Zatrzymano tłumaczy napisów...

logo napisy.orgTak. Znów doniesienie dotyczące napisów do filmów (por. Napisy do filmów na celowniku z grudnia 2005 roku). W akcję, której finałem (na razie) było zatrzymanie 9 osób zajmujących się tłumaczeniem napisów do filmów zaangażowano policjantów z czterech województw, współpracowano z niemiecką policją. "Według wstępnych ustaleń, zatrzymane osoby kontaktowały się przez internet". Napisy.org przestały działać, Napisy.info mają kłopot z bazą danych. Napisy24 schodzą do podziemia... A wiedzieliście, że w Starej Pomarańczarni wprowadzono zakaz fotografowania, by ktoś nie wydał "nielegalnego albumu"? Ciekawe.

Dziś Światowy Dzień Społeczeństwa Informacyjnego. Pamiętam, że dwa lata temu w Belwederze odbyła się sesja oficjalna związana z obchodami tego dnia. Wówczas jednym z tematów, które poruszano w kontekście szans na przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu oraz - generalnie - szans rozwoju kultury, był temat automatycznego tłumaczenia treści dostępnych w internecie. Zwróciłem wówczas uwagę zgromadzonych, że system prawa uznaje tego typu pomysły za rzecz karygodną. Na przykładzie akcji Policji widać trend, w którym podążamy w drodze do społeczeństwa informacyjnego.

Notatka Policji napisana jest w interesujący sposób. Zlikwidowano portal udostępniający napisy do "pirackich" filmów. Zastanawiam się kto dziś produkuje pirackie filmy? To z notatki nie wynika, ale rozumiem, że chodzi o napisy do serii Piraci z Karaibów, albo tego typu twórczości. Z notatki wynika, że "przy likwidacji serwisu pomagali też pracownicy Fundacji Ochrony Twórczości Audiowizualnej" - tu mógłbym jedynie odesłać do wcześniejszych tekstów Sąd nad prywatyzacją organów ścigania oraz Złote blachy - czy wszystko jest w porządku?).

Zresztą Wirtualna Polska wkopuje Fundację FOTA: "To właśnie FOTA poinformowała o całej sprawie swoją niemiecką odpowiedniczkę, a ta - policję. W tym samym czasie gdy niemieccy policjanci zabezpieczali dane na serwerze, na którym znajdowała się strona, polscy zatrzymali dziewięć osób - na Śląsku, Podlasiu, w Krakowie i Szczecinie".

W komunikacie Policji nie wskazano (o co zwykle postuluję komentując notatki Policji) przepisów, które zdaniem Policji (no i nie zapominajmy o przedstawicielach FOTA, bo przecież już trzeba ich chyba traktować jak oficjalnych eksterminatorów nielegalnych treści w internecie - na marginesie - pozdrawiam bardzo serdecznie) złamali zatrzymani. To nie tak, że się czepiam podstawy prawnej, a tylko po raz kolejny pragnę nieśmiało zasygnalizować, że konstrukcja notatek policji mogłaby uwzględniać różnych czytelników: nie tylko tych, którzy mają po lekturze poczuć respekt przed karzącą ręką sprawiedliwości, ale też badaczy, którzy chcialiby móc przeanalizować przesłanki odpowiedzialności w konkretnej sprawie. Skoro dziś mamy dużo przepisów karnych, które każdy z interneutów narusza, to warto wiedzieć, który konkretnie był podstawą do zaangażowania międzynarodowych organów ścigania. I co z tego, że ja mogę się domyśleć, że chodzi o art. 116 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych ("Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom rozpowszechnia cudzy utwór w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2")...

Ale zacytuję treść notatki Policji (chociaż robię to z dużą obawą, ocierając krople potu ze skroni, bo Komenda Główna Policji nie odpisała mi jeszcze na list, a zatem nie wiem jaka jest podstawa prawna wydawania przez Policję serwisów internetowych, nie wiem zatem również, czy taki komunikat mogę traktować jak dokument urzędowy lub urzędowy materiał w rozumieniu prawa autorskiego (art. 4 ustawy), a co za tym idzie - czy Policja uważa, że jest on przedmiotem prawa autorskiego czy nie - por. Czy "własne" serwisy internetowe administracji publicznej działają legalnie?):

Policjanci z czterech województw, współpracując z niemiecką policją, zlikwidowali portal internetowy udostępniający napisy do pirackich filmów. W całym kraju zatrzymano dziewięć osób zajmujących się tym procederem, w tym tłumaczy i administratora serwisu. Policjanci zabezpieczyli komputery wraz z nielegalnym oprogramowaniem i blisko 2 tys. płyt z pirackimi kopiami filmów.

Policjanci z województw śląskiego, małopolskiego, zachodniopomorskiego i podlaskiego zatrzymali dziewięć osób zajmujących się prowadzeniem serwisu internetowego udostępniającego napisy do pirackich filmów. Wśród zatrzymanych jest administrator serwisu i tłumacze.

W likwidowaniu nielegalnego serwisu brali też udział niemieccy policjanci. To właśnie w tym kraju znajdował się serwer, na którym udostępniano nielegalne treści.

Podejrzanym grozi teraz kara nawet do 2 lat pozbawienia wolności. Jak mówi polskie prawo, osoba tłumacząca ścieżkę dźwiękową filmu musi mieć zgodę właściciela praw autorskich na rozpowszechnianie takiego tłumaczenia. Zatrzymane osoby zgody takiej nie miały.

Akcja była koordynowana przez Komendę Główną Policji. Przy likwidacji serwisu pomagali też pracownicy Fundacji Ochrony Twórczości Audiowizualnej.

Ktoś uzna, że pisząc komentarz taki jak w niniejszym tekście pochwalam przestępczość związaną z prawami własności intelektualnej. Ja sam jestem twórcą i próbuje się jedynie dowiedzieć czy Policja (nie zapominajmy o FOTA) zbierała również materiał, który wskazywałby na okoliczności przemawiające później na korzyść ewentualnego oskarżonego, czy na przykład ze zgromadzonego materiału wynikać będzie stopień szkodliwości społecznej czynu...

Poza wszystkim nie otrzymałem też jeszcze odpowiedzi od stowarzyszenia KOPIPOL (por. Odpowiedź z KOPIPOLU mam dostać po "długim weekendzie"), a na tę odpowiedź - jak sądzę - czekają miliony polskich twórców publikujących w internecie (por. Na świecie są miliardy twórców). Strasznie to wszystko skomplikowane, a bycie domorosłym hackerem systemu (również prawnego) to niebezpieczne (nielegalne?) hobby.. A jeszcze wczorajsza impreza z okazji Światowego Dnia... Odbywała się w Starej Pomarańczarni w Łazienkach Królewskich. Piękny obiekt. Zachował się w bardzo dobrym stanie, nie uległ zniszczeniom wojennym. Ściany unikalnego w skali światowej Teatru Dworskiego mają oryginalne zdobienia... Wprowadzono zakaz fotografowania, bo - jak się dowiedziałem od pracowników obiektu - ktoś mógłby zrobić i wydać nielegalny album ze zdjęciami. Podobno to zarządzenie szefa.

Z okazji Dnia Społeczeństwa Informacyjnego (który to dzień wypada akurat dzisiaj) przypominam wszystkim internautom o konieczności utrzymania porządku w mieszkaniach. Zawsze to głupio, gdy na materiałach operacyjnych, robionych - dajmy na to - o szóstej rano widać nieporządek, ubrania walające się po podłodze, etc. Zatem warto wziąć odkurzacz w swoje ręce, umyć okna. Dajcie coś z siebie, a wtedy potencjalne zatrzymanie (chociaż o wczesnej godzinie) będzie przebiegało w przyjemnej atmosferze.

Aaaaa. Jeszcze Gazeta.pl wyjaśniła, że "Policjanci zatrzymali dziewięć osób, które nielegalnie tłumaczyły dialogi z filmów i zamieszczały je na znanym portalu internetowym". A więc - zdaniem Gazeta.pl - tłumacze tłumaczyli nielegalnie. A czy wspominałem już dziś, że nadal nie ma stenogramu z publicznego wysłuchania w sprawie nowelizacji prawa autorskiego? Hmmm.. Tak. Już wspominałem. Jak miło patrzeć, gdy rośnie oglądalność działu prawo autorskie niniejszego serwisu... Ehhh...

