą linią obrony ;-)).

W związku z tym w sytuacjach, w których w grę wchodzi zastosowanie art. 70 ust. 2 pr.aut., w ogóle nie jest spełniona hipoteza art. 14 uśude, bo w przepisie tym mowa wyłącznie o danych i związanej z nimi działalności, które są "bezprawne". Mieszanie do tego art. 14 jest więc nieporozumieniem.

Obowiązek zapłaty wynagrodzenia wynagrodzenia spoczywa na "korzystającym". Czy prowadzący serwis społeczniościowy jest "korzystającym"? IMHO można tak twierdzić, choć oczywiście istnieją też argumenty przeciwne. Niemniej jest to kolejny element do dorzucenia do wiadomego ci artykułu ;)).

Inna sprawa, że twierdząca odpowiedź byłaby ciekawa. Pomijam seriale itp. materiały, które w serwisach społecznościowych umieszczane są z naruszeniem prawa. Ciekawszy jest przykład zamieszczenia tam nagrania np. ze skeczy, nakręconych amatorsko przez użytkownika X w czasie wycieczki rowerowej zorganizowanej przez zakład pracy ;-). Wyglądało by to tak:

a) użytkownik X jako twórca i uprawniony do określonego materiału ma oczywiście prawo zamieścić go w serwisie typu youtube.

b) serwis ma obowiązek zapłacić wynagrodzenie SFP, która w tym wypadku działa jako negotiorum gestor

c) użytkownik X może żądać od SFP zapłaty uzyskanego wynagrodzenia, pomniejszonego o koszty repartycji.

Co nie zmienia faktu, że w

Co nie zmienia faktu, że w mojej ocenie jest to zbyt szerokie ujęcie odpowiedzialności, lub zbyt wąskie ujęcie wyłączenia odpowiedzialności. Kluczem jest słowo "bezprawne", które zresztą pojawia się też w dyrektywie o handlu elektronicznym. Problem sprowadza się do tego, że w sposób oczywisty powstaje tutaj odpowiedzialność, ale nie jest ona związana z bezprawnym działaniem. Czyli - czytając ustawę literalnie - nie można się powołać na wyłącznie odpowiedzialności. Pytanie tylko, czy o to chodziło...

Odpowiedzialność/obowiązek

Nie mogę się zgodzić. Na czym opierasz twierdzenie, że "w sposób oczywisty powstaje tutaj odpowiedzialność". Odpowiedzialność cywilna, tak jak ją rozumiemy zazwyczaj, ma swe źródło w bezprawności zachowania sprawcy. Tu mamy jedynie pewien wprowadzony przez prawo _obowiązek_. Tym obowiązkiem jest obowiązek zapłaty wynagrodzenia. Dopiero jego niewykonanie prowadzi do odpowiedzialności, nie jest to jednak odpowiedzialność za "przechowywane dane".

O różnicy pomiędzy treścią prawa a wyłączeniem odpowiedzialności za jego naruszenie już ci wspominałem w zakresie relacji art. 23[1] i art. 12/13 uśude. Art. 23[1], przez ograniczenie treści prawa, powoduje że np. pomysły pobierania od TP opłat za transmisję chronionych utworów ("uatrakcyjniającą" przecież korzystanie z neostrady) przez organizacje zbiorowego zarządzania, są bzdurą. Ale przed takim pobieraniem opłat nie chroni art. 12/13 uśude.

Tu mamy trochę podobną historię, tylko że idącą w drugą stronę.

Mam wrażenie, że proponowane brzmienie art. 70 nic nie wnosi..

VaGla's picture

A nie sądzicie, że kluczowe tu jest określenie co to też znaczy w kontekście embed src="..." /embed "nadawanie utworu w telewizji lub poprzez inne środki publicznego udostępniania utworów", zwłaszcza zaś "publiczne udostępnianie"; to samo zresztą jest w wersji przepisu, która została przyjęta przez rząd 29 maja - tam też o "publicznym odtwarzaniu" i jak wyżej, powielono: "nadawanie utworu w telewizji lub poprzez inne środki publicznego udostępniania utworów".

