
"Prawo w sieci. Zarys regulacji internetu" - książka wydana w wydawnictwie Helion w 2005 roku. Dziś dostępna już tylko na rynku wtórnym.
Magazyn Literacki Książki:
"...wszystko to czyta się jak dobrą powieść sensacyjną..."
Miesięcznik CHIP:
"...jest to żelazna pozycja w biblioteczce każdego, kto interesuje się internetem."
artykuły | felietony | cytaty | wydarzenia | książki | agregator rss | mapa
VaGla | FAQ | polityka prywatności | kontakt | rss feed | szukaj | login
(c) 1997-2012 Copyright by Piotr Waglowski. Serwis powstał w styczniu 1997 roku.
(p) 2000-2006 Powered by Xanth.
(p) 2005-2012 Powered by Drupal (platforma zarządzania treścią udostępniona na licencji GPL)
(p) 2006-2012 Powered by ATM S.A. (hosting)
Zgodnie z art. 25 ust. 1 pkt. 1) lit. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych zastrzegam, że dalsze rozpowszechnianie artykułów publikowanych w niniejszym serwisie jest zabronione.
VaGla.pl Prawo i Internet | Odwiedź również: stronę Jacka Waglowskiego: Vamil, blog Wojtka Waglowskiego: Numer Startowy, stronę Stanisława Waglowskiego: Enerbit

A prawo to jest na
W tym zawodzie jak i w innych. Są fachowcy i nie-fachowcy. Sam tytuł magistra prawa oznacza, że osobnik uczęszczał do określonej uczelni, na określonym kierunku i zdał wymagane egzaminy. Jednakże nie udowadnia czy dany osobnik zdobył stosowną wiedzę by umieć z niej korzystać w realiach poza murami uczelni.
Sam stykam się często z praktyką czytania tylko tytułu aktu prawnego. Jeśli jest w tytule "magiczne" słowo "komputer" czy "elektroniczny", to dokument ląduje u informatyków. Kuriozalnym jest to, że w takim dokumencie jest mowa o organizacji np. obiegu dokumentów z uwzględnieniem rozwiązań techniki komputerowej, a nie o komputerach samych w sobie. Zmiany organizacji pracy, to raczej zagadnienie wykraczające poza możliwości informatyków, gdyż funkcjonowanie określonego podmiotu to nie wynik jednego aktu prawnego, ale iloczyn logiczny wielu różnych aktów prawnych.
Prawo "papierowe" jest użyteczne gdy coś się wysypie i sankcję karną trzeba odsunąć od siebie (czyt. prawnika), bo wszystkiemu winien jest np. informatyk, gdyż tak wynika z subiektywnej analizy ustawy czy rozporządzenia.
Chore państwo i jego organizacja, bo idąc dalej w takim rozumowaniu, to np. informatyk powinien być sprawnym prawnikiem. Skoro tak, to po co utrzymywać prawników w firmach? Może warto pomyśleć czy nie ekonomiczniejszym rozwiązaniem byłoby zatrudnienie Kancelarii Prawnej, tak jak to robią prywatne firmy.
Zapewne gdyby jednostki publiczne dołożyły więcej starań w analizowanie fachowości zatrudnianych u siebie specjalistów od prawa, to informatyzacja państwa byłaby sprawniejsza niż jest obecnie.
Pozdrawiam