Jutro w Sejmie, przy okazji VIII już Konferencji Okrągłego Stołu, „Polska w drodze do Telekomunikacji i Społeczeństwa Informacyjnego", postaram się zwrócić uwagę zgromadzonych na przestępczy charakter starań o budowę społeczeństwa informacyjnego. Zobaczymy.

Art. 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.

2. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.

3. Twórca utworu pierwotnego może cofnąć zezwolenie, jeżeli w ciągu pięciu lat od jego udzielenia opracowanie nie zostało rozpowszechnione. Wypłacone twórcy wynagrodzenie nie podlega zwrotowi.

4. Za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem.

5. Na egzemplarzach opracowania należy wymienić twórcę i tytuł utworu pierwotnego.

Niestety nie znam niemieckiego (przydałby się jakiś tłumacz, ale w tej sytuacji...), w każdym razie warto sięgnąć do niemieckich regulacji związanych z licencjami ustawowymi i - generalnie - dozwolonym użytkiem publicznym opracowań utworów. Oczywiście czysto poznawczo.

ŚP. Napisy.org

ŚP. Napisy.org. Jak widać klauzula (podaję za pirackim serwisem Archive.org) "Wszelkie prawa do napisów umieszczonych na stronach serwisu napisy.org przysługują ich autorom. Napisy umieszczane są na stronach serwisu napisy.org w celach informacyjnych i edukacyjnych oraz służą do użytku prywatnego. W przypadku gdy właściciel praw do konkretnego napisu nie życzy sobie by jego tekst umieszczony był na stronach serwisu napisy.org - prosimy o kontakt na adres info@napisy.org, a napis zostanie usunięty" nie wystarczy. Wszystko też wskazuje na to, że podany na tej stronie adres poczty elektronicznej nie jest już aktualnym kontaktem do prowadzących serwis... Twórcy zaś innego serwisu - napisy.info - chyba pragną złożyć samokrytykę, bo na tej stronie widnieje komunikat (systemowy) "Złe odwołanie do bazy danych". To prawda. Każde odwołanie do ich bazy danych jest złe i dobrze, że już zaczęło to do nich docierać.

Społeczeństwo informacyjne pseudonim "oparte na wiedzy". Ono już wie...

Napisy24.pl schodzą do podziemia

Napisy24.pl schodzą podobno do podziemia. To też ciekawe. Ogłoszenie o rozpoczęciu działalności konspiracyjnej to nowatorski pomysł...

Onet.pl w tekście Policja zatrzymała tłumaczy filmowych dialogów pisze: "Według wstępnych ustaleń, zatrzymane osoby kontaktowały się przez internet". Wspomniany już serwis Gazeta.pl cytuje Zbigniewa Urbańskiego z Komendy Głównej Policji: "Sprawa jest rozwojowa, niewykluczone są kolejne zatrzymania"...

Aktualizacja (linkuję w górę osi czasu):

Opcje przeglądania komentarzy

Wybierz sposób przeglądania komentarzy oraz kliknij "Zachowaj ustawienia", by aktywować zmiany.

www.policja.pl

Policja wyłączyła internautom napisy.org a internauci wyłączyli policji serwis www.policja.pl:

(110) Connection timed out

Grupa HATAK tłumaczy to tak:

"Ktoś powie: „Łamiecie prawo!”. Jakie prawo? Art. 116 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych? Nie zasięgnęliśmy jeszcze porady prawnej, więc możemy być w błędzie, ale na pierwszy rzut oka argument ten trochę kłóci się z jednym z wyroków Sądu Najwyższego, który mówi, że „dokonanie tłumaczenia warstwy słownej utworu audiowizualnego nie stanowi jego opracowania jako całości”. Ciężko jednak jest mówić o prawnych aspektach tej sprawy, ponieważ do tej pory zatrzymanym osobom nie przedstawiono żadnych zarzutów."

Dobrze, że jeszcze działają :).

A wlasnie jak beda zarzuty

A wlasnie jak beda zarzuty to komu? Na pewno skoro scigac nie beda osob ktore sciagaly napisy (art 23.1 prawa autorskiego) to kogo beda chcieli? Administratora? Czy admin odpowiada za to ze ktos inny wykorzystal jego strone do rozpowszechniania plikow prawnie chronionych? Czy to tak samo jest np w sytuacji kiedy to administrator odpowiada za obrazliwe posty na forum (zaniechanie, mial dostep do forum a nie usunal)?

Czy winni beda moderatorzy? Czy zatwierdzanie i usuwanie duplikatow, "tlumaczen" translatorem i innych marnych rzeczy czyli de facto dbanie o ten caly interes to takze naruszanie prawa?

A tlumacze? Nie ma czegos takiego oczywiscie jak "nielegalne tlumaczenie", ale to oni przeciez udostepniali swoja prace, non profit ale jednak udostepniali. Czy beda winni?

Podstawa prawna zatrzymania osób

Ktoś pytał o miejsce popełnienia przestępstwa:

Czyn zabroniony uważa się za popełniony w miejscu, w którym sprawca działał lub zaniechał działania, do którego był obowiązany, albo gdzie skutek stanowiący znamię czynu zabronionego nastąpił lub według zamiaru sprawcy miał nastąpić. [art. 6 KK]

O ile czyn o którym rozmawiamy zostałby uznany za przestępstwo to miejscem popełnienia była Polska - serwis był polskojęzyczny, skierowany do obywateli polskich. Chyba nie ma wątpliwości.

Martwi mnie inna sprawa (być może poruszana w innych artykułach p. Piotra, niestety przy natłoku zajęć nie sposób za tym wszystkim nadążyć) mianowicie dopuszczalność zatrzymania osób. W świetle KPK

"Policja ma prawo zatrzymać osobę podejrzaną, jeżeli istnieje uzasadnione przypuszczenie, że popełniła ona przestępstwo, a zachodzi obawa ucieczki lub ukrycia się tej osoby albo zatarcia śladów przestępstwa bądź też nie można ustalić jej tożsamości albo istnieją przesłanki do przeprowadzenia przeciwko tej osobie postępowania w trybie przyspieszonym."

Z tych przesłanek moim zdaniem żadna nie wchodzi w grę. Obawa ucieczki albo ukrycia się? To dla gangsterki. Obawa zatarcia śladów? Prędzej ale przecież sprzęt został zabezpieczony. Ostatnie dwie przesłanki też nijak nie pasują...

Wiem, że nie jest to problem odnoszący się do praw autorskich ale chyba warto zwrócić na niego uwagę.

Co do głównego wątku to tak prawdę mówiąc akcja nie jest wymierzona w twórców tłumaczeń list dialogowych lecz w osoby rozpowszechniające utwory w różnego rodzaju sieciach. Ponieważ organizacje nie potrafią się do nich dobrać to przypuszczają atak na innych, niejako "powiązanych". (proszę wybaczyć nieco drastyczne porównanie) Po co ścigać dilerów skoro łatwiej łapać tych co sprzedają strzykawki. Nie tędy droga...

duraleks

Trochę mam wrażenie, że w naporze społecznej złości na zamknięcie „społecznie użytecznego serwisu” dyskusja schodzi z linii rozważań prawnych. A wątki interesujące są moim zdaniem dwa:
1. Po pierwsze czy samodzielne tłumaczenie napisów do filmów, bez zgody podmiotów uprawnionych z tytułu autorskich praw majątkowych do tych filmów i rozpowszechnianie takich napisów jest dopuszczalne z punktu widzenia prawa?
2. Czy działania podjęte przez policję, zgodnie z informacjami umieszczonymi w notatkach prasowych, były zgodne z obowiązującymi procedurami i czy nie doszło do naruszenia przepisów proceduralnych.