Ja uważam, że link (a w tym przypadku jego specjalna wersja - "embed") to nie jest "nadawanie utworu poprzez inne środki publicznego udostępniania utworów". Zdaje sobie sprawę, że prawodawca nie jest w stanie wyobrazić sobie jak to to działa. Wchodzą na stronę i widzą tam zakotwiczony klip. Nie wiedzą, że z innego źródła pokazuje się klip, a z innego cała reszta strony (zresztą każda z części strony może być prezentowana z dowolnego "miejsca"). Mam silne wrażenie, że tego typu zjawiska jak linki nie nadają się do opisu znanymi dziś ustawie określeniami.

A na marginesie jest jeszcze art. 20 i 20[1]. W nowej, proponowanej przez RM wersji art. 70 mowa jest jedynie o współtwórcach utworu adiowizualnego oraz o artystach wykonawcach (w przepisie, który stracił moc była mowa o "głównym reżyserze, operatorze obrazu, twórcy scenariusza, twórcy innych utworów literackich lub muzycznych, które stworzone zostały do utworu audiowizualnego lub w nim wykorzystane, oraz artystach wykonawcach"). Jak się ma zatem art. 20 i 20[1] do art. 70? Czy to kolejny element rozbudowanego systemu kompensacji? Mam wrażenie, że to wszytko to coraz liczniejsze nadbudówki, a nie solidna budowla. Im będzie więcej różnych tego typu nadbudówek kompensacyjnych, tym mniej to będzie miało cokolwiek wspólnego z jakąś "sprawiedliwością" - jak działa system kompensacji pokazałem na swoim przykładzie i listu do stowarzyszenia KOPIPOLu. Czasy się zmieniają. Utwór audiowizualny dziś można zwykłym telefonem zrobić i będzie on tak samo utworem i tak samo audio i tak samo wizualnym jak wielka produkcja kinowa w stylu Piraci z Karaibów, chociaż o znacznie mniejsze nakłady finansowe będą zaangażowane, ale przecież istnienie utwór nie zależy od jego "wartości ekonomicznej". A przecież Stowarzyszenia takie jak SFP nie reprezentują (chociaż - jestem tego pewny - chciałyby) ludzi, którzy tworzą (są twórcami, producentami, etc, bo dziś to nie wczoraj, gdy trzeba było być "instytucją") filmy telefonami. Cały ten system kompensacji jest po prostu niesprawiedliwy, bo nie kompensuje powszechnie, a tylko daje możliwość partycypacji wybranym podmiotom... I wcale nie uważam, że upowszechnienie tego systemu w taki sposób, że będzie jakaś organizacja, która obejmie swoim baaardzo szerokim parasolem powszechnej przymusowej "reprezentacji" twórców filmików nakręconych telefonami komórkowymi (i artystycznych wykonawców w takich filmikach), ale też przykładowo jedynie twórców prywatnych listów (w końcu też utwór) itp., że taka sytuacja będzie dobra. Taki system wpłat przez jakieś organizacje niebezpiecznie wprowadza niekontrolowanego przez nikogo pośrednika w relacje "sprzedawane" jako relacje prywatne, a nagle stają się one quasi publicznoprywatne (bo organizacje mają swoje wsparcie w przepisach prawa, a nie w porozumieniach opartych na swobodzie umów), a nawet quasi publiczne (bo system kompensacji chociaż dotyczy wynagrodzeń autorskich to jednak do końca prywatny nie jest), tylko obsługiwane przez stowarzyszenie, nad którym nie ma żadnej kontroli.

Zbyszek pisze o obowiązku wynikającym z art. 70. Obowiązku zapłaty wynagrodzenia. A przecież ten obowiązek w sposób podstawowy wynika z innych przepisów. Po co właściwie dodatkowy art. 70? Co by się stało, gdyby nie było art. 70 (poza tym, że właśnie go nie ma)? Mamy art. 17 ustawy - twórcy (a więc też współtwórcy) przysługuje prawo do wynagrodzenia... Rozumiem, że art. 70 to "przyznane w przepisach ustawy" wynagrodzenie dla artysty wykonawcy, o którym mowa w art. 86 ust. 2, ale jest jeszcze ust. 3 tego przepisu - "W przypadku nadawania, reemitowania lub odtwarzania artystycznego wykonania za pomocą wprowadzonego do obrotu egzemplarza, artyście wykonawcy przysługuje prawo do stosownego wynagrodzenia". Po co art. 70 w nowoproponowanym brzmieniu w rozdziale "Przepisy szczególne dotyczące utworów audiowizualnych", skoro to nowe brzmienie nic nowego - mam takie wrażenie - nie wnosi do zasad ogónych?
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Problemy z art. 70

Cała zabawa z art. 70 ust. 2 wynika z tego, że jest to uprawnienie niezbywalne inter vivos (zob. art. 18 ust. 3 pr.aut.) i takie trochę równoległe do poszczególnych pól eksploatacji. W konsekwencji nawet jak producent/scenarzysta/itp. przenosi całość uprawnień np. w zakresie publicznego wyświetlania, to i tak zostają przy nim uprawnienia z art. 70 ust. 2. I niezależnie od wynagrodzenia (jednorazowego czy tantiemowego), otrzymywanego od producenta, ma on jeszcze prawo do dodatkowego wynagrodzenia z art. 70 ust. 2 bezpośrednio od kiniarza, nadawcy itp. Tak więc przepis ten jak najbardziej wnosi swoje do zasad ogólnych ;-).

Czy takie rozwiązanie jest zasadne? To egzotyka polskiej ustawy i sporo napisano na temat jego bezsensu. Ale przepis był i będzie, więc jedyną drogą do świetlanej przyszłości jest lobbowanie za jego usunięciem bądź zmianą. W końcu jest on świadectwem skuteczności lobbingu środowisk twórców filmowych.

Na problemy z niewydolnością i przerostem OZZ jest zresztą tylko jedna znana odpowiedź i pewnie ci się nie spodoba, bo mam tu na myśli DRM. I w dodatku jestem całkowicie poważny ;).

Osobną kwestią jest trafność stosowania art. 70 ust. 2 pkt 3 w tym wypadku. Są tu dwa problemy - czy mamy tu do czynienia z "nadawaniem utworu [...] poprzez inne środki publicznego udostępniania utworów". Ponieważ chodzi tu o utwory audiowizualne (a nie np. również audialne), zestawienie art. 70 ust. 2 art. 6 pkt 4 pr.aut. wskazuje, że chodzi tu również o inne formy publicznego rozpowszechniania, niż nadanie telewizyjne. Przepis art. 70 ust. 2 pkt 3 należałoby więc czytać nieco inaczej, niż sugeruje jego dosłowne brzmienie, bo inaczej wyjdą nam bzdury.

Drugim problemem - cholernie złożonym teoretycznie - jest to, czy prowadzący taki serwis jest "korzystającym" z utworu. IMHO są argumenty, że tak.

odnosnie osadzonych

Nie kazdy musi znac sie na internecie i widziec roznice pomiedzy trescia pochodzaca z aktualnego adresu albo z serwera zewnetrznego. Jednak w wielu przypadkach od razu widac zrodlo pochodzenia danego kawalka (trudno przegapic napis YouTube albo GoogleVideo).

Zalozmy (czego nie powinno sie robic), ze 20 serwisow osadzilo na swoich stronach ten sam "sporny" material. Najlogiczniej i najszybciej byloby odciac samo zrodlo, poniewaz w tym samym momencie zniknalby z minimum 20 stron (nie wspominajac o blogach, forach dyskusyjnych, itd).
Szkoda, ze brakuje precyzyjnego opisu czym linkowanie jest. Precyzyjnosc okreslen zwiazanych z internetem jest dosc wazna, bo czym innym jest usuniecie materialow z serwera, a czym innym usuniecie wskazanych materialow z serwisu.

Takie wyłączenie karalności to Miecz Damoklesa

VaGla's picture

Czyli w mojej ocenie pozostaje tylko przyjęcie, że mamy do czynienia z obligatoryjnym wyłączeniem karalności czynu.