Ad. 1 Co do wątku materialnoprawnego, to napisy „autoryzowane” (bez względu na ich walor lingwistyczny, artystyczny itd…) stanowią przejaw czyjejś twórczości i podlegają moim zdaniem ochronie zarówno jako utwory samoistne, jak i części składowe filmu. Samowolne tłumaczenia autoryzowanych napisów stanowią natomiast utwory zależne, co do których rozpowszechniania zgodnie z art. 2 ust. 2 prawa autorskiego potrzebne jest zezwolenie twórcy utworu pierwotnego. Dlatego moim zdaniem, samowolne tłumaczenie napisów i rozpowszechnianie ich w sieci narusza prawo twórcy pierwotnego. A jeżeli rozpowszechnia się takie zależne utwory poprzez umieszczenie ich na stronie www, która służy działalności gospodarczej twórców, to sprawa jest jeszcze bardziej ewidentna.
Chodziło mi jeszcze po głowie, czy takich samowolnych napisów nie da się jakoś podciągnąć pod utwory inspirowane, ale wydaje mi się, że w tym przypadku nie można.

Społeczna użyteczność takich serwisów, zupełnie moim zdaniem nie tłumaczy samowolnych tłumaczy. Dura lex sed lex. Zupełnie mnie nie przekonują argumenty, że zakupiło się płytę zagranicą i babcia nie zna języków obcych. Zawsze można poświęcić czas i babci na uszko potłumaczyć film :)

Nie przekonuje mnie też przydatność takich serwisów dla osób głuchoniemych. Są przecież przepisy o dozwolonym użytku publicznym, które uprawniają do adaptacji utworów na potrzeby osób niepełnosprawnych (art. 33(1) prawa autorskiego)

Ad.2 Natomiast działania policji i nieprecyzyjność notatki pozostawia wiele do życzenia. Wydaje mi się, że dla sprawnego obrońcy nie powinno sprawić problemu podważenie wartości operacyjnej tak zebranego materiału dowodowego.
Ponadto, bardzo mnie dziwią działania prewencyjne policji w sieci, w szczególności co do przestępstw ściganych z oskarżenia prywatnego. Ale o tym już była mowa i Piotr chyba wypunktował wszystkie ważniejsze naruszenia proceduralne.
Paradoksalnie, od pewnego czasu obserwuję na głównych zakupowych ulicach Warszawy pojawiające się, jak za starych dobrych czasów, leżanki z filmami po 10 zł. :) Zapewne jest to przejaw przerzucenia części sił operacyjnych z ulic Warszawy do Internetu. A to mnie już jako bezbronną kobietkę mocno martwi, szczególnie jak wieczorami wracam do domu. Hi hi.

J.U.S.T. Journeying Unit Skilled in Troubleshooting

Tja, policja sama z siebie zaczęła

leżanki z filmami po 10 zł.

Jeśli chodzi o filmy z czasopism, to:
Przepis art. 51 par. 3:

Wprowadzenie do obrotu oryginału albo egzemplarza utworu na terytorium Europejskiego Obszaru Gospodarczego wyczerpuje prawo do zezwalania na dalszy obrót takim egzemplarzem na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem jego najmu lub użyczenia.

Bo jak rozumiem, są to już filmy z drugiej ręki...
Tutaj dyskusja

A tymczasem,
kiedy mamy do czynienia z czymś gorszym-
problemem dla policji staje się ustalenie czy programista jest autorem aplikacji:

Niestety okazało się, że dochodzenie zostanie wszczęte, ale „naczelnik chce umorzyć sprawę”, bo nie ma dowodów na to, że to ja jestem autorem aplikacji. Wspomniałem, że mam kody źródłowe. Niestety, chodzi o to, że nie mam autorstwa potwierdzonego „na papierze”. Policjant wspominał coś o urzędzie patentowym...
[..]
Tamte firmy miały tylko binaria, czyli aplikacje skompilowane - bez kodów źródłowych.

Cóż, zwykły programista nie ma takich możliwości przekonania do swojej sprawy jak FOTA albo Microsoft...

"Wprowadzenie do obrotu

Wprowadzenie do obrotu oryginału albo egzemplarza utworu na terytorium Europejskiego Obszaru Gospodarczego wyczerpuje prawo do zezwalania na dalszy obrót takim egzemplarzem na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem jego najmu lub użyczenia.

Trochę offtopic, ale jak wygląda sprawa jeśli mam kupioną w Rosji wydaną tam legalnie płytę CD/DVD z napisem "do dystrybucji na terenie WNP i Pribałtyki" :)
Nb., aby było śmieszniej, Pribałtyka jest w UE...
Czyli jeśli sprowadzę 10000 egz. tzw. "piratów" np. CD Madonny :) z Łotwy i będę sprzedawał a 10 PLN, to będzie to legalne?

Otóż ja,

jak mam legalny film, to czasami używałem napisów do niego.
Dlaczego?

Polskie "profesjonalne" tłumaczenia są do bani i część dowcipów palą, część zostawiają przemilczaną, a tłumaczą te niszowe, co śmieszą tylko np. amerykańców.

Regulamin napisy.org

Przepraszam, że się wtrącę, ale w regulaminie napisy.org było wyraźnie napisane, że serwis jest przeznaczony dla osób głuchych i właśnie oni mają korzystać z zamieszczonych napisów.

Just: a zatrute drzewa w kontekscie art. 51 ust. 2 i 4 K

VaGla's picture

Tak się zastanawiam nad tym. Koncepcja swobodnej oceny dowodów z jednej strony, a art. 51 ust. 2 i 4 Konstytucji z drugiej ("2. Władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym" oraz "4. Każdy ma prawo do żądania sprostowania oraz usunięcia informacji nieprawdziwych, niepełnych lub zebranych w sposób sprzeczny z ustawą"). O ile swobodna ocena dowodów funkcjonowała sobie dobrze w warunkach "tradycyjnego społeczeństwa", gdzie dowodem była cegła lub siekiera, to wraz z ochroną informacji oraz rosnącą rolą "dowodów" (celowo w cudzysłowie) cyfrowych chyba coś się zmieniło, coś nienamacalnego. Czyżby jednak w sferze cyfrowych (informacyjnych) śladów istniała i w Polsce namiastka zasady owoców zatrutego drzewa? Chociaż wiadomo, że to dwie różne sprawy - żądanie usunięcia a wykorzystanie w procesie w charakterze dowodu... Muszę sięgnąć do jakiejś literatury na temat art. 51 ust. 4.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Ciekawe rozważania na ten

VaGla: ale swobodna ocena dowodowa ma pewne ramy (chyba)

Nie wiem, czy nie upraszczam, bo w procedurze karnej czuję się mocno niepewnie.
Fakt, mamy swobodną ocenę dowodową ale są pewne ograniczenia dla sądu odnoszące się do opinii biegłych i specjalistów. I na tej podstawie można byłoby moim zdaniem kwestionować ekspertyzy specjalistów FOTA.
Teoretycznie, dopuszczenie "specjalistów" np. z OZZ jest dopuszczalne i chyba na podstawie art. 205 § 1 kpk.
Art. 205 § 1. Jeżeli dokonanie oględzin, przesłuchania przy użyciu urządzeń technicznych umożliwiających przeprowadzenie tej czynności na odległość, eksperymentu, ekspertyzy, zatrzymania rzeczy lub przeszukania wymaga czynności technicznych, w szczególności takich jak wykonanie pomiarów, obliczeń, zdjęć, utrwalenie śladów, można do udziału w nich wezwać specjalistów.
Do czynności natomiast podejmowanych przez ekspertów, zgodnie z art. 206. § 1 kpk stosuje się odpowiednio przepisy odnoszące się do biegłych, w tym art. 196 § 3 kpk. Zgodnie z którym, jeżeli ujawnią się powody osłabiające zaufanie do wiedzy lub bezstronności biegłego albo inne ważne powody, powołuje się innego biegłego.
IMHO, interes prawny pracowników FOTA jest chyba oczywisty. Wiec, zaufanie do bezstronności, o którym mowa w art 196 § 3 jest nadwątlone. I dlatego, moim zdaniem ich wyłączenie od działań operacyjnych i od sprawy ze względu na to, że są stronniczy nie powinno od początku budzić wątpliwości.
Zastanawiam się jeszcze, czy per analogiam nie można zastosować normy z art. 196 § 2 kpc mówiąc o tym, że jeżeli ujawnią się bezwzględne przyczyny wyłączenia biegłego ( zgodnie z art 196 § 1), wydana przez niego opinia nie stanowi dowodu, a na miejsce biegłego wyłączonego powołuje się innego biegłego.