Nadal nie jestem przekonany (zwłaszcza wobec art. 1 i 11 ustawy), ale zobaczmy: czyli sąd może dojść do wniosku, że doszło do jakiegoś przestępstwa, stwierdzi winę (np. niedbalstwo, jeśli akurat ma to znaczenie) i dojdzie do wniosku, że można wydać wyrok, dajmy na to, podobnie jak w przypadku redaktora Gazety Bytowskiej, umarzający postępowanie karne ze względu na niską szkodliwość czynu (por. Umorzenie to nie uniewinnienie - wyrok w sprawie redaktora serwisu gby.pl. Ja tam w tym tekście napisałem "Nie wiem niestety, czy sąd analizował przepisy ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, a te przepisy mają istotne znaczenie przy ocenie, czy doszło do naruszenia przepisów karnych" - dziś wiem, że sąd nie analizował przepisów ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, ale też - mimo powyższego i wcześniejszego głosu Pawła - mam nadal powzięte już po napisaniu tego tekstu o GBY wątpliwości dotyczące związku art. 14 czy 15 ustawy z obszarem prawa karnego).

Taka sytuacja jest niebezpieczna. Nie daje pewności prawa. W istocie - przyjmując koncepcję wyłączenia karalności - mamy do czynienia z sytuacją, w której każdy aktywny uczestnik społeczeństwa informacyjnego (skoro ja, jako osoba fizyczna "prowadzę" (cokolwiek to znaczy) serwis internetowy, za chwilę każdy będzie miał swój własny serwis - każdy będzie "providerem"... to tylko jeszcze chwila) jest przestępcą, a tylko "Miecz Demoklesa": wciąż wisi, chociaż taki wyrok, w którym sąd uzna winę, a uzna niewielką społeczną szkodliwość... No, nie jest to uniewinnienie, nie pozostawia "czystej karty". Ma znaczenie przy ocenie czy doszło do "recydywy" (np. przy umorzeniu warunkowym). Generalnie nie jest dobrze. To nam zawiesza w próżni całą sferę działania w Sieci...

Bosz. Przeczytałem to jeszcze raz co wyżej napisałem - jest bardzo nieprecyzyjne. hmm...

Paweł umieścił komentarz w wątku związanym z art. 70 ust.2, ale odniósł się w nim do komentarza w innym wątku - stąd (być może) nieporozumienie...
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

OT: "notice and takedown"

kocio's picture

Teoretycznie to "notice and takedown" jest dobrą rzeczą, ale już wielokrotnie padło ofiarą patologii. Wystarczy, że komuś się nie spodoba, że ktoś inny rozpowszechnia jakieś treści i _stwierdzi_, że to nielegalne. Jeśli jest czujny i pracowity, to może w praktyce może w ten sposób zmusić wielu administratorów do "takedownu", nawet gdy tak mu się tylko wydaje.

To mi trochę przypomina sprawę opisów na okładkach płyt DVD, bo to też może być metoda załatwiania sprawy "na zastraszenie" samymi słowami. Admin się wystraszy albo zgłupieje i zastosuje cenzurę prewencyjną... Czego chcieć więcej?

Nie zapominamy.

Nie zapominamy. Działalność tego typu serwisów można traktować jako hosting (z pewnymi wątpliwościami, bo treści są modyfikowane m. in. przez nałożenie logo serwisu, ale jednak). Tyle tylko, że wyłączenie odpowiedzialności z art. 14 uśude jest tylko tym, czym jest - wyłączeniem odpowiedzialności. Przepis ten nie "wywłaszcza" uprawnionych z przysługujących im praw, a w konsekwencji nie daje podstaw do wyłączenia np. przysługujących im z mocy prawa roszczeń o wynagrodzenie.

Ciekawa sprawa i ciekawy problem.

Jest jeszcze jedna kwestia...

Jest jeszcze jedna kwestia związana ściśle z Art 14 uśude W przypadku hostingu właściciel serwisu nie ma obowiązku kontrolowania treści w nim zawartych (oczywiście do momentu zgłoszenia naruszenia do konkretnego materiału) czyli tak naprawdę gdybyśmy przyjęli konieczność odprowadzania przez hostującego opłat za wyświetlane filmy zgodnie z art 70 było by to tak naprawdę konieczność płacenia "abonamentu" za samą "funkcjonalność" umożliwiającą umieszczanie tego typu materiałów oraz umożliwiającą prezentacje tych materiałów innym użytkownikom. Tak jak płacimy abonament telewizyjny za samo posiadanie telewizora.