J.U.S.T. Journeying Unit Skilled in Troubleshooting

Do czynności natomiast

Komentarz, który wcześniej znajdował się w tym miejscu, został przeniesiony do innego wątku.

i dobrze

"Policja wyłączyła internautom napisy.org a internauci wyłączyli policji serwis www.policja.pl:"
i bardzo dobrze. niech panowie mundurowi nie szukają taniej sensacji. porno strony zasypują całą sieć i co ? - nic !
niebiescy w "wolnym" czasie sami je "zaliczają", a potem proszą o czyszczenie służbowych komputerów.
czytając komentarze popierające działania w celu likwidacji stron z napisami (prowadzonych przez młodych ambitnych, którzy jeszcze pozostali w kraju) robi mi się niedobrze - przypominają mi się wspaniałe lata 50-te.

A sprawa napisy.info?

Wypisz wymaluj te same zarzuty i z tego co pamiętam nie doszło do skazania. Ktoś wie jak się sprawa skończyła?

Witam wszystkich.

Witam wszystkich.

Tak sobie dziś poklikałem po stronie zpav'u i zauważyłem, że w kodzie strony jest wykorzystany skrypt alladyn. Licencja tego skryptu wymaga aby umieścić info o jego wykorzystaniu czego na stronie zpav nie ma. Poza tym dla zastosowań komercyjnych skrypt nie jest darmowy a jestem praktycznie pewny (wiem kto składał tę stronę), że ta oplata nie została uiszczona. Głupio kiedy obrońcy praw autorskich sami je łamią (nawet jeśli zapłacili za skrypt to nie zamieścili stosownej informacji w kodzie strony).

polskie realia

Pracowałem w kilku małych i średnich firmach jako programista serwisów internetowych i z tego, co wiem, szefowie (sprzedający mój kod) wymyślali tylko własne treści umów z przekazaniem majątkowych praw autorskich, nigdzie nie wspominając o komponentach na LGPL, CC Uznanie Autorstwa czy co gorsza GPL albo jakichś niekomercyjnych. Wyobrażam sobie, że to dość powszechna praktyka nad Wisłą, jak ze wskazanym przez Ciebie Alladynem - ZPAV kupił serwis w dobrej wierze.

Jeśli ZPAV narusza bez winy? No to dwukrotność...

LadyA's picture

Jeśli ZPAV narusza autorskie prawa majątkowe bez swej winy, to by oznaczało, że (zgodnie z rozwiązaniami wspieranymi w Sejmie przez ZPAV, a także tymi, które obecnie obowiązują) można by dochodzić od ZPAV zaniechania naruszenia, wydania uzyskanych korzyści albo zapłacenia w podwójnej wysokości stosownego wynagrodzenia z chwili jego dochodzenia - tak przewiduje art. 79 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Przepis ten jest aktualnie nowelizowany, ale w tym samym duchu (czyli za niezawinione naruszenie - dwukrotne wynagrodzenie), o czym pisał już Pan Piotr w tym serwisie. Za zawinione naruszenie ustawa przewiduje możliwość dochodzenia trzykrotności wynagrodzenia.

A kto jest autorem (komu przysługują autorskie prawa majątkowe do niego) tego komponentu, o którym tu jest mowa? Ciekawa jestem jak prasa relacjonowałaby wizytę policji w siedzibie ZPAV i mieszkaniach kierownictwa stowarzyszenia o szóstej rano.

Niestety nie znam

Niestety nie znam niemieckiego (przydałby się jakiś tłumacz, ale w tej sytuacji...),

Jedno zdanie, ale jakie! :)

Pytanie o kulturę prawną

Byc moze cos mieszam, ale wydaje mi sie ze to istotne

1. Powszechnie znane są oskarżenia wobec YouTube iż zawiera tresci naruszajace prawo autorskie
2. YouTube, podobnie jak serwisy z napisami, daje uzytkownikom mozliwosc zamieszczania swoich plikow i dzielenia sie nimi z innymi
3. Do szefow i pracownikow YouTube policja nie puka o 6 rano lecz wlasciciele praw autorskich strasza ich sadami i zmuszają do usuwania lamiacych prawo tresci.
4. Czy wiec akcja polskiej policji to nie demonstracja sily, albo nawet jej naduzycie?

niepełnosprawni

Jeszcze jedna rzecz, bo właśnie ktoś przypomniał o tym przepisie. A gdyby na napisy.org i podobnych stronach wielkimi fontami dać "Zamieszczone w niniejszym serwisie napisy przeznaczone są wyłącznie dla osób niepełnosprawnych (patrz art. 33 ze zn. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych)"? Czy to nie zdjęłoby odpowiedzialności z prowadzących stronę? :)
Tak mi się nawinęło...
Pozdrawiam

Prawo UE

1. Jeśli się nie mylę i w tym przypadku policja polska jak i zarówno niemniecka łamie prawo Unijne z tego względu iż, jeśli coś jest zabraniane w jednym z państw należących do wspólnoty europejskiej, także powinno być to zabronione w pozostałych państwach należących do UE?

2. Tlumacze maja tlumaczenia jako majatek wlasny sa ich wlascicielami i moga je zbywac jako rzecz opensource'owa.

Pytanie: czy tak jest faktycznie? bo w tym przypadku to policja by złamała prawo unijne?

Niewinny do czasu udowodnienia winy

Zanim przejdę do meritum komentarza krótkie odniesienie do dwóch kwestii poruszanych wyżej. Komu potrzebne są napisy, oprócz tych wszystkich wymienionych wyżej przypadków? Prosta sprawa - starsi, niedowidzący rodzice nie nadążają z czytaniem napisów a nie ma dołączonej ścieżki z lektorem. Syntezator z napisami to jedyne dla nich rozwiązanie. Druga sprawa dotyczy kary za (jak na razie nieudowodniony) czyn. Kodeks karny w swej surowości dopuszcza cały szereg przesłanek do wyłączenia odpowiedzialności karnej, np. art. 29: Nie popełnia przestępstwa, kto dopuszcza się czynu zabronionego w usprawiedliwionym błędnym przekonaniu, że zachodzi okoliczność wyłączająca bezprawność albo winę; jeżeli błąd sprawcy jest nieusprawiedliwiony, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary. Problem w tym, że bez dobrego prawnika taki delikwent (często zastraszony przez prokuratora) wybiera najmniej korzystne dla siebie rozwiązanie.

Wracając do meritum sprawy: co jest czynem zabronionym i kto go popełnił. Zgodnie z notatką policji zatrzymano: administratora serwisu, moderatorów i tłumaczy. Zacznijmy od końca - tłumaczenie nie jest zabronione. W praktyce najczęściej dobre tłumaczenie przechodzi przez długi łańcuch, zanim trafi na serwer: ktoś tłumaczy, ktoś inny koryguje, ktoś inny uploaduje (wgrywa). Przestępstwo popełnia więc tylko ta ostatnia, najczęściej anonimowa osoba. Wykroczenie moderatora, a więc osoby oceniającej jakość dodanych napisów, usuwającej napisy błędne, itp. w ogóle nie jest sankcjonowana. Trudno nawet wskazać tu mizerne znamiona przestępstwa (a już na pewno nie takie, dające podstawę do aresztowania o 6 rano). Na końcu jest administrator/właściciel serwisu. Jego odpowiedzialność jasno i wyraźnie określa ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Pozwolę sobie zacytować dwa akapity (chociaż znajomość całej ustawy wydaje się niezbędna dla własnego dobra osób zajmujących się działalnością elektroniczną): art. 14. ust. 1. Nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę, nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych.

art. 15. Podmiot, który świadczy usługi określone w art. 12-14 (przechowywania danych w postaci elektronicznej), nie jest obowiązany do sprawdzania przekazywanych, przechowywanych lub udostępnianych przez niego danych, o których mowa w art. 12-14 (j.w.).