A jakże...

Oczywiście, że to polega na "czymś w rodzaju abonamentu". Opłaty z art. 70 ust. 2 ponosi się za samo wyświetlanie filmów w kinach czy w telewizji, niezależnie od umów, jakie łączą cię z uprawnionym. Taki "prywatny podatek" odprowadzany na rzecz OZZ.

Żeby nie było. Mnie samemu dosyć średnio podoba się regulacja art. 70 ust. 2 zarówno w dotychczasowej jak i projektowanej wersji. Ale przepis jest i może być w powyższy sposób interpretowany.

Wniosek z tego taki, że to spora rysa w aksjologii

VaGla's picture

Wniosek z tego taki, że z punktu widzenia aksjologii prawa autorskiego (i pokrewnych) art. 70 ust. 2 stanowi nieuzasadnione, dodatkowe wynagrodzenie, a raczej nie wynagrodzenie, co dodatkową opłatę (nazwaną również wynagrodzeniem). Gdyby opłata ta stanowiła wynagrodzenie dla twórców i artystów wykonawców - aksjologia byłaby bardziej spójna niż wtedy, gdy twórcy i artystyczni wykonawcy mają otrzymywać (albo mogliby, gdyby logistyka systemu OZZ działała) dodatkowe opłaty niezależnie od tego, czy przysługują im w danej chwili autorskie prawa majątkowe (lub prawa do wynagrodzenie z tytułu artystycznego wykonania).

To jest chyba kluczowe - istnienie tego przepisu - jeśli ma on takie znaczenie, o którym pisze Dr No - godzi w podstawy uzasadnienia istnienia prawa autorskiego (i praw pokrewnych). Bo zwolennicy "silniejszych" praw autorskich (i pokrewnych) argumentują, że twórca (artystyczny wykonawca) poczynił nakłady i może rozporządzać następnie swoimi prawami (majątkowymi). Może je przenieść na drugiego, i od momentu przeniesienia to ktoś inny będzie czerpał korzyści majątkowe z pracy cudzej. Z chwilą przeniesienia nie ma już spójnego uzasadnienia dla pobierania dodatkowych opłat na rzecz twórców czy artystycznych wykonawców.

To trochę tak, jakby w sferze praw majątkowych istniał dualizm - niby można przenieść na drugiego prawa, ale - z racji takich regulacji jak art. 70 ust. 2 - w przypadku utworów audiowizualnych (czymkolwiek one są) - zdaje się, że istnieje taka sfera interesów majątkowych, którą system w obecnej postaci dodatkowo premiuje, to trochę jakby część praw majątkowych istniała w sposób hmm.. nieprzenaszalny. Dobrze kombinuję?

To rysa dość niebezpieczna, a może nawet porównać to można do dylematu "mieć ciastko i zjeść ciastko". Rząd pisze: "Projekt nowelizacji rozszerza krąg współtwórców utworu audiowizualnego uprawnionych do otrzymywania wynagrodzenia..." - a więc dysonans się pogłębia. Jeśli przepis zostanie znowelizowany w tym duchu, i jeśli słuszna jest interpretacja na temat "uprawnienia niezbywalnego inter vivos" (wskazany wyżej art. 18 ust. 3 mówi, że prawa do wynagrodzenia z art. 20 ust. 2-3 oraz 201, 30 ust. 2 i 70 ust. 3 "nie podlegają zrzeczeniu się, zbyciu ani egzekucji"), to pojawia się spory dualizm w zakresie obrotu prawami majątkowymi.

W efekcie branża zabiegająca o tego typu przepis znajduje sposób na to, by jednocześnie zjadać ciastko i nadal je mieć.