Reasumując - zatrzymano o 6 rano kilku Bogu ducha winnych, młodych i z pewnością przestraszonych ludzi na zlecenie grupy trzymającej władzę p.t. FOTA - zgodnie z zasadą: duży może więcej. Oczywiście jak już ich zatrzymano na podstawie bardzo wątłych przesłanek wykopano jakieś "dowody" w postaci nielegalnych płyt z filmami. Ciekawe w jaki sposób odparliby zarzuty, że te filmy zostały podrzucone przez "ekspertów" FOTY, znajdujących się przypadkiem w momencie zatrzymania. Płynie stąd morał następujący: jak pukają o 6 rano - nie otwieraj, formatuj, kasuj, pal (nigdy nie wiadomo, co znajdą), a jak już otworzysz - wszystkiemu zaprzeczaj i żądaj prawnika (płyty - jakie płyty? bo moje nie, nielegalne pliki - pewnie ktoś przejął kontrolę przez trojana i ściągnął je zdalnie, itd.)

Na zakończenie zagadka: dlaczego DVD w Polsce są 2x droższe niż DVD w USA (za amazon.com) w cenach bezwzględnych, co przy uwzględnieniu siły nabywczej złotówki daje mnożnik x8?

Nie jest jasno określona

VaGla's picture

Cytuje Pan art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną poprzedzając to stwierdzeniem:

Na końcu jest administrator/właściciel serwisu. Jego odpowiedzialność jasno i wyraźnie określa ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Otóż nie jest to wcale jasne i wyraźne określenie. Zresztą trzeba zacząć od początku. Na ten właśnie przepis powołaliśmy się w apelacji w sprawie Gazety Bytowskiej. Nie powinienem teraz komentować, ale cóż. Proszę zwrócić uwagę, że ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną (co wynika z art. 1 określa m.in. "zasady wyłączania odpowiedzialności usługodawcy z tytułu świadczenia
usług drogą elektroniczną". Do tego trzeba wziąć art. 11:

W sprawach nieuregulowanych w ustawie do świadczenia usług drogą elektroniczną, w szczególności do składania oświadczeń woli w postaci elektronicznej, stosuje się przepisy Kodeksu cywilnego oraz innych ustaw.

Na tej podstawie (że chodzi o usługi i Kodeks cywilny) można przyjąć, że w przepisie art. 14 mowa jest o wyłączeniu odpowiedzialności cywilnej, nie zaś odpowiedzialności karnej. Chociaż w literaturze snuto rozważania, czy art. 14 to wyłączenie bezprawności czy karalności (w ujęciu prawnokarnym):

...skutkiem zastosowania wyłączenia odpowiedzialności nie będzie wyłączenie bezprawności czynu, lecz jedynie wyłączenie jego karalności, gdyż art. 12-14 u.ś.u.d.e. nie ustanawiają kontratypów. Mamy więc w tym przypadku do czynienia z instytucją niepodlegania karze, ponieważ ustawodawca uznał, iż w razie spełnienia ustawowych przesłanek wyłączenia odpowiedzialności sankcja karna jest niecelowa...

Powyższy cytat pochodzi z pracy zbiorowej autorstwa Pawła Podreckiego, Zbigniewa Okonia, Pawła Litwińskiego, Marka Świerczyńskiego, Tomasza Targosza, Marcina Smycza, Dariusza Kasprzyckiego, "Prawo internetu", Warszawa 2007, s. 214. Jeśli Autorzy zechcą - ustosunkują się do tego wątku, gdyż czasem zostawiają tu komentarz.

W każdym razie - analizując już po złożeniu apelacji kwestie art. 14 wraz z Jackiem Kowalewskim z Centrum Monitoringu Wolności Prasy doszliśmy do wniosku, że w przepisie chodzi o wyłączenie odpowiedzialności cywilnej, nie zaś karnej. Kluczowe znaczenie ma zatem art. 15 ustawy:

Podmiot, który świadczy usługi określone w art. 12-14, nie jest obowiązany do sprawdzania przekazywanych, przechowywanych lub udostępnianych przez niego danych, o których mowa w art. 12-14.

A więc administrator (provider) nie ma obowiązku sprawdzania czy treści (ich publikacja) naruszają ustawę czy nie. Jeśli nie sprawdza, to nie ma wiedzy o charakterze treści (ale mógł przypuszczać... wiele jest odcieni winy i należy sprawdzić o jaką winę chodzi w przepisie). Trzeba też sprawdzić jak brzmi norma karna, która wprowadza karalność określonych czynów. Potem przeanalizować czy można przypisać winę (wobec braku obowiązku sprawdzania) i dopiero zastanawiać się jaką ewentualnie odpowiedzialność ponosi provider.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

Nie jestem prawnikiem

Dziękuję za odpowiedź. Niestety nie jestem prawnikiem, a jedynie administratorem innej (podobnej) usługi. Domyślam się, że jeżeli coś napisane jest wprost "na chłopski rozum" to z pewnością kryją się tam takie treści, z których każdy może sobie wyciągnąć własne wnioski interpretacyjne. Problem dotyczy jednak nie samego zastosowania artykułu przed sądem, a jedynie próby obrony przy nagłej acz niespodziewanej wizycie organów ścigania. Bo w jaki sposób ustalić odpowiedzialność osoby prowadzącej serwer hostingowy, gdzie tysiące użytkowników zamieszczają tysiące informacji - legalnych lub nielegalnych. I na jakiej podstawie to oceniać? Czy z definicji wszyscy są przestępcami? Czy "na wszelki wypadek" aresztuje się administratora i jego współpracowników - a nuż się coś na nich znajdzie? Przecież zamknięcie jednego serwisu z napisami spowoduje powstanie kilku kolejnych. Jeżeli ktoś sądzi, że w ten sposób wypleni u nas piractwo, może równie dobrze zabrać się za zawracanie kijem Wisły.

Mnie nadal niepokoi brak jakiejkolwiek ochrony przed organami ścigania. Można kogoś w blasku kamer i fleszy wsadzić do więzienia na pół roku tylko po to, aby udowodnić z jaką skutecznością działa wymiar sprawiedliwości. Wina, zszargana reputacja i czyjeś zniszczone życie nie ma żadnego znaczenia. Później może ktoś powie, że zaszła pomyłka, a może nigdy nie poznamy finału tej i innych podobnych spraw.

why?

A mnie zastanawia, na jakiej podstawie "niemieccy przyjaciele" wysadzili w powietrze serwis, bez zbadania jego treści? Czy może zatrudnili przysięgłego tłumacza, który mozolnie tłumaczył z polskiego na insze? Czy też wystarczył "telefon od przyjaciela" i pstryk, serwisu nie ma? Warto byłoby też zbadać, kto rzeczywiście podjął taką decyzję - policja czy może bezpośrednio firma obsługująca serwer. Bo wyobraźmy sobie sytuację, że ze względu na treść komentarzy albo treść jednego z artykułów zamknięto by serwis vagla.pl a później zaczęto by się zastanawiać, która jego część była legalna, a która nie. Czy (w jaki sposób) my, internauci, ponoszący szkodę ze względu na brak dostępu do napisów możemy w jakiś sposób zaprotestować przeciwko metodom rodem z totalitaryzmu? Czy może niczym te barany będziemy tylko beeeczeć przyglądając się biernie temu, co czyni z nami władza (a ta już pokazała, że największe świętości jej niestraszne - vide zamulanie prac TK)? Co możemy zrobić aby powiedzieć NIE bezpardonowemu działaniu policji wymierzonemu w - było niebyło - naszych internetowych współtowarzyszy, których jedyną winą była chęć działania na korzyść ogółu?

Wielki powrot napisów w nowej formie.

Szanowny Panie Administratorze co sądzi Pan o nadzwyczajnym wyjściu z podziemia serwisu www.napisy24.pl i jego nowych uregulowaniach. Czy teraz łatwo sie można do czegoś przyczepić?

Cytuję:

Napisy24.pl jest serwisem, na którym nasza wielka grupa krewnych, dalekich i bliskich, a także znajomi całej licznej grupy krewnych, wymieniają się między sobą tłumaczenia, aby sobie wzajemnie pomagać.

REGULAMIN...
IIPostanowienia ogólne.

1. SERWIS przeznaczony jest dla osób głucho-niemych.
2. Korzystanie z SERWISU jest nieodpłatne.
3. PLIKI znajdujące się w archiwum SERWISU należą do osób je udostępniających.
4. Pobrane z SERWISU PLIKI mogą służyć tylko do użytku prywatnego.
5. Zabronione jest masowe pobieranie PLIKÓW za pośrednictwem programów stworzonych do tego celu.
6. Zabronione jest czerpanie jakichkolwiek korzyści materialnych z pobranych PLIKÓW jeżeli nie jest się autorem tłumaczenia.
7. Pobrane PLIKI mogą być użyte wyłącznie z legalną wersją materiału filmowego.
...
VII. Zakazane treści.