A jeśli doda się do tego jeszcze fakt, że przy zarządzaniu tymi pieniędzmi ze wskazanych przepisów partycypuje drobna część twórców (artystycznych wykonawców), bo tylko ci "instytucjonalni", o pozycji "ugruntowanej", wbrew definicji utworu (że każdy przejaw działalności twórczej niezależnie od wartości, etc..., a więc właśnie to co pisałem: Na świecie są miliardy twórców, a nie tylko ci, którzy bardziej się uważają za twórców niż inni, bo są zrzeszeni lub mają dobre relacje z quasi korporacjami wpływu), to okazuje się, że cały sens istnienia prawa autorskiego i pokrewnych bierze w łeb.

To wali równo w argumenty, pod sztandarami których zabiega się o "zaostrzenie" przepisów prawa autorskiego.

Aby być precyzyjnym - przepisu jakby nie ma, bo stracił moc obowiązywania - można go nadal interpretować, ale nie jako obowiązujące prawo. Zastanawiam się jakimi argumentami odpieraliby zwolennicy jego pojawienia się ponownie parcie na to, by prawodawca postanowił go nie poprawiać (nie proponował nowelizacji, zostawiając w systemie "dziurę" po korekcie TK)? Jakie są argumenty za tym, by ten przepis (art. 70 ust. 2) był znów w systemie? Ten i wspomniany art. 18 ust. 3?

Jeśli faktycznie prawa autorskie majątkowe mają promować twórczość, to należałoby postulować, by te prawa nie były przenaszalne (wiem, wiem, jesteśmy stroną umów międzynarodowych, ale myślę teraz w skali jakby bardziej globalnej, wobec faktu obserwowanych zmian stosunków społecznych) - w konsekwencji oznaczałoby to, że pośrednicy nie mają "mandatu" do wynagrodzenia za autorskie prawa, a promowani są rzeczywiście autorzy, a nie ktoś, kto twórcą (artystycznym wykonawcą) nie jest, a tylko "podczepił się" do kranika twórczości...

A jak właściwie wyliczyć wysokość "słusznego" wynagrodzenia za korzystanie z utworu (za korzystanie z twórczości)?

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

wobec tego zapytajmy?

a moze by tak zwrocic sie z zapytaniem do posla Waldemara Szadnego?

Szanowni Państwo! Jeżeli uważacie, że jakiś zapis prawny lub ustawa narusza wolności obywatelskie, jest niezgodny/a z konstytucją lub prawem UE piszcie do mnie na mój adres mailowy lub po prostu na blog. Jestem świadomy, że na wszystkie z nich nie odpowiem ale będę się starał w formie interpelacji aktywnie działać na rzecz większości z nich.

całość: http://wiadomosci.onet.pl/1551307,11,item.html

moze wyniknie z tego cos ciekawego?

To nie jest serwis do marketingu politycznego

VaGla's picture

Powyższy komentarz przepuściłem tylko i wyłącznie po to, by przypomnieć na jego przykładzie, że w tym serwisie nie zajmuję się polityką, a także, iż marketing polityczny nie jest tu mile widziany. Nie mam pojęcia kim jest wspomniany poseł. Przyznam też, że w życiu nie słyszałem ani nie czytałem jego nazwiska.

Jeśli wspomniany wyżej poseł korzysta z internetu, a nawet ma swój blog - proszę bardzo, może odwiedzić ten serwis i podjąć działania jakie uzna za celowe. Cytat z posła, który deklaruje, że coś zrobi, to jeszcze nie jest informacja, którą warto przepuścić w komentarzu. Poza tym, jeśli autor tego komentarza uważa, że należy jakiegoś posła zainteresować tematem - sam może go nim zainteresować. Chyba nie musi pytać o zgodę na tym forum. Proszę wziąć inicjatywę we własne ręce, nie zaś czekać, aż ktoś inny za nas zacznie wyjmować kasztany z ogniska.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Następną odsłoną

Następną odsłoną spektaklu (i jednocześnie dalszą doniosłością tekstu Lipszyca) będzie pewnie reakcja ze strony ZPAV i innych na słowa artykułu, cytuję: "Nie ma niewinnych - fotografie użyte bez zezwolenia znaleziono nawet na stronach Ministerstwa Kultury i policji. Z pogwałceniem licencji oprogramowania zbudowana jest strona internetowa Związku Producentów Audio Video". To się tak skończyć pewnie nie może...