1. Napisy.
1. Zabrania się umieszczania napisów pochodzących z płyt DVD (tzw. SUBRIPów)

Regulamin czy oświadczenie nie ma wyprzedza ustawy

VaGla's picture

Co sądzę? Ano to, że tego typu stwierdzenie nie wyłączają ewentualnej odpowiedzialności za naruszenie prawa autorskiego.
--
[VaGla] Vigilant Android Generated for Logical Assassination

jesli dobrze zrozumialem to

jesli dobrze zrozumialem to samo przetlumaczenie dialogow jest dozwolone jesli sie go nie rozpowszechnia, tak?
w takim razie jak wygladalaby sytuacja, gdyby wlasciciel serwisu/administrator/osoba odpowiedzialna za niego drastycznie zaostrzyla te warunki?
na przyklad tak: "serwis sluzy wylacznie do przechowywania prac poszczegolnych osob i tylko one maja prawo z nich korzystac", czy w takim wypadku serwis musialby posiadac jakies zabezpieczenia wymuszajace taka polityke (logowanie, itd) i kto ocenilby czy takie a nie inne zabezpieczenia sa wystarczajace?
innymi slowy jesli serwis swiadczyl by tylko uslugi hostingowe nie wymuszajac stosowania zadnych ograniczen do korzystania z zamieszczonych plikow kto bylby odpowiedzialny za ewentualne naruszenie prawa, kiedy plik z tlumaczeniem pobralaby osoba nie bedaca jego tworca?

Kto jest winny?

Jeżeli potraktujemy, że napisy dialogowe są opracowaniem utworu wymagającym zgodę posiadacza praw pierwotnych do jego dystrybucji, co w cale nie jest oczywiste, to odpowiedzialnym byłaby osoba, która zamieściła napisy w sieci. Oczywiście taki zapis w regulaminie nie miałby najmniejszego sensu, gdyby napisy nadal były dostępne dla wszystkich. Lepszym rozwiązaniem (z punktu widzenia organizatora) byłby zapis, że publikować można jedynie napisy, których autor (tłumacz) posiada zgodę właściciela praw pierwotnych lub których pierwotne prawa autorskie wygasły. Wówczas zgodnie z uośude jest on kryty, bo nie ma obowiązku sprawdzania, czy każde umieszczone napisy taki warunek spełniają, z drugiej strony użytkownicy mogą spokojnie napisy pobierać.

Oczywiście pojawia się problem, co z napisami, które tłumacz opublikował bez zgody? Wówczas administrator ma obowiązek wskazać, kto to zrobił oraz usunąć owe naruszające prawo napisy z serwera. Niestety (a może na szczęście) ustawa nie zobowiązuje administratora do logowania użytkowników korzystających z jego usług, a wręcz narzuca obowiązek anonimizowania danych, więc administrator może powiedzieć, że nie wie, kto te dane umieścił. Może też podać IP osoby (najlepiej z puli neostrady) - wówczas życzę policjantom powodzenia.

Zapis w regulaminie: "SERWIS przeznaczony jest dla osób głucho-niemych" za napisy24.pl chociaż z jednej strony załatwia problem prawa autorskiego, z drugiej zabrania korzystania z niego 99.99% jego użytkownikom. Bo teraz to oni łamią prawo pobierając z serwisu napisy.

UOŚUDE

Sprawę tą już dawno jasno (lub nie) uregulowała ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Wyłącza ona wprost odpowiedzialność administratora za umieszczane w jego systemie dane. Prawnicy oczywiście znajdą odpowiednie wyjaśnienie, że tak nie jest, jednak ta linia obrony w pierwszym starciu z policją powinna wystarczyć. Na prowadzenie serwisu w długim okresie (przy zaciekłych atakach FOTY) niezbędna będzie profesjonalna pomoc prawnicza, gdzie każda ofensywa prawna organizacji "ochrony praw" będzie odpierana. Przykładem takiego działania może być serwis thepiratebay.org, udostępniający pliki torrent (nie dane, tylko same informacje kontrolne). Mimo, że był kilkakrotnie zamykany nadal funkcjonuje w ramach wspólnotowego prawa autorskiego (polecam zwłaszcza lekturę działu "groźby prawne", bynajmniej nie prowadzonego przez zawodowego prawnika). Niemniej na taką wojnę trzeba mieć silne nerwy i dobre zdrowie.

[komentarz przeniesiony do innego wątku]

ubik's picture

Komentarz "Czy należałoby również ukarać wydawnictwo IDG?", który wcześniej znajdował się w tym miejscu, został przeniesiony do innego wątku.

http://kinomania.org/ -

http://kinomania.org/ - oswiadczenie sceny napisowej.

A przed chwilą policja.pl znowu nie dzialala, czyzby problemy techniczne ;-) ?

Nie jestem prawnikiem... ale skorzystam z prawa wypowiedzi ;)

No i możliwości jego wykorzystania :D.

Witam wszystkich. Doszedłem do wniosku, iż warto zabrać głos w tej sprawie. Nie umknęło także mojej uwagi, iż zamieszczone w tym serwisie wypowiedzi, mogą mieć jakiś wpływ na to, co się w Polsce dzieje:) .

Niestety, nie jestem prawnikiem, więc nie potrafię profesjonalnie odwracać kota ogonem - wyjdę jednak z pewnego rozsądnego założenia: prawo jest dla ludzi, a nie ludzie dla prawa - i na nim będę się opierał.

Myślę, że takie założenie jest także wpisane w samo prawo, przykładowo poprzez przepisy KK:

Art 1. § 2. Nie stanowi przestępstwa czyn zabroniony, którego społeczna szkodliwość jest znikoma.

Art. 115. § 2. Przy ocenie stopnia społecznej szkodliwości czynu sąd bierze pod uwagę rodzaj i charakter naruszonego dobra, rozmiary wyrządzonej lub grożącej szkody, sposób i okoliczności popełnienia czynu, wagę naruszonych przez sprawcę obowiązków, jak również postać zamiaru, motywację sprawcy, rodzaj naruszonych reguł ostrożności i stopień ich naruszenia.

Prawo autorskie:

1. Opracowanie cudzego utworu, w szczególności tłumaczenie, przeróbka, adaptacja, jest przedmiotem prawa autorskiego bez uszczerbku dla prawa do utworu pierwotnego.

2. Rozporządzanie i korzystanie z opracowania zależy od zezwolenia twórcy utworu pierwotnego (prawo zależne), chyba że autorskie prawa majątkowe do utworu pierwotnego wygasły. W przypadku baz danych spełniających cechy utworu zezwolenie twórcy jest konieczne także na sporządzenie opracowania.

Myślę, że przy pisaniu ustawy myślano raczej o tłumaczeniu utworów, których główną częścią jest przekaz słowny. Aby nikt nie miał wątpliwości, że samo np. przetłumaczenie książki na inny język nie daje prawa do jej wydania. Jednak film jest trochę inaczej zbudowany.

Nie neguję tego, że same dialogi także są utworem i także są pod ochroną prawa autorskiego.

Podejdźmy jednak do sprawy racjonalnie - czy same napisy - oryginalne, czy przetłumaczone - jako samodzielny utwór miałyby jakąś rację bytu? Osobiście uważam, że nie.

Jaki więc ma być sens ścigania rozpowszechniania podpisów? Dosyć oczywiste jest to, że chodzi tutaj o utrudnienie w oglądaniu filmów, które to są oglądane w ramach dozwolonego użytku osobistego. Czytaj: zgodnie z prawem. Śpieszę także z przypomnieniem, że w cenach sprzętu i materiałów mamy opłatę za takie jego wykorzystywanie:

1) art. 20 ustawy przewiduje obowiązek uiszczania opłat przez producentów i importerów magnetofonów,
magnetowidów i innych podobnych urządzeń, urządzeń reprograficznych oraz czystych nośników służących do utrwalania w ramach własnego użytku osobistego, utworów lub przedmiotów praw pokrewnych przy użyciu wymienionych urządzeń,

To, że twórcy (napisałem między innymi ten tekst-też jestem twórcą :D ) mają potem problemy z uzyskaniem tych środków jest już innym tematem.

Oczywiście - rozpowszechnianie filmów jest jak najbardziej karalne i się z tym zgadzam. Nie widzę jednak powodu, dla którego mamy odmawiać zwykłemu człowiekowi prawa do wyboru tego, jaką wersję podpisów chce wykorzystać. Skoro już jest w legalnym posiadaniu filmu. Zwracam także uwagę, że o ile do jednego filmu może być kilka zdecydowanie różnych tłumaczeń, to do jednego tłumaczenia nie da się wybierać filmu - jedna z różnic, dla których chcę inaczej traktować filmy, a inaczej same podpisy do nich.

Kto więc realnie miałby stracić na tych tłumaczeniach? Jaki jest w ogóle interes prawny, czy społeczny w piętnowaniu takiego zachowania?

Może gdyby traktować podpisy do filmu jak dodatkowo płatny towar... Tylko, po chwili zastanowienia: ile miałoby człowiek zapłacić za wykonanie pracy przez takiego profesjonalnego tłumacza? Płaciłby tylko za jego intelektualną pracę, gdyż same koszty dystrybucji, produkcji (piszemy w OpenOffice ;) byłyby zerowe. Bo ile kosztuje przesłanie pliku? Problemem jednak jest to, że dokładnie taką samą, a często lepszą pracę ludzie - w ramach hobby i po prostu bycia pomocnym - wykonują dla innych za darmo. Więc na ile wyceniamy?

Teraz - wracając przechodząc od rozsądku do prawa: posłużę się argumentami mojego adwersarza z dyskusji o nalocie na koszalińskie akademiki.

Otóż w tym wypadku należałoby się posłużyć nie tylko wykładnią językową, która - jak mam nadzieję wykazałem - może prowadzić do rozstrzygnięć absurdalnych, ale należałoby także posłużyć się także wykładnią systemową i funkcjonalną. Która, mam nadzieje, każe odróżnić hobbystycznych tłumaczy filmów od wydawców pirackich książek (nie, nie tylko tych o piratach ;)).

Jakość tłumaczeń i prawo wyboru

ubik's picture

Zgadzam się z szanownym przedmówcą - kiedy jestem legalnym posiadaczem filmu (poprzez zakup DVD lub przyjęcie dawki reklam podczas oglądania przekazu telewizyjnego) powinienem móc wybrać tłumaczenie.

Dlaczego? Ano dlatego, że większość tłumaczeń filmowych jest mocno dyskusyjnej jakości. Przykład z dzisiejszego poranka, serial "Dwóch i pół" (ang.Two And A Half Men) na TVN7. Tłumacz przetłumaczył open bar jako bar na otwartym powietrzu(sic!). Zgroza...

W Przekroju dzisiaj przeczytałem,

że strona Redwatch dalej sobie działa w najlepsze a śledztwo już trwa od roku. Kaliber sprawy całkowicie odmienny i o wiele większej szkodliwości, no ale cóż, jak widać mamy inne priorytety.

Na stronie napisy.org

Na stronie napisy.org pojawil sie smutny komunikat o zamknieciu serwisu wraz z podziekowaniami za wszystko co bylo. Mnie jednak zastanawia co bedzie dalej - napisy.info bedzie dzlalac w najlepsze? A co z baza tlumaczen napisy.org? Maja backup? Wrzuca do p2p ? Watpie aby zakonczylo to produkcje napisow w ogole, zmieni sie tylko forma dystrybucji.

Policja odstąpiła od

Policja odstąpiła od ścigania osób ściągających napisy. Jak w świetle prawa wygląda legalność ściągania napisów do filmów, zamieszczonych na zamkniętej witrynie?

a na gazeta.pl...

Gazeta.pl natomiast napisała, że "według badań przeprowadzonych na zlecenie dystrybutorów filmowych przez firmę ISPOS co druga dostępna na rynku kopia jest nielegalna, a straty dystrybutorów z tego tytułu wynoszą 380 mln zł." Rozumiem, że to 380 mln zł miałoby się przekuć w czysty zysk, gdyby nagle w ciągu jednego dnia znikło piractwo. Swoją drogą ciekawe, jakie straty ponoszą dystrybutorzy z tytułu piractwa? Płacą tantiemy od każdej nielegalnej kopii? Chyba powinni napisać, że potencjalne nieosiągane przez dystrybutorów zyski wynoszą 380 mln zł. Biorąc jegnak pod wzgląd cenę dostępnych w Polsce filmów (2x droższą niż np. w USA) dystrybutorzy wychodzą na czysto...

Powstaje pytanie: dlaczego nikt nie zajmie się prawem konsumenta do świadomego wyboru kupowanego produktu? Zanim wydam 50-70 zł za świeży film do mojej kolekcji w jaki sposób mogę sprawdzić, czy to co zakupię nie będzie wielkim filmowym gniotem? Mogę pójść oczywiście do kina za 20 zł, żeby się o tym przekonać - małe pocieszenie. Mogę obejrzeć trailer, chociaż przypadek (bynajmniej nie odosobniony) filmu Cell (Komórka), który po zapowiedziach zapowiadał się być doskonałym thrillerem z J. Foster w rzeczywistości był niemal dwugodzinną reklamą telefonów marki Nokia. Mogę wreszcie ściągnąć tego pirata (zazwyczaj zakodowanego w kiepskiej jakości w celu zmniejszenia ilości danych) i na tej podstawie zadecydować, czy fabuła filmu mi odpowiada. Oczywiście ustawa o sprzedaży konsumenckiej stanowi: Art. 3 p. 3 Sprzedawca jest obowiązany zapewnić w miejscu sprzedaży odpowiednie warunki techniczno-organizacyjne umożliwiające dokonanie wyboru towaru konsumpcyjnego i sprawdzenie jego jakości, kompletności oraz funkcjonowania głównych mechanizmów i podstawowych podzespołów. Chciałbym widzieć minę pracownika w Media Markt, gdybym poprosił o możliwość oceny dwugodzinnego filmu. A wystarczyłoby udostępnić za 5 zł (wszak odpadają koszty utrzymania kin czy tłoczenia i dystrybucji w przypadku płyt DVD) z techologią pay-per-view i zabezpieczeniem DRM (na razie lepszego nie ma) i strumień kasy z dotychczas "nielegalnych" kopii gotowy.

Rodzi się pytanie, czy fakt

Rodzi się pytanie, czy fakt że:'tłumaczenie utworu bez zgody właściciela jego praw autorskich jest dopuszczalne wyłącznie na własny użytek' oznacza (w przypadku niepublikowanych wcześniej tłumaczeń):
1. bezprawność działań np. nauczycieli języka obcego prowadzących zajęcia i posługujących się piosenkami wykonywanymi w tym języku, z własnym ich tłumaczeniem?
2. Czy jest to zakaz tłumaczenia piosenek młodszemu rodzeństwu lub znajomym?
3. Czy w przypadku utworów co do których nie ma wątpliwości, że tekst będący przedmiotem tłumaczenia jest wyłącznie nienajważniejszym elementem składowym utworu prawo nie jest nadużywane do ochrony - właściwie niewiadomo już czego?

Tyle się nawyzłośliwiałem na dziennikarzy

Maltan's picture

Że muszę odnotować dobry materiał ( a przynajmniej od momentu, w którym zacząłem oglądać) w Panoramie na rzeczony. Między inni wspominano, że rzekome pirackie filmy – były pirackie wg opinii Policji.

Wojciech

ciekawe, czy to prawda?

Komisarz Policji Zbigniew Urbański zdymisjonowany!!!
W związku z nierzetelnym informowaniem opinii publicznej co do rzeczywistych powodów zatrzymań właściciela oraz tłumaczy z portalu Napisy.org oraz z wprowadzaniem w błąd co do podstaw prawnych tychże zatrzymań - Rzecznik Prasowy Komendy Głównej Policji - komisarz Zbigniew Urbański został ze skutkiem natychmiastowym zdymisjonowany!!! Z tą sensacyjną wiadomością możecie się zapoznać na naszym Forum.

Źródło: Napisy.info

Bo nigdzie indziej nie znalazłem na ten temat informacji.