Prorocza wypowiedź :) Proszę zerknąć tutaj.

Jest już wątek na ten temat

VaGla's picture

Tak. Komentarz do akcji i reakcji w tekście Mały czy duży, ale program i utwór - reakcja ZPAV i odpowiedź Lipszyca. Tam również moje notatki z dzisiejszej mojej rozmowy z mec. Staszewskim, pełnomocnikiem ZPAV, w sprawie dzisiejszej publikacji w Wyborczej.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

List od ZPAV i odpowiedź Jarosława Lipszyca

Warto w przy okazji zwrócić uwagę na reakcję ZPAV na tekst Jarosława Lipszyca w Gazecie oraz jego odpowiedź (obydwa listy opublikowane w serwisie 7thguard.net):
http://7thguard.net/news.php?id=5614

Pozdrawiam,
Szymon Wilkołazki

Darmowa Filmoteka, dyskusja nt. tez SFP, śmierć Skubikowskiego

VaGla's picture

Trzeba odnotować tekst Twórcy serwisów z filmami mogą spać spokojnie. Na razie: "Czy właściciele stron z filmami powinni płacić za wykorzystane fragmenty utworów? Nie, nie muszą, przynajmniej na razie. A może w ogóle nie powinni? Reżyser Piotr Szulkin wzywa do stworzenia darmowej internetowej Filmoteki Narodowej". Są tam dalsze losy historii listów SFP i wypowiedzi mec. Tomasza Ejtminowicza, który ładnie zbija argumenty Stowarzyszenia Filmowców Polskich - ZAPA odnosząc się do art. 29 ustawy (prawa gatunku twórczości... internetowej) o raz o wykorzystaniu przez stowarzyszenie przepisu, który na mocy wyroku TK stracił moc obowiązywania.

Należy odnotować również ważny tekst Piotra Szulkina pt. Zastrzelić Franka Kinomana, w którym ten znany reżyser scenarzysta, scenograf i pisarz postuluje stworzenie darmowej, internetowej Filmoteki Narodowej: "Otwórzmy serwer ze starymi polskimi filmami przed i powojennymi. Niech fani ściągają. Na zdrowie im, i na zdrowie nam".

Ze smutkiem też odnotowuję w tym komentarzu informację o śmierci Jacka Skubikowskiego, przekazując jednocześnie szczere kondolencje rodzinie i najbliższym. Chociaż w tym serwisie nie zgadzałem się (i nadal podchodzę do nich sceptycznie) z tezami głoszonymi przez Skubikowskiego (por. Pomysł na kompensacyjną opłatę internetową, Projekty "własności intelektualnej" i prawo do kopiowania...), to przecież z szacunkiem trzeba odnieść się zarówno do Jego udziału w publicznej dyskusji na temat obserwowanych zmian w relacjach społecznych oraz do Jego aktywności jako twórcy.

--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

I nadal nic nie wiadomo...

Czytając opinie prawników, użytkowników forum itd nadal borykam się z problemem czy podpisać umowę z ZAPA czy nie? Czy akcja SFP jest legalna czy nie?...

Bedzie wiadomo z czasem

VaGla's picture

Będzie wiadomo z czasem, jak ktoś nie podpisze kiedyś jakiejś umowy, sprawa trafi do sądu i ktoś ją wygra, a ktoś przegra. Być może w międzyczasie trzeba będzie zmienić ustawodawstwo, bo się coś okaże nie do końca spójne, albo praktyka stosowania przepisu napotka na niedające się ominąć przeszkody w interpretacji...

Poza wszystkim - jeśli ktoś chciałby znać konkretną opinie w konkretnej sprawie - nic nie stoi na przeszkodzie, by wynająć prawników, by mu taką opinię napisali. Najlepiej wziąć trzy niezależne zespoły i dać im dokładnie to samo zlecenie. Jeśli tezy w tych niezależnych opiniach będą się pokrywały - to znaczy, że jest już na czym budować.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

To bardzo ciekawe to nasze prawo.

Jeśli bez trzech zespołów profesjonalnych prawników nie da się rozstrzygnąć o takiej podstawowej i tyczącej wielu osób sprawie - to coś z tym prawem nie jest tak.