Na Bielanach też tłumaczą

Maltan's picture

Zatrzymany 21 - latek jest dziesiątą osobą, która usłyszała zarzuty w związku ze współpracą z serwisem napisy.org. Strona od tygodnia jest zamknięta. Policjanci z Bielan ustalili, że nielegalne przekłady oferuje w internecie mieszkaniec ul. Broniewskiego.

Całość:Życie Warszawy

Na ten sam temat, tylko że strony Policji:

2007-05-23 Wpadł za udostępnianie tłumaczeń do pirackich filmów

Policjanci z Sekcji dw. z Przestępczością Gospodarczą bielańskiej komendy zatrzymali 21 – letniego mężczyznę, który poprzez Internet bezprawnie udostępniał tłumaczenia ścieżek dialogowych do pirackich filmów. Działał tym samym na szkodę legalnych dystrybutorów. Teraz grozi mu nawet do 2 lat więzienia.

17 maja br. policjanci z kilku województw zatrzymali 9 osób zajmujących się prowadzeniem serwisu internetowego udostępniającego napisy do pirackich filmów. Była to akcja przeprowadzona jednocześnie w kilku miejscach w kraju, a koordynowana przez Komendę Główną Policji.

Na podobny trop na Bielanach wpadli policjanci z Sekcji dw. z Przestępczością Gospodarczą. Jak ustalili, zamieszkujący w jednym z lokali przy ul. Broniewskiego mężczyzna rozpowszechnia za pośrednictwem Internetu tłumaczenia na język polski ścieżek dialogowych do pirackich filmów. Robił to oczywiście bez zgody właściciela praw autorskich. Tym samym działał na szkodę legalnych dystrybutorów. Według pracujących nad tą sprawą funkcjonariuszy mogło chodzić o blisko 400 takich tłumaczeń.

Przez kilkanaście dni pegowcy badali każdy sygnał i sprawdzali każdą informację. Wreszcie wkroczyli do akcji. Podczas przeszukania mieszkania przy ul. Broniewskiego zabezpieczyli jednostkę centralną komputera, z którego Jan S. (21 l.) rozpowszechniał ścieżki dialogowe do filmów. W ich ręce wpadł tez sam „tłumacz”. Wkrótce usłyszy on zarzuty.

Zgodnie z polskim prawem osoba tłumacząca ścieżkę dźwiękową filmu musi mieć zgodę właściciela praw autorskich na rozpowszechnianie takiego tłumaczenia. Jan S. zgody takiej nie miał. Grozi mu teraz do 2 lat więzienia.

Wojciech

Jak w takim razie

Jak w takim razie wyglądają "ścieżki dialogowe do legalnych filmów"?

Ciąg dalszy walki napisowej?

napisy24.pl wycwaniły się i wymagają teraz rejestracji oraz potwierdzenia przez zarejestrowaną osobę, że jest się członkiem rodziny ;]
http://napisy24.pl/account.php
Czy rzeczywiście im to coś da?

Pozdrawiam

zastanawia mnie jedna rzecz

zastanawia mnie jedna rzecz - jeżeli żyję w czasach gdy część ludzi wierzy że alfabet to materia i można go skraść kiedy ci sami ludzie dojdą do wniosku że podatki(VAT) i cło to kradzież wiedząc że są w stanie określić fizyczną wagę skradzionych dóbr materialnych :) takie zalążki oświecenia antyfeudalnego i liberalnego? ;)

Polecam artykulik Jarka

Polecam artykulik Jarka Lipszyca w Wyborczej. Piotr W. też jest tam zacytowany, może nie w 100% szczęśliwym kontekście ("okrutnie sobie zakpił"). Główna myśl jednak jest celna i brzmi "Aresztowanie twórców za sam akt tworzenia to w wolnej Polsce coś zupełnie nowego".

Tak w ogóle to zastanawia

Tak w ogóle to zastanawia mnie czemu niektóre środowiska niezwiązane w ogóle z twórcami itd., tak protestują przeciwko "piractwu" i cieszą się jak zamkną jakąś stronę czy zabiorą uczniakom komputery z nielegalnym Windowsem czy muzyką czy filmami. Bo to że twórcy, dystrybutorzy, Gates protestują jest normalne - dziwne byłoby gdyby nie bronili swoich interesów. Ale że jacyś dziennikarze bronią ich interesów to mnie zastanawia. A może chcą się odkuć że za ich czasów nie było P2P i netu? Człowieku: masz problem, to ściągnij se coś nie wiem, zaoszczędzisz. Albo przynajmniej nie przeszkadzaj innym

...oraz tłumacza Harry'ego

...oraz tłumacza Harry'ego Pottera: http://tinyurl.com/3dmgrl

Jak czytam takie coś, to

Jak czytam takie coś, to się zastanawiam, kiedy wreszcie zaczną w szkołach mieszać Jana Kochanowskiego z błotem za nielegalne, nieautoryzowane przekłady Horacego - w świetle tych nowoczesnych odkryć praworządności.

kolejny przykład na to, ze

To tylko kolejny przykład na to, że prawo autorskie jest wykorzystywane do ochrony wątpliwych pod każdym względem praktyk monopolistycznych stosowanych przez niektórych dostarczycieli treści kosztem olbrzymiej rzeszy konsumentów.

Szesnastolatek pokrzyżował plany "systemowi", za którym stoją zapewne niemałe pieniądze. To brzmi jak fabuła taniego filmu klasy C, a może i niższej. A jednak jest to fakt. Oczywiście ten nastolatek nie miał z tym większych kłopotów, gdyż ów "system" wykorzystuje techniki dystrybucji rodem ze starożytności, które w warunkach wolnej konkurencji spowodowałyby tylko szybkie bankructwo ich stosowacza.

Zastanawiam się kiedy głównym źródłem dochodów tego typu "twórców" przestanie być sprzedaż dzieł (bo na tym im najwyraźniej nie zależy), a zaczną być prawomocnie sądowo nałożone daniny od ludu.

A jednak, niektórzy mają prawidłowo poukładane...

Nastoletni tłumacz "Harry'ego Pottera" nie trafi przed sąd: "Francuscy wydawcy serii książek o Harrym Potterze poinformowali w poniedziałek, że nie będą dochodzili w sądzie odszkodowania od 16-latka, który umieścił w Internecie własne tłumaczenie ostatniego tomu przygód młodego czarodzieja, bo nie działał z chęci zysku"

Tam cywilizowany kraj, tutaj ZPAV...

Napisy.org wrócą?

Jak podała GW prokuratura czeka na opinię biegłych w celu określenia, czy w sprawie napisy.org zostały naruszone przepisy.

Kto prawem wojuje...

Chyba nikt nie zauważył:

Fiskus pobrał pieniądze z kont ZAiKS

i jak się to skończyło?

jakie wyroki pozapadały?

Piotr VaGla Waglowski

VaGla
Piotr VaGla Waglowski - prawnik, publicysta i webmaster, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. Ukończył Aplikację Legislacyjną prowadzoną przez Rządowe Centrum Legislacji. Radca ministra w Departamencie Oceny Ryzyka Regulacyjnego a następnie w Departamencie Doskonalenia Regulacji Gospodarczych Ministerstwa Rozwoju. Felietonista miesięcznika "IT w Administracji" (wcześniej również felietonista miesięcznika "Gazeta Bankowa" i tygodnika "Wprost"). Uczestniczył w pracach Obywatelskiego Forum Legislacji, działającego przy Fundacji im. Stefana Batorego w ramach programu Odpowiedzialne Państwo. W 1995 założył pierwszą w internecie listę dyskusyjną na temat prawa w języku polskim, Członek Założyciel Internet Society Poland, pełnił funkcję Członka Zarządu ISOC Polska i Członka Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Był również członkiem Rady ds Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji i członkiem Rady Informatyzacji przy MSWiA, członkiem Zespołu ds. otwartych danych i zasobów przy Komitecie Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji oraz Doradcą społecznym Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej ds. funkcjonowania rynku mediów w szczególności w zakresie neutralności sieci. W latach 2009-2014 Zastępca Przewodniczącego Rady Fundacji Nowoczesna Polska, w tym czasie był również Członkiem Rady Programowej Fundacji Panoptykon. Więcej >>