Kolejna sprawa - czy nie ma żadnej instytucji, która powinna zająć się tym i wyjaśnić sprawę? Choćby postępując dokładnie zgodnie z tą receptą...

No chyba, że ludzie są pozostawieni sami sobie i nie pozostanie nic innego jak kolejna ściepa webmasterów na prawników (tak jak hatak.pl zrobił).

Art. 70 dotyczy tylko

Art. 70 dotyczy tylko "nadawania" - form linearnych lub jak kto woli push albo form rozsiewczych, you tube to formy nielinearne, pull, on demand i nie wchodza w zakres art. 70. Sprawa z SFP byla slynna, ale jak widac zaczyna cichnac. Glebsza analiza art. 70 w kontekscie zrodla jego powstania a takze znaczenia pokazuje, ze dotyczy on wylacznie nadawania za pomoca roznych srodkow, a nie udostepniania na żądanie jakim jest you tube. Zainteresowanym chetnie przesle wiecej szczegolow i uzasadnien z tym zwiazanych.

mówimy o tym art.70?

ksiewi's picture

A dokładniej o art. 70 ust. 2^1 (po nowelizacji wynikającej z wyroku TK):

"2^1. Współtwórcy utworu audiowizualnego oraz artyści wykonawcy są uprawnieni do:

1) wynagrodzenia proporcjonalnego do wpływów z tytułu wyświetlania utworu audiowizualnego w kinach;

2) stosownego wynagrodzenia z tytułu najmu egzemplarzy utworów audiowizualnych i ich publicznego odtwarzania;

3) stosownego wynagrodzenia z tytułu nadawania utworu w telewizji lub poprzez inne środki publicznego udostępniania utworów;

4) stosownego wynagrodzenia z tytułu reprodukowania utworu audiowizualnego na egzemplarzu przeznaczonym do własnego użytku osobistego."

Przepis ten określa zakresy wykorzystania objęte dodatkowym wynagrodzeniem, które w różny sposób mają się do pól eksploatacji określonych w art. 50.

Mianowicie: wyświetlanie w kinach (czyli nie wszelkie publiczne wyświetlanie)... najem egzemplarzy (czyli nie np. użyczenie)... publiczne odtwarzanie (hmm - jaka jest różnica pomiędzy wyświetleniem a odtworzeniem?)... nadawanie w telewizji i poprzez inne środki (czyli nie np. reemisja)... reprodukowanie (do własnego użytku osobistego, czyli nie do użytku publicznego np. biblioteki).

Chętnie wysłucham więcej szczegółów i uzasadnień. W każdym razie zgadzam się, że pkt 3 tego przepisu dotyczy wyłącznie wykorzystania utworu audiowizualnego na polu eksploatacji "nadawanie", wobec czego nie może dotyczyć takich pól jak np. "reemisja" lub "publiczne udostępnianie w taki sposób, aby każdy mógł mieć dostęp do utworu w miejscu i w czasie przez siebie wybranym".

A właśnie - na którym punkcie tego przepisu opierasz VaGla swoje roszczenia o wypłatę wynagrodzenia za Twoje utwory audiowizualne, które wrzucasz na youtube i google video?

ja opieram na art. 20, nie na art. 70

VaGla's picture

Zobacz Krzysztofie ten filmik w YouTube: Kiedy zaczyna się "szerokie wykorzystanie"?; ja tam pokazuje art. 20 ust. 3 ustawy, nie zaś art. 70 :)

Dla porządku definicja "nadawania" wynikająca z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (art. 6 ust. 1 pkt 4):

nadawaniem utworu jest jego rozpowszechnianie drogą emisji radiowej lub telewizyjnej, prowadzonej w sposób bezprzewodowy (naziemny lub satelitarny) lub w sposób przewodowy

W tym kontekście: jakie, poza satelitą i kablówką (program własny) są desygnaty "innych środków publicznego udostępniania utworów", o których mowa w art. 70 i czy są jeszcze jakieś inne?
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Członek Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji, ekspert w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego Ministerstwa Rozwoju, felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również Członